KS. JANUSZ BALICKI
Od Pasji Gibsona
do Paschy 2004
Co roku dane jest nam przezywac te sama pamiec meki, smierci i zmartwychwstania Jezusa, ale zawsze doswiadczamy tego w nieco inny sposob, gdyz z uplywem czasu nowe czynniki ksztaltuja nasze subiektywne doznania religijne. W tym roku niewatpliwie dla wielu z nas duzy wplyw na wyobrazenie przebiegu wydarzen paschalnych bedzie mial film Mela Gibsona Pasja. Ze wzgledu na toczace sie w mediach dyskusje i liczne rozmowy w kregu znajomych nawet ci, ktorzy filmu nie mieli okazji obejrzec, zapewne troche inaczej niz dotychczas przezywac beda Wielki Tydzien. Film ten bowiem, podejmujac temat meki i smierci Jezusa, niewatpliwie sprawil, ze wydarzenia, ktore historycznie zaistnialy przed prawie dwoma tysiacami lat, a ktore przez doroczne obchodzenie ich pamieci nabraly dla wielu chrzescijan charakteru bardziej liturgicznego niz realnego, odzyly w wyobrazni i staly sie bardziej "konkretne". Zastosowanie w filmie jezyka aramejskiego, ktorym poslugiwano sie w czasach Jezusa w Palestynie i laciny uzywanej przez Rzymian dodatkowo ulatwiaja duchowe przeniesienie sie do Jerozolimy z I w., w ktorej rozegraly sie wydarzenia lezace u podstaw wielkanocnego swietowania. Zapewne wielu chrzescijan pod wplywem tego filmu bedzie odtad inaczej patrzec na drzewo krzyza, ktorego widok na ogol im spowszednial i nie budzil specjalnych emocji...
Jezus umeczony i ukrzyzowany
Tworce filmu Pasja zainspirowaly zapiski siostry Anny Katarzyny Emmerich (1774-1824), niemieckiej mistyczki i stygmatyczki, ktorej wizje meki Jezusa znane sa z publikacji ksiazkowych. Wstrzasajace sa przekazane przez nia obrazy modlitwy Jezusa w ogrojcu, eksponujace nie tylko fizyczny lek Syna Bozego przed nadchodzaca smiercia krzyzowa, ale takze mocowanie sie ze zwatpieniem w sens podjetej meki, widziane proroczo w kontekscie wydarzen, ktore dopiero nastapia, a w ktorych nie zabraknie niewiernosci i niewdziecznosci ze strony tych, dla ktorych owo cierpienie zostanie przyjete. Wizjonerka tak o tym mowi:
"Przed dusza udreczonego Jezusa przesuwaly sie niezliczone obrazy zgorszen i wystepkow wszystkich wiekow. Widzial tlumy ludzi, ktorzy w swej pysze unikajac Jego zbawczych ramion wyciagnietych ku nim, szli prosto ku pochlaniajacej ich przepasci. Wreszcie dostrzegl mnostwo takich, ktorzy nie smieli jawnie zaprzec sie Go, ale malodusznie, niewiernie i tchorzliwie omijali Kosciol, odlaczajac sie od Jego poranionej Oblubienicy, a zamiast jej bronic, szli za zloczyncami. Z bolem widzial ich - bledne owce, oddane na pastwe wilkow, blakajace sie po lichym pastwisku, gnane przez najemnikow, a stroniace od owczarni Dobrego Pasterza, ktory daje zycie za swoje owce. Bladzili, a nie chcieli wejsc przez ciasna brame, aby nie zginac karku. Wyciagali rece ku mglawicom, szli za blednymi ognikami, gineli i marli z duchowego glodu. Jezus, widzac to, smucil sie i byl gotow cierpiec za wszystkich, nawet tych, ktorzy nie chcieli Go widziec i nie chcieli niesc za Nim krzyza w Kosciele, ktoremu dal siebie w Najswietszym Sakramencie. Wszystkie te niezliczone obrazy niewdziecznosci ludzkiej i zlego korzystania z gorzkiej smierci przeblagalnej przesuwaly sie przed Jego oczyma".
Scene biczowania Jezusa Mel Gibson buduje wykorzystujac "przekaz" utrwalony na plotnie Calunu Turynskiego (liczba, rodzaj i skutki zadanych razow). Wydaje sie ona niejednemu widzowi niewspolmiernie wydluzona w czasie, ale rezyser, odtwarzajac owa okrutna kazn, pozostal wierny realiom historycznym - mozna mniemac, ze tyle trwala ona w rzeczywistosci.
Ogladajac film nie sposob oprzec sie wrazeniu, ze mamy w nim do czynienia z walka dwoch swiatow na plaszczyznie metafizycznej. W istocie nie oskarza on Zydow, ktorzy domagali sie smierci Jezusa, nie osadza tez prymitywnych zolnierzy rzymskich czerpiacych sadystyczna radosc z zadawania razow, ale demaskuje moce zla w swiecie; przypomina o tym pojawiajaca sie w pewnych sytuacjach postac szatana. Biczowanie pejczami z metalowym zakonczeniem bylo do tego stopnia okrutne, ze tylko mlody i zdrowy organizm Jezusa mogl je przetrzymac, zachowujac resztki sil, by dotrzec z krzyzem na Golgote. Pod koniec meki nie bylo juz jednak w Jezusie ani jednej tkanki, ktora nie zostalaby zmiazdzona (jakze przejmujaco prawdziwie brzmia w tym kontekscie slowa Izajaszowego proroctwa: "Jak wielu oslupialo na Jego widok, tak nieludzko zostal oszpecony Jego wyglad i Jego postac byla niepodobna do ludzi"!).
Wyjatkowego okrucienstwa biczowania, drogi krzyzowej i samego ukrzyzowania posrednio dowodzi fakt, ze Jezus umiera wkrotce po przybiciu do krzyza (zwykle smierc skazancow nastepowala po kilkunastu, czy nawet wiecej, godzinach - dwaj towarzysze Jezusa zostali przeciez dobici, by mozna bylo zdjac ich ciala przed wieczorem rozpoczynajacym szabat).
Film przypomina tez nadprzyrodzone zjawiska, jakie towarzyszyly smierci Jezusa, takie chocby jak trzesienie ziemi, ktorego niszczycielskie skutki dotknely takze swiatynie jerozolimska. W obrazie tym nie tyle wazny wydaje sie wymiar historyczny, co jego wymowa teologiczna. Oprawcy Jezusa nie bez leku po czasie zadac sobie musza pytanie, czy przypadkiem nie wydali walki samemu Bogu? Pekajace sciany swiatyni jerozolimskiej - Domu Bozego niewidzialnego Jahwe - "mowily" wyraznie, ze dokonalo sie cos tajemniczo wielkiego i po ludzku zatrwazajacego...
Jezus zmartwychwstaly
W filmie Gibsona zmartwychwstanie Jezusa zasygnalizowane jest bardzo dyskretnie i oszczednymi srodkami. Rezyser pozwala widzowi "zajrzec" do wnetrza grobu wczesnym rankiem owego "pierwszego dnia po szabacie", zatrzymujac jego wzrok na calunie okrywajacym cialo Jezusa; w ktoryms momencie staje sie oczywiste, ze nie spowija on juz Ukrzyzowanego - opada i jest "pusty". Przez chwile widac zarys sylwetki Jezusa opuszczajacego grob.
Mozna sie spierac, czy byl to najszczesliwszy sposob powiedzenia widzowi, ze Jezus zlozony w grobie zmartwychwstal, pozostaje jednak uszanowac prawo tworcy filmu do subiektywnego doboru srodkow wyrazu, nielatwo bowiem oddac owo najbardziej tajemnicze, ale i trudne do wyobrazenia wydarzenie, ktore stanowiac istote chrzescijanstwa (powie o tym z moca sw. Pawel: "Jesli Chrystus nie zmartwychwstal, daremne jest nasze nauczanie, prozna jest takze wasza wiara", 1 Kor. 15,1) dotyka takze samej esencji ludzkiego bytu. Jezus wraca ze swiata, z ktorego - jak mowi nam powszechne doswiadczenie - nie ma juz powrotu.
Jesli On wrocil, to i nas nie czeka unicestwienie. Jezus mowil o tym swoim uczniom, zreszta ta prawda - jako owoc dokonanego odkupienia - stanowi istote Jego misji. Zmartwychwstajac, z moca "powiedzial" czlowiekowi, ze jego zycie nie konczy sie w momencie smierci, przeciwnie - wlasnie wtedy sie na dobre zaczyna, bo smierc jest brama do zycia wiecznego.
Zapewne czlowiek - jakze kruchy w swojej wierze - wolalby sam sie o tym przekonac jeszcze z pozycji zyjacego na ziemi, ale takiej mozliwosci nie ma. Dlaczego? Odpowiedz zna Bog i to powinno wystarczyc. Moze dotkniecie pewnych tajemnic okazaloby sie zbyt trudne do przyjeci dla czlowieka? Moze wieksza szansa jego rozwoju sa wlasnie watpliwosci, proby, ba - nawet bledy, z ktorych utkane jest jego zycie na ziemi w sluzbie sobie i innym? W koncu, mimo niewatpliwie trudnych wyzwan, jakie niesie swiat, nie przestaje on byc dla czlowieka cudem.
Mozna w kontekscie Pasji Gibsona, ktora przeciez konczy sie prawda o zmartwychwstaniu, zadawac sobie pytanie, czy potrzebne bylo tak szczegolowe odtwarzanie w filmowym obrazie okrucienstwa Jezusowej meki? Czy bylo to uprawnione? Niejeden krytyk zarzucil rezyserowi szokujaca drastycznosc obrazow - istotnie, nierzadko widz zamyka oczy, by nie widziec, czasem nawet zatyka uszy... Nie wdajac sie w szczegolowa polemike smiem twierdzic, ze w imie prawdy o tamtych wydarzeniach warto bylo sie o taki obraz pokusic. W naszej poboznosci bowiem, nawet w liturgicznie poprawnym celebrowaniu Triduum Paschalnego, nie brakuje zafalszowan posunietych czasem do dewocyjnej "cukierkowatosci". Film Gibsona odziera z takich zludzen i w ten sposob staje sie szansa na inne niz dotychczas towarzyszenie Jezusowi w Jego drodze krzyzowej i mece. Otwiera tez serce czlowieka na pytanie, kim ow Umeczony, Ukrzyzowany i Zmartwychwstaly jest dla niego? Od tego pytania nie sposob uciec.
Zmartwychwstanie bylo zwyciestwem Chrystusa nad potega tego swiata. Stalo sie to, przed czym przestrzegal juz pozniej, w czasie przesladowania apostolow w Jerozolimie, Gamaliel: "Odstapcie od tych ludzi i pusccie ich! Jezeli bowiem od ludzi pochodzi ta mysl czy sprawa, rozpadnie sie, a jezeli rzeczywiscie od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyc i moze sie czasem okazac, ze walczycie z Bogiem" (Dz. Ap. 5,38-39).
Owczesni przywodcy narodu wybranego przez Boga, nie zdajac sobie z tego sprawy, podjeli walke z Bogiem i przegrali ja. Bog zrealizowal swoj plan, pomimo okrutnych i prowadzonych na szeroka skale przesladowan uczniow Chrystusa w ciagu pierwszych trzech wiekow przez potezne cesarstwo rzymskie, angazujace wszelkie sily i srodki majace na celu postawic kres rozwojowi nowej religii.
Film Gibsona sprawil, ze bolesne wydarzenia ostatnich godzin Jezusa staly sie nam blizsze, nabraly wyrazistosci i konkretnosci. W tym klimacie warto wsluchac sie w wiecznie zywe slowo ewangelii Janowej, ktore Kosciol podaje nam w niedziele zmartwychwstania Panskiego, pamietajac, ze mowi do nas ten, ktory osobiscie stal pod krzyzem w Wielki Piatek i osobiscie pochylal sie nad pustym grobem w Wielka Niedziele:
"Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze bylo ciemno, Maria Magdalena udala sie do grobu i zobaczyla kamien odsuniety od grobu. Pobiegla wiec i przybyla do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, ktorego Jezus milowal, i rzekla do nich: ´Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go polozonoª. Wyszedl wiec Piotr i ow drugi uczen i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ow drugi uczen wyprzedzil Piotra i przybyl pierwszy do grobu. A kiedy sie nachylil, zobaczyl lezace plotna, jednakze nie wszedl do srodka. Nadszedl potem takze Szymon Piotr, idacy za nim. Wszedl on do wnetrza grobu i ujrzal lezace plotna oraz chuste, ktora byla na Jego glowie, lezaca nie razem z plotnami, ale oddzielnie zwinieta na jednym miejscu. Wtedy wszedl do wnetrza takze i ow drugi uczen, ktory przybyl do grobu. Ujrzal i uwierzyl. Dotad bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, ktore mowi, ze On ma powstac z martwych" (J. 20,1-9).
|