ARTUR TANIKOWSKI
"Art Poznan 2004"
czyli sprzedawanie siebie
Stolica
Wielkopolski, szczycaca sie dluga tradycja przedsiebiorczosci,
jest od lat centrum targowym. Zakonczyly sie pierwsze w Polsce
targi sztuki. Scislej - pierwsze targi sztuki wspolczesnej.
Geografia targowa odwzorowuje tendencje artystyczno-intelektualne,
bowiem wlasnie Poznan kreuje sie od kilku dobrych lat na najbardziej
progresywny osrodek w polskiej krytyce - nierzadko jednak
powielajacy zachodnie mody - lansujac tzw. sztuke krytyczna
i feminizm. W Krakowie od kilku lat organizowane sa targi
antykwaryczne, zas w Warszawie zakielkowala niedawno podobna
impreza, organizowana przez jeden z domow aukcyjnych. Obie
stolice - historyczna i wspolczesna - z natury rzeczy wyzwalaja
popyt klientow o tradycyjnych gustach. W przypadku Krakowa
uzasadniac tego wrecz nie wypada, Warszawa zas skupia niemal
wszystkie polskie domy aukcyjne, te z kolei sztuka wspolczesna
handluja raczej sporadycznie.
Targi Sztuki "Art Poznan 2004" zorganizowano
na terenach Starego Browaru - prywatnego centrum handlowo-wystawienniczo-artystycznego,
nalezacego do malzenstwa najbogatszych i - jak sie twierdzi
- najbardziej wplywowych Polakow: Jana i Grazyny Kulczykow.
Do niedawna byl tu jedynie kompleks sklepow, dopiero wystawa
slawnego wloskiego projektanta Alessandro Mendiniego Browar
ukazal zamierzone przez wlascicieli, kulturotworcze oblicze.
Dla imprezy targowej, ktora obok handlowego ma takze walor
artystyczny, okazalo sie to szczesliwym rozwiazaniem - tak
ze wzgledu na przychylna sztuce ceglana architekture o przestronnych,
przypominajacych magazynowe halach, sprzyjajacy dyskusjom
w cieple wieczory dziedziniec, jak i na samo usytuowanie w
centrum miasta, przy reprezentacyjnym deptaku. A byla "grozba",
ze instalacje, rzezby, projekcje wideo i mniej liczne obrazy
pomieszcza budynki Miedzynarodowych Targow Poznanskich, jednak
ich zarzadcy postawili ponoc szefom "Art Poznan" zbyt wygorowane
zadania finansowe. Dodac nalezy, ze mecenatem impreze (bez
ktorego nie doszlaby ona do skutku) wsparlo zarowno Ministerstwo
Kultury, wladze lokalne, jak i dwie prywatne fundacje: Kulczyk
Foundation oraz "Vox Artis" stworzona przez Anne i Piotra
Voelkelow (wlascicieli swietnie prosperujacych fabryk mebli),
ktorzy okazali sie bodaj najaktywniejszymi nabywcami na targach.
Szefowie obu fundacji, gromadzac od kilku lat kolekcje sztuki
wspolczesnej, uchodza za czolowych jej protektorow.
W organizacyjnej koncepcji personalno-przestrzennej
spotkalo sie wiele sprzecznosci. Pierwszym ewenementem bylo
cialo kuratorskie, w sklad ktorego weszlo czworo profesorow
poznanskiej Akademii Sztuk Pieknych: Marcin Berdyszak, Wlodzimierz
Dudkowiak, Izabella Gustowska oraz Piotr Kurka - dyrektor
artystyczny imprezy, ktory podczas konferencji prasowej bez
falszywej skromnosci porownal sie do... Franka O'Hary. Czyzby
wlasnie czcigodni akademicy najlepiej znali sie na mechanizmach
pobudzania rynku sztuki, jej merkantylnej ocenie (czyli wycenie)
i komercyjnej promocji? Do nich wszak nalezal wybor 70 artystow
(badz kooperatyw artystycznych) roznych generacji, uczestniczacych
w tzw. wystawie glownej na czterech pietrach Slodowni, dwoch
poziomach Galerii, na Dziedzincu Sztuki, w Wiezy i fasadzie
Starego Browaru. Szacowni jurorzy wlaczyli siebie w grono
wystawiajacych, zapewniwszy sobie, co latwo bylo zauwazyc,
reprezentacyjne przestrzenie. Wszystko lub prawie wszystko
mialo byc na sprzedaz, zas w opinii nadzorujacych wybor wystawa
glowna miala charakteryzowac sie "wysoka artystyczna jakoscia
oraz roznorodnoscia tworczych postaw".
Odwrocono porzadki - w imprezie, objetej
nazwa targow - najwazniejsze i najwieksze miejsce zajela okolicznosciowa
(na okolicznosc targow stworzona) wystawa, zas tych, ktorzy
na co dzien paraja sie handlem sztuka, promocja przez sprzedaz
i towarzyszace jej wydawnictwa, czyli komercyjne galerie -
zepchnieto w przenosni i doslownie do podziemi. Niespelna
20 placowek zajelo dosc waskie stanowiska na dwoch piwnicznych
poziomach Slodowni. To kolejny, nieznany chyba w skali swiatowej
paradoks (wyroznik?) poznanskiej imprezy, w ktorej zawodowi
marszandzi wspoltworza underground wobec "wybijajacych
sie na niepodleglosc" (czesto jedynie w handlu) i swiezsze
powietrze artystow.
Na wielkim przegladzie swiatowej sztuki,
zwanym "documenta", odbywajacym sie cyklicznie w niemieckim
Kassel, padl postulat, by to artysci bywali kuratorami. Pytanie
w odniesieniu do targowych komisarzy brzmi - kuratorami czego:
zbiorowej wystawy problemowej czy raczej stoiska z wyrobami
wlasnymi? Podsumujmy ow skrajny przypadek tych, ktorzy wg
Piotra Kurki "otwieraja droge do przyszlosci". Artysta, z
racji panstwowego etatu dydaktyka w Akademii stajacy sie jurorem,
sam siebie wystawia na sprzedaz, omijajac poddanie sie pod
osad (wiec takze ewentualne odrzucenie) i wycene innych (w
mysl zasady: sztuka tyle warta, ile za nia zaplaca), samoreklama
kreuje cene i popyt: zaprosil siebie na wystawe zbiorowa pod
haslem targow, ulozyl jej program, znalazl dla siebie miejsce...
Paradoks polega tez na tym, ze ci, ktorzy zwykle kontestuja
rzeczywistosc, pietnuja jej komercyjno-konsumpcjonistyczne
oblicze, zechcieli stanac za lada. Dali wyrazna odpowiedz
w kwestii wyrazonej przez Inteligenta z Rejsu Marka
Piwowskiego: czy mozna byc jednoczesnie tworca i tworzywem
(nie mylic z wystawiajaca na targach grupa "Twozywo"), sprzedawca
i towarem...
Fundacja ASP jako jeden ze wspolorganizatorow
otworzyla - chyba jednak nieswiadomie - pole do manipulacji,
rowniez skierowanych przeciw samej sobie. Skoro wystawiajacy
mogli sprzedawac bez zadnych posrednikow (zarzadzono udostepnianie
numerow telefonow komorkowych autorow prac w celu latwiejszego
prowadzenia negocjacji), niekoniecznie wiec przy swiadkach,
czy rzeczywiscie nie uniknieto potencjalnych oszustw z przekazywaniem
na rzecz Fundacji 10% od realnej sumy sprzedazy?
Targi ukazaly widzom (czasem klientom) szeroki
wachlarz tendencji, stylistyk, strategii i koncepcji, dominujacych
w dzisiejszej i wczorajszej polskiej sztuce, nie mialy jednak
szans - przy tak a nie inaczej wylonionym skladzie kuratorskim
- pokazac wszystkiego, co najwazniejsze. Brakowalo wielu waznych
tworcow, szczegolnie sposrod tych poslugujacych sie technikami
bardziej tradycyjnymi niz instalacje wideo czy programy multimedialne,
jak i odwolujacych sie do innego, niz bliski kuratorom, systemu
artystycznych wartosci. I tu wlasnie nie wystarczylo odwagi
poznanskiemu gremium fachowcow: moze (nie daj Boze!) swietnie
namalowana martwa natura znalazlaby nabywce przed instalacja
ze szklanym rowerzysta, ktory za chwilke wjedzie z czerwona
lampka w reku do platonskiej jaskini, dziwnie przypominajacej
bude...
W skladzie "zestawu galeryjnego", skomponowanego
przez wlascicieli poznanskiej ABC Gallery, w liczbie okolo
dwudziestu, nie zabraklo placowek znanych w kraju i poza nim
wyraznie rozpoznawalnych, m.in. krakowskich - "Zderzaka",
galerii Jana Fejkla czy Andrzeja Starmacha, lodzkiej Galerii
86, poznanskiej Galerii Piekary, by wymienic choc kilka. Jednak
na nastepnych targach ten sklad powinien sie zdecydowanie
poszerzyc, bo jak mowi Dorota Monkiewicz z warszawskiego Muzeum
Narodowego, "rynek sztuki funkcjonuje dzieki prywatnym galeriom,
bedacym wspolproducentami dziel". Dodajmy, ze poza wystawa
glowna i wspomnianymi wlasnie galeriami, nazwanymi komercyjnymi,
podczas "Art Poznan 2004" odbyl sie rowniez pokaz wybranych
galerii non profit, sponsorowanych przez samorzady, instytucje
kulturalne czy uczelnie. W ramach targow mialo takze miejsce
sympozjum "Kultura wizualna - krytyka i komercja", zdominowane
(tak jak wystawa "glowna") przez lokalne sily.
Z zalozenia targi nie powinny byc terenem
eksperymentow, artysci, ktorzy "kuratorskim fortelem" stali
sie wlasnymi marszandami, winni wystawiac to, co dla nich
najbardziej reprezentatywne, spektakularne, takze najlepiej
wpasowujace sie w przydzielona im przestrzen. Stad dla "wtajemniczonych"
niewiele zaskoczen - garsc pozytywnych wrazen, obok bukietu
niesmakow przybranego elementami nudy. Wyroznialy sie prace
Dominika Lejmana, w ktorych projekcja DVD swoiscie ozywiala
akrylowo-olejne obrazy, zabawna byla instalacja wideo Konrada
Kuzyszyna Potrojny uklon, intrygowal jego obiekt fotograficzny Oko mojego syna. Na instalacje Marcina Berdyszaka Barok
kultury, barok natury skladaly sie trzy "obrosniete" bananami
kolumny na schodkowych postumentach, przy czym tylko jedna
zdobily prawdziwe, nadgryzione zebem czasu owoce, dwie inne
uszyto z zoltej i czarnej (zepsucie? Memento mori?) materii;
o dziwo i one przyciagaly zywe muchy swym neobarokowym iluzjonizmem.
Z kolei w instalacji tego samego tworcy Organiczne zamyslenie,
sprzedanej Fundacji "Vox Artis" (przy wyjsciowej cenie 15
000 zl), nazbyt czytelne byly wplywy rzezbiarskich inscenizacji
Amerykanina Duane'a Hansona. Sposob na latwy zarobek wynalezli
Konrad Kuzyszyn czy Laura Pawela, wpasowujac sie w modna konwencje
malowania kilkoma czystymi barwami prostych form, zaczerpnietych
z ekranu telewizora czy wyswietlacza telefonu komorkowego.
Jesli po taka, czy tej podobna "sztuke" przyjezdzaja rzekomo
do Polski wlasciciele zachodnich galerii (jak Niemcy przez
most na Odrze po tansza benzyne czy do przystepniejszych cenowo
fryzjerow i dentystow), to nie dla jej oryginalnosci, lecz
z powodu jej nizszych cen w stosunku do licznych podobnych
produktow.
Na zenujaca, prowokacyjna chyba jedynie cena
(10 000 zl!) wideoinstalacje Ewy Szczyrek nikt sie (miejmy
nadzieje!) nie skusil i nabrac nie dal. Za to multimedialne
dzielo artystki zaliczanej w poczet klasykow nowych mediow,
Izabelli Gustowskiej, pt. My Europe Ministerstwo Kultury
zakupilo ponoc za okragle 30 000 zl. W Galerii Starmach mozna
bylo wejsc w posiadanie klasykow "powojnia" - Nowosielskiego,
Balki, Abakanowicz. Kazdy z trzech rzezbiarskich obiektow
ostatniej z wymienionych mial cene wyjsciowa 60 000 zl!!!
Czy jest ona wynikiem swiatowej kariery artystki, ktora od
kilku lat wydaje sie odcinac kupony od wczesniejszych osiagniec,
czy tez checi kontynuacji dobrej poznanskiej passy od czasu,
gdy stolica Wielkopolski, jako pierwsza w kraju (z wydatna
pomoca "Vox Artis") ufundowala sobie powod do dumy wobec "warszawskich
krawaciarzy" - duza plenerowa grupe Nierozpoznanych,
ustawiona w parku Cytadela?
Latwiejsze w transporcie i przyjazniejsze
domowym scianom produkty artystycznego natchnienia tworcow
o nie mniej od wymienionych znaczacych nazwiskach oferowaly
krakowskie galerie - Jan Fejkiel (np. znakomite drzeworyty
Jerzego Panka) czy Zderzak (m.in. obrazy Jaroslawa Modzelewskiego
czy Janusza Tarabuly).
Rynek sztuki wspolczesnej dopiero sie w Polsce
ksztaltuje, podazajac za nieco starszym i wyrazniejszym w
konturach, aczkolwiek wciaz jeszcze nie calkiem okrzeplym
rynkiem antykwaryczno-aukcyjnym. Relacje cenowe zaskakuja,
poznanska impreza to potwierdza, dyktat cen samodzielnie ustalonych
przez artystow niebezpiecznie narusza naturalny mechanizm.
Choc z drugiej strony to oczywiste, ze niewiele galerii ma
szanse, checi i mozliwosci lansowania artystow nowych mediow.
Jesli jednak za prace niedawnych debiutantow (ktorym udalo
sie zmylic i zamieszac w glowach krytykow tak "branzowych"
pism artystycznych, jak Polityka, a co za tym idzie
wzbudzic wokol siebie ogolnopolski rozglos), mamy placic dwa
razy wiecej niz za dzielo ktoregos z klasykow polskiej wspolczesnosci,
to rachunek moze byc tylko jeden. Na taka ocene pracy owych
"mlodszych, zdolniejszych" sklada sie wartosc zestawu wideo
plus oplata za prad na czas ekspozycji (lub dwu barwnikow
i zagruntowanego plotna) - pomnozone przez wspolczynnik prowokacji
(zblizony do niewiedzy i naiwnosci widza), do jakiej jest
sie w stanie posunac artysta (-tka) i powiekszone przez pierwiastek
ze stopnia jego (jej) dobrego samopoczucia. Nie jestem pewien,
czy zatroskani o wspoltworzenie rynku polskiej sztuki wspolczesnej
profesorzy-kuratorzy wzieli to pod uwage.
Tak czy owak, Targi swym tegorocznym ksztaltem
rozbudzily apetyty na bardziej profesjonalnie poukladana kolejna
edycje. Zainteresowaly wielu przypadkowych widzow, odwiedzajacych
przestrzen ze sztuka zaraz po zrobieniu w najblizszym sasiedztwie
czysto uzytkowych zakupow. Srodowisko artystyczno-galeryjne
zapewne troche podzielily, niektorym wypelnily kieszenie (lub
konta bankowe), wzbudzily zazdrosc innych. Ale tez daly okazje
do rozmow, spotkan, ustalen, otworzyly pole obserwacji i porownan
- zapewne przydatnych wszystkim uczestnikom. By na trwale
zaistnialy jako wazna impreza artystyczno-handlowa (za jakis
czas miedzynarodowa?), jej organizatorzy musza wyzbyc sie
narcystycznego zapraszania sie nawzajem do zabawy w handel,
tworzenia lokalnego targowiska proznosci, na ktorym rektor
miejscowej uczelni sasiaduje z redaktorem naczelnym lokalnego
czasopisma (tez artysta, przeciez kazdy byc nim moze!). Musza
uwierzyc na slowo, ze poza nimi istnieje dobra sztuka, ktora
warto wystawic na sprzedaz, wreszcie musza oddac wieksze -
wlasciwe! - pole zawodowym marszandom. A wowczas w poznanskich
hotelach moze zaczna obowiazywac wyzsze, przynalezne powaznym
imprezom targowym taryfy za noclegi.
Ceny szacunkowe podano wg informacji organizatorow
Targow i wlascicieli galerii.
Reprodukcja - Artur Tanikowski
|