[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 25 marca 2005


JANUSZ BALICKI

Wielki Piątek

 

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych

(J. 20,1-9).

W piątek po południu trzeba było szybko zdjąć ciało Jezusa z krzyża i pogrzebać ze względu na rozpoczynający się wieczorem szabat. Złożono je do grobowca należącego do jednego z bliskich Mu osób, Józefa z Arymatei. Ponieważ Jezus za życia przepowiadał swoje zmartwychwstanie, starszyzna żydowska zdecydowała się na postawienie specjalnej straży przy Jego grobie. Wejście zostało zasunięte ogromnym głazem i zapieczętowane, aby wykluczyć ewentualne zabranie ciała przez uczniów. Było to działanie wypływające z ostrożności, mające na celu wykluczenie jakichkolwiek nieprzewidzianych wydarzeń z Prorokiem po śmierci, z którym władze Świątyni Jerozolimskiej miały tyle problemów za życia. Zabezpieczenia te nie były potrzebne, bo praktycznie garstka uczniów Jezusa rozpierzchła się i nie była zdolna do jakiegokolwiek działania. Poza tym, jaki sens miałoby zabieranie przez nich ciała?

Widząc śmierć swego Mistrza, z którym wiązali nadzieje i plany na przyszłość w Jego królestwie, uczniowie czuli się całkowicie przegrani. Wierzyli, że są uczniami zapowiadanego przez Stary Testament Mesjasza, który miał odmienić losy narodu izraelskiego, ale okazało się w Wielki Piątek, że Jezus nie był w stanie nawet uratować siebie od śmierci, a co dopiero cały naród. Dlatego przerażeni tym, co się stało, obawiając się teraz o własne życie, myśleli tylko o tym, gdzie się ukryć. W niedzielę rano rozpoczyna się jednak seria zdarzeń, która odmieniła ich los.

Niedziela Wielkanocna

Maria Magdalena po przyjściu do grobu wczesnym rankiem pierwszego dnia po szabacie, czyli w niedzielę, aby zwyczajem żydowskim dokonać namaszczenia ciała Ukrzyżowanego, stwierdziła, że kamień został odsunięty i ciała nie ma. Powiadomiła natychmiast o tym Szymona Piotra i Jana, którzy niezwłocznie udali się do grobu, aby przekonać się naocznie, co się stało. W grobowcu nie było ciała ich Mistrza, zobaczyli "leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu". Wyglądało na to, że ktoś spokojnie ją zwinął, zachowując należyty porządek.

Ciężki kamień, którym przykryty był otwór grobu, jak i wcześniej tam postawiona straż wykluczały dostanie się kogokolwiek do środka. Jednak grób był pusty. Był to pierwszy moment, kiedy Jan i Szymon Piotr zaczęli przypominać sobie słowa Jezusa o zmartwychwstaniu, których wcześniej nie rozumieli i nie brali poważnie. Parę godzin później mogli się naocznie przekonać, że Jezus żyje. Ewangelia podaje nam opisy wielu spotkań Jezusa z grupą swoich uczniów jak i z poszczególnymi osobami. Reakcją uczniów na cud zmartwychwstania była nieopisana radość, ale i zrozumiały lęk. Zapewne nie tylko Tomaszowi trudno było uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa, dopóki się o tym naocznie nie przekonał.

Rola św. Piotra w głoszeniu zmartwychwstania

Spotkania ze zmartwychwstałym Mistrzem nie były tylko prywatną sprawą apostołów, tak jak pewnie wtedy sądzili. Było im dane dotknąć tajemnicy ludzkiego istnienia i doświadczyć istnienia innego świata. Jezus pokonał śmierć, aby w ten sposób pokazać każdemu człowiekowi, że życie ludzkie nie kończy się nicością. Przesłanie takie zawiera prawie każda religia. W tym jednak przypadku uczniowie Chrystusa mogli się o tym przekonać, patrząc na kogoś, kto był przybity do krzyża i złożony do grobu. Nic więc dziwnego, że zrozumieli, iż muszą z tą Nowiną ruszyć w świat. Aby tak się stało, Jezus już wcześniej założył fundamenty swego Kościoła, wyznaczając Szymona Piotra na jego widzialną głowę. "Ty jesteś Piotr, czyli Skała, na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane i w niebie" (Mat. 16,18-19).

Po zmartwychwstaniu Jezus jeszcze raz przypomniał to zdarzenie św. Piotrowi, kiedy zadał mu pytanie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?". Oczywiście św. Piotr to potwierdził, wtedy Jezus powiedział: "Paś baranki moje". Pytanie to powtórzył Jezus aż trzy razy, wprowadzając w zakłopotanie Szymona Piotra. Miało ono na celu zwrócenie mu uwagi na trudności, jakie go czekają i konieczność wytrwania do końca. Świadczą o tym słowa, które Jezus powiedział następnie do niego: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz". Św. Jan Ewangelista potraktował to jako zapowiedź jego męczeńskiej śmierci (J. 21,7-19).

Spotkanie z powstałym z grobu Mistrzem dodało niewyobrażalnej energii i mocy sercom apostołów. Patrząc od strony historycznej można powiedzieć, że była to jakby eksplozja chrześcijaństwa, która spowodowała jego gwałtowny rozwój. W tym wszystkim ogromną rolę odegrali apostołowie i ich uczniowie, ale szczególne wyzwanie stanęło przed św. Piotrem, którego traktowano jako widzialną głowę Kościoła, wybranego i naznaczonego przez Jezusa. Nie był on wolny od ludzkich słabości i jego nadzwyczajna funkcja nie uchroniła go od męczeńskiej śmierci. Próbował nawet jej uniknąć. Jak mówi tradycja, w czasie prześladowań za Nerona gmina chrześcijańska w Rzymie chciała go uratować za wszelką cenę i nakłoniono go do opuszczenia miasta. Udając się poza miasto, we wschodzącym słońcu dostrzegł postać Jezusa i kiedy przestraszony zadał mu pytanie: Quo vadis, Domine? (Dokąd idziesz, Panie?), miał usłyszeć odpowiedź: "Skoro ty opuszczasz moje owieczki, idę do Rzymu, aby mnie powtórnie ukrzyżowano". To spowodowało, że zawrócił do miasta i tam poniósł śmierć męczeńską zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią Jezusa.

Można zadać sobie pytanie, dlaczego wolą Jezusa było to, żeby Jego namiestnik poniósł śmierć męczeńską? Czy w imię przyjaźni, czy ze względu na tak ważną funkcję, jaką zlecił Piotrowi, nie powinien go otaczać szczególną troską? Czy nie powinien go trzymać w dobrym zdrowiu i życiu, aby mógł jak najdłużej sprawnie głosić innym swoje naoczne doświadczenie pustego grobu i spotkania zmartwychwstałego Mistrza?

Misja następcy św. Piotra

Myśląc przy okazji obchodów zmartwychwstania Chrystusa o Szymonie Piotrze, pierwszym papieżu w historii chrześcijaństwa, który rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny światu, trudno nie myśleć o obecnym jego następcy, Janie Pawle II. Coraz częściej słyszy się w mediach pytania, czy jest on w stanie dalej sprawować swoją misję? Czy nie jest to ponad ludzkie siły i czy chory papież może kierować Kościołem, wspólnotą wiernych liczącą ponad miliard wyznawców? Według gazety Corriele della Sera Jan Paweł II będzie miał rurkę tracheotomiczną do końca życia. Oznacza to nie tylko niemożność wygłaszania dłuższych przemówień, jak w przeszłości, ale też konieczność zmiany trybu życia i pracy. Nie będzie to dla niego łatwe, jak i dla pielgrzymów, którzy chcą mieć kontakt z papieżem.

Odpowiedzi na te pytania uzależnione są od wizji Kościoła, a w związku z tym także od wizji roli papieża. Jeśli traktuje się Kościół jako instytucję, to oczywiście jest niezbędne, aby głowa takiej instytucji była w pełni zdrowia i sił. Jeśli jednak patrzymy na Kościół jako wielką wspólnotę i rodzinę, a na Ojca Świętego jako następcę św. Piotra i namiestnika Jezusa oraz ojca tej wielkiej rodziny, to problem wygląda nieco inaczej.

Centralna administracja Kościoła działa według ustalonych reguł, żaden papież nie steruje nią "ręcznie". Kościoły lokalne, czyli diecezje, są jednostkami z bardzo dużą autonomią, jeśli chodzi o organizację. Kościół jako wielka wspólnota ma wytyczone drogi dotyczące dogmatów i moralności. Papież oczywiście ma decydujący głos w tej wspólnocie i ogromny wpływ na wiele spraw w świecie przez swe kontakty z przywódcami państw i z wiernymi przez swe podróże apostolskie, jego aktywność w tym zakresie będzie musiała ulec ograniczeniu. Z drugiej jednak strony ojciec rodziny jest tylko jeden.

Można sobie wyobrazić odejście papieża na zasłużoną emeryturę i zastąpienie go młodym i energicznym, ale czy byłoby to najlepsze rozwiązanie dla Kościoła? Poza tym, czy patrzenie na schorowanego papieża, które może być przykre i bolesne, nie uświadamia nam prawdy dotyczącej ludzkiego losu, zwykle w mediach ukazywanego przez pryzmat osób młodych i sprawnych? Może to nie jednostkowy przypadek, który miał miejsce w pewnym szpitalu w Polsce, kiedy to żona powiedziała do swego ciężko chorego męża: "Nie załamuj się. Spójrz na Ojca Świętego, który mimo że jest chory, wykonuje swoje obowiązki". Papież nie musi, jak św. Piotr, świadczyć o wierze w zmartwychwstanie przez swoją męczeńską śmierć, ale może Jezus chce od niego trudnego świadectwa przez stawianie czoła wyzwaniom, jakie niesie starość i choroba? Może tego rodzaju świadectwo jest bardzo potrzebne ludzkości?

Proces starzenia się, a w związku z tym choroba, cierpienie i śmierć są udziałem człowieka żyjącego na ziemi, niezależnie kim on jest i jaką pełni funkcję w społeczeństwie. Stanowią one tajemnicę ludzkiej egzystencji, inaczej jednak wyglądają przez pryzmat świąt Wielkanocy. Są one związane z Wielkim Piątkiem, po którym jednak następuje Wielka Niedziela.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail