[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (30 czerwca 2000)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska kronika kulturalna - Teatr

Smak kontrastow

Z bardzo mieszanymi uczuciami zamykam wiosenny sezon. Niezle przedstawienia na Broadwayu to spektakle importowane z Londynu: Copenhagen Michaela Frayna (nagroda Tony za najlepsza nowa sztuke), stawiajaca trudne filozoficzne i moralne pytania, lub recenzowana tu wczesniej sztuka Toma Stopparda ozywiona kunsztem Anglikow Stephena Dillane'a i Jennifer Ehle (oboje otrzymali Tony jako najlepsi aktorzy sezonu). Inne, ktore zaznaczyly pozytywnie swoja obecnosc na Broadwayu, to sprawdzone juz sztuki ze wspolczesnej klasyki amerykanskiej, odkurzone i przedstawione w nowej inscenizacji, ze znanymi aktorami: slynny dramat Tennessee Williamsa A Moon for the Misbegotten (Tony dla Roya Dotrice'a za role drugoplanowa) czy sztuka Sama Sheparda z 1982 r. True West, rowniez znana Panstwu z recenzji, z udzialem Phila Seymoura Hoffmana oraz Johna C. Reilly'ego (zupelnie pominietych przy rozdzielaniu nagrod Tony).
Nie bylo ani jednej ciekawej nowej sztuki. Nie bylo ani jednego przedstawienia w jakis sposob zaskakujacego, przynoszacego wielkie przezycie czy rewelacyjnego w formie. Najbardziej obiecujaco pod tym wzgledem wygladalo widowisko przygotowane w koncu kwietnia przez Julie Taymor: The Green Bird w Cort Theatre. Ale wlasnie dlatego, ze tak oczekiwane, najwieksze przynioslo rozczarowanie. Teoretycznie biorac, wszystko tu bylo wysmienite. Autor sztuki Carlo Gozzi, wenecki mistrz commedia dell'arte i lekkich dramatow-opowiesci iskrzacych sie od humoru. Glowna tworczyni spektaklu Julie Taymor, rezyserka i plastyczka, znana ze swoich czesto genialnych rozwiazan: czy to w najtrudniejszej, bo absurdalnie krwawej i pomieszanej tragedii Szekspira Titus Andronicus, czy w pelnym ulotnego wdzieku musicalu Juan Darien. Doborowy zespol aktorow z wysmienitym Bruce'em Turkiem (jako The Green Bird) na czele. A i sztuka byla dobrze wybrana: Czarodziejski ptak to rodzaj "filozoficznej bajki" z madrym podtekstem, szczegolnie trafnym w dzisiejszych czasach. Jest to opowiesc o mlodej parze krolewskiej Renzo (Sebastian RochŽ) i Barbarinie (Katie MacNichol), ludziach pelnych idealow i wznioslych mysli. To znaczy czuli i dobrzy byli, poki biedni. Kiedy sie wzbogacili, stali sie bezwzgledni. Pelni dumy i okrutni, w pogoni za wlasna wygoda i przyjemnoscia zapomnieli o wszystkich wokol.
Mimo tych atutow sztuka nigdy na scenie nie zajasniala wlasnym zyciem. Celem tego rodzaju teatru jest przeniesienie nas w inny wymiar, w swiat fantazji i poezji. Tutaj podziwialismy dobra gre Dereka Smitha jako Tartaglia mimo utrudnien, jakie przysparzala mu ogromna maska-glowa. Sluchalismy pelni uznania spiewu Sophii Salguero prowadzacej trio Spiewajacych Jablek. Z podziwem ogladalismy coraz to nowe, imponujace detale przepieknych dekoracji, przebogatych kostiumow i masek. Ale nigdy nie unieslismy sie z naszych wygodnych foteli. Docenialismy, ze za 60 czy 70 dolarow dostalismy uczte wizualna byc moze warta tej wygorowanej ceny broadwayowskich biletow.

*

Zamknelam wiosenny sezon wizyta w dwoch nietypowych teatralnych przestrzeniach: w kosciele i w wiezieniu. W jednym miejscu duszno bylo jak w czysccu, w drugim zbyt zimno. I tu i tam krzesla twarde. Akustyka fatalna. W ogole pelno praktycznych problemow zanim jeszcze przedstawienia sie zaczely. W kosciele zapomniano zarezerwowac mi miejsce, niewiele widzialam zza plecow bardzo duzego mezczyzny siedzacego przede mna. Z kolei, zeby sie dostac do Sing Sing, najwiekszego wiezienia w stanie Nowy Jork - godzine na polnoc od miasta - musialam wypelniac przerozne kwestionariusze tygodnie naprzod, otrzymac specjalne, imienne pozwolenie na wyznaczony wieczor, potem odczekac na progu ponurej twierdzy przez przeszlo godzine zanim nas sprawdza dokladnie, zapisza kazde nazwisko, odnotuja godzine i minute, przepuszcza przez elektroniczna bramke, jeden po drugim, bez butow, zabiora torby (bo nie wolno), dodatkowe okulary (bo drugie niepotrzebne, a jedne juz mam na nosie), butelke z woda (bo otwarta), podstempluja dlon niewidocznym tuszem (by przy wyjsciu sprawdzac pod fluoryzujacym swiatlem, czy ja to na pewno ja).
Same przedstawienia tez byly dlugie, bez przerw. Inscenizacje dalekie od perfekcji. Wprost przeciwnie: skromne w srodkach, nierowne w aktorstwie. I w obu przypadkach mialam przywilej przyswiadczyc bardzo specjalnemu wydarzeniu. Nie ma miejsca w dzisiejszej kronice - w tej drugiej czesci podsumowania sezonu - na dokladniejsze omowienie poszczegolnych sztuk. Bedzie wiec tylko krotki komentarz, ale pragne odnotowac przynajmniej pelne dane obu zespolow, bowiem sila i wymowa przedstawien byly wynikiem pracy w niezwyklych warunkach duzej grupy ludzi.
Calderon de la Barca, Life is a Dream, w tlumaczeniu ks. George'a Drance'a i Alfreda Galv‡na. Rezyseria: George Drance, muzyka: Elizabeth Swados, Victoria Benson i Eric Ness, kostiumy: Debra Krajec, maski: Sally Duback. Wystapili: Carisa A. Barreca [Air], Francisco Galileo Lozano Batista [Shadow], Yomarie Castellano [Earth], Ian Catling [Fire], John T. Collins [Free Will], Arsene Delay [Understanding], Andy Grotelueschen [Prince of Darkness], Luke Jankowski [Power], Valerie Martin [Love], Jodie Schell [Water], Brian Sheridan [Man], Malkia Stampley [Light] oraz Monica West [Wisdom]. Przedstawienia 8-10 czerwca, St. John the Divine, Manhattan.
Rozpoznaja panstwo zapewne tytul, bowiem komedia Zycie jest snem mistrza hiszpanskiego Zlotego Wieku jest bardzo znana. Choc tytul brzmi swojsko, nie jest to sztuka, ktora Panstwo mieli juz pewnie okazje ogladac. Pod koniec zycia Calderon napisal cykl dramatow religijnych, czesto nawiazujac do swoich wczesniejszych, "swieckich" sztuk. W La Vida es Sueno, auto sacramental z 1677 r., podobnie jak w komedii pod tym samym tytulem z 1636 r., znajdujemy jako glowny watek rozwazania o wolnej woli i przeznaczeniu. Zamiast nieszczesnego Seguismundo, wiezionego w jaskini przez ojca-krola, jako bohatera mamy teraz Czlowieka, pana swiata, ktory posiada wladze nad wszelkim stworzeniem, ale sam siebie nie bardzo rozumie. Musi sie dopiero uczyc madrosci wlasciwego wyboru. Waha sie miedzy kaprysami absolutnej Wolnej Woli a surowymi napomnieniami Rozumu, otwarty jest na podszepty Ksiecia Zlego. Przyswiadczamy narodzinom samoswiadomosci czlowieka: wolnosc jest wspanialym darem, lecz tylko wykorzystywana swiadomie, a wiec z odpowiedzialnoscia. Nasza wolna wola bez ostoi w rozumie ma sile destrukcyjna. Swiatlo milosci prowadzi nas we wlasciwym kierunku - ku dobru.
Alegoryczne sztuki Calderona bardzo rzadko sa dzisiaj wystawiane. Nic dziwnego, bowiem ich kosmiczna skala, wzniosle pytania i jednoznacznie religijna wymowa sa odlegle od glownego nurtu wspolczesnej kultury. Mlody zespol z jezuickiego uniwersytetu w Marquette mial wiec nielatwe zadanie i cieszy, ze pod doswiadczonym kierunkiem George'a Drance'a sprawdzil sie tak dobrze. Poetyckie slowo Calderona zabrzmialo jak natchnione: czysto, mocno i delikatnie zarazem, bez przesady i bez zgrzytow zbytniego uwspolczesniania jezyka. To nadzwyczajne osiagniecie tlumaczy. Angielski z wielkim oporem poddaje sie kuszeniom hiszpanskiego baroku, a juz szczegolnie w religijnym wydaniu.
Sila przedstawienia bylo takze udane polaczenie slowa i muzyki. Energii calosci dodal jednak przede wszystkim niebywaly entuzjazm mlodych aktorow, przekonanie, z jakim kazdy z nich wypowiadal swe kwestie. Przejete glosy i spiew, akordy gitary, rytm pieknego slowa niosly wzruszenie. Zacieraly granice miedzy wiara i pragnieniem a reprezentacja wiary i pragnienia. Aaron Sorkin, A Few Good Men. Rezyseria: David Wayne Britton, Randy Mulder, Dino S. Johnson. Wystapili: Errol Adams [Cpl Jeffrey Own Howard], Dewey Bozella [Lance Cpl Harold Dawson], David Wayne Britton [LtCol Nathan Jessep], Juan Fernandez [PFC William T. Santiago], Vaughn Gilmore [PFC Louden Downey], Parrish Jordan [Capt. Isaac Whitaker], Laura Kramer [LCDR Joanne Galloway], John Mandala [Capt. Matthew A. Markinson], Carlos Santiago [LTJG Daniel A. Kaffee], Herman P. Silmon [Lt Jack Ross] oraz John G. Whitefield [Lt Jonathan James Kendrick]. Pod kierunkiem Katherine Vockins w ramach programu Rehabilitation Through the Arts. Przedstawienia 21-23 czerwca, Sing Sing Chapel Auditorium, Ossining, N.Y.
Zaskakujaco podobna sile - przy wszystkich roznicach kontekstu: sala w wiezieniu, a nie pod wzniosla kopula kosciola - mialo przedstawienie w Sing Sing. Sztuka Aarona Sorkina opowiada o grupie ludzi zamknietych nie w wiezieniu, lecz w innej instytucji o podobnie ostrym rezimie regul i wymagan. W bazie amerykanskiej marynarki wojennej Guant‡namo na Kubie umiera mlody rekrut Santiago. Jego smierc jest po czesci rezultatem zaniedban wyzszych oficerow, niechetnych jego wczesniejszym apelom o przeniesienie gdzies indziej. Po czesci wynika z poslusznego podporzadkowania sie wszystkich zolnierzy niepisanemu "czerwonemu kodowi", ktory wymaga wymierzenia kary kazdemu, kto sie wylamuje spod praw obowiazujacych w grupie. Proces winnych smierci Santiago dramatyzuje duzo szersze konflikty: racje stanu a racje moralne, granice odpowiedzialnosci indywidualnej a odpowiedzialnosci za czyny innych.
Realia przedstawienia byly brutalne. Wszelkie przygotowania - wybor tekstu, proby, kontakty z wolontariuszami, negocjacje o kazdy szczegol - sa podporzadkowane bardzo surowym regulom szczegolnie strzezonego wiezienia. Mikrofony i kostiumy dotarly w przeddzien pierwszego przedstawienia. Na widowni - mezczyzni w roznym wieku w zielonych wieziennych ubraniach, straznicy w mundurach i z bronia oraz garstka cywilow - kilka osob zaprzyjaznionych z Katherine Vockins prowadzacej program teatralny, kilku wolontariuszy pracujacych od lat z wiezniami. Na scenie sami mezczyzni i jedna kobieta, Laura Kramer, zawodowa aktorka bioraca udzial w spektaklu za specjalnym pozwoleniem wieziennych wladz. Wiekszosc aktorow ciemnoskora: mlodzi i bardzo mlodzi. Ich uderzajace skupienie budzi nasze skupienie. Kazde slowo zaczyna pulsowac wlasnym zyciem. Kazde - o bledzie, o upartym szukaniu usprawiedliwien, o powolnym odkrywaniu nowej swiadomosci - nabiera szczegolnej wagi. Tak jak w przypadku sakralnej sztuki Calderona, choc w dramatycznie odmiennych okolicznosciach, polamatorski zespol potrafil stworzyc to, co w teatrze jest najcenniejsze: magiczny moment prawdziwego wzruszenia.

*

A ponadto, no coz, kilka przedstawien wiosennego sezonu w teatrach off-Broadwayu dobitnie zilustrowalo prawde, ze najlepsza sztuke zle aktorostwo moze polozyc, lecz nawet najlepszy aktor czy aktorka nie udzwigna sami ciezaru sztuki. W The Public Theatre dwom swietnym aktorkom - Daphne Rubin-Vega (Sophia) i Adriana Sevan (Maria Celia) grajacym siostry trzymane w domowym areszcie w Hawanie - zabraklo dobrego tekstu i odpowiednich partnerow w Two Sisters and Piano, nowej sztuce kubansko-amerykanskiego pisarza Nilo Cruza. Utalentowana J. Smith-Cameron, pelna wdzieku i cichej sily, rowniez grala prawie samotnie na scenie Minetta Lane Theatre w ambitnej lecz niezdecydowanej w wymowie sztuce Davida Lindsay-Abaire'a Fuddy Meers.
The Real Thing odnoszaca tryumfy na Broadwayu oraz Arms and the Man, blyskotliwa komedia G. B. Shawa o ostrym zadle antymilitarystycznej satyry, ktora zjawila sie w Gramercy Theatre i przeszla prawie zupelnie niezauwazona, swietnie ilustruja, jak wiele zalezy od aktora. W pierwszym przypadku mamy mierna sztuke bardzo dobrze grana. W drugim - swietna, ktora miernie wypadla z powodu przerysowanej gry. Subtelny Stephen Dillane zdobywa nasza uwage podbudowujac znaczenie tekstu, ktory wiele obiecuje lecz niewiele nam daje. W komedii sprzed ponad stu lat wiecej jest swiezosci i sily niz w calym worze sztuk Toma Stopparda, lecz halas jaki wywoluja aktorzy podwaza wymowe nawet madrego slowa G. B. Shawa.