HALINA FILIPOWICZ
Nasza mala
destabilizacja
Antologie polskiej dramaturgii wspolczesnej pod zadziornym, niepruderyjnym tytulem Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne czyta sie jednym tchem, bez znuzenia, choc amatorow porno na pewno rozczaruje. Wyboru sztuk dokonal Roman Pawlowski, a uczynil to tak zrecznie, ze ksiazke czyta sie jak najbardziej pasjonujaca powiesc. Ani w jej akcje, ani w dialogi postaci wszechwiedzacy i wszedobylski narrator nie ingeruje. Pozostawieni jestesmy sami sobie, bez posrednika czy komentatora: my i oni. "My", czyli czytelnicy dramatu, i "oni", czyli postaci dramatu, ktore staraja sie nam cos istotnego przekazac o sobie i o swiecie. Trudno o bardziej bezposrednie obcowanie z literatura w naszym prywatnym teatrze wyobrazni.
Trzeba to wszystko od razu powiedziec, bo wokol lektury sztuk teatralnych powstalo spore nieporozumienie. Panuje balamutne przekonanie, ze dramatu sie nie czyta, bo dramat jest tylko po to, by go ogladac. Dobrze sie wiec stalo, ze ukazala sie antologia Pawlowskiego. Czytelnika, ktory zachnalby sie z dezaprobata na mysl o lekturze dramatu, ksiazka ta przekonuje, ze dramaturgia wspolczesna jest sluga trzech panow: literatury, teatru i telewizji. A pesymistom, ktorzy ubolewaja nad kryzysem polskiej dramaturgii wspolczesnej, Pawlowski daje skierowanie do okulisty, stawiajac nastepujaca diagnoze: "Kiedy okolo 2000 roku pojawila sie fala nowych, wartosciowych polskich dramatow, wielu krytykow i artystow w ogole ich nie zauwazylo" (s. 5).
Mowiac inaczej, presja wyjatkowych chwil historycznych wywoluje czasem dobroczynne skutki artystyczne; gorzej bywa z nasza optyka. Latwiej zaakceptowac to, co juz znane, a wiec oswojone; to, co nie pasuje do znanych paradygmatow, a nawet sie przeciw nim buntuje, moze razic nasze przyzwyczajenia oraz poczucie ladu i umiaru. Nie bez znaczenia jest tez snobizm: latwiej zaakceptowac wspolczesny repertuar importowany z Zachodu. Dramaty brytyjskich brutalistow Sary Kane i Marka Ravenhilla mialy latwiejsza droge na polskie sceny niz, na przyklad, tworczosc Pawla Jurka. Nic wiec dziwnego, ze Jaroslaw Swierszcz woli sygnowac swoje dramaty pseudonimem Ingmar Villqist.
Antologia Pawlowskiego prezentuje to, czego podobno nie ma: najnowsza polska dramaturgie. Na tom skladaja sie utwory dziesieciu autorow, z ktorych najstarszy urodzil sie w roku 1960, najmlodszy w 1979. Sa to: Krzysztof Bizio, Pawel Jurek, Jan Klata, Marek Modzelewski, Marek Pruchniewski, Pawel Sala, Andrzej Saramonowicz, Ingmar Villqist, Michal Walczak i Przemyslaw Wojcieszek. Jest to reprezentacja zdecydowanie meska. Owszem, znalazla sie tu np. komedia Saramonowicza Testosteron - blyskotliwa satyra na wspolczesnych mezczyzn, ktora w rezyserii Agnieszki Glinskiej odniosla dwa lata temu wielki sukces na deskach warszawskiego Teatru Montownia. Czytelnik moze jednak odniesc wrazenie, ze w wolnej Polsce kobiety przestaly pisac sztuki teatralne. I tylko ktos wyjatkowo skrupulatny wyluska z informatora na ostatnich stronach ksiazki nazwisko Katarzyny Grocholi. Ale nawet meska reprezentacja budzic moze watpliwosci. Dlaczego Koronacja Modzelewskiego czy Podroz do wnetrza pokoju Walczaka, a nie na przyklad Toitoi Andrzeja Lenartowskiego, ktory podejmuje ten sam temat: zagubienie i desperacje ludzi niepotrafiacych sobie znalezc miejsca w naszej malej destabilizacji?
Pawlowski "po mesku" ucina ewentualna dyskusje nad kryteriami wyboru: "To nie jest antologia najlepszych polskich sztuk, jakie powstaly po roku 2000. Wybierajac dramaty do tej ksiazki nie szukalem literackich perel, sztuk skonczonych i dobrze skrojonych. Szukalem autentycznych swiadectw polskiej rzeczywistosci" (s. 5). I dopowiada: "Wybralem dziesiec utworow, choc moglbym wybrac ich dwa razy wiecej, tak wiele pojawia sie interesujacych polskich dramatow" (s. 5). Dodajmy: teksty trzydziestu autorow mozna znalezc w internecie, na stronie zalozonej przez Pawla Jurka: www.dramat-art.com.pl.
Antologia skupia ostre, zuchwale piora. Ich wlasciciele nie maja wcale sklonnosci do kroczenia po latwych, wydeptanych, tradycyjnych sciezkach dramatopisarskich, choc trzeba powiedziec, ze ich buntowi dyskretnie patronuje z oddali dramaturgia Tadeusza Rozewicza, a zwlaszcza Kartoteka, Swiadkowie albo nasza mala stabilizacja i Stara kobieta wysiaduje. Prezentowani przez Pawlowskiego autorzy maja umyslowosc trzezwych racjonalistow, a takze - choc to dzis zabrzmi staroswiecko - apokaliptyczna wyobraznie i gorace serce. Maja tez odwage w podejmowaniu tematow tabu: niektorych postaci z ich dramatow pewnie nawet pieklo nie chcialoby przyjac do siebie na lokatorow. A przede wszystkim maja zywy dar obserwacji i umiejetnosc dostrzegania w rzeczywistosci jej cech znamiennych. Pilnuja czujnie rzeczywistosci, nie dajac umknac drobnym, a waznym szczegolom. I gdy juz dalismy sie przekonac autorom i redaktorowi, ze mamy do czynienia z "autentycznym swiadectwem rzeczywistosci", wpadamy w pulapke. Na przyklad w Pokoleniu porno albo czego nie chcecie Jurka, w scenie mesko-meskiego seksu oralnego, strona aktywna prowadzi ozywiona rozmowe nawet w momencie, by tak rzec, podbramkowym. Czy jest to, jak chce Pawlowski, "autentyczne swiadectwo rzeczywistosci"? A moze raczej sygnal, ze sztuka Jurka jest antyrealistycznym pastiszem - parodystyczna stylizacja a la science fiction, gdzie wszystko jest mozliwe?
Antologie wypelnia po brzegi aktualna problematyka: publiczne i prywatne zycie Polakow, ktorzy wybili sie na niepodleglosc po przelomie 1989 roku. Zdziwienie i zagubienie postaci jest i naszym dzisiaj zdziwieniem czy zagubieniem. Paradoksalnie, ta najnowsza (postmodernistyczna?) tworczosc dramatyczna jest dramaturgia uczuc osobistych i psychologicznych komplikacji - tego, co kiedys, dawno temu krytycy nazywali "sercem ludzkim". I nie chodzi mi tu tylko o uczucia i przezycia, ktore odnotowuje Pawlowski w swoim wstepie: milosc, zawod milosny, bol niespelnienia, nienawisc, agresja, okrucienstwo. Chodzi mi takze o emocje i doswiadczenia, ktore Pawlowski pomija. W jego polu widzenia pojawia sie np. homofobia, ale nie ma m.in. rasizmu, mizoginii, seksizmu. Pogotowie erudycyjne redaktora, ktore potrafi byc szybkie i sprawne, tutaj raz po raz zawodzi.
Trzeba dac choc jeden przyklad na poparcie tej obserwacji. Analizujac sztuke Pruchniewskiego Lucja i jej dzieci, Pawlowski demonizuje postac tesciowej, ale pomija jej traumatyczna biografie: nieudana proba uratowania matki z plonacej chaty, malzenstwo z alkoholikiem, walka o byt, samotne wychowywanie syna. Uproszczona interpretacja Pawlowskiego jest sugestywna, zwlaszcza ze znajduje potwierdzenie w licznych dowcipach o tesciowych. Sprawiedliwosc krytyczna nakazuje w tym miejscu zrobic nastepujace spostrzezenie: stworzona przez Pruchniewskiego postac Starej w Lucji i jej dzieciach - sztuce, ktorej nie waham sie nazwac wybitna, jest o wiele bardziej poglebiona psychologicznie, niz to sugeruje komentarz Pawlowskiego.
Kazda z prezentowanych w antologii sztuk poprzedza szkic o autorze. Biogram pisarza to niebezpieczny gatunek: latwo popasc w stereotypowe formulki i banaly. Pawlowski wychodzi z tej proby zwyciesko. Bez szablonu szkicuje sylwetki autorow, a zarazem rejestruje ich obserwacje i refleksje o mechanizmach polskiej kultury po 1989 roku. Natomiast jego wstep do antologii pisany byl, jak sie zdaje, z mysla o innej publikacji. Obok niezbednych informacji oraz proby syntezy podejmowanych w dramatach tematow i problemow pojawiaja sie tu szczegolowe analizy i interpretacje. Tak wiec Pawlowski postepuje jakby na przekor zgromadzonym w antologii dramatom, o ktorych pisze, ze "niepokoja i zmuszaja do myslenia" (s. 5). Coz jednak z tego, ze dramaty zmuszaja do myslenia, skoro usluzny redaktor wyrecza czytelnika. Z pasja pedagoga-erudyty streszcza we wstepie akcje dramatow, podsuwa wlasne interpretacje, a nawet ujawnia, jakie bedzie zakonczenie utworow. Dla tych, ktorzy siegna po ksiazke, mam jedno ostrzezenie: wstep Pawlowskiego przeczytajcie na samym koncu.
Czy literatura polska zyskala w autorach prezentowanych w omawianej antologii wybitnych dramatopisarzy, czy tylko autorow ulotnych, okolicznosciowych utworow? O tym, jak zawsze, przekonamy sie po latach, bo nikt z nas nie jest prorokiem. Dzisiaj jedno jest pewne: ksiazka Pawlowskiego to pasjonujaca lektura i wazne wydarzenie w polskim zyciu kulturalnym. Pokazuje, ze jest w Polsce grupa dramatopisarzy, ktorzy chwytaja na goracym uczynku codzienna rzeczywistosc, a wiezy z kosci sloniowej nie odwiedzili chyba ani razu w zyciu.
-------------------------
Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory
teatralne. Wybor i wstep - Roman Pawlowski. Wydawnictwo
Zielona Sowa, Krakow 2003, s. 496, cena 15 dol. plus 6,50
dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w
Ksiegarni Nowego Dziennika).
|