[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 11 czerwca 2004


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy


Z wielkiej kompromitacji Sejmu nad trybem przyjecia sprawozdania komisji sledczej z afery Rywina (marszalek Oleksy zupelnie sie pogubil) najbardziej uderzyl mnie dramatyczny okrzyk Leszka Millera skierowany do Leppera: "Andrzej, prosze cie, wyjdz!". Lepper wraz z ekipa nie posluchal, zaglosowal za przyjeciem sprawozdania Zbigniewa Ziobry. Ziobro postulowal pociagniecie prezydenta Kwasniewskiego do odpowiedzialnosci przed Trybunalem Stanu za to, ze nie poinformowal prokuratury o lapowkarskiej propozycji Rywina, zlozonej wydawnictwu Agora. Kwasniewski dowiedzial sie o tym fakcie niemal natychmiast od Adama Michnika.

"Jezeli wszystko pojdzie pomyslnie - myslal zapewne odurzony pycha Lepper - na stanowisko prezydenta powstanie wakat i ja je zajme". Samoobrona zostala i sprawozdanie posla Ziobry otrzymalo wiekszosc.

Pamietam Leppera jako nieokrzesanego zboja. Wszyscy tak o nim mysleli: rozrabiaka, warchol, szkodnik. Wiele przestepstw uszlo mu plazem. Krociutko siedzial w wiezieniu. A i tam pojechala za nim kamera. Z rozancem w reku, ze wzniesionymi ku niebu rekoma i przewracajac oczyma odmawial glosno Zdrowas Mario. Biedny, skruszony, maly lapserdak.

Lapserdak zaczal pomalu, pomalenku rosnac. Przysparzal klopotow, ale nikt nie traktowal go powaznie. W koncu, na poczatku demokracji powalilismy Tyminskiego, ktory, wydawalo sie, stanowil wieksze zagrozenie, to nie damy rady takiej plotce jak Lepper?!

Az tu okazalo sie, ze Lepper tworzy partie. Nie jakas tam niszowa partyjke, ale cos, co roslo w oczach jak drozdzowe ciasto. Szli do niej szeregami frustraci, oszolomy, zlodziejaszkowie i oszusci. No i ludzie tylez naiwni, co prawdziwie nieszczesliwi, zrozpaczeni, zgorszeni postepujacym galopem zepsuciem etycznym klasy rzadzacej. Z jakiej kto parafii przychodzi - Lepper nie pytal. Legitymacja bylo slepe posluszenstwo.

Przyszly wybory parlamentarne i Lepper ze swoimi zolnierzami w bialo-czerwonych krawatach osiagnal niespodziewanie duza liczbe mandatow. Sojusz Lewicy Demokratycznej - pewny, ze ich glosy wygraja wszystkie glosowania - przeliczyl sie. Musial kogos dobrac z opozycji, zeby miec wiekszosc w glosowaniach. Postawil na Lepperowska Samoobrone. Leppera zrobiono wicemarszalkiem Sejmu.

No i wtedy - na szczescie, na nasze szczescie! - nerwy mu puscily. Nie pomogly lekcje specjalisty od marketingu politycznego, ktory wizualnie zrobil z niego czlowieka w bialym kolnierzyku, nie pomoglo szkolenie glosu na nizszy i modulowany, nie pomogly garnitury od Armaniego i starannie pielegnowany w solarium braz twarzy.

Juz w pierwszych dniach Lepper rzucil sie do trybuny i najlagodniejsze, co wyrwalo sie z jego gardla byla juz dawniej powtarzana mantra: "Balcerowicz musi odejsc!", czym konczyl kazdy swoj "pacierz". Zaczal bluzgac wyzwiskami, jakich Sejm nie slyszal w najgorszych swoich czasach. Oskarzac prezydenta i wszystkich ludzi wladzy o wszelkie mozliwe kryminalne przestepstwa, agenturalnosc, zdrade panstwa itd., itp. Najgorsze inwektywy lataly w powietrzu. Nie pomoglo stukanie laska marszalka. Przywolywanie do porzadku brzmialo jak pisk myszki. Odpychal mowcow, wlazil na trybune, kiedy chcial, i grzmial.

Rezultat formalny byl watlutki: odwolano go z funkcji wicemarszalka. I to bylo wszystko. Do dzis zreszta cofniecie immunitetu, skazujacy prawomocny wyrok sadowy w sprawie karnej nie skutkuje strata poselskiego mandatu. Wyrok w procesie karnym to automatyczne wyrzucenie z pracy soltysa, wojta czy prezydenta miasta. Samorzadowcow tak, poslow - nie. Totez wielu sposrod pretorianow Leppera ma takie wyroki i posluje.

Pomysl SLD, ktory umizgami do Samoobrony chcial zyskac jej glosy, odniosl fiasko. Bialo-czerwone krawaty staly sie czarna owca w Sejmie, chociaz Samoobrona w sondazach opinii spolecznej rosla. Niezadowolonych ze sprawowania wladzy przez eseldowski rzad przybywalo.

Stalo sie od dawna rzecza powszechna, ze parlamentarzystow wszystkich barw laczy zazylosc towarzyska. Zamknieci w swoim "palacu", gdzie im ptasiego mleka nie brak, stanowia jedna kolezenska paczke. Na mownicy grzmia na siebie zgodnie z zaleceniami partii, po czym razem ida na wodke. W Sejmie "kontraktowym", tym pierwszym - o, ironio, najlepszym - istnialo jeszcze jakies oddzielnie. Patrzylam na zdziwiony wzrok Jozefy Hennelowej, kiedy na korytarzu sejmowym zobaczyla Michnika (wowczas posla) idacego pod reke z ktoryms z "komuchow". Potem juz wszyscy stanowili jedna brac.

Ale nie z Lepperem, ktory publicznie przekraczal wszelkie normy przyzwoitego zachowania. Monika Olejnik, popularna dziennikarka, oswiadczyla, ze Leppera do zadnego swojego programu nigdy nie zaprosi. Slowa dotrzymala.

I oto, co slysze: Leszek Miller, ktorego rowniez, obok prezydenta, raport Zbigniewa Ziobry nawolywal do postawienia przed Trybunalem Stanu; ten przegrany Miller, ktory naprawde moglby sobie darowac; oto on zwraca sie z blaganiem do swojego najwiekszego adwersarza glosno przez sale: "Andrzej, prosze cie, wyjdz!". Chodzilo o to, zeby Samoobrona nie glosowala. Wtedy raport Ziobry nie zebralby pozadanej wiekszosci.

Mniejsza o meritum sprawy: prezydent i tak nie stanie przed Trybunalem, ani chyba Miller, zbyt skomplikowana procedura. Chodzi mi o to spoufalenie Millera z Lepperem. O to tykanie! Z kazdym, ale nie z nim. Moj niesmak osiagnal szczyty. Wiec to juz tak daleko zaszlo?!

*

W podwarszawskich Laskach odbyl sie pogrzeb profesora Stefana Swiezawskiego. Mial lat 97. Byl recenzentem pracy habilitacyjnej Jana Pawla II (o czym Ojciec Swiety wspomnial w telegramie kondolencyjnym). Byl audytorem Soboru Watykanskiego II. Spoczal tuz kolo swiezego grobu Zygmunta Kubiaka. Ostatnie lata - zachowujac do konca jasny umysl - spedzil w Tabicie, luteranskim pensjonacie opiekunczym. Nikogo to nie dziwi. Zawsze byl wielkim ekumenista. Walczyl nie tylko o zrehabilitowanie, ale o beatyfikacje Jana Husa. Pamietam moje zdziwienie, zaciekawienie i aprobate takim stanowiskiem. Najwiekszy w Polsce badacz i znawca filozofii swietego Tomasza z Akwinu i milosnik Husa, domagajacy sie dla niego sprawiedliwosci.

Do mlodego pastora, ktory sie nim opiekowal, powiedzial tuz przed smiercia: "Kocham Akwinate, ale niech ksiadz nie mysli, ze w moim sercu zabraklo miejsca dla Husa".

Kariere naukowa Swiezawskiego skutecznie scinaly restrykcje komunistyczne. Uniwersytety go nie chcialy. Niech idzie na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Do mieszkania dokwaterowywano lokatorow, corki mialy trudnosci z dostaniem sie na uczelnie. W ostatnim wywiadzie Profesor powiedzial: "Im bardziej postepuje w latach, tym bardziej kocham Kosciol, ale tez coraz mniej staje sie klerykalem".

Niewidomy od dawna, nie przestaje pisac i rozmawiac. Rozmowa z nim jest dla kazdego intelektualna i ludzka przyjemnoscia. Ze mna rozmawial kilkakrotnie w dawnym mieszkaniu naprzeciwko Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. "Wie pani - odezwal sie kiedys - ze ostatnia wigilie spedzilismy z Marys (zona) samiutency. Helus (corka) remontowala na gwalt rozpadajaca sie ´Szczawniceª (willa, ktora im oddali), a Maja (druga corka) samotna, przy respiratorze. Nabawila sie astmy olowiowej, pracujac przy witrazach". Nie mogla byc tez na pogrzebie. Ale spiewaly i zegnaly sie z dziaduniem wnuki i prawnuki. Piekna postac. I piekny dzien. Rzadkosc tego lata. Ludzie zegnajacy Profesora wychodzili z kaplicy na rozkwitajaca zielen.

*

W Iraku zginal jeden z najwybitniejszych naszych reporterow wojennych, Waldemar Milewicz. Jechal autem. Kula w tyl glowy z nadjezdzajacego z tylu samochodu. Na zdjeciu, ktore obieglo wszystkie media, mozemy rozpoznac zaledwie kontur siedzacego czlowieka. Na pierwszym planie przykryte do polowy cialo jego towarzysza i tlumacza.

Przezylismy smutek i zal. Odbyly sie odpowiednie egzekwie. I tu naraz strzal z mediow. Koledzy zabitego atakuja w mocnych potepiajacych slowach poparta lista nazwisk autorytetow, bulwarowke Super Express za zamieszczenie innego zdjecia, ich zdaniem, zdjecia-profanacji. Chwytam gazete. Na stronie tytulowej nic mnie nie gorszy: zdjecie jest rzeczywiscie inne: otwarte drzwi auta, siedzaca na tylnym siedzeniu postac Milewicza. Spi, zemdlal czy nie zyje? Oto pytanie. Sylwetka nienaruszona. Malenki slad krwi, ale nie z ust, nie na glowie; jakby zadrapanie w okolicach krawata. Przerzucam strony dalej. Gdzie ta niewlasciwosc? Nie ma. Mysle: ja zwariowalam czy oni? Gdyby Milewicz byl moim synem, zdjecie z Expressu wycielabym starannie i przechowala wsrod najdrozszych pamiatek.

Przy bezustannych pokazach tortur i masakr, przewyzszajacych wielekroc w mediach inne programy, nie liczac reklam, to zdjecie wydalo mi sie adekwatne i wyjatkowo taktowne.

*

Warlikowski, Trelinski, Jarzyna. Swiatowi koryfeusze rezyserii teatralnej i operowej. Mlodzi. Po czterdziesci lat. Zabijaja sie o nich najlepsze sceny. W Polsce zaledwie po kilka przedstawien w roku. Najwyzszej klasy. Trzeba kolejkowac od bialego switu az kasy odemkna. Wtedy mozna liczyc na wejsciowke i w rezultacie na pierwsze rzedy. Rzedy zarezerwowane dla sponsorow, ktorzy z reguly nie przychodza.

Nie pohanbie sie. Za duzo nawystawalam sie w kolejkach za komuny. Nie za teatrem. Co bylo do zobaczenia, zobaczylam. Zeby wymienic Artura Ui z Tadeuszem Lomnickim w roli tytulowej.

Wlasciwie powinnam sie cieszyc, ze nasza kultura gora na swiecie. Narod nie jest bynajmniej noszony na rekach, ale inscenizacje - tak. No i ciesze sie. Chociaz ich nie zobacze.

*

3 czerwca 2004 r. Msza i uroczystosc zlozenia do grobu prochow Boleslawa Wierzbianskiego na wojskowych Powazkach. Nie musze mowic, kim byl i co zrobil dla Polski na emigracji, zwlaszcza w najgorszym czasie. Obecni na pogrzebie wszyscy, ktorzy od niego zaznali dobra. Wdowa, Barbara Nagorska-Wierzbianska, prosila, zeby nie bylo smutku. Nie bylo. Ale byla i zostanie pamiec. Wspominalismy go przy przednim winie i jedzeniu, jakie lubil i na jakie czesto nas zapraszal.

7 czerwca 2004

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail