MAREK KLECEL
Witkacy "
- prorok pragmatyczny?
Obchodzenie
rocznic z życia ważnych twórców nie jest wcale najlepszą okazją
do poznawania i rozumienia ich dzieła. Przydałyby się też
rocznice robocze, kiedy bez wielkich słów można by mówić o
tym, co mieli (mają) oni ważnego do powiedzenia. Zwłaszcza
gdy są to tacy twórcy jak Witkacy (120. rocznica jego urodzin
minęła 24 lutego), niepasujący raczej na akademickiego klasyka,
niekandydujący też do okazjonalnych pomników. Może wyjątkiem
jest tu Gombrowicz, który źle mówił o pomnikach innych, ale
nie pogardziłby chyba własnym. W poświęconym mu roku ubiegłym
starano się stworzyć takiego monumentalnego Gombrowicza (na
jednaj z sesji naukowych wygłoszono kilkadziesiąt referatów
na jego cześć!), ale nie wiem, czy przyczyniło się to do ostatecznego
ustalenia, że wielkim pisarzem był. Ale taki już los pisarzy,
składany z czasem w ręce potomnych.
Witkacy okazał się, jak dawniej, niebezpieczny dla próbujących
go łatwo przyswoić i spacyfikować, uświetniając w rocznicach
i akademiach. Pamiętamy, jak wkrótce po setnej rocznicy urodzin
w 1985 roku miała miejsce dość groteskowa i w stylu Witkacego
uroczystość pogrzebowa przeniesienia jego szczątków z Białorusi
do Zakopanego. Wymyślono ją w ministerstwie kultury PRL, nad
grobem wygłoszono odpowiednie mowy, w konkluzji również państwowotwórcze,
a później okazało się, że nie są to szczątki Witkacego. Ta
makabreska wyglądająca na pośmiertny żart autora Szewców
ze spadkobierców rewolucji mogła też poniekąd zwiastować rychły
pochówek PRL, przypominając zarazem o okolicznościach śmierci
pisarza.
Tragiczna śmierć Witkacego bowiem jest również symbolicznym
znakiem jego życia, odsłania większy sens jego dzieła, ale
jest też swego rodzaju testamentem, nie tylko jego własnym,
ale i jego epoki, mówi o końcu pewnego świata. Śmierć 18 września
1939 roku, o świcie, na kresach Rzeczpospolitej, w panicznej
ucieczce przed jednym wrogiem, gdy drugi nadchodził. "- Ty
nie wiesz, co to była sowiecka rewolucja - mówił Witkacy do
Czesławy Oknińskiej, która miała być jego towarzyszką w śmierci.
- To będzie straszne, a ja nie będę mógł cię obronić". Według
jednej z relacji miał powiedzieć: "Trzeba to zrobić teraz,
póki tu jest jeszcze Polska". Być może nie pasuje to do dotychczasowego
wizerunku Witkacego, w którym samobójcza śmierć miała być
tylko osobistym wyzwoleniem, ucieczką przed tym, przed czym
uciekał z Rosji w 1917 roku. Taka jednak śmierć, niewyjaśniona
do końca i tragiczna, niesie przesłanie ponadosobiste, ważne
dla innych, pozwalające myśleć inaczej o jego życiu i spoglądać
inaczej na jego dzieło, niejednoznaczne przecież, często chaotyczne
i trudne do przyjęcia.
Dlatego jeśli przypomina się rocznicę jego urodzin, to ważne
jest przesłanie całego życia i dzieła. Czy można dziś powiedzieć,
co one znaczą, co mogą nam powiedzieć, czy mogą w ogóle coś
dać? Pytania te są radykalne, takie stawia pośrednio wymagająca
epoka współczesna, żądając od dawniejszych zwłaszcza autorów
aktualnej legitymacji, stawiając ich brutalnie pod pręgierzem
wątpliwości, czy są do czegoś przydatni. Czy aby nadążają,
czy są na tyle jeszcze młodzi, atrakcyjni, ekscytujący, by
nas zainteresować, zadowolić. W przypadku Witkacego też warto
sprawdzić, co dzisiaj ma do powiedzenia, zwłaszcza że w swoim
czasie był tak zwanym twórcą awangardowym. Każda okazja po
temu jest dobra.
Witkacy postmodernista?
Minęło zatem lub mija 120 lat od jego urodzin. Bo i z tą
data są kłopoty. Nieraz podaje się dwie daty jego urodzin
- w lutym lub marcu 1885 roku, ale wynika to z dawnego zwyczaju,
kiedy rodzice zgłaszali swe dziecko w parafii nieraz z opóźnieniem.
Matką chrzestną Witkacego miała być Helena Modrzejewska, ale
że w tym czasie wypadły jej teatralne wojaże, miesięczna zwłoka
przeciągnęła się do sześciu lat i dopiero w tym wieku Witkacy
został ochrzczony. Chrzest wcale nie tak uroczysty, jak głosiła
legenda, odbył się w Zakopanem, a ojcem chrzestnym był bajarz
Sabała. Chrześniak takich rodziców musiał być postacią niezwyczajną.
Przypomniano te okoliczności na sesji zorganizowanej w warszawskiej
Akademii Teatralnej poświęconej wszechstronnej twórczości
Witkacego. Przyznam, że szedłem na nią z pewnymi obawami.
Często dominują na takich sesjach referaty badaczy i intelektualne
rozważania, które mogą pogrzebać nawet tak żywiołowego twórcę
jak Witkacy w efektownej, ale trumnie. Na szczęście organizatorzy
sesji, wybitni i zasłużeni witkacolodzy Janusz Degler i Lech
Sokół, następcy w odkrywaniu, przyswajaniu Witkacego Konstantego
Puzyny, który odszedł już dawno, Jana Błońskiego i Anny Micińskiej,
która odeszła niedawno, na szczęście zakreślili temat tej
sesji w tytule: "Dialog z Witkacym o człowieku postmodernizmu".
Wyraźnie postawiono więc pytanie, co ważnego ma dziś Witkacy
do powiedzenia, nakłaniając uczestników do odpowiedzi na taką
właśnie kwestię.
Nie będę tu omawiał poszczególnych wystąpień i głosów o twórczości
Witkacego, warto by je przeczytać w osobnej książce. Najważniejsze
było zestawienie twórczości Witkacego ze współczesnym postmodernizmem,
jeśli w ogóle wiadomo, czym on jest. Wiadomo, czym był modernizm
i poszukiwania nowych środków wyrazu w sztuce i literaturze
w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Ale czy postmodernizm
jest kontynuacją tego poprzedniego - co byłoby już wtórne
- czy tegoż jego odrzuceniem - tego już nie wiadomo. Ważna
jest ewolucja Witkacego od futuryzmu, dadaizmu i ekspresjonizmu,
"czystej formy" w sztuce i teatrze, rewolucyjnego psychologizmu
w literaturze do katastroficznej treści w Szewcach
i Nienasyceniu. Wbrew optymizmowi modernistów ten katastroficzny
niepokój był zresztą obecny już od samego początku w jego
twórczości. Drugą najciekawszą kwestią było porównanie recepcji
Witkacego w czasach PRL i po 1989 roku. W PRL, kiedy zaczął
być z trudnością grany i wydawany po 1956 roku, uchodził za
dość dziwacznego i niezrozumiałego autora rozmaitych poszukiwań
i eksperymentów, dziwnych koncepcji filozoficznych i sensacji,
właściwych, jak się zdawało, dla nowoczesnych artystów. Te
"wariackie papiery" pozwoliły jednak przemycać treści ogólniejsze,
aluzyjnie historyczne i polityczne. Od czasu inscenizacji
Szewców w studenckim teatrze Kalambur we Wrocławiu
zaczęto odczytywać Witkacego również aktualnie i politycznie
jako zapowiedź tego, co przyszło w komunizmie. Ale jego cywilizacyjna
wizja przyszłości była chyba jeszcze szersza: społeczeństwo
masowe i zdehumanizowane, upadek indywidualności ludzkiej,
kultury i sztuki, zanik, jak to nazywał, "uczuć metafizycznych",
a więc i orientacji religijnej człowieka, to wszystko wykraczało
już poza system totalitarny. W PRL był jednym z tych ukrytych
demistyfikatorów systemu, a zarazem wnikliwym analitykiem
przemian psychologicznych w nowoczesnej cywilizacji. Dziś
może być także krytykiem demokracji, kresu pewnego modelu
cywilizacji, końca historii, końca człowieka, które to kwestie
pojawiły się na nowo z końcem XX wieku.
Witkacy demaskator III RP?
Jak był czytany i wystawiany po 1989 roku? Czy wypełniło
się i skończyło jego proroctwo, gdy upadł komunizm? Czy jego
przesłanie można już uznać za historyczne? Oto pojawiają się
nowe interpretacje, nowe odczytania i inscenizacje jego utworów,
zwłaszcza Szewców. Oto już nie tyle rewolucja jako
gwałtowny przewrót społeczny z nadzieją na lepsze, ale obraz
zmęczenia permanentną rewolucją, beznadziejnym obrotem dziejów
bez wyraźnych skutków, bez oczekiwanej głębszej przemiany
i naprawy. Niewątpliwie w takich interpretacjach jest obraz
minionych piętnastu lat III RP.
W wielu inscenizacjach dramatów Witkacego w okresie prawie
50 ostatnich lat dało się wydobyć z wielokształtnej, a często
i chaotycznej materii jego utworów wciąż nowe, ale i stale
aktualne treści, choć teatralnie były to często przedstawienia
mało przekonujące lub nieudane. Często też traktowano jego
utwory jako surowiec dramaturgiczny, z którego reżyserzy tworzyli
dopiero własną i przemawiającą w danej chwili do widzów wizję
teatralną. Ostatnio głośna była właśnie taka wariacja wokół
mniej grywanego dramatu Janulka, córka Fizdejki w reżyserii
Jana Klaty w teatrze w Wałbrzychu. Groteskowa wizja historyczna,
gdzie mieszają się realia z czasów wojen krzyżackich z dzisiejszymi
postaciami, sytuacjami i problemami, została pokazana w zderzeniu
z co bardziej ciemnymi realiami dzisiejszej Polski. Tłem jest
Bitwa pod Grunwaldem Matejki, ale postacie litewskich
bojarów grają prawdziwi bezdomni i bezrobotni z Wałbrzycha,
gdzie spora grupa mieszkańców po likwidacji kopalń utrzymuje
się z wydobycia węgla wprost z ziemi, z prymitywnych bieda-szybów.
Tego nie przewidział Witkacy, ale taki właśnie obraz również
mieści się jego historiozoficznej wizji antypostępu i zmierzchu
nowoczesnej cywilizacji, choć odnosi się to już nie do komunizmu,
ale do jakiegoś globalizmu, który przynosi nowe zagrożenia
i nowe niepokoje.
Witkacy przeżył wszystko, co było do przeżycia w sztuce i
literaturze XX wieku: awangardę, sztukę kontestacji, rewolucję
proletariacką i seksualną, eksperymenty z czystą formą, alkoholem
i narkotykami. Pod tym względem żadna sztuka współczesna po
nim nie jest w stanie zaimponować swą sensacyjnością, prowokacyjnością,
przekraczaniem granic. Witkacy doszedł do czegoś więcej niż
mniej lub bardziej pusta gra, do historiozoficznego katastrofizmu,
który się sprawdził na jego oczach i jest nadal jakoś uzasadniony,
w każdym razie nie został obalony. Dziś jego autor może wydać
się nawet dość konserwatywny, dzięki wczesnym doświadczeniom
uodpornił się na "młodzieńczą chorobę lewicowości", ukąszenia
heglowskie i marksistowskie, uczy sceptycyzmu wobec wszelkich
utopii i złudzeń kuszących łatwym spełnieniem.
Organizatorzy omawianej sesji poświęconej Witkacemu, Lech
Sokół i Janusz Degler, są zarazem niestrudzonymi wydawcami
jego dzieł zebranych w Państwowym Instytucie Wydawniczym.
Kilkanaście tomów już się ukazało, po okresie trudności finansowych,
gdy pojawiła się groźba zaniechania dalszej edycji, wyszło
znów kilka tomów, ostatnio trzeci tom dramatów. Znalazły się
w nim najważniejsze chyba utwory Witkacego: Jan Maciej
Karol Wścieklica; Wariat i zakonnica; Janulka,
córka Fizdejki; Matka; Sonata Belzebuba, a także
fragmenty dramatyczne często nieznane i niedrukowane. Tom
uzupełniają noty informacyjne o dramatach i cenne komentarze
o ich inscenizacjach teatralnych autorstwa Janusza Deglera,
co daje obraz recepcji pisarza przez ostatnich kilkadziesiąt
lat i pośmiertnego życia jego dzieła. Wydawnictwo zapowiada
następne tomy, w tym niezwykle interesujące, niepublikowane
dotąd listy Witkacego.
|