RAFAL ZEBROWSKI
Pamieci Emanuela Ringelbluma w rocznice powstania w getcie
warszawskim
Wezel zycia i smierci
W krwawych dziejach ubieglego wieku holocaust
jest najwazniejszym doswiadczeniem ludzkosci. Jego obraz w
pierwszym skojarzeniu przywodzi na mysl stosy trupow w obozach
zaglady lub okryte lachmanami zywe szkielety, snujace sie
ulicami gett. Dramat polega na tym, ze sa to najczesciej jedyne
asocjacje. Oto bowiem w potocznym mysleniu "zamordowany narod
zydowski" na ekranie naszej wyobrazni pojawia sie wylacznie
jako ofiara wolajaca do nas z samego dna nedzy i konania.
Tymczasem wspolczesny czlowiek wyrasta w estetyce sztucznej,
retuszowanej elektronicznie urody. Totez nie trzeba zlej woli,
by obrazy z czasow zaglady, budzac wspolczucie, rownoczesnie
byly wymierzone przeciw ofiarom ludobojstwa, ponizaly je,
byly przeksztalcane w turpistyczna ikone. Co ciekawe, zohydzanie
mialo swe stale miejsce w dziejach antysemityzmu. Odgrywalo
ono wazna role w hitlerowskiej propagandzie, a m.in. dzieki
jej sukcesom, swieconym tak w Niemczech, jak i w okupowanej
Europie (nie wylaczajac Polski), holocaust w ogole byl mozliwy.
Te paradoksy moga przyprawic o zawrot glowy, a przeciez wniosek
z nich plynacy jest banalnie prosty: nie wolno prezentowac
jednowymiarowych obrazow. Zaglada - jak wiadomo - dokonala
sie przede wszystkim na Zydach polskich, ktorzy jako spolecznosc
podlegali niebywale dynamicznym przemianom w ciagu kilku generacji
przed nastaniem "epoki piecow", wykazujac sie niespozyta witalnoscia.
Trzeba wiec dostrzec bogactwo zycia, by smierc mozna bylo
ujrzec w jej prawdziwym wymiarze. Sa one bowiem jednym, nierozerwalnym
wezlem.
Rozwazania te moga nam przywiesc na mysl
postac Emanuela Ringelbluma, tworcy Podziemnego Archiwum Getta
Warszawskiego, ktore bylo jedynym w swoim rodzaju konspiracyjnym
instytutem naukowo-dokumentacyjnym. Rola, jaka odgrywal w
stolecznej dzielnicy zamknietej, wykreowala jego legende,
ktora na Zachodzie rozpowszechnila powiesc Johna Herseya pt. The Wall. Po zagladzie getta, wraz z bliskimi (zona
Judyta i synem Urielem, lat 13-14), ukrywal sie po tzw. stronie
aryjskiej w schronie przygotowanym dla 34 osob przez polska
rodzine Mieczyslawa Wolskiego. Niemcy ujeli ich 7 III 1944
r., w wyniku zdekonspirowania kryjowki. Po przewiezieniu na
Pawiak wszyscy - w tym takze wspomniany ich opiekun z siostrzencem
Januszem - zostali rozstrzelani w ruinach getta. Informacje
te sa powszechnie znane. Natomiast malo kto wie cos wiecej
o zyciu Ringelbluma przed 1939 r., co utrudnia zrozumienie
tej postaci. Jesli np. stwierdza on w swej Kronice getta
warszawskiego, ze partia (tj. Poalej Syjon-Lewica) dominowala
na ulicach dzielnicy zamknietej, to nie byla to obiektywna
ocena sytuacji, a pochodna jego glebokiego zaangazowania w
ruch socjalistow-syjonistow, o zabarwieniu marksistowskim.
Zwiazal sie z nim, kiedy uczeszczal do gimnazjum w Nowym Saczu,
a mistrzem jego lewicowego "uwiedzenia" byl Saul Amsterdam,
pozniejszy wybitny dzialacz KPP, ofiara stalinowskich czystek.
Ringelblum do konca zycia zachowal szczegolna wrazliwosc spoleczna,
angazowal sie w akcje samoksztalceniowe mlodziezy i robotnikow.
Wspolpracowal tez z Jointem i - wspierana przez te zydowska
organizacje charytatywna z USA - Centrala Kas Bezprocentowych,
pomimo jej apolitycznego charakteru. Od 1930 r. byl redaktorem
miesiecznika ruchu kas pt. Folks-Hilf (Pomoc Spoleczna).
Los nie oszczedzal go. Matka zmarla w 1912
r., kiedy mial lat 12. W czasie I wojny swiatowej rodzina
Ringelblumow ewakuowana w glab Rosji zostala skazana na poniewierke.
Juz podczas nauki w gimnazjum Emanuel musial ciezko pracowac,
by utrzymac sie z korepetycji. Chcial zostac lekarzem, co
bylo dosc typowym rozwiazaniem dla mlodego czlowieka w jego
sytuacji. Jednak Uniwersytet Warszawski w 1920 r. odmowil
przyjecia go na wydzial lekarski z powodu numerus clausus,
bo choc prawodawstwo polskie nie stosowalo tej zasady wobec
przedstawicieli mniejszosci, to jednak uczelnie mogly to czynic
w ramach autonomii. Ringelblum nie mogl sie z tym pogodzic,
ale brak srodkow nie pozwolil mu studiowac za granica. Pozniej
zywo interesowal sie dziejami zydowskich lekarzy, widzac w
nich pierwszych inteligentow, krzewicieli postepu wsrod wyznawcow
judaizmu w przeszlych wiekach.
Nie mogac zostac medykiem, podjal studia
na wydziale filozoficznym UW, a ostatecznie poswiecil sie
historii, studiujac pod kierunkiem Jana Kochanowskiego i Marcelego
Handelsmana. Mimo ozywionej dzialalnosci politycznej i pedagogicznej
oraz po zaliczeniu zaledwie szesciu semestrow, juz w 1927
r. uzyskal stopien doktora filozofii, przedstawiajac dysertacje
pt. Zydzi w Warszawie od czasow najdawniejszych do ostatniego
wygnania w 1527 r. Rozprawa ta ukazala sie drukiem dopiero
w 1932 r. nakladem warszawskiego Towarzystwa Milosnikow Historii,
a promujacy ja Handelsman wlasnie z powodu tej publikacji
byl wsciekle atakowany przez antysemitow. To drobne zdarzenie
pokazuje dowodnie, ze ze wzgledu na narodowosc i przekonania
polityczno-spoleczne Ringelblum nie mogl liczyc na kariere
uniwersytecka w Polsce miedzywojennej.
Musial wiec zostac nauczycielem w gimnazjach
zydowskich. Byl znakomitym pedagogiem. Jednak zajecie to nie
zapewnialo mu dostatecznych dochodow. Z ukochana zona i chronicznie
chorym synem do konca swego zycia tulal sie po sublokatorskich
pokoikach. Goraczkowo poszukiwal mozliwosci poprawienia swego
materialnego bytu; m.in. bezskutecznie zabiegal o posade warszawskiego
korespondenta ktoregos z amerykanskich czasopism zydowskich.
Nie chcial tez zrezygnowac z dzialalnosci spolecznej, bowiem
uznawal ja za poslannictwo inteligenta wobec swego zyjacego
w diasporze narodu. Bedac czlowiekiem bardzo ambitnym, nie
porzucal pracy naukowej. Jednak nieczesto mial moznosc zagladac
do archiwow, a jesli - to zwykle na godzine badz najwyzej
dwie przed ich zamknieciem. Mimo to stal sie jednym z najwybitniejszych
historykow zydowskich sredniego pokolenia, autorem kilku cennych
studiow, przygotowujacych wydanie kolejnej czesci dziejow
Zydow w Warszawie oraz monografii Zydzi w powstaniu kosciuszkowskim,
wydanej w jezyku jidysz (1937 r.) i polskim (1938 r.).
W tej sytuacji Ringelblum mogl znalezc dla
siebie srodowisko naukowe jedynie w Zydowskim Instytucie Naukowym
z siedziba w Wilnie (obecnie YIVO Institute w Nowym Jorku),
a scislej rzecz biorac - w jego Sekcji Historycznej, a nastepnie
Ogolnopolskiej Komisji Historycznej w Warszawie. Laczylo go
z tymi instytucjami wlasciwie wszystko: wizja koniecznosci
rozwiazania zydowskich problemow w krajach diaspory, przywiazanie
do kultury jidysz, zamilowanie do nowoczesnej metodologii
badan, posilkujacej sie dorobkiem wszystkich nauk spolecznych.
Podobnie jak uprzednio zajmujac sie warszawskimi studentami
z grupy Junger Historiker (Mlody Historyk), tak i w tym srodowisku
Ringelblum wykazywal sie niezmordowana energia, m.in. opracowujac
projekty badawcze czy kwestionariusze ankietowe. Wszystkie
te doswiadczenia potem zostaly spozytkowane przy tworzeniu
Podziemnego Archiwum Getta.
Po II wojnie swiatowej Emanuel Ringelblum
stal sie postacia niemal symboliczna. Jednak wiele watkow
jego dziela trudno pojac bez znajomosci jego kolei zyciowych.
Ostatnia swa prace Stosunki polsko-zydowskie w czasie drugiej
wojny swiatowej pisal w podziemnym schronie, w ktorym
panowaly ciasnota i ciemnosc, w poczuciu niepewnosci jutra
wlasnego i swych bliskich. Wiele uwag w niej zawartych moze
sie wydac polskiemu czytelnikowi niesprawiedliwymi. Niestety,
wiekszosc z nich odzwierciedlala okupacyjna rzeczywistosc.
Pesymizm wizji ogolnej czesciowo trzeba przypisac gorzkim
doswiadczeniom calego zycia i temu, ze na wlasne oczy widzial
zaglade swego narodu, a zyl wowczas jak zywcem pogrzebany.
Trzeba przyznac, ze dazenie do stworzenia obiektywnego obrazu
- czego pragnal - wymagalo wielkiego hartu ducha.
Slepy los dopisal do tego puente: Ringelbluma
i jego towarzyszy niedoli ratowala polska rodzina, ktora poniosla
z tego powodu ofiare najwyzsza. Z drugiej strony - kryjowke
przy ul. Grojeckiej 84 w Warszawie wydal Polak, Jan Lakinski,
ktory zostal skazany wyrokiem konspiracyjnego Sadu Specjalnego
"za udzial w przesladowaniu i tropieniu obywateli polskich
pochodzenia zydowskiego" (choc takze zadenuncjowal kilku zolnierzy
Armii Krajowej) i wyrok ow wykonano. Wszystko to zapewne trudno
pojac ludziom Zachodu, ktorym takie doswiadczenia zostaly
oszczedzone.
|