[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 15 kwietnia 2005


 

ELŻBIETA SITEK

Filharmonia Wrocławska przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych

To już 50 lat

Ponad 100 koncertów, sławni soliści na scenie i utytułowani dyrygenci za pulpitem, 3 festiwale i 4 międzynarodowe tournée, w tym po Stanach Zjednoczonych, które rozpoczyna się 20 kwietnia. Tak wygląda jubileuszowy sezon artystyczny w Filharmonii Wrocławskiej.

Inauguracyjny koncert był, tradycyjnie, poświęcony polskiej muzyce współczesnej. Na początek - specjalnie skomponowana na tę okazję przez Krzysztofa Mayera Fanfara dla Filharmonii Wrocławskiej, potem II koncert skrzypcowy Henryka Wieniawskiego w wykonaniu Krzysztofa Jakowicza, wreszcie Sinfonia Wratislavia mieszkającej w Chicago Marty Ptaszyńskiej, jednej z najbardziej znanych na świecie polskich kompozytorek. O powodach powstania tego utworu autorka napisała: "W latach 1945-51 właśnie we Wrocławiu spędziłam dzieciństwo i ten okres pozostaje w mojej pamięci jako najpiękniejszy i najdroższy mojemu sercu. A filharmonia nosi imię Witolda Lutosławskiego, mojego ukochanego mentora i wspaniałego przyjaciela. (...) Utwór symfoniczny Sinfonia Wratislavia napisany jest specjalnie z myślą o orkiestrze Filharmonii Wrocławskiej. Wykorzystuje bogate możliwości nie tylko całej orkiestry, ale wirtuozowską grę poszczególnych muzyków i grup instrumentalnych, jak smyczki czy blacha. Utwór jest rodzajem concerto grosso (...)". Jako dzieło "intelektualne", skomponowane z "matematyczną precyzją" odebrali je i słuchacze, i krytycy. Wszyscy zwrócili uwagę na efektowną prezentację instrumentów perkusyjnych, zwłaszcza marimby. W programie koncertu znalazł się także, wykonywany we Wrocławiu po raz pierwszy, skomponowany przed rokiem utwór Wojciecha Kilara September Symphony. Koncertem dyrygował Mariusz Smolij.

Początek atrakcyjny, interesujący dla melomanów, wymagający skupienia i precyzji od orkiestry i dyrygenta. Podobnym wymaganiom będą musieli sprostać wrocławscy filharmonicy podczas wszystkich zaplanowanych na ten sezon występów. Wymaga tego nie tylko opinia o wysokim poziomie artystycznym zespołu wśród dyrygentów i solistów, melomanów rodzimych i zagranicznych, ale także świadomość kontynuacji dzieła podjętego przed 50 laty przez twórców najpierw Wrocławskiej Orkiestry Symfonicznej, a potem Filharmonii Wrocławskiej.

Wszystko zaczęło się jednak wcześniej. Wypada wspomnieć o istniejącym od 1861 roku Breslauer Orchester-Verein (Wrocławskim Stowarzyszeniu Orkiestrowym), które urządzało w sezonie 12 koncertów symfonicznych. Pierwszym dyrygentem liczącej 70 muzyków orkiestry był pochodzący z Poznania Leopold Damrosch, a jednym z jej szefów Rafał Ludwik Moszkowski, którego kandydaturę na to stanowisko poparł sam Johannes Brahms - doktor honoris causa uniwersytetu w ówczesnym Breslau i autor słynnej Uwertury uniwersyteckiej skomponowanej specjalnie dla tej uczelni. Z orkiestrą współpracowało wówczas wielu znakomitych polskich artystów, m.in.: Wanda Landowska, Maurycy Moszkowski, Karol Tausig, Józef Śliwiński, dyrygent Leopold Godowski i kompozytor Władysław Żeleński, a w jej programach były także utwory polskich kompozytorów.

Od 1878 roku orkiestra miała własną siedzibę - Breslauer Konzerthaus z dwiema salami; w większej, koncertowej, było 1200 miejsc! W 1924 roku zespół został przemianowany na Schlesisches Landesorchester (Śląską Orkiestrę Krajową), a 4 lata później na Schlesische Philharmonie (Filharmonię Śląską). Działała ona do 1944 roku, a więc koncertowała nawet podczas II wojny światowej, zanim miasto zamieniło się w Festung Breslau.

Rok później, w już polskim Wrocławiu, orkiestrę symfoniczną zorganizował dyrygent Stefan Syryłło. Pierwszy uroczysty koncert odbył się 29 czerwca 1945 roku w sali Teatru Miejskiego (dziś Opera przy ul. Świdnickiej). Zagrano orkiestrową wersję Poloneza A- dur Chopina. Od 7 sierpnia koncerty odbywały się regularnie, a z towarzyszeniem orkiestry występowali między innymi: śpiewaczki Ewa Bandrowska-Turska, Irena Dubiska, Eugenia Umińska; pianiści Zbigniew Drzewiecki i Henryk Sztompka. Na plakatach i w pismach urzędowych widniała nazwa "filharmonia", choć taką w rzeczywistości nie była, ale przeszła do historii wrocławskiego życia muzycznego właśnie jako "pierwsza filharmonia". W następnym sezonie drugim dyrygentem był Stanisław Skrowaczewski, późniejszy słynny szef orkiestry w Minneapolis, a w r. 1947 dyrektorem "filharmonii" został Kazimierz Wiłkomirski. Do Wrocławia na koncerty nadal przyjeżdżali wybitni artyści: Stanisław Szpinalski, Bolesław Woytowicz, Władysław Kędra, Ryszard Bakst; słynni dyrygenci - Zdzisław Górzański, Stanisław Wisłocki oraz Andrzej Panufnik (dziś znany przede wszystkim jako kompozytor).

Zespół Syryłły był od początku nie tylko orkiestrą symfoniczną, ale także operową. Z czasem obowiązki w operze tak dalece zdominowały pracę muzyków, że... melomani zaczęli narzekać na brak koncertów symfonicznych. Wówczas, z inicjatywy samych muzyków, w 1954 roku powstała zupełnie "nowa" Wrocławska Orkiestra Symfoniczna.

Fakt ten poprzedził memoriał wystosowany do Prezydium Rady Narodowej Miasta Wrocławia podpisany m.in. przez dyrygenta Radomira Reszke i przedstawiciela Towarzystwa im. Chopina Wojciecha Dzieduszyckiego. Autorzy zapewniali, że "...orkiestra występować będzie z najlepszymi solistami i dyrygentami koncertując w różnych miejscach: w auli Politechniki, Operze, kinie Śląsk, w halach fabrycznych dla robotników, w świetlicach i domach kultury". Przy okazji poinformowano, że orkiestra rozpoczęła już próby. W ten sposób - stawiając władze wobec faktów dokonanych - pomysłodawcy zmusili je do akceptacji całego przedsięwzięcia. Dyrektorem został Józef Lasocki - kompozytor, pedagog, organizator życia muzycznego.

O koncercie inauguracyjnym, w październiku 1954 r. dziennik Słowo Polskie pisał: "Koncert odbył się w szczelnie wypełnionej publicznością wielkiej sali Politechniki Wrocławskiej. Jako solistka wystąpiła Halina Czerny-Stefańska. Na program koncertu złożyły się utwory Chopina, Karłowicza, Liszta. Dyrygował Adam Kopyciński. Po koncercie publiczność zgotowała pierwszej we Wrocławiu orkiestrze symfonicznej gorącą owację".

W 1958 roku - "w uznaniu zasług" (orkiestra podczas 4 sezonów dała 248 koncertów dla ponad 100 tys. słuchaczy) zespół upaństwowiono i przemianowano na Państwową Filharmonię we Wrocławiu. Dyrektorem naczelnym i artystycznym oraz I dyrygentem został Adam Kopyciński, o którym Zenon Markowski mówi: "Dyrektor Kopyciński był tremiarzem. Na próbach wspaniale, na koncertach bywało czasem gorzej. Wrażliwy, muzykalny, dobry dla muzyków". Koncertów było coraz więcej, obok symfonicznych - kameralne i recitale, występy okolicznościowe (np. rocznicowe), szkolne i te zgodnie z duchem czasów dla "świata pracy" w halach fabrycznych, klubach, świetlicach. Powiększył się także skład zespołu (do ponad 70 osób), a wśród solistów pojawiły się gwiazdy światowych estrad: francuski pianista Bernard Ringeissen i polski - Witold Małcużyński.

W tymże 1958 roku orkiestra została po raz pierwszy zaproszona do udziału w Festiwalu Chopinowskim w Dusznikach. Potem stało się to tradycją. Filharmonicy wystąpili wtedy z Bellą Dawidowicz - zdobywczynią (ex equo z Haliną Czerny-Stefańską) I miejsca na IV Konkursie Chopinowskim w Warszawie, a gazety odnotowały, że "wrocławski zespół towarzysząc pianistce wzniósł się na wysoki poziom, zasługując na słowa pełnego uznania".

W latach 60., za dyrekcji Radomira Reszke, zorganizowano Festiwal Muzyki Kompozytorów Ziem Zachodnich, z czasem poszerzono go o prezentację twórczości młodych kompozytorów z całej Polski; do dziś istnieje pod nazwą Festiwal Polskiej Muzyki Współczesnej "Musica Polonica Nova".

Datą prawdziwie przełomową w dziejach filharmonii okazał się rok 1965. Dyrektorem został Andrzej Markowski, dyrygent znany już wówczas z wprowadzenia na koncertowe estrady wielu prawykonań dzieł współczesnych polskich kompozytorów: Bacewiczówny, Pendereckiego, Góreckiego, Kilara, Serockiego. Jego wielką zasługą było to, że po latach tułaczki po różnych salach orkiestra otrzymała własną siedzibę. W tym celu zaadaptowano dawną salę Związków Zawodowych przy ulicy Świerczewskiego (dziś Piłsudskiego). Uroczyste otwarcie nowej filharmonii odbyło się 18 grudnia 1968 roku. Niestety, mimo starań, nie spełniała warunków wymaganych w profesjonalnych salach koncertowych, od początku narzekano na złą akustykę i... temperaturę. Dopiero przed kilkoma laty poprawiono akustykę i zainstalowano klimatyzację, nie udało się jednak powiększyć sali.

Do gmachu nowej filharmonii przeniesiono niektóre koncerty wymyślonego w 1966 roku przez Andrzeja Markowskiego Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego "Wratislavia Cantans". Pomysłodawca zdecydował, że wielkie formy muzyczne, głównie o charakterze sakralnym, prezentowane będą w zabytkowych salach i kościołach, których we Wrocławiu jest wiele, a kameralne koncerty i recitale - w sali filharmonii. Udział w realizowaniu programu stworzonego przez "swojego dyrektora" mieli oczywiście muzycy. Występowali zresztą nie tylko na Wratislavii, ale także na Warszawskiej Jesieni. Krytyk muzyczny Zdzisław Sierpiński w recenzji jednego z koncertów napisał: "Od czasu jak Markowski osiadł we Wrocławiu, ożywiło się tamtejsze życie muzyczne, podniósł poziom orkiestry, wzbogacił repertuar koncertowy. Wszystko to potwierdza wizyta filharmoników z tego miasta, którzy mogą uznać swój pierwszy pobyt na Warszawskiej Jesieni za w pełni udany".

Po trzech latach Andrzej Markowski oddał dyrekcję filharmonii Tadeuszowi Strugale, pozostawiając sobie kierowanie Wratislavią Cantans (od 1969 roku festiwalem kierował Strugała).

Podczas jedenastu lat kierowania filharmonią Strugała stosował zasadę organizowania repertuaru w cykle. W sumie było ich ponad 20. Każdy koncert stał się ogniwem ciągu programowego, dzięki czemu rozproszony z natury repertuar jawił się melomanom jako spójny i uporządkowany, prezentujący zarówno dzieła klasyczne, jak i te najnowsze, współczesnych kompozytorów polskich i obcych. W pamięci wielu bywalców pozostały na przykład "Koncerty Bachowskie", "Koncerty symfoniczne wielkich romantyków" czy bardzo popularne, istniejące do dziś prezentacje w cyklu "Muzyka i architektura", podczas których prelekcjom o stylach i zabytkowych budowlach towarzyszą utwory z epoki.

