[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 23 kwietnia 2004


ANDRZEJ ZWANIECKI

Nowojorska
kronika kulturalna 

Policjanci na haju, wymazana pamiec, postkomunistyczne baju-baju

Hollywood galwanizuje na duzym ekranie popularne seriale telewizyjne z minionych lat bez wiekszego powodzenia, pozbawiajac je resztek zwietrzalego wdzieku. Zastrzyk farsy lub testosteronow kina akcji jest z reguly tak silny, ze wywoluje jedynie narracyjne konwulsje i usmierca pacjenta, zamiast go ozywic.

W najnowszym przedsiewzieciu tego typu Todd Phillips obchodzi sie nieco delikatniej z popularnym serialem o parze policjantow Starsky i Hutch z lat 70. Zwieksza komiczny potencjal tytulowej pary bez uciekania sie do wulgarnosci i tandety, a komiczny wizerunek hipisowskiej epoki ukazuje z lagodna ironia, bez groteskowych przerysowan.

Najwieksza zaleta nowej wersji jest para Ben Stiller - Owen Wilson w rolach tytulowych policjantow. Stiller w roli sluzbisty i sztywniaka Starsky'ego oraz Wilson jako wyluzowany i cyniczny Hutch maja wspolnie wszystko to, czego trzeba, aby przeciwienstwa ich ekranowych osobowosci zagraly skutecznie w komediowym duecie. Filmowcy wyposazaja ich w odlotowe auto - Ford Gran Torino - ktore nie tylko przydaje nieco barwy ich perypetiom, ale chwilami urasta do roli nieomal trzeciego partnera. Problem w tym, ze sytuacje, ktore maja stanowic pole do popisu dla bohaterow, sa najczesciej wtorne albo malo pomyslowe, a z tych, ktore sa nieco bardziej fantazyjne - Phillips nie zawsze potrafi wycisnac dostatecznie wiele humoru.

Sprawa kryminalna pojawia sie w filmie z chwila wyplyniecia na wody zatoki ciala, ktore Hutch proponuje zreszta przepchnac do innego rewiru, aby sie sprawy pozbyc. Wiele wskazuje na to, ze morderstwa dokonal szemrany biznesmen (Vince Vaughn), ktory opracowal technike produkcji bezsmakowej i bezzapachowej kokainy. Starsky i Hutch musza go przygwozdzic, zanim uda mu sie zalac kokaina rynek narkotykow, co zmusza ich do licznych przebieranek i forteli.

Dawka komedii wpompowana w zyly akcji przez bedacego rowniez wspolscenarzysta Phillipsa jest wystarczajaca, aby film stanal na wlasnych nogach. Ale po zrobieniu pierwszego kroku rzecz posuwa sie do przodu bez pospiechu i chwiejac sie na boki. Chwilami rezyser odpala race dobrego humoru i bawi nas stylem epoki oraz egzotyka owczesnej (pop)kultury. W innych momentach sceny naladowane komicznym potencjalem rozplywaja sie bez "wystrzalu" w radosnym bezholowiu, a postacie i watki wprowadzone do akcji z fanfarami znikaja bez zadnego efektu.

Rezyseria, krotko mowiac, jest taka, jakby Phillips, czerpiac z ducha epoki, sam dal sobie w zyle i zamiast podkrecic tempo albo zmajstrowac dobry gag, kiwal sie za kamera na lekkim haju. Moze to jest zreszta sposob na odbior tego filmu - wylaczyc szare komorki, wyluzowac sie i poddac nieszkodliwym laskotkom kpinek z epoki dzieci-kwiatow.

*

Charlie Kauffman jest bodaj jedynym scenarzysta, ktory moze firmowac film swoim nazwiskiem. Zawdziecza to glownie temu, ze pomyslowa akcja w jego mocno wykoncypowanych fabulach zabawnie plasa na granicy miedzy fizyczna rzeczywistoscia a fantastycznymi formami jej percepcji. Nawet z mniej udanych filmow zrealizowanych na podstawie jego scenariuszy przebija musujaca paradoksalnymi mozliwosciami i przewrotnym humorem fantazja. Najnowszy, pod pompatycznym tytulem Eternal Sunshine of the Spotless Mind, jest chyba najambitniejszym dzielem Kauffmana. O ile bowiem w poprzednich utworach pomysl wystrzelony przezen z hukiem wykonywal dzikie harce na zasadzie "sztuka dla sztuki", o tyle tu koncepcja zostaje zaprzegnieta do historii z pewna emocjonalna glebia.

Bohaterami filmu sa Joel, niesmialy i malo wymowny urzednik (Jim Carrey), i Clementine, ekspedientka z upodobaniem do farbowanych na szalone kolory wlosow (Kate Winslet), ktorzy wdaja sie w romans. Po zerwaniu, ktore przychodzi rownie nagle jak milosc, bohaterka wymazuje bohatera z pamieci dzieki nowatorskiej metodzie oferowanej przez firme Lacuna. W rewanzu bohater decyduje sie zrobic to samo z wlasnymi wspomnieniami zwiazanymi z Clementine. W trakcie przeprowadzania zabiegu przez niezbyt sumiennych technikow Stana (Mark Ruffalo) i Patricka (Elijah Wood) Joel nabiera jednak watpliwosci, czy podjal wlasciwa decyzje, i zaczyna sie opierac bezwzglednej maszynie do wymazywania pamieci.

Ten zarys historii jest o tyle malo pozyteczny, ze nie oddaje nawet w malym stopniu oryginalnosci filmu w rezyserii Michela Gondry'ego. Nic nie jest w nim tak, jak sie Panstwu wydaje - czas biegnie wstecz, bohater ukrywa sie w zaulkach wlasnej pamieci, a waz narracji pozera wlasny ogon. Gondry, ktory zaslynal fantazyjnymi teledyskami, miksuje te elementy z wirtuozerska wprawa i aranzuje je w szalona wizualna suite. Wiele scen i kadrow ma surrealistyczna aure wydarzen z piatego wymiaru i podszytych jest ironia, ktora stosuje sie glownie do popularnego w Ameryce przekonania o negatywnej roli nieprzyjemnych wspomnien.

Brawura realizacji nie jest jednak w stanie przeslonic slabosci watku romantycznego. Z wyrywkowych, czysto ilustracyjnych scen trudno sie zorientowac, skad bierze sie wzajemne zauroczenie bohaterow czy, tym bardziej, dociec przyczyn zerwania ich zwiazku. Postac Clementine przebija sie mimo to dzieki wyrazistej, bogatej w sugestie psychologiczne kreacji Winslet; Joel wobec bezradnosci Carry'ego jako aktora pozostaje w tle martwy i bezbarwny. Historia milosci Joela i Clementine przewija sie przez film, ale czesto przycmiewana jest przez wizualne fajerwerki. Chwilami mozna odniesc wrazenie, jakby Gondry bronil sie przed jej poglebieniem za pomoca trikow - jeszcze jeden obraz domu usunietego spektakularnie z tla pamieci, jeszcze jeden kadr blyskotliwej wizualnie interwencji komputera wzbogacaja kalejdoskop wydarzen, ale w niczym ich nam nie przyblizaja. Ostatecznie odlotowe wariacje wizualne wzbudzaja wiekszy podziw niz proba przenikniecia tajemnicy milosnego przeznaczenia.

*

Na Zachodzie malo kto rozumie fenomen nostalgii za minionymi czasami w bylych krajach komunistycznych. Czesto myli sie te nastroje z tesknota za systemem komunistycznym z jego szpetota, brakami, tepa propaganda i policyjnymi ekscesami. To prawda, obywatele bylego obozu komunistycznego, najczesciej ci starsi, nie moga sie pogodzic z zanikiem bezpieczenstwa socjalnego. Ale dla wiekszosci tych, ktorzy wyrosli w krajach realnego socjalizmu, pewna doza komunistycznej nostalgii wynika z faktu, ze zakorzenione w tym okresie przezycia, rowniez te radosne, nierozerwalnie splotly sie z typowymi przejawami i symbolami owych czasow.

Do zjawiska tego nawiazuje z powodzeniem niemiecka komedia Good Bye, Lenin, ktorego bohaterka, nauczycielka Christiane (Katrin Sass), po ucieczce meza do zachodnich Niemiec staje sie oddana aktywistka partyjna i spolecznica. Jej kariere przerywa szok, jakiego doznaje na widok syna Alexa (Daniel Bruhl), palowanego przez enerdowskich milicjantow i bezpieczniakow podczas demokratycznej demonstracji w przededniu upadku komunizmu. Bohaterka dostaje zawalu serca i zapada w spiaczke. Gdy trwa w niej - upada mur berlinski, granica miedzy obu panstwami niemieckimi zostaje otwarta i kapitalizm dokonuje inwazji na pustawe polki sklepowe we wschodnich Niemczech. Kiedy wreszcie odzyskuje swiadomosc, lekarz przestrzega Alexa i jego siostre Ariane (Maria Simon), ze najmniejsza ekscytacja moze ja zabic. Chcac uchronic przykuta do lozka matke przed szokiem, Alex nic nie mowi o radykalnych zmianach, jakie zaszly w trakcie jej choroby, i aranzuje cale jej zycie tak, jakby nic sie nie stalo i Niemiecka Republika Demokratyczna nadal istniala i dzialala na rzecz sprawiedliwosci spolecznej i swiatowego pokoju (cha, cha!).

Rezyser filmu Wolfgand Becker nadaje klamstwom Alexa i jego pomocnikow charakter teatru absurdu, w ktorym podtrzymywanie fikcji istnienia NRD wymaga coraz bardziej rozpaczliwych i przez to coraz smieszniejszych zabiegow. W tej konwencji nowe wydarzenia, ktore sa nie do pogodzenia ze stara rzeczywistoscia, takie jak pojawienie sie reklamy coca-coli na sasiednim budynku czy naplyw przybyszow z zachodnich Niemiec, sa mozliwe do wyjasnienia przy uzyciu tworczej interpretacji minionej oficjalnej linii. Dzienniki telewizyjne preparowane przez Alexa i jego kolege, filmowca-amatora, sa szczegolnie zabawne, poniewaz sa podwojna fikcja - fikcja, ktora syci sie dawnym oficjalnym klamstwem.

Przedluzenie zycia komunistycznej fikcji na uzytek bohaterki ze swiadomoscia zamrozona w tamtym okresie jest naprawde smieszne, ale nie ma satyrycznych konsekwencji. Z chwila bowiem, gdy komedia dojrzewa do przeniesienia jej na wyzszy poziom kpiny ze zderzenia zachodniej rzeczywistosci z komunistyczna mentalnoscia, Becker wypuszcza z niej cala pare. Ogladajac film oczekujemy, ze Alex albo dostrzeze biznesowy potencjal organizowanego przez siebie teatru komunistycznych zludzen i zacznie na nim robic pieniadze, albo przestanie nad nim panowac i rzecz zakonczy sie jakas malownicza katastrofa. Zamiast tego Good Bye, Lenin zmierza niespodziewanie do sentymentalnej konkluzji, opartej zreszta na dosc watpliwej psychologicznie rewelacji bohaterki. Inaczej mowiac, Becker - po zanurzeniu sie z powodzeniem w glab postkomunistycznej swiadomosci - wyplywa zbyt szybko na powierzchnie i niepotrzebnie czepia sie lzawego schematu.  


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail