[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 25 czerwca 2004


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Dedale i detale

- A ktoz nie ma watpliwosci? - odpowiedzial ow kaplan. - Teraz trzeba zamknac oczy i skoczyc - jak z samolotu.

Jacek Kuron, Wiara i wina

Ucieszylby sie Jacek Kuron, gdyby dobry Pan Bog, w ktorego nie wierzyl, choc On - zdaniem ksiedza Tischnera - wierzyl w Jacka Kuronia, pozwolil mu pozyc kilka dni dluzej, do chwili, gdy w kosmos polecial pierwszy "niebieski", ubrany w ulubiony stroj Kuronia blue jeans, by po locie stwierdzic, ze czul sie tak, jakby dotykal twarzy Boga. Pierwszy prywatny kosmonauta, 62-letni pilot doswiadczalny Mike Melvill, wyslany zostal w poblize krolestwa niebios przez dwoch innych "niebieskich", czyli ludzi przyodzianych w dzinsy i prawdziwie wolnych, nade wszystko od politycznych zobowiazan, choc niewolnych od mesjanistycznej wizji czlowieka zwyklego, by nie powiedziec prostego, siegajacego do gwiazd.

Calkiem podobne idealy, jak konstruktora Burta Rutana i milionera-wizjonera Paula Allena wzgledem kosmosu, przyswiecaly Jackowi Kuroniowi, gdy mowil o wolnosci jednostki w panstwie obywatelskim. Pokazywal wlasnym przykladem, jak kazdy z nas moze sobie ten skrawek wolnosci wydrapac. Kuron kpil sobie z klatki PRL-u, podobnie jak Rutan utarl nosa NASA, wysylajac czlowieka w kosmos wlasnym pomyslem i przemyslem. Wyscig do gwiazd uciekl panstwom, polityce i politykom, przestal byc rywalizacja mocarstw, a stal sie domena prywatnych konstruktorow i inwestorow, pragnacych wozic ludzi w kosmos dla przyjemnosci i pieniedzy. Za sprawa kilku wizjonerow z wyobraznia i zupelnie smiesznymi sumami, jak na taki wyczyn, pierwszego dnia lata rozpoczela sie zupelnie nowa era w dziejach ludzkosci.

Firma Burta Rutana zatrudnia dwa tuziny osob. W tym samym czasie, gdy Rutan budowal swoj wahadlowiec, komisja rzadowa badala przyczyny tragedii promu Columbia. Siedmiomiesieczna praca 13 ludzi, jak i 248-stronicowy raport, kosztowaly 20 milionow dolarow. Dokladnie tyle samo, co zbudowanie i wyslanie w kosmos przez firme Rutana SpaceShipOne. Z tego prostego, by nie powiedziec prymitywnego zestawienia wynika kilka niezbyt skomplikowanych wnioskow.

Po pierwsze: najbardziej oplacalnym zajeciem na swiecie jest praca w NASA, czyli Narodowej Agencji Slonych Apanazy - i gorzkich porazek. Eksperci ustalili ponad wszelka watpliwosc to, co wiekszosc z nas wiedziala - i widziala w telewizji - juz w dniu katastrofy. Ze bezposrednia przyczyna tragedii Columbii byla izolacja termiczna o konsystencji wielkiej plyty chodnikowej, ktora oderwala sie od glownego zbiornika rakiety i uderzyla w skrzydlo wahadlowca z predkoscia 800 kilometrow na godzine, wyrabujac w powloce termicznej dziure wielkosci komputera, co spowodowalo tragedie przy powrocie w atmosfere ziemska. Ustalono tez przy okazji przyczyne posrednia, choc zasadnicza: astronomiczna biurokracje, a tym samym inercje NASA. Ustalono takze i to, o czym mowiono i pisano juz nastepnego dnia, ze astronautow mozna bylo uratowac, badajac na orbicie uszkodzenia przy pomocy satelitow szpiegowskich i podejmujac akcje ratownicza. Rzecz w tym, ze NASA nie przewidziala budzetu na sciagniecie z innej orbity satelity. Nie wyslano tez gotowego do lotu promu Atlantis, ktory mogl spokojnie zabrac astronautow na Ziemie, pozostawiajac prom na orbicie do czasu naprawy lub wodujac go spokojnie w Oceanie Spokojnym.