Szczególnie cenny okazał się cykl "Filharmonia dla młodych", przeznaczony dla uczniów szkół średnich. Systematycznie i skutecznie przyzwyczajał do bywania na koncertach i słuchania muzyki poważnej. Doskonale opracowany merytorycznie, chwalony był za wysokie walory edukacyjne. Z czasem pomysł ten podchwyciły inne filharmonie w kraju. Tadeusz Strugała zadbał również o wprowadzenie abonamentów, co pozwoliło stałym słuchaczom bywać nie tylko na koncertach, ale także uczestniczyć w ważnych wydarzeniach sezonu, a tańsze bilety zdecydowanie powiększały frekwencję w sali przy Świerczewskiego. Zresztą bywało się tu także dlatego, że występowali artyści tej miary, jak np. legenda angielskiej pianistyki Louis Kentner i polskiej - Witold Małcużyński, mistrz fortepianu Światosław Richter (o którym Ruch Muzyczny napisał: "Znowu przeleciałby przez Polskę jak meteor, gdyby nie sidła zastawione nań we Wrocławiu przez obrotną dyrekcję naszej filharmonii"), młodzi, a już sławni - Garrick Ohlsson i Krystian Zimerman; skrzypek Igor Ojstrach; wiolonczeliści Natalia Szachowska i Daniel Szafran z ZSRR, Radu Adulescu z Rumunii; śpiewacy - czarnoskóra sopranistka Irene Olivier i polski baryton Andrzej Hiolski; dyrygenci - nestor polskiej dyrygentury Zdzisław Górzański i legenda z Włoch Carlo Zecchi, dyrektor salzburskiego Mozarteum Robert Wagner i Carlos Paita z Argentyny, określany często jako "dyrygent-dynamit", Agnieszka Duczmal, Kazimierz Kord... Lista byłaby bardzo długa, zwłaszcza że należałoby wymienić jeszcze zagraniczne orkiestry symfoniczne i zespoły kameralne.

W 1979 roku, po dziesięciu latach kierowania filharmonią, Tadeusz Strugała tak scharakteryzował wrocławska orkiestrę: "Specyfika Filharmonii Wrocławskiej przejawia się np. w tym, że wykazuje szczególne upodobanie do romantyzmu i najlepiej ten styl wyczuwa; drugą cechą jest jej elastyczność, podatność, której najlepszym dowodem - osiągnięcia w zakresie sztuki akompaniowania. (...) Uważam, że wyróżnikiem wrocławskiej orkiestry jest też zdyscyplinowanie, ogólna rzetelność zawodowa, która zresztą zaskarbiła jej dobrą opinię i sympatię wielu różnych dyrygentów i solistów". Z taką oceną rok później przekazał kierowanie zespołem swojemu najlepszemu studentowi dyrygentury ("nie widziałem nikogo lepszego" - mówi dziś Strugała) Markowi Pijarowskiemu, o którym wieloletni koncertmistrz, obecnie profesor Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Krzysztof Bruczkowski, powiedział mi: "Pijarowski był jednym z takich prawdziwych dyrygentów, którzy nie są niedouczonymi instrumentalistami, dla niego to od początku był zawód".

Marek Pijarowski był najmłodszym szefem tego typu instytucji w Polsce - miał 29 lat - i kierował nią najdłużej - 21 lat; dodajmy - w czasach szczególnie trudnych. Stan wojenny, pogłębiający się kryzys społeczno-ekonomiczny, potem tzw. gospodarka rynkowa, która dotknęła instytucje kultury, powodując trudności finansowe, nie ułatwiały przygotowania atrakcyjnego repertuaru, zapraszania gwiazd, utrzymania w dobrej kondycji orkiestry. A jednak udało się. We Wrocławiu dyrygowali mistrzowie Paul Angerer, Francois Pantillon, Carlos Paita, Takuo Yuasa; występowali skrzypkowie Roman Totenberg, Leonid Kogan, Vadim Brodski i Midori; pianiści, laureaci różnych konkursów - Garrick Ohlsson, Krystian Zimerman, Michel Beroff, Grigorij Sokołow, Michael Ponti, Eugenie Indjic, Aleksiej Sułtanow.

Pijarowski, podobnie jak Tadeusz Strugała, układał koncerty w cykle tematyczne. