JERZY KRZYŻANOWSKI
O Kazimierzu Wierzyńskim inaczej
O
Kazimierzu Wierzyńskim (1894-1969), jednym z najwybitniejszych
polskich poetów XX wieku, zwykło się myśleć stereotypami.
Okres przedwojenny to "wiosna i wino", pochwała młodości i
radości życia, podczas gdy lata powojennej emigracji to nostalgia,
rozpacz niemal, ustawiczne poszukiwanie swojego miejsca na
ziemi, wojujący antykomunizm. I mimo że stereotypy te są prawdziwe,
to przecież nie stanowią jedynego klucza do odczytania jego
dzieła. Dowodem tego niewielka książka "W szczęściu i trwodze".
Wątki egzystencjalne w twórczości Kazimierza Wierzyńskiego
napisana przez Zdzisława Marcinowa (ur. 1955 r.), polonistę
z Uniwersytetu Śląskiego, autora licznych prac o współczesnych
polskich poetach.
Marcinów niemal zupełnie pomija wątki biograficzne, skupia
się natomiast na zagadnieniach, które pozwalają mu
udokumentować tezę wyeksponowaną w tytule książki, a mianowicie
egzystencjalizm Wierzyńskiego. Znaczenie tego terminu, ogromnie
modnego w latach 40. i 50. ub. wieku, a dzisiaj nieco przybladłego,
należy przypomnieć czytelnikom, z czego krytyk zdaje sobie
dobrze sprawę, toteż już na początku swoich rozważań przypomina
definicje tego kierunku filozoficznego, podane przez trzech
najwybitniejszych teoretyków egzystencjalizmu. "W filozofii
egzystencji Karla Jaspersa człowiek zyskuje wiedzę o swoim
istnieniu - egzystencji - doświadczając sytuacji granicznych
[...]. W myśli Martina Heideggera pojęcie ´egzystencjaª
zespolone jest z ludzkim ´sposobem byciaª [...].
Z kolei Sartre'owskie pojęcie egzystencji nie jest ani wprost
związane z momentem doświadczenia, ani nie wypływa z samego
bytowania. Francuski filozof egzystencją nazywa świadomość
świata, świadomość tego, co dla Heideggerowskiego pojmowania
egzystencji było tylko warunkiem zaistnienia, a więc świadomość
na przykład troski" (s. 16-17). Następnie Marcinów dodaje:
"Egzystować to mieć świadomość zagrażającej człowiekowi nicości
etycznej, utraty siebie przez siebie. Z tego punktu widzenia
egzystować to także chcieć i musieć realizować etos człowieczeństwa,
również w aspekcie estetycznym, i mieć tego świadomość" (s.17).
Ten przydługi cytat wydaje się konieczny dla zrozumienia
wywodów krytyka, tym bardziej że termin "egzystencjalizm"
kojarzy się wielu czytelnikom tylko z nazwiskiem Sartre'a,
w latach powojennych szeroko w Polsce propagowanego m.in.
jako otwarty zwolennik komunizmu. Każda z tych definicji pozwala
lepiej pojąć wyjątkowość poezji Wierzyńskiego, zarówno wierszy
pisanych przed wojną, jak i emigracyjnych, stanowią one bowiem
jedną, zwartą i logiczną całość składającą się na jego poetyckie
dzieło.
Szarwark historyczno-polityczno-krytyczny - takim
pogardliwym nieco tytułem opatrzył Marcinów uwagi wstępne
do swojej pracy, na kilku zaledwie stronicach omawiając tradycyjne
sposoby odczytania wierszy poety, a uwagi swoje kończąc cytatem
z recenzji napisanej przez Konstantego A. Jeleńskiego dla
paryskiej Kultury: "Prawdziwa, autentyczna poezja Wierzyńskiego
jest egzystencjalna" (s. 14). Konsekwentnie zatem pierwszy,
zasadniczy rozdział swych rozważań krytyk zatytułował Przeciekający
niezmiennie czas. Wątki temporalne w twórczości Kazimierza
Wierzyńskiego, omawiając występowanie motywu pór roku
wraz z "piątą porą roku", "porą śmierci i wieczności - w mitycznym
bezczasie" (s. 50), o której Marcinów pisze: "Mit wiecznego
powrotu [...] staje się nieodłącznym tematem poezji Wierzyńskiego,
jednoczącym osobistą tragedię z egzystencjalistyczną niepokornością,
nieugiętością" (s. 51-52). Osobista tragedia to według krytyka
emigracja, co poeta wyeksponował w wierszach z tomu Korzec
maku (1951 r.), gdzie "pora roku przez swój charakter
staje się z jednej strony czasem prowokującym frustrację,
apatię i fobie, z drugiej - symbolizuje podobne stany" (s.
39). Tego rodzaju odczytanie wierszy z tego tomu jest na pewno
jednostronne, zwłaszcza jeśli zważy się całkowity niemal brak
omówienia cyklu Czarny polonez (1968 r.), stanowiącego
wyraz postawy wobec komunizmu zdeterminowanej, wojującej,
a nie tylko frustracji wynikającej z przeżyć emigracyjnych.
Pisząc o tym cyklu Anna Węgrzyniakowa, również z Uniwersytetu
Śląskiego, zauważyła, że tu "poeta raz jeszcze wchodzi w rolę
romantycznego szydercy, by stworzyć wizerunek uśpionego, zdemoralizowanego
narodu. W stylizowanych na dekalog Przykazaniach obnaża
magię totalitarnej nowomowy, odsłania groźne konsekwencje
wiary w komunizm" (Literatura emigracyjna 1939-1989,
t. I, s. 49). Ale ponieważ taka postawa nie pasuje do modelu
poety egzystencjalistycznego, Marcinów sprawę tę całkowicie
pomija.
Rozdział drugi rozprawy, zatytułowany Jestem codzienny
człowiek. O powszedniości, kolejno omawia typową dla skamandrytów
fascynację dniem powszednim, potem zaś brak domu na emigracji
i konieczność zastąpienia go uczuciem do osoby najbliższej
- żony, której poświęcony jest jeden z najpiękniejszych w
polskiej liryce wierszy Wierzyńskiego Nie daj się smucić
z tomu Korzec maku:
Boże, Boże,
Nie daj się smucić mojej żonie,
Ona jest wszystkim, co mi zostało,
Marzeniem, pisaniem,
Kwiatami na dworze,
Brzozą białą.
Uwikłany w przeszłość i przyszłość. Wobec historii, w
kręgu polityki - taki tytuł rozdziału następnego zdaje
się obiecywać szeroką dyskusję tematu, w istocie jednak ogranicza
się do omówienia kilku zaledwie wątków, takich jak pojęcie
wolności, obie wojny światowe, postać Piłsudskiego i wreszcie
stosunek Wierzyńskiego do rewolucji, zamanifestowany w nawiązującym
do znanego poematu Scytowie Aleksandra Błoka wierszu
Pałac:
Nie chcę, by kosooki
po tych kątach Scyta
Węszył po co i komu
ta wolność zdobyta,
Poprawiał moje losy
gorliwością cudzą,
Pamiętam wieki hańby,
inni niech się łudzą.
Problemy te wypłyną ze zdwojoną mocą w poezji okresu emigracyjnego
- wystarczy przypomnieć przejmujący wiersz Na rozwiązanie
Armii Krajowej (tom Krzyże i miecze, 1946 r.),
żeby zorientować się w ładunku emocjonalnym utworów tego czasu
twórczości Wierzyńskiego, aż po rok 1964, kiedy ogłosił tom
Kufer na plecach, będący, według krytyka, świadectwem
"narastającego pesymizmu poety. Pesymizmu, podsumujmy, wynikającego
z obwarowania współczesności realną grozą (doświadczenie pieców
i łagrów) i prawie równie realnym zagrożeniem atomowym" (s.
91).
Do tragicznych doświadczeń zarówno ogólnych, jak osobistych
nawiązuje rozdział Ciemne podziemia człowieka. O "Granicach
świata" przypominający przedwojenną prozę Wierzyńskiego,
a mianowicie wydany w 1933 r. tom opowiadań Granice świata,
w znacznej mierze nawiązujący do przeżyć poety podczas I wojny
światowej - walki na froncie i rosyjską niewolę, przy czym
Marcinów przytacza szereg wypowiedzi krytyków okresu międzywojennego,
przywołujących nazwiska pisarzy, którzy rzekomo mieli wpływ
na prozę Wierzyńskiego - od Żeromskiego i Reymonta począwszy,
poprzez Czechowa, Maupassanta, Conrada i Poego, aż po Celine'a
i Ewersa. Porównania te, dodajmy, nie ujmowały wartości opowiadaniom
Wierzyńskiego, które oceniano nader wysoko.
Kończący książkę Aneks przynosi omówienie wielu drobnych
pozycji o twórczości poety, żałować jednak należy, że większość
z nich potraktowano dość powierzchownie. Tak np. esejom z
Ameryki i Europy poświęcono zaledwie dwie stroniczki, podczas
gdy tomy takie jak Moja prywatna Ameryka (1966 r.)
zasługiwałyby na omówienie znacznie obszerniejsze, jako jedne
z nielicznych głębokich uwag o Ameryce napisanych przez polskiego
pisarza. "Ten nieco sielski, wyidealizowany obraz - pisze
krytyk - jest przecież tworzony przez emigranta, któremu nowy
kraj zapewnił byt i szanse artystycznej realizacji w skali,
w jakiej nie było to możliwe - o czym wielokrotnie wspomina
- w Polsce" (s. 121).
Książka Marcinowa jest nowym, innym spojrzeniem na twórczość
Wierzyńskiego. Nie należy ona do lektur łatwych, wymaga od
czytelnika przede wszystkim znajomości podstawowego kanonu
poezji i oczytania w problematyce filozoficznej i literackiej.
Na szczęście napisana jest językiem przystępnym, zrozumiałym,
autor unika pseudonaukowego żargonu, jakim tak chętnie posługują
się dzisiaj liczni poloniści. Jako przykład takiego właśnie
żargonu przytoczyć można zdanie z recenzji pracy Marcinowa,
zamieszczony na okładce: "Autor upodrzędnia perspektywę diachroniczną,
uprzywilejowuje - synchroniczną". Konia z rzędem, jak to się
dawniej mówiło, czytelnikowi, który to zrozumie bez słownika
i encyklopedii...
Okładkę zdobi piękna grafika Zenona Dyrszka, a książka została
starannie zredagowana. o
---------------------
Zdzisław Marcinów, "W szczęściu i trwodze".
Wątki egzystencjalne w twórczości Kazimierza Wierzyńskiego,
Uniwersytet Śląski, Katowice 2004, s. 130, nota bibliograficzna,
indeks nazwisk.
|