Po drugie: swiat popychaja do przodu samotni Herkulesi i Dedale, niedbajacy o detale. Najlepsze pisma to pisma redagowane przez samotnych redaktorow, najlepsze kiecki szyja samotne krawcowe, najlepsze obiady gotuje samotna pani Krysia. Postep w swiecie jest sprawa wybitnych jednostek, takze wybitnie zlych. Najwiekszych odkryc ludzie dokonywali zawsze w pojedynke. W samotnosci, a czasem calkowitej izolacji od swiata, powstawaly najwieksze dziela. Najwyrazniej ludzki umysl najsprawniej funkcjonuje solo. Wyobrazmy sobie samotnosc Kopernika. Albo podszyta ciaglym strachem samotnosc Kuklinskiego. Czy nie mniej potworna samotnosc Kuronia, siedzacego dlugie lata w celach PRL-u. Czy wreszcie dosc luksusowa, ale jednak wielka samotnosc geniusza Rutana na pustyni Mojave. Samotny konstruktor Voyagera, samolotu, ktory oblecial swiat bez ladowania i uzupelniania paliwa, zamkniety w swych pustynnych zakladach przypomina sredniowiecznego mnicha idacego na pustynie w poszukiwaniu Boga. "To tkwi w samej istocie duszy czlowieka - powiedzial Neil Armstrong, pierwszy zdobywca Ksiezyca - musimy robic takie rzeczy, po prostu tak jak losos musi plynac w gore rzeki".

Podobne w tresci zdania znalazlem w ksiazce Marii Nurowskiej o Ryszardzie Kuklinskim. Musial plynac w gore rzeki, musial wypelnic do konca obowiazek, jaki sam sobie narzucil. Plywal tez po morzach, kochal zeglowanie, prosil, by jego prochy wysypano do Baltyku. Mowil Nurowskiej: "Plyne sobie jachtem, czuje slony wiatr na twarzy i jestem wolny, naprawde wolny!". A jednak powiezli jego prochy na Powazki, choc wyraznie sobie tego nie zyczyl. Nie chcial lezec sto krokow od Bieruta, blisko Gomulki, Cyrankiewicza, Zawadzkiego, ale nie mial szans. Jak za zycia, stal sie znowu przedmiotem politycznych targow. Obecne i poprzednie wladze III RP nie zaszczycily jego prochow wlasna wybitna obecnoscia. Nawet Walesa pojechal na ryby, tlumaczac sie, ze go nie zaproszono. Prawda jest taka, ze to on za swojej prezydentury nie chcial uznac Kuklinskiego za wspoltworce wolnosci, jakby sie obawial konkurencji. Gdy za lat dziesiat Walesa spocznie w Alei Zasluzonych, zasluzona poniesie kare: poloza go tuz obok pulkownika Kuklinskiego.

Urne zlozono blisko tych, z ktorymi walczyl. Moze po to, by sobie nawzajem przebaczyli? Mysle, ze spocznie tam takze Jacek Kuron, ktory byl za zycia czlowiekiem prawdziwie wolnym i tez mu sie na pewno nie marzyla Aleja Zasluzonych. Zapewne chcialby lezec blizej "niebieskich" (nie mylic z MO!), ktorym zawsze sluzyl, niz czerwonych, z ktorymi sie rozstal i wojowal, ale ktorymi nie gardzil, bo nie szukal rewanzu, a kompromisu.

Jacek Kuron zrobil w Polsce tyle, co Burt Rutan w Ameryce: obaj pokazali ludziom, ze jednostka moze byc niezalezna, ba - wolna od panstwa i jego instytucji. Kuron-marzyciel mial zawsze usmiechnieta twarz czlowieka szczesliwego, dobrodusznego, sprawiedliwego. Nie okazywal gniewu, nie zial nienawiscia do swoich przesladowcow. Kuron cierpliwie przecieral szlaki, po ktorych poszla potem polska demokracja. Rutan przetarl "niebieskim" szlak Kuronia w gwiazdy. Mysle, ze kiedys beda mieli ze soba duzo tematow do przedyskutowania. - Wiesz, Burt - powie Kuron - niepotrzebnie sprzedales moim rodakom swoj statek kosmiczny: do dzis kloca sie, kto ma nim poleciec...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail