[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 25 lutego 2005


ANDRZEJ ZWANIECKI

Nowojorska
kronika kulturalna (film)

RELIGIJNY TERMINATOR;
GROZY DEGRADACJA;
SMUTNA EDUKACJA

Wydawało się, że jarmarczne landszafty z wizerunkami piekła i potępionych są skazane na zagładę, podobnie jak tradycyjne odpusty, które pozwalały przeniknąć im pod strzechy. Constantine dowodzi, że tak być nie musi, jeśli Hollywood stanie się czymś w rodzaju wirtualnego odpustu. Ten film o zmaganiach zaświatów, który nawiązuje do bogatej tradycji religijnego kiczu, odmalowuje bowiem tradycyjne wątki grzechu, potępienia i piekielnego cierpienia w formie wideoklipów i przy użyciu komputerowych tricków.

Jego tytułowy bohater (Keanu Reeves) sprawia początkowo wrażenie jakby był to Neo z Matrixa, który zabłądził na plan niewłaściwego filmu. Constantine, biedaczysko, to jednak w istocie nie Mesjasz, lecz dusza zbłąkana na granicach naszego świata z piekłem i niebem. Wyposażony w zdolność odróżnienia demonów od zwykłych śmiertelników wykonuje on zadanie swego rodzaju religijnego Terminatora - posyła nielegalnych imigrantów z zaświatów najdosłowniej - do stu diabłów.

Constantine godzi się przyjść z pomocą policjantce Angeli (Rachel Weisz), która usiłuje wyjaśnić rzekome samobójstwo swej głęboko religijnej siostry bliźniaczki. To prywatne dochodzenie, które wymaga zapuszczenia się do piekieł, odbywa się na tle kosmicznych zmagań zastępów niebieskich z archaniołem Gabrielem (Tilda Swinton) na czele z samym Szatanem (Peter Stormare) i jego potomstwem.

Tego w ogólności można się domyśleć, bo Constantine to nie tyle zborna i klarowna historia, co seria wideopaneli, na których bohaterowie odprawiają egzorcyzmy, walczą z demonami oraz odbywają przerażające wyprawy w głąb piekła. Między tymi panelami zaś bezzębną paszczę rozdziawia nuda. Wizualna ekspresja jest tu ważniejsza od sensu, rekwizyt (wydrążony krucyfiks spełniający rolę pałasza na demony jest naprawdę odlotowy!) od wiarygodnej reakcji, a efektu "jak żywe" - od wydźwięku emocjonalnego.

Reżyser Francis Lawrence, który wprawił się do zawodu realizacją muzycznych teledysków, gwałci wrażliwość widza zagęszczeniem wizualnym - nadmiarem efektów specjalnych, nastrojowych mgieł i dymów itp. Faszeruje też film ezoterycznymi znakami oraz religijnymi i pseudoreligijnymi symbolami. Mają one zapowiadać coś naprawdę strasznego, na przykład wykupienie kiełbasy na Greenpoincie przez bojówkę wegetariańską albo mianowanie Manueli Gretkowskiej matką-redaktorką radiostacji Maryja.

Ta brednia podniesiona do rangi horroru obezwładnia przesadą, złym smakiem, pompatyczną atmosferą erzac-apokalipsy i naiwną chęcią upostaciowania zła przy użyciu "strasznych" wizerunków (demony z rozpołowioną głową! AAAaaa!) Ale z drugiej strony kiczowatość tego przedsięwzięcia jest tak soczysta i agresywna, że trudno je zbyć wzruszeniem ramion. Jak monidło z płonącymi czeluściami pochłaniającymi zastępy nagich grzeszników przyprawia ono przez chwilę o gęsią skórkę. Idźcie więc grzesznicy do kina i bójcie się. Tym razem jest to wiza turystyczna do piekła, następnym może być pobyt stały.

*

Hide and Seek to worek na śmieci, w którym pełno zużytych schematów, opatrzonych motywów, podejrzanie podejrzanych postaci i bezwstydnych zapożyczeń. Ale... proszę jeszcze nie kierować się ku wyjściu, bo przynajmniej w pierwszych partiach z tych surowców wtórnych filmowcy zmajstrowali elegancką, wiarygodną i na swój sposób przejmującą konstrukcję.

Jej podstawą jest samobójstwo żony bohatera, psychologa Davida (Robert De Niro). Jego córka Emily (Dakota Fanning) ciężko przeżywa śmierć matki (Amy Irwing). W nadziei, że oderwanie od Nowego Jorku, w którym rozpoczyna się akcja, pozwoli mu wyrwać dziecko ze stuporu, bohater wynajmuje willę nad jeziorem godzinę drogi od miasta. Kiedy jednak mniej lub bardziej zadomowiają się w nowym domu, zaczynają się w nim dziać coraz bardziej przerażające rzeczy. Ich sprawcą, jak twierdzi Emily, jest jej nowy przyjaciel Charlie, który nie lubi jej ojca.

Reżyser Jon Polson nie sięga pośpiesznie po tanie straszaki, lecz powoli i konsekwentnie buduje napięcie tak między ojcem i córką, jak i między nimi obojgiem i tajemniczym Charliem. W tej części jest to w zasadzie opowieść psychologiczna o zranionym emocjonalnie dziecku, które nie potrafi uporać się psychicznie z odejściem matki.

Sugestywną, niepokojącą aurę nadają jej zdjęcia Dariusza Wolskiego, w których groza emanuje z banalnych wnętrz i otoczenia - pustych pokoi, schodów i krajobrazów. Uwiarygodnia jednak całą tę sytuację 11-letnia Fanning w roli Emily. W jej głębokich, okrągłych oczach strach miesza się ze smutkiem w spojrzeniach pełnych cierpienia.

O ile wyjawienie tajemnicy Charliego zaskakuje, to to, co następuje potem, jest rozczarowaniem najwyższego rzędu. Polson i spółka, zamiast budować na psychologicznych fundamentach, pragną na siłę wpompować w film maksimum grozy, jakby w przekonaniu, że cierpi on na jej deficyt. Ale choć reżyser ima się najtańszych chwytów, narracja wcześniej trzymana przezeń w ryzach wyślizguje mu się z ręki. W rezultacie kulminacja staje się nędzną imitacją finału znanego horroru, w której napięcie ulatuje z filmu jak powietrze z przekłutego balonu.

*

W Bad Education mistrz zmyślenia, Pedro Almodovar tka podobnie jak we wcześniejszych filmach misterne sploty opowieści wysnutej z materiału stanowiącego podstawę egzystencji brukowców. Jej bohaterami są Ignacio (Ignacio Perez) i Enrique (Raul Garcia Forneiro), zafascynowani sobą wzajemnie erotycznie chłopcy z katolickiej szkoły i ojciec Manolo (Daniel Gimenez Cacho), ksiądz i szkolny pryncypał pałający zakazanym uczuciem do pierwszego z nich.

Akcja rozpoczyna się, gdy dorosły już Ignacio (Gael Garcia Bernal) pojawia się w biurze dawnego przyjaciela, dziś reżysera filmowego, Enrique (Fele Martinez), aby zaproponować mu scenariusz własnego, jak twierdzi, pióra. Scenariusz ów opowiada o ich miłosnej przygodzie w dzieciństwie, wykorzystywaniu seksualnym małego Ignacio przez księdza i dalszych losach bohatera.

Ignacio, który jest początkującym aktorem, pragnie zagrać rolę swego alter ego w filmie, czemu Enrique zainteresowany sfilmowaniem historii początkowo się sprzeciwia. Enrique wydaje się nadal być zafascynowany seksualnie dawnym przyjacielem, ale uczucia i intencje Ignacio są nie do przeniknięcia.

Film poruszając się krętymi ścieżkami między wydarzeniami przedstawionymi w scenariuszu Ignacio, ich odzwierciedleniem w filmie Enrique i różnymi wersjami rzeczywistości - ujawnia stopniowo intrygującą konstrukcję. Ponieważ niełatwo jest się w niej zorientować, narracja jest wielka frajdą dla kinomana lubującego się w filmowo-literackich szaradach. Gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna zmyślenie? Która z równoprawnych wersji zdarzeń jest bardziej godna wiary? Czy sztuka fałszuje rzeczywistość, czy raczej pozwala nam dojrzeć jej ukryte aspekty? Te pytania stawiano wcześniej, ale Almodovar rzuca je niejako od niechcenia w trakcie wyszywania misternych wątków opowieści.

O ile jednak narracyjna ekwilibrystyka przyprawia o przyjemny zawrót głowy, to substancja filmu działa przygnębiająco. I nie chodzi bynajmniej o to, że bohaterowie wywodzą się z seksualnego marginesu - Almodovar zawsze zaludniał swoje filmy transwestytami, homoseksualistami, obojnakami i innymi pomieszańcami seksualnymi, biorąc ich bez osądzania z całym dobrodziejstwem inwentarza. Niemniej te filmy, w których skupiał uwagę z sympatią na kobietach, miały swoisty melodramatyczno-komiczny ton. Podnosił je jeśli nie do rangi sztuki, to w każdym razie wyszukanej rozrywki. Odkupiająca brukowa tematyka sympatii dla kobiecej uczuciowości pozwalała mu wyłowić z rynsztoka perły autentycznego wzruszenia.

W Bad Education, skoncentrowanym wokół mężczyzn, Almodovar ukazuje dość bezlitośnie świat przeżarty moralną korupcja, w którym główną siłą napędową jest namiętność sprowadzona do kopulacji. I choć i tym razem próbuje on melodramatycznych zagrań i humoru, to nie udaje mu się znaleźć w tym świecie niczego cennego. Żądza, wyrachowanie, udawanie, manipulacja i przemoc dominujące w jego filmie mieszają się ze sobą w dość odpychający, toksyczny koktajl.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail