|
ELŻBIETA SITEK
Filharmonia Wrocławska przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych
To już 50 lat
Ponad 100 koncertów, sławni soliści na scenie i utytułowani
dyrygenci za pulpitem, 3 festiwale i 4 międzynarodowe tournée,
w tym po Stanach Zjednoczonych, które rozpoczyna się 20 kwietnia.
Tak wygląda jubileuszowy sezon artystyczny w Filharmonii Wrocławskiej.
Inauguracyjny koncert był, tradycyjnie, poświęcony polskiej
muzyce współczesnej. Na początek - specjalnie skomponowana
na tę okazję przez Krzysztofa Mayera Fanfara dla Filharmonii
Wrocławskiej, potem II koncert skrzypcowy Henryka
Wieniawskiego w wykonaniu Krzysztofa Jakowicza, wreszcie Sinfonia
Wratislavia mieszkającej w Chicago Marty Ptaszyńskiej,
jednej z najbardziej znanych na świecie polskich kompozytorek.
O powodach powstania tego utworu autorka napisała: "W latach
1945-51 właśnie we Wrocławiu spędziłam dzieciństwo i ten okres
pozostaje w mojej pamięci jako najpiękniejszy i najdroższy
mojemu sercu. A filharmonia nosi imię Witolda Lutosławskiego,
mojego ukochanego mentora i wspaniałego przyjaciela. (...)
Utwór symfoniczny Sinfonia Wratislavia napisany jest
specjalnie z myślą o orkiestrze Filharmonii Wrocławskiej.
Wykorzystuje bogate możliwości nie tylko całej orkiestry,
ale wirtuozowską grę poszczególnych muzyków i grup instrumentalnych,
jak smyczki czy blacha. Utwór jest rodzajem concerto grosso
(...)". Jako dzieło "intelektualne", skomponowane z "matematyczną
precyzją" odebrali je i słuchacze, i krytycy. Wszyscy zwrócili
uwagę na efektowną prezentację instrumentów perkusyjnych,
zwłaszcza marimby. W programie koncertu znalazł się także,
wykonywany we Wrocławiu po raz pierwszy, skomponowany przed
rokiem utwór Wojciecha Kilara September Symphony. Koncertem
dyrygował Mariusz Smolij.
Początek atrakcyjny, interesujący dla melomanów, wymagający
skupienia i precyzji od orkiestry i dyrygenta. Podobnym wymaganiom
będą musieli sprostać wrocławscy filharmonicy podczas wszystkich
zaplanowanych na ten sezon występów. Wymaga tego nie tylko
opinia o wysokim poziomie artystycznym zespołu wśród dyrygentów
i solistów, melomanów rodzimych i zagranicznych, ale także
świadomość kontynuacji dzieła podjętego przed 50 laty przez
twórców najpierw Wrocławskiej Orkiestry Symfonicznej, a potem
Filharmonii Wrocławskiej.
Wszystko zaczęło się jednak wcześniej. Wypada wspomnieć o
istniejącym od 1861 roku Breslauer Orchester-Verein (Wrocławskim
Stowarzyszeniu Orkiestrowym), które urządzało w sezonie 12
koncertów symfonicznych. Pierwszym dyrygentem liczącej 70
muzyków orkiestry był pochodzący z Poznania Leopold Damrosch,
a jednym z jej szefów Rafał Ludwik Moszkowski, którego kandydaturę
na to stanowisko poparł sam Johannes Brahms - doktor honoris
causa uniwersytetu w ówczesnym Breslau i autor słynnej Uwertury
uniwersyteckiej skomponowanej specjalnie dla tej uczelni.
Z orkiestrą współpracowało wówczas wielu znakomitych polskich
artystów, m.in.: Wanda Landowska, Maurycy Moszkowski, Karol
Tausig, Józef Śliwiński, dyrygent Leopold Godowski i kompozytor
Władysław Żeleński, a w jej programach były także utwory polskich
kompozytorów.
Od 1878 roku orkiestra miała własną siedzibę - Breslauer
Konzerthaus z dwiema salami; w większej, koncertowej, było
1200 miejsc! W 1924 roku zespół został przemianowany na Schlesisches
Landesorchester (Śląską Orkiestrę Krajową), a 4 lata później
na Schlesische Philharmonie (Filharmonię Śląską). Działała
ona do 1944 roku, a więc koncertowała nawet podczas II wojny
światowej, zanim miasto zamieniło się w Festung Breslau.
Rok później, w już polskim Wrocławiu, orkiestrę symfoniczną
zorganizował dyrygent Stefan Syryłło. Pierwszy uroczysty koncert
odbył się 29 czerwca 1945 roku w sali Teatru Miejskiego (dziś
Opera przy ul. Świdnickiej). Zagrano orkiestrową wersję Poloneza
A- dur Chopina. Od 7 sierpnia koncerty odbywały się regularnie,
a z towarzyszeniem orkiestry występowali między innymi: śpiewaczki
Ewa Bandrowska-Turska, Irena Dubiska, Eugenia Umińska; pianiści
Zbigniew Drzewiecki i Henryk Sztompka. Na plakatach i w pismach
urzędowych widniała nazwa "filharmonia", choć taką w rzeczywistości
nie była, ale przeszła do historii wrocławskiego życia muzycznego
właśnie jako "pierwsza filharmonia". W następnym sezonie drugim
dyrygentem był Stanisław Skrowaczewski, późniejszy słynny
szef orkiestry w Minneapolis, a w r. 1947 dyrektorem "filharmonii"
został Kazimierz Wiłkomirski. Do Wrocławia na koncerty nadal
przyjeżdżali wybitni artyści: Stanisław Szpinalski, Bolesław
Woytowicz, Władysław Kędra, Ryszard Bakst; słynni dyrygenci
- Zdzisław Górzański, Stanisław Wisłocki oraz Andrzej Panufnik
(dziś znany przede wszystkim jako kompozytor).
Zespół Syryłły był od początku nie tylko orkiestrą symfoniczną,
ale także operową. Z czasem obowiązki w operze tak dalece
zdominowały pracę muzyków, że... melomani zaczęli narzekać
na brak koncertów symfonicznych. Wówczas, z inicjatywy samych
muzyków, w 1954 roku powstała zupełnie "nowa" Wrocławska Orkiestra
Symfoniczna.
Fakt ten poprzedził memoriał wystosowany do Prezydium Rady
Narodowej Miasta Wrocławia podpisany m.in. przez dyrygenta
Radomira Reszke i przedstawiciela Towarzystwa im. Chopina
Wojciecha Dzieduszyckiego. Autorzy zapewniali, że "...orkiestra
występować będzie z najlepszymi solistami i dyrygentami koncertując
w różnych miejscach: w auli Politechniki, Operze, kinie Śląsk,
w halach fabrycznych dla robotników, w świetlicach i domach
kultury". Przy okazji poinformowano, że orkiestra rozpoczęła
już próby. W ten sposób - stawiając władze wobec faktów dokonanych
- pomysłodawcy zmusili je do akceptacji całego przedsięwzięcia.
Dyrektorem został Józef Lasocki - kompozytor, pedagog, organizator
życia muzycznego.
O koncercie inauguracyjnym, w październiku 1954 r. dziennik
Słowo Polskie pisał: "Koncert odbył się w szczelnie
wypełnionej publicznością wielkiej sali Politechniki Wrocławskiej.
Jako solistka wystąpiła Halina Czerny-Stefańska. Na program
koncertu złożyły się utwory Chopina, Karłowicza, Liszta. Dyrygował
Adam Kopyciński. Po koncercie publiczność zgotowała pierwszej
we Wrocławiu orkiestrze symfonicznej gorącą owację".
