[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 23 kwietnia 2004


RAFAL ZEBROWSKI

Pamieci Emanuela Ringelbluma w rocznice powstania w getcie warszawskim

Wezel zycia i smierci

W krwawych dziejach ubieglego wieku holocaust jest najwazniejszym doswiadczeniem ludzkosci. Jego obraz w pierwszym skojarzeniu przywodzi na mysl stosy trupow w obozach zaglady lub okryte lachmanami zywe szkielety, snujace sie ulicami gett. Dramat polega na tym, ze sa to najczesciej jedyne asocjacje. Oto bowiem w potocznym mysleniu "zamordowany narod zydowski" na ekranie naszej wyobrazni pojawia sie wylacznie jako ofiara wolajaca do nas z samego dna nedzy i konania. Tymczasem wspolczesny czlowiek wyrasta w estetyce sztucznej, retuszowanej elektronicznie urody. Totez nie trzeba zlej woli, by obrazy z czasow zaglady, budzac wspolczucie, rownoczesnie byly wymierzone przeciw ofiarom ludobojstwa, ponizaly je, byly przeksztalcane w turpistyczna ikone. Co ciekawe, zohydzanie mialo swe stale miejsce w dziejach antysemityzmu. Odgrywalo ono wazna role w hitlerowskiej propagandzie, a m.in. dzieki jej sukcesom, swieconym tak w Niemczech, jak i w okupowanej Europie (nie wylaczajac Polski), holocaust w ogole byl mozliwy. Te paradoksy moga przyprawic o zawrot glowy, a przeciez wniosek z nich plynacy jest banalnie prosty: nie wolno prezentowac jednowymiarowych obrazow. Zaglada - jak wiadomo - dokonala sie przede wszystkim na Zydach polskich, ktorzy jako spolecznosc podlegali niebywale dynamicznym przemianom w ciagu kilku generacji przed nastaniem "epoki piecow", wykazujac sie niespozyta witalnoscia. Trzeba wiec dostrzec bogactwo zycia, by smierc mozna bylo ujrzec w jej prawdziwym wymiarze. Sa one bowiem jednym, nierozerwalnym wezlem.

Rozwazania te moga nam przywiesc na mysl postac Emanuela Ringelbluma, tworcy Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego, ktore bylo jedynym w swoim rodzaju konspiracyjnym instytutem naukowo-dokumentacyjnym. Rola, jaka odgrywal w stolecznej dzielnicy zamknietej, wykreowala jego legende, ktora na Zachodzie rozpowszechnila powiesc Johna Herseya pt. The Wall. Po zagladzie getta, wraz z bliskimi (zona Judyta i synem Urielem, lat 13-14), ukrywal sie po tzw. stronie aryjskiej w schronie przygotowanym dla 34 osob przez polska rodzine Mieczyslawa Wolskiego. Niemcy ujeli ich 7 III 1944 r., w wyniku zdekonspirowania kryjowki. Po przewiezieniu na Pawiak wszyscy - w tym takze wspomniany ich opiekun z siostrzencem Januszem - zostali rozstrzelani w ruinach getta. Informacje te sa powszechnie znane. Natomiast malo kto wie cos wiecej o zyciu Ringelbluma przed 1939 r., co utrudnia zrozumienie tej postaci. Jesli np. stwierdza on w swej Kronice getta warszawskiego, ze partia (tj. Poalej Syjon-Lewica) dominowala na ulicach dzielnicy zamknietej, to nie byla to obiektywna ocena sytuacji, a pochodna jego glebokiego zaangazowania w ruch socjalistow-syjonistow, o zabarwieniu marksistowskim. Zwiazal sie z nim, kiedy uczeszczal do gimnazjum w Nowym Saczu, a mistrzem jego lewicowego "uwiedzenia" byl Saul Amsterdam, pozniejszy wybitny dzialacz KPP, ofiara stalinowskich czystek. Ringelblum do konca zycia zachowal szczegolna wrazliwosc spoleczna, angazowal sie w akcje samoksztalceniowe mlodziezy i robotnikow. Wspolpracowal tez z Jointem i - wspierana przez te zydowska organizacje charytatywna z USA - Centrala Kas Bezprocentowych, pomimo jej apolitycznego charakteru. Od 1930 r. byl redaktorem miesiecznika ruchu kas pt. Folks-Hilf (Pomoc Spoleczna).

Los nie oszczedzal go. Matka zmarla w 1912 r., kiedy mial lat 12. W czasie I wojny swiatowej rodzina Ringelblumow ewakuowana w glab Rosji zostala skazana na poniewierke. Juz podczas nauki w gimnazjum Emanuel musial ciezko pracowac, by utrzymac sie z korepetycji. Chcial zostac lekarzem, co bylo dosc typowym rozwiazaniem dla mlodego czlowieka w jego sytuacji. Jednak Uniwersytet Warszawski w 1920 r. odmowil przyjecia go na wydzial lekarski z powodu numerus clausus, bo choc prawodawstwo polskie nie stosowalo tej zasady wobec przedstawicieli mniejszosci, to jednak uczelnie mogly to czynic w ramach autonomii. Ringelblum nie mogl sie z tym pogodzic, ale brak srodkow nie pozwolil mu studiowac za granica. Pozniej zywo interesowal sie dziejami zydowskich lekarzy, widzac w nich pierwszych inteligentow, krzewicieli postepu wsrod wyznawcow judaizmu w przeszlych wiekach.

Nie mogac zostac medykiem, podjal studia na wydziale filozoficznym UW, a ostatecznie poswiecil sie historii, studiujac pod kierunkiem Jana Kochanowskiego i Marcelego Handelsmana. Mimo ozywionej dzialalnosci politycznej i pedagogicznej oraz po zaliczeniu zaledwie szesciu semestrow, juz w 1927 r. uzyskal stopien doktora filozofii, przedstawiajac dysertacje pt. Zydzi w Warszawie od czasow najdawniejszych do ostatniego wygnania w 1527 r. Rozprawa ta ukazala sie drukiem dopiero w 1932 r. nakladem warszawskiego Towarzystwa Milosnikow Historii, a promujacy ja Handelsman wlasnie z powodu tej publikacji byl wsciekle atakowany przez antysemitow. To drobne zdarzenie pokazuje dowodnie, ze ze wzgledu na narodowosc i przekonania polityczno-spoleczne Ringelblum nie mogl liczyc na kariere uniwersytecka w Polsce miedzywojennej.

Musial wiec zostac nauczycielem w gimnazjach zydowskich. Byl znakomitym pedagogiem. Jednak zajecie to nie zapewnialo mu dostatecznych dochodow. Z ukochana zona i chronicznie chorym synem do konca swego zycia tulal sie po sublokatorskich pokoikach. Goraczkowo poszukiwal mozliwosci poprawienia swego materialnego bytu; m.in. bezskutecznie zabiegal o posade warszawskiego korespondenta ktoregos z amerykanskich czasopism zydowskich. Nie chcial tez zrezygnowac z dzialalnosci spolecznej, bowiem uznawal ja za poslannictwo inteligenta wobec swego zyjacego w diasporze narodu. Bedac czlowiekiem bardzo ambitnym, nie porzucal pracy naukowej. Jednak nieczesto mial moznosc zagladac do archiwow, a jesli - to zwykle na godzine badz najwyzej dwie przed ich zamknieciem. Mimo to stal sie jednym z najwybitniejszych historykow zydowskich sredniego pokolenia, autorem kilku cennych studiow, przygotowujacych wydanie kolejnej czesci dziejow Zydow w Warszawie oraz monografii Zydzi w powstaniu kosciuszkowskim, wydanej w jezyku jidysz (1937 r.) i polskim (1938 r.).

W tej sytuacji Ringelblum mogl znalezc dla siebie srodowisko naukowe jedynie w Zydowskim Instytucie Naukowym z siedziba w Wilnie (obecnie YIVO Institute w Nowym Jorku), a scislej rzecz biorac - w jego Sekcji Historycznej, a nastepnie Ogolnopolskiej Komisji Historycznej w Warszawie. Laczylo go z tymi instytucjami wlasciwie wszystko: wizja koniecznosci rozwiazania zydowskich problemow w krajach diaspory, przywiazanie do kultury jidysz, zamilowanie do nowoczesnej metodologii badan, posilkujacej sie dorobkiem wszystkich nauk spolecznych. Podobnie jak uprzednio zajmujac sie warszawskimi studentami z grupy Junger Historiker (Mlody Historyk), tak i w tym srodowisku Ringelblum wykazywal sie niezmordowana energia, m.in. opracowujac projekty badawcze czy kwestionariusze ankietowe. Wszystkie te doswiadczenia potem zostaly spozytkowane przy tworzeniu Podziemnego Archiwum Getta.

Po II wojnie swiatowej Emanuel Ringelblum stal sie postacia niemal symboliczna. Jednak wiele watkow jego dziela trudno pojac bez znajomosci jego kolei zyciowych. Ostatnia swa prace Stosunki polsko-zydowskie w czasie drugiej wojny swiatowej pisal w podziemnym schronie, w ktorym panowaly ciasnota i ciemnosc, w poczuciu niepewnosci jutra wlasnego i swych bliskich. Wiele uwag w niej zawartych moze sie wydac polskiemu czytelnikowi niesprawiedliwymi. Niestety, wiekszosc z nich odzwierciedlala okupacyjna rzeczywistosc. Pesymizm wizji ogolnej czesciowo trzeba przypisac gorzkim doswiadczeniom calego zycia i temu, ze na wlasne oczy widzial zaglade swego narodu, a zyl wowczas jak zywcem pogrzebany. Trzeba przyznac, ze dazenie do stworzenia obiektywnego obrazu - czego pragnal - wymagalo wielkiego hartu ducha.

Slepy los dopisal do tego puente: Ringelbluma i jego towarzyszy niedoli ratowala polska rodzina, ktora poniosla z tego powodu ofiare najwyzsza. Z drugiej strony - kryjowke przy ul. Grojeckiej 84 w Warszawie wydal Polak, Jan Lakinski, ktory zostal skazany wyrokiem konspiracyjnego Sadu Specjalnego "za udzial w przesladowaniu i tropieniu obywateli polskich pochodzenia zydowskiego" (choc takze zadenuncjowal kilku zolnierzy Armii Krajowej) i wyrok ow wykonano. Wszystko to zapewne trudno pojac ludziom Zachodu, ktorym takie doswiadczenia zostaly oszczedzone.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail