ANDRZEJ ZWANIECKI
Nowojorska
kronika kulturalna
Policjanci na haju, wymazana pamiec, postkomunistyczne
baju-baju
Hollywood galwanizuje na duzym ekranie popularne
seriale telewizyjne z minionych lat bez wiekszego powodzenia,
pozbawiajac je resztek zwietrzalego wdzieku. Zastrzyk farsy
lub testosteronow kina akcji jest z reguly tak silny, ze wywoluje
jedynie narracyjne konwulsje i usmierca pacjenta, zamiast
go ozywic.
W najnowszym przedsiewzieciu tego typu Todd
Phillips obchodzi sie nieco delikatniej z popularnym serialem
o parze policjantow Starsky i Hutch z lat 70.
Zwieksza komiczny potencjal tytulowej pary bez uciekania sie
do wulgarnosci i tandety, a komiczny wizerunek hipisowskiej
epoki ukazuje z lagodna ironia, bez groteskowych przerysowan.
Najwieksza zaleta nowej wersji jest para
Ben Stiller - Owen Wilson w rolach tytulowych policjantow.
Stiller w roli sluzbisty i sztywniaka Starsky'ego oraz Wilson
jako wyluzowany i cyniczny Hutch maja wspolnie wszystko to,
czego trzeba, aby przeciwienstwa ich ekranowych osobowosci
zagraly skutecznie w komediowym duecie. Filmowcy wyposazaja
ich w odlotowe auto - Ford Gran Torino - ktore nie tylko przydaje
nieco barwy ich perypetiom, ale chwilami urasta do roli nieomal
trzeciego partnera. Problem w tym, ze sytuacje, ktore maja
stanowic pole do popisu dla bohaterow, sa najczesciej wtorne
albo malo pomyslowe, a z tych, ktore sa nieco bardziej fantazyjne
- Phillips nie zawsze potrafi wycisnac dostatecznie wiele
humoru.
Sprawa kryminalna pojawia sie w filmie z
chwila wyplyniecia na wody zatoki ciala, ktore Hutch proponuje
zreszta przepchnac do innego rewiru, aby sie sprawy pozbyc.
Wiele wskazuje na to, ze morderstwa dokonal szemrany biznesmen
(Vince Vaughn), ktory opracowal technike produkcji bezsmakowej
i bezzapachowej kokainy. Starsky i Hutch musza go przygwozdzic,
zanim uda mu sie zalac kokaina rynek narkotykow, co zmusza
ich do licznych przebieranek i forteli.
Dawka komedii wpompowana w zyly akcji przez
bedacego rowniez wspolscenarzysta Phillipsa jest wystarczajaca,
aby film stanal na wlasnych nogach. Ale po zrobieniu pierwszego
kroku rzecz posuwa sie do przodu bez pospiechu i chwiejac
sie na boki. Chwilami rezyser odpala race dobrego humoru i
bawi nas stylem epoki oraz egzotyka owczesnej (pop)kultury.
W innych momentach sceny naladowane komicznym potencjalem
rozplywaja sie bez "wystrzalu" w radosnym bezholowiu, a postacie
i watki wprowadzone do akcji z fanfarami znikaja bez zadnego
efektu.
Rezyseria, krotko mowiac, jest taka, jakby
Phillips, czerpiac z ducha epoki, sam dal sobie w zyle i zamiast
podkrecic tempo albo zmajstrowac dobry gag, kiwal sie za kamera
na lekkim haju. Moze to jest zreszta sposob na odbior tego
filmu - wylaczyc szare komorki, wyluzowac sie i poddac nieszkodliwym
laskotkom kpinek z epoki dzieci-kwiatow.
*
Charlie Kauffman jest bodaj jedynym scenarzysta,
ktory moze firmowac film swoim nazwiskiem. Zawdziecza to glownie
temu, ze pomyslowa akcja w jego mocno wykoncypowanych fabulach
zabawnie plasa na granicy miedzy fizyczna rzeczywistoscia
a fantastycznymi formami jej percepcji. Nawet z mniej udanych
filmow zrealizowanych na podstawie jego scenariuszy przebija
musujaca paradoksalnymi mozliwosciami i przewrotnym humorem
fantazja. Najnowszy, pod pompatycznym tytulem Eternal Sunshine
of the Spotless Mind, jest chyba najambitniejszym
dzielem Kauffmana. O ile bowiem w poprzednich utworach pomysl
wystrzelony przezen z hukiem wykonywal dzikie harce na zasadzie
"sztuka dla sztuki", o tyle tu koncepcja zostaje zaprzegnieta
do historii z pewna emocjonalna glebia.
Bohaterami filmu sa Joel, niesmialy i malo
wymowny urzednik (Jim Carrey), i Clementine, ekspedientka
z upodobaniem do farbowanych na szalone kolory wlosow (Kate
Winslet), ktorzy wdaja sie w romans. Po zerwaniu, ktore przychodzi
rownie nagle jak milosc, bohaterka wymazuje bohatera z pamieci
dzieki nowatorskiej metodzie oferowanej przez firme Lacuna.
W rewanzu bohater decyduje sie zrobic to samo z wlasnymi wspomnieniami
zwiazanymi z Clementine. W trakcie przeprowadzania zabiegu
przez niezbyt sumiennych technikow Stana (Mark Ruffalo) i
Patricka (Elijah Wood) Joel nabiera jednak watpliwosci, czy
podjal wlasciwa decyzje, i zaczyna sie opierac bezwzglednej
maszynie do wymazywania pamieci.
Ten zarys historii jest o tyle malo pozyteczny,
ze nie oddaje nawet w malym stopniu oryginalnosci filmu w
rezyserii Michela Gondry'ego. Nic nie jest w nim tak, jak
sie Panstwu wydaje - czas biegnie wstecz, bohater ukrywa sie
w zaulkach wlasnej pamieci, a waz narracji pozera wlasny ogon.
Gondry, ktory zaslynal fantazyjnymi teledyskami, miksuje te
elementy z wirtuozerska wprawa i aranzuje je w szalona wizualna
suite. Wiele scen i kadrow ma surrealistyczna aure wydarzen
z piatego wymiaru i podszytych jest ironia, ktora stosuje
sie glownie do popularnego w Ameryce przekonania o negatywnej
roli nieprzyjemnych wspomnien.
Brawura realizacji nie jest jednak w stanie
przeslonic slabosci watku romantycznego. Z wyrywkowych, czysto
ilustracyjnych scen trudno sie zorientowac, skad bierze sie
wzajemne zauroczenie bohaterow czy, tym bardziej, dociec przyczyn
zerwania ich zwiazku. Postac Clementine przebija sie mimo
to dzieki wyrazistej, bogatej w sugestie psychologiczne kreacji
Winslet; Joel wobec bezradnosci Carry'ego jako aktora pozostaje
w tle martwy i bezbarwny. Historia milosci Joela i Clementine
przewija sie przez film, ale czesto przycmiewana jest przez
wizualne fajerwerki. Chwilami mozna odniesc wrazenie, jakby
Gondry bronil sie przed jej poglebieniem za pomoca trikow
- jeszcze jeden obraz domu usunietego spektakularnie z tla
pamieci, jeszcze jeden kadr blyskotliwej wizualnie interwencji
komputera wzbogacaja kalejdoskop wydarzen, ale w niczym ich
nam nie przyblizaja. Ostatecznie odlotowe wariacje wizualne
wzbudzaja wiekszy podziw niz proba przenikniecia tajemnicy
milosnego przeznaczenia.
*
Na Zachodzie malo kto rozumie fenomen nostalgii
za minionymi czasami w bylych krajach komunistycznych. Czesto
myli sie te nastroje z tesknota za systemem komunistycznym
z jego szpetota, brakami, tepa propaganda i policyjnymi ekscesami.
To prawda, obywatele bylego obozu komunistycznego, najczesciej
ci starsi, nie moga sie pogodzic z zanikiem bezpieczenstwa
socjalnego. Ale dla wiekszosci tych, ktorzy wyrosli w krajach
realnego socjalizmu, pewna doza komunistycznej nostalgii wynika
z faktu, ze zakorzenione w tym okresie przezycia, rowniez
te radosne, nierozerwalnie splotly sie z typowymi przejawami
i symbolami owych czasow.
Do zjawiska tego nawiazuje z powodzeniem
niemiecka komedia Good Bye, Lenin, ktorego bohaterka,
nauczycielka Christiane (Katrin Sass), po ucieczce meza do
zachodnich Niemiec staje sie oddana aktywistka partyjna i
spolecznica. Jej kariere przerywa szok, jakiego doznaje na
widok syna Alexa (Daniel Bruhl), palowanego przez enerdowskich
milicjantow i bezpieczniakow podczas demokratycznej demonstracji
w przededniu upadku komunizmu. Bohaterka dostaje zawalu serca
i zapada w spiaczke. Gdy trwa w niej - upada mur berlinski,
granica miedzy obu panstwami niemieckimi zostaje otwarta i
kapitalizm dokonuje inwazji na pustawe polki sklepowe we wschodnich
Niemczech. Kiedy wreszcie odzyskuje swiadomosc, lekarz przestrzega
Alexa i jego siostre Ariane (Maria Simon), ze najmniejsza
ekscytacja moze ja zabic. Chcac uchronic przykuta do lozka
matke przed szokiem, Alex nic nie mowi o radykalnych zmianach,
jakie zaszly w trakcie jej choroby, i aranzuje cale jej zycie
tak, jakby nic sie nie stalo i Niemiecka Republika Demokratyczna
nadal istniala i dzialala na rzecz sprawiedliwosci spolecznej
i swiatowego pokoju (cha, cha!).
Rezyser filmu Wolfgand Becker nadaje klamstwom
Alexa i jego pomocnikow charakter teatru absurdu, w ktorym
podtrzymywanie fikcji istnienia NRD wymaga coraz bardziej
rozpaczliwych i przez to coraz smieszniejszych zabiegow. W
tej konwencji nowe wydarzenia, ktore sa nie do pogodzenia
ze stara rzeczywistoscia, takie jak pojawienie sie reklamy
coca-coli na sasiednim budynku czy naplyw przybyszow z zachodnich
Niemiec, sa mozliwe do wyjasnienia przy uzyciu tworczej interpretacji
minionej oficjalnej linii. Dzienniki telewizyjne preparowane
przez Alexa i jego kolege, filmowca-amatora, sa szczegolnie
zabawne, poniewaz sa podwojna fikcja - fikcja, ktora syci
sie dawnym oficjalnym klamstwem.
Przedluzenie zycia komunistycznej fikcji
na uzytek bohaterki ze swiadomoscia zamrozona w tamtym okresie
jest naprawde smieszne, ale nie ma satyrycznych konsekwencji.
Z chwila bowiem, gdy komedia dojrzewa do przeniesienia jej
na wyzszy poziom kpiny ze zderzenia zachodniej rzeczywistosci
z komunistyczna mentalnoscia, Becker wypuszcza z niej cala
pare. Ogladajac film oczekujemy, ze Alex albo dostrzeze biznesowy
potencjal organizowanego przez siebie teatru komunistycznych
zludzen i zacznie na nim robic pieniadze, albo przestanie
nad nim panowac i rzecz zakonczy sie jakas malownicza katastrofa.
Zamiast tego Good Bye, Lenin zmierza niespodziewanie
do sentymentalnej konkluzji, opartej zreszta na dosc watpliwej
psychologicznie rewelacji bohaterki. Inaczej mowiac, Becker
- po zanurzeniu sie z powodzeniem w glab postkomunistycznej
swiadomosci - wyplywa zbyt szybko na powierzchnie i niepotrzebnie
czepia sie lzawego schematu.
|