W 1958 roku - "w uznaniu zasług" (orkiestra podczas 4 sezonów
dała 248 koncertów dla ponad 100 tys. słuchaczy) zespół upaństwowiono
i przemianowano na Państwową Filharmonię we Wrocławiu. Dyrektorem
naczelnym i artystycznym oraz I dyrygentem został Adam Kopyciński,
o którym Zenon Markowski mówi: "Dyrektor Kopyciński był tremiarzem.
Na próbach wspaniale, na koncertach bywało czasem gorzej.
Wrażliwy, muzykalny, dobry dla muzyków". Koncertów było coraz
więcej, obok symfonicznych - kameralne i recitale, występy
okolicznościowe (np. rocznicowe), szkolne i te zgodnie z duchem
czasów dla "świata pracy" w halach fabrycznych, klubach, świetlicach.
Powiększył się także skład zespołu (do ponad 70 osób), a wśród
solistów pojawiły się gwiazdy światowych estrad: francuski
pianista Bernard Ringeissen i polski - Witold Małcużyński.
W tymże 1958 roku orkiestra została po raz pierwszy zaproszona
do udziału w Festiwalu Chopinowskim w Dusznikach. Potem stało
się to tradycją. Filharmonicy wystąpili wtedy z Bellą Dawidowicz
- zdobywczynią (ex equo z Haliną Czerny-Stefańską)
I miejsca na IV Konkursie Chopinowskim w Warszawie, a gazety
odnotowały, że "wrocławski zespół towarzysząc pianistce wzniósł
się na wysoki poziom, zasługując na słowa pełnego uznania".
W latach 60., za dyrekcji Radomira Reszke, zorganizowano
Festiwal Muzyki Kompozytorów Ziem Zachodnich, z czasem poszerzono
go o prezentację twórczości młodych kompozytorów z całej Polski;
do dziś istnieje pod nazwą Festiwal Polskiej Muzyki Współczesnej
"Musica Polonica Nova".
Datą prawdziwie przełomową w dziejach filharmonii okazał
się rok 1965. Dyrektorem został Andrzej Markowski, dyrygent
znany już wówczas z wprowadzenia na koncertowe estrady wielu
prawykonań dzieł współczesnych polskich kompozytorów: Bacewiczówny,
Pendereckiego, Góreckiego, Kilara, Serockiego. Jego wielką
zasługą było to, że po latach tułaczki po różnych salach orkiestra
otrzymała własną siedzibę. W tym celu zaadaptowano dawną salę
Związków Zawodowych przy ulicy Świerczewskiego (dziś Piłsudskiego).
Uroczyste otwarcie nowej filharmonii odbyło się 18 grudnia
1968 roku. Niestety, mimo starań, nie spełniała warunków wymaganych
w profesjonalnych salach koncertowych, od początku narzekano
na złą akustykę i... temperaturę. Dopiero przed kilkoma laty
poprawiono akustykę i zainstalowano klimatyzację, nie udało
się jednak powiększyć sali.
Do gmachu nowej filharmonii przeniesiono niektóre koncerty
wymyślonego w 1966 roku przez Andrzeja Markowskiego Festiwalu
Oratoryjno-Kantatowego "Wratislavia Cantans". Pomysłodawca
zdecydował, że wielkie formy muzyczne, głównie o charakterze
sakralnym, prezentowane będą w zabytkowych salach i kościołach,
których we Wrocławiu jest wiele, a kameralne koncerty i recitale
- w sali filharmonii. Udział w realizowaniu programu stworzonego
przez "swojego dyrektora" mieli oczywiście muzycy. Występowali
zresztą nie tylko na Wratislavii, ale także na Warszawskiej
Jesieni. Krytyk muzyczny Zdzisław Sierpiński w recenzji jednego
z koncertów napisał: "Od czasu jak Markowski osiadł we Wrocławiu,
ożywiło się tamtejsze życie muzyczne, podniósł poziom orkiestry,
wzbogacił repertuar koncertowy. Wszystko to potwierdza wizyta
filharmoników z tego miasta, którzy mogą uznać swój pierwszy
pobyt na Warszawskiej Jesieni za w pełni udany".
Po trzech latach Andrzej Markowski oddał dyrekcję filharmonii
Tadeuszowi Strugale, pozostawiając sobie kierowanie Wratislavią
Cantans (od 1969 roku festiwalem kierował Strugała).
Podczas jedenastu lat kierowania filharmonią Strugała stosował
zasadę organizowania repertuaru w cykle. W sumie było ich
ponad 20. Każdy koncert stał się ogniwem ciągu programowego,
dzięki czemu rozproszony z natury repertuar jawił się melomanom
jako spójny i uporządkowany, prezentujący zarówno dzieła klasyczne,
jak i te najnowsze, współczesnych kompozytorów polskich i
obcych. W pamięci wielu bywalców pozostały na przykład "Koncerty
Bachowskie", "Koncerty symfoniczne wielkich romantyków" czy
bardzo popularne, istniejące do dziś prezentacje w cyklu "Muzyka
i architektura", podczas których prelekcjom o stylach i zabytkowych
budowlach towarzyszą utwory z epoki.
Szczególnie cenny okazał się cykl "Filharmonia dla młodych",
przeznaczony dla uczniów szkół średnich. Systematycznie i
skutecznie przyzwyczajał do bywania na koncertach i słuchania
muzyki poważnej. Doskonale opracowany merytorycznie, chwalony
był za wysokie walory edukacyjne. Z czasem pomysł ten podchwyciły
inne filharmonie w kraju. Tadeusz Strugała zadbał również
o wprowadzenie abonamentów, co pozwoliło stałym słuchaczom
bywać nie tylko na koncertach, ale także uczestniczyć w ważnych
wydarzeniach sezonu, a tańsze bilety zdecydowanie powiększały
frekwencję w sali przy Świerczewskiego. Zresztą bywało się
tu także dlatego, że występowali artyści tej miary, jak np.
legenda angielskiej pianistyki Louis Kentner i polskiej -
Witold Małcużyński, mistrz fortepianu Światosław Richter (o
którym Ruch Muzyczny napisał: "Znowu przeleciałby przez
Polskę jak meteor, gdyby nie sidła zastawione nań we Wrocławiu
przez obrotną dyrekcję naszej filharmonii"), młodzi, a już
sławni - Garrick Ohlsson i Krystian Zimerman; skrzypek Igor
Ojstrach; wiolonczeliści Natalia Szachowska i Daniel Szafran
z ZSRR, Radu Adulescu z Rumunii; śpiewacy - czarnoskóra sopranistka
Irene Olivier i polski baryton Andrzej Hiolski; dyrygenci
- nestor polskiej dyrygentury Zdzisław Górzański i legenda
z Włoch Carlo Zecchi, dyrektor salzburskiego Mozarteum Robert
Wagner i Carlos Paita z Argentyny, określany często jako "dyrygent-dynamit",
Agnieszka Duczmal, Kazimierz Kord... Lista byłaby bardzo długa,
zwłaszcza że należałoby wymienić jeszcze zagraniczne orkiestry
symfoniczne i zespoły kameralne.
W 1979 roku, po dziesięciu latach kierowania filharmonią,
Tadeusz Strugała tak scharakteryzował wrocławska orkiestrę:
"Specyfika Filharmonii Wrocławskiej przejawia się np. w tym,
że wykazuje szczególne upodobanie do romantyzmu i najlepiej
ten styl wyczuwa; drugą cechą jest jej elastyczność, podatność,
której najlepszym dowodem - osiągnięcia w zakresie sztuki
akompaniowania. (...) Uważam, że wyróżnikiem wrocławskiej
orkiestry jest też zdyscyplinowanie, ogólna rzetelność zawodowa,
która zresztą zaskarbiła jej dobrą opinię i sympatię wielu
różnych dyrygentów i solistów". Z taką oceną rok później przekazał
kierowanie zespołem swojemu najlepszemu studentowi dyrygentury
("nie widziałem nikogo lepszego" - mówi dziś Strugała) Markowi
Pijarowskiemu, o którym wieloletni koncertmistrz, obecnie
profesor Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Krzysztof Bruczkowski,
powiedział mi: "Pijarowski był jednym z takich prawdziwych
dyrygentów, którzy nie są niedouczonymi instrumentalistami,
dla niego to od początku był zawód".
Marek Pijarowski był najmłodszym szefem tego typu instytucji
w Polsce - miał 29 lat - i kierował nią najdłużej - 21 lat;
dodajmy - w czasach szczególnie trudnych. Stan wojenny, pogłębiający
się kryzys społeczno-ekonomiczny, potem tzw. gospodarka rynkowa,
która dotknęła instytucje kultury, powodując trudności finansowe,
nie ułatwiały przygotowania atrakcyjnego repertuaru, zapraszania
gwiazd, utrzymania w dobrej kondycji orkiestry. A jednak udało
się. We Wrocławiu dyrygowali mistrzowie Paul Angerer, Francois
Pantillon, Carlos Paita, Takuo Yuasa; występowali skrzypkowie
Roman Totenberg, Leonid Kogan, Vadim Brodski i Midori; pianiści,
laureaci różnych konkursów - Garrick Ohlsson, Krystian Zimerman,
Michel Beroff, Grigorij Sokołow, Michael Ponti, Eugenie Indjic,
Aleksiej Sułtanow.
Pijarowski, podobnie jak Tadeusz Strugała, układał koncerty
w cykle tematyczne. Z czasem ograniczył jednak ich liczbę;
nadal organizował Festiwal Muzyki Współczesnej i do 1989 roku
"Wratislavia Cantans", orkiestra odbywała zagraniczne tournée.
W repertuarze pojawiła się muzyka oratoryjna i wielkie dzieła
muzyki późnoromantycznej. W wywiadzie dla lokalnego dziennika
Pijarowski mówił: "Nie ukrywam, że ten repertuar jest mi najbliższy,
choć długo do niego dojrzewałem. (...) Teraz, po latach, gdy
wykonuję z orkiestrą wielkie romantyczne symfonie, wydaje
mi się, że jestem o wiele bliżej wydobycia skomplikowanych
niuansów tęsknoty, smutku, groteski czy goryczy, ukrytych
w dziełach np. Gustawa Mahlera".
W 1994 r., podczas uroczystości 40-lecia, filharmonia otrzymała
imię Witolda Lutosławskiego. Utwory patrona i Fryderyka Chopina
wykonał z towarzyszeniem wrocławskiej orkiestry symfonicznej
laureat Konkursu Chopinowskiego Krzysztof Jabłoński. Marek
Pijarowski miał również trudne zadanie włączenia prowadzonej
przez siebie instytucji w obchody milenium Wrocławia. Rok
2000 zaowocował kilkoma ważnymi koncertami, m.in. prezentacją
wszystkich dzieł organowych Jana Sebastiana Bacha w 250. rocznicę
śmierci kompozytora oraz plenerowym wykonaniem na wrocławskim
Rynku dzieła Carla Orffa Carmina Burana.
Szczególnym wydarzeniem był koncert Krystiana Zimermana z
założoną przez niego Polish Festival Orchestra, w którym udowodnił,
że Chopin "orkiestrowy" jest równie wielki jak "fortepianowy".
To było niezwykłe zakończenie XX wieku.
XXI wiek filharmonia rozpoczęła już pod kierunkiem pierwszej
w jej dziejach kobiety - Lidii Geringer d'Oedenberg, z wykształcenia
ekonomistki, specjalistki od zarządzania. Nic zatem dziwnego,
że pierwsze działania związane były z reorganizacją instytucji.
Powstał między innymi dział mający za zadanie kształtowanie
nowego wizerunku filharmonii i zdobywanie środków od sponsorów
na określone przedsięwzięcia programowe. Nowa dyrektor swoją
decyzję uzasadniła warunkami ekonomicznymi, w jakich znalazła
się kierowana przez nią instytucja, której budżet zmniejszył
się o jedną trzecią. "W tej sytuacji - mówi dyrektor d'Oedenberg
- należy dużo koncertować, budować image orkiestry,
zapraszać gwiazdy, wyjeżdżać na zagraniczne tournée,
nagrywać płyty, występować w radiu i telewizji. Już zaczęliśmy
istnieć na rynku. Nagrywamy dla austriackich i amerykańskich
wytwórni płytowych". Te decyzje szybko przyniosły efekty.
Zwiększyła się liczba koncertów (w sezonie 2001/2002 było
77, rok później już 119), zapraszano więcej artystów zza granicy.
Lidia Geringer d'Oedenberg zaangażowała na stanowisko kierownika
artystycznego, znanego w Stanach Zjednoczonych dyrygenta Mariusza
Smolija. Dzięki m.in. osobistym kontaktom pani dyrektor wrocławscy
filharmonicy zagrali już pod batutą znakomitych dyrygentów
z całego świata (m.in. nowojorczyka Leona Botsteina, Daniela
Raiskina i Jana Lathama-Koeniga - od nowego sezonu kierownika
artystycznego orkiestry); towarzyszyli gwiazdom - solistce
Metropolitan Opera w Nowym Jorku Denyce Graves i niemieckiej
sopranistce Katji Beer, francuskiemu pianiście Jeanowi Dube
i austriackiemu skrzypkowi Benjaminowi Schmidowi.
Nowym pomysłem stały się organizowane w sali koncertowej
lekcje mistrzowskie solistów goszczących w filharmonii. W
2003 i 2004 roku przygotowano kursy dyrygenckie prowadzone
przez Kurta Masura i Mariusza Smolija. Na pierwszych stronach
polskich gazet znalazły się informacje o nietypowych koncertach
orkiestry Filharmonii Wrocławskiej, która Bolero Ravela
wykonała podczas dorocznego rockandrollowego "Przystanku Woodstock"
organizowanego przez Jurka Owsiaka, a Karnawał zwierząt
Saint-Saënsa we wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. Ten
sam program powtórzyła, z wielkim powodzeniem, w wielkiej
sali Pałacu ZOO we Frankfurcie.
Co roku zwiększa się także liczba koncertów poza granicami
Polski, najczęściej w Niemczech, Czechach i Holandii. Najnowsze
tournée odbędzie się w Stanach Zjednoczonych. Od 20
do 26 kwietnia amerykańscy melomani słuchać będą utworów Chopina,
Lutosławskiego, Szymanowskiego, Kilara i Czajkowskiego. Z
orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej pod dyrekcją Mariusza Smolija
wystąpią: pianista Stanisław Drzewiecki, śpiewacy: Jadwiga
Rappe, Adam Zdunikowski i Jan Paweł Nowacki. Koncerty odbędą
się w sześciu miastach, w tym dwa w Nowym Jorku - w katedrze
św. Patryka i w Avery Fisher Hall w Lincoln Center. "To amerykańskie
tournée to spełnienie marzeń - mówi Lidia Geringer
d'Oedenberg. - Wymyśliłam je, choć nie miałam ani pieniędzy,
ani zaproszeń. Mariusz Smolij działa od lat na tym rynku i
ma kontakty wśród menedżerów, Janusz Sporek prowadzący chóry
polonijne jest świetnym organizatorem - dzięki nim, a przede
wszystkim Instytutowi Kultury Polskiej w Nowym Jorku, dzięki
wsparciu Ministerstwa Kultury i prezydenta Wrocławia - idea
sprzed trzech lat stała się konkretem".
Czy ten amerykański epizod w 50-letniej historii wrocławskiej
orkiestry filharmonicznej zakończy się sukcesem? Zobaczymy.
Od autorki
Przy pisaniu artykułu korzystałam z publikacji
50-lecie Filharmonii we Wrocławiu 1954-2004.
|