[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 18 czerwca 2004


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Francja elegancja

Pani posel chyba owies uderzyl do glowy
(posel Lewandowski do poslanki Beger)

Wielodniowe uroczystosci poswiecone pamieci Ronalda Reagana musialy byc dla wielu politykow wydarzeniem bolesnym nie tylko z powodu smierci wybitnego meza stanu. Cytowane przemowienia mozna odczytywac jak sygnal ostrzegawczy, jak swiatlo dalekiej latarni, wyslane w metne wody wspolczesnej polityki. Gdyby porownac jezyk wystapien zmarlego polityka z tym, co i jak wygaduja dzis przywodcy narodow cywilizowanych, dojdziemy do wniosku, ze doszlismy do sciany. Sciana rozdziela dwa rozne swiaty, dwa rozne kody porozumiewania sie. Kiedys polityk zyl z tego, ze potrafil przekonac, oczarowac, zainspirowac ludzi ciekawymi wypowiedziami. Zawod wymagal od polityka stalego cwiczenia, polerowania, szlifowania jezyka swoich wystapien. To wlasnie piekne idee, majace jednak pokrycie w czynach, daly Ronaldowi Reaganowi dwie kadencje. Mowi sie, ze mial "latwosc slowa", ze byl "komunikatywny", ze byl obyty z mikrofonem i kamera. Tak, ale sam takze napisal tysiace listow do dzieci swoich i cudzych, do roznych ludzi, duzych i malych. Pokazcie mi dzis prezydenta wielkiego czy malego panstwa, piszacego wlasnorecznie do Jasia Kowalskiego czy krolowej brytyjskiej.

Politycy nie pisza, bo sami juz nie wierza, ze ktokolwiek moze dzis oczekiwac po nich zainteresowania pojedynczym losem. Przyszly czasy wzajemnej niewiary, a upadek autorytetow odzwierciedla upadek obyczajow, w tym obyczaju szanowania czy tylko sluchania politykow. Niewiara w polityke i politykow przeglada sie jak w lustrze w prasie i w telewizji. Reality shows, takze parlamentarne, przekroczyly juz wszelkie granice. Rzadzi nimi jezyk prostacki, brutalny, ubogi w slowa i mysli. Nastapila zmiana obyczajow, mentalnosci, i to odbija sie sejmowa i prasowa czkawka, a ta odzwierciedla psychike, pochodzenie i wyksztalcenie autorow czkawki.

Nikogo juz nawet nie smieszy, ze poslanka Renata Beger ma "kurwiki w oczach", a poslanka Anita Blochowiak zaklada homoseksualistom "czerwone skarpetki", gdyz wiekszosc polskiego spoleczenstwa nie odroznia slow "pluralizm" i "homoseksualizm". To nie zart, a wyniki badan przeprowadzonych przez Rafala Szymczaka ("Lustro naszych niedostatkow", Tygodnik Powszechny, nr 24/2004). Podaje on przyklady jezykowego chamstwa i prostactwa, wynikajacych nie tyle ze zlej woli, co zlego wychowania. Poslanka Halina Nowina-Konopczyna zadala ministrowi rolnictwa pytanie, czy slyszal, ze zgodnie z dyrektywa Unii Europejskiej swinie powinny przebywac co najmniej osiem godzin w pomieszczeniach ze swiatlem dziennym. Z sali dobiegl komentarz: "I moze powinny jeszcze dostac urlopy macierzynskie?".

Politycy juz nie przescigaja sie w jezykowej ekwilibrystyce. Przescigaja sie w wyzwiskach. Mlodosc juz nad poziomy nie wylatuje, co najwyzej wylatuje z hukiem z takiej czy inne partii wprost w objecia prokuratora. Jezyk przestal byc narzedziem porozumiewania sie, stal sie narzedziem porozniania sie. Chamstwo w mediach stalo sie norma, rowna sie do ulicy, i to ciemnej. Nawet Polityka, najbardziej wplywowy tygodnik opinii, juz dawno przestala dbac o ksztaltowanie opinii i gustow za pomoca jezyka gietkiego a pieknego. Znawca dziejow czlowieka pisze o "modzie" na pedofilie i korupcje jezykiem pan BB, czyli Beger i Blochowiak. W opinii Ludwika Stommy "moda" na pedofilie i korupcje nastala po cofnieciu sie "mody" na molestowanie seksualne, ktore niedawno jeszcze bylo "na topie" - jak pisze profesor i publicysta w jednej osobie, takie dajac uzasadnienie swej tezy: "Wydawalo sie w pewnym momencie, ze kazdy przelozony zajmuje sie przede wszystkim lapaniem za oble posladki pracownikow plci przeciwnej i ciagnieciem na sluzbowe kanapki. (...) wszyscy stali sie ofiarami rozbuchanych erotycznie kadr. Media szalaly".

Media szalaly, ale sie opamietaly, bo ile mozna w kolko powtarzac te same klamstwa o ofiarach wlasnego rozbuchania? Media zaczely jednak goraczkowo poszukiwac nowego tematu. Wiadomo, zycie nie znosi prozni. "Przedtem terroryzowaly nas sekretarki, teraz przyszla kolej na dzieci" - wyznaje publicysta. Inspiracji do felietonu dostarczyl mu francuski proces o pedofilie. Zarzuty opieraja sie na zeznaniach "jednej jedynej Myriam Delay, ktora placze sie, popada w sprzecznosci, a w swej bogatej narracji coraz to pojawiaja sie nieprawdopodobienstwa i jawne klamstwa. Dochodza do tego chaotyczne i niekonsekwentne opowiesci paru dzieciakow". I podobnie jak pani Delay, dzieci "lza jak najete i zalatwiaja swoje porachunki z doroslymi, ktorzy kiedys czegos im zabronili albo za cos zbesztali".

Nie wiem, czy kiedys ktos czegos mu zabronil i za cos zbesztal znawce dziejow i natury czlowieka. W jego opinii cala sprawa "pachnie skandalem", gdyz, jak pisze, "ilus tam rzecznikow praw dziecka i przedstawicieli towarzystw uwielbienia milusinskich chce miec swoje autodafe". Autodafe? A fe! A kysz! Malo tego, ci rzekomi rzecznicy dzieci chca miec glowy oskarzonych, ktorych "skazali jeszcze przed procesem". A wszystkiemu, jak zawsze, winne sa media, ktore "z niebywala latwoscia daly sie uzyc lowcom pedofilow za nagonke". Dziennikarze "ulegli atmosferze, czyli inaczej mowiac, modzie". Francuska opinia publiczna patrzy na sprawe przez te media z narastajacym "dyzgustem i oburzeniem".

Taka moda panuje we Francji . A w Polsce? "W Rzeczpospolitej moda jest aktualnie na korupcje. Oczywiscie istnieje takowa i jest spolecznie dotkliwa, acz na nasze miejsca w swiatowych rankingach przekupnosci bardziej zapracowaly nasze media niz fakty" ("Temida na sezon", Polityka, 24/2004). Innymi slowy, gdyby media nie ujawnialy afer, Polska nie bylaby postrzegana w swiecie jako kraj kwitnacej korupcji. To ciekawe rozumowanie podpiera profesor ciekawa definicja: "Niestety, w obledzie mody gotowismy juz kazdy akt bezinteresownosci czy niewinnego niekiedy, bo tez nieuniknionego, kumoterstwa uznac za korupcje". Poplecznik "nieuniknionego kumoterstwa" dochodzi do wniosku, ze "w tym szalenstwie jest metoda, gdyz ta korupcja prawdziwa, wielomilionowa, bezczelna, jest naszej klasie politycznej niezbedna wlasciwie do zycia". Dlaczego? "Bez niej przeciez, prawdziwej czy nadmuchanej, nie byloby pretekstu do powolywania, pomimo kompromitacji ´rywinowskiejª, kolejnych sejmowych komisji sledczych".

Doceniam nadludzki wysilek zapelniania stalej kolumny, prawdziwej czy nadmuchanej, ale na Boga, sa gdzies "granice penalizacji" - by uzyc tytulu pracy Stanislawa Stommy. Robiac porzadek z moda na pedofilie i korupcje, Ludwik Stomma zapomnial o zalewajacej swiat modzie na terroryzm. Napisal co prawda o seksualnym terroryzowaniu nas przez sekretarki i dzieci, ale terroryzmu jako takiego za mode nie uznal. Cala nadzieja w kolejnych wystapieniach, a raczej wystepach grupy SBB: Stomma-Beger-Blochowiak.

 

 

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail