JANUSZ WROBEL
Jacka Kuronia (1934-2004) droga do historii
Wsrod
postaci polskiej sceny politycznej byl osobowoscia szczegolna.
W polityce obecny byl nieprzerwanie od lat 50. wlasciwie az
do ostatnich chwil swego zycia, a wiec przez z gora pol wieku.
Zaraz po maturze zostal mlodym aparatczykiem komunistycznego
Zwiazku Mlodziezy Polskiej, potem stal sie jednym z najbardziej
znanych antykomunistycznych opozycjonistow, aby z czasem zasiasc
w ministerialnym fotelu rzadu wolnej i suwerennej Polski.
W jego biografii sa dlugie lata komunistycznego wiezienia,
ale i lata spedzone na tworczej pracy w organizacjach spolecznych
i kampania wyborcza na najwyzsze stanowisko w III Rzeczypospolitej.
Jego nazwisko pojawialo sie na pierwszych stronach najwiekszych
dziennikow swiata, tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie, dla
jednych byl bohaterem i wzorem do nasladowania, dla innych
przebieglym wrogiem i cynicznym manipulatorem. Kochano go
i nienawidzono, do dzis zreszta bardzo roznie jest oceniany,
jedno jest jednak bezdyskusyjne, nikt wobec tej postaci nie
pozostawal obojetny.
Nie mozna zrozumiec skomplikowanej biografii
tego niezwyklego czlowieka, jesli nie uwzglednimy faktu, ze
byla ona odbiciem tragicznej i pogmatwanej historii Polakow
w ostatnim stuleciu. Ludzie majacy wtedy ambicje aktywnego
uczestniczenia w zyciu publicznym, pod wplywem dramatycznie
zmieniajacych sie okolicznosci, czesto musieli podejmowac
trudne, kontrowersyjne decyzje, a nieraz calkowicie zrewidowac
swe poglady. Nie moglo byc inaczej takze z Jackiem Kuroniem,
wychowanym w patriotycznej, ale zarazem mocno lewicowej rodzinie.
Zyciowa droga mieszkanca Lwowa, ktory w domu nasluchal sie
opowiesci o wyczynach dziadka i ojca, walczacych o sprawiedliwosc
spoleczna w szeregach Polskiej Partii Socjalistycznej, a potem
przeciwko bolszewikom o wolnosc kraju, nie mogla byc ani latwa,
ani prosta. Dziecinstwo uplynelo mu w latach II Rzeczypospolitej,
z ktorej byl dumny jak cale to pierwsze pokolenie wyrosle
w warunkach wolnego panstwa. Niestety, panstwo polskie rozsypalo
sie w 1939 r. jak domek z kart, a potem przyszly lata niemieckiej
i sowieckiej okupacji, zaglady Zydow, masowych wywozek i represji
wobec Polakow. Musialo to sklaniac kazdego mlodego czlowieka
do szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak sie stalo,
jaka droge obrac w przyszlosci?
Jacek Kuron obral po 1945 r. droge zaangazowania
po stronie komunistow, ktorzy z woli Moskwy objeli w Polsce
wladze. Dzieki temu otworzyla sie przed nim szansa na blyskotliwa
kariere. Zaraz po maturze zostal etatowym pracownikiem aparatu,
a w 1953 r., w samym apogeum polskiej odmiany stalinizmu,
zostal przewodniczacym Zarzadu Uczelnianego Zwiazku Mlodziezy
Polskiej na Politechnice Warszawskiej. Jak sam po latach ze
wstydem wspominal, uczestniczyl w relegowaniu studentow z
uczelni i w rozprawie z tzw. bikiniarzami, ktorzy mieli czelnosc
ubierac sie i bawic na wzor mlodziezy zachodniej. Mozna powiedziec,
ze byl jednym z tych najbardziej niebezpiecznych, agresywnych
mlodych stalinowcow, przed ktorymi drzal caly kraj. Przypadek
Kuronia byl jednak inny niz wielu mlodych wyznawcow komunizmu,
duzo bardziej skomplikowany. Nie byl zwyklym koniunkturalista,
wierzyl, ze dokonywana rekami komunistow rewolucyjna zmiana
jest konieczna i potrzebna, zgodna z duchem czasu. Z czasem
nabieral jednak coraz wiecej watpliwosci. Juz w tym ponurym
1953 r. zostal wyrzucony z ZMP i PZPR za krytykowanie ideowych
koncepcji kierownictwa tych organizacji. Nie przestal uwazac
sie jednak za komuniste, ale jego komunizm coraz mniej mial
wspolnego z rzeczywistoscia PRL.
Wstrzasem przesadzajacym chyba ostatecznie
o dalszej drodze zyciowej Jacka Kuronia byl rok 1956. Najpierw
dotarla do niego porazajaca prawda o zbrodniach Stalina ujawniona
w slynnym referacie Chruszczowa wygloszonym na XX Zjezdzie
Komunistycznej Partii Zwiazku Sowieckiego, potem sluchal relacji
ojca, ktory w czerwcu byl naocznym swiadkiem krwawej masakry
poznanskich robotnikow. Nie zadowalaly go tlumaczenia, ze
wszystko to bylo wynikiem "bledow i wypaczen", stawial
sobie i innym pytanie, dlaczego tak sie stalo, jak zreformowac
kraj, aby sie to juz nigdy nie powtorzylo. Jak miliony Polakow
- i to nie tylko komunistow - byl pod urokiem Gomulki, z nowa
wiara zajal sie polityka, bral udzial w burzliwych wiecach
na warszawskich uczelniach i w fabrykach. Wstapil ponownie
do PZPR, ale znowu popadl w konflikt z partyjnym establishmentem,
ktory chcial jak najszybciej wyciszyc emocje, zapedzic ludzi
do roboty, przywrocic niepodzielna wladze partii. On na wiecach
domagal sie demokracji, ograniczenia cenzury i zaprzestania
represji wobec przeciwnikow politycznych.
Szybki odwrot od Pazdziernika 56 spoleczenstwo
przyjelo z rozczarowaniem, ale niewielu zdecydowalo sie na
sprzeciw. Wladze dzialaly umiejetnie, stopniowo, ale stanowczo.
Poslusznych i gorliwych nagradzano, biernym pozwalano zyc,
niespokojnych i niepokornych przywolywano do porzadku. Kuron
nalezal do tej ostatniej, najmniej licznej kategorii. Jego
los byl tym samym przesadzony. Chociaz wystepowal z krytyka
wobec wladz z pozycji marksistowskich - a moze wlasnie dlatego
- uznany zostal za wroga. W 1965 r. za rozkolportowanie kilkunastu
egzemplarzy "Listu otwartego do czlonkow PZPR i ZMS na
Uniwersytecie Warszawskim", razem z Karolem Modzelewskim,
zostal aresztowany i skazany na 3 lata wiezienia. Jego wina
bylo to, ze krytykowal brak demokracji w "ludowej"
Polsce i domagal sie wolnosci prasy, reformy gospodarczej
i wprowadzenia wielopartyjnosci.
Gdy po raz pierwszy wiezienne wrota zamknely
sie za Jackiem Kuroniem, nikt w kierownictwie bezpieki i partii
nie zdawal sobie pewnie sprawy, jak wielki blad popelniono.
Wedlug ich ocen dlugie lata wiezienia "niczego nie nauczyly"
tego bylego komunisty, nie odstraszyly od dzialania. Wprost
przeciwnie, jego opozycyjne poglady ostatecznie sie skrystalizowaly
i ugruntowaly, a przede wszystkim Jacek Kuron odkryl w sobie
niezmierzone poklady silnej woli, uporu i zdecydowania, cech
niezbednych dla dzialacza politycznego, ktory rzucil otwarte
wyzwanie calej potedze komunistycznej dyktatury. W przerwach
miedzy kolejnymi wiezieniami i aresztami rzucal sie bez reszty
w wir opozycyjnej dzialalnosci, w czym byl podobny do XIX-wiecznych
rewolucjonistow. Roznica jednak byla zasadnicza, Kuron nie
zamierzal rzucac bomb, strzelac do swoich przeciwnikow, nigdy
nie wzywal do stosowania przemocy, ale nawolywal do samoorganizacji
spoleczenstwa. Konsekwencja tych pogladow bylo powstanie Komitetu
Obrony Robotnikow, ktory mial pomagac przesladowanym robotnikom
Radomia i Ursusa, a potem dziesiatki innych inicjatyw i dzialan,
ktore powoli, ale skutecznie, kruszyly system komunistyczny.
Jacek Kuron nalezy bez watpienia do Ojcow
Zalozycieli III Rzeczypospolitej, ale panstwo, ktore wylonilo
sie po upadku komunizmu, nie do konca odpowiadalo jego lewicowym
idealom. Z niepokojem obserwowal powiekszajace sie obszary
biedy i wyobcowanie robotnikow z upadajacych fabryk i panstwowych
gospodarstw rolnych. Probowal temu zapobiec jako dwukrotny
minister pracy i polityki socjalnej, zorganizowal Fundacje
Pomoc Spoleczna SOS, walczyl o wlasciwa polityke spoleczna
panstwa jako posel i publicysta. Trudno powiedziec, aby w
tej dzialalnosci osiagnal sukcesy, ktore zmienily Polske.
Udalo mu sie jednak pomoc tam, gdzie siegaly jego mozliwosci,
gdzie pozwalaly slabnace sily. Spoleczenstwo to chyba docenilo.
Chociaz wielu dzialaczy dawnej opozycji, politykow z pierwszych
lat III Rzeczypospolitej odeszlo w cien, przestalo cieszyc
sie spolecznym autorytetem, Jacek Kuron pozostal czlowiekiem,
ktoremu ufano, ktorego uczciwosc, patriotyzm, a zwlaszcza
czystosc intencji nigdy nie podlegaly dyskusji.
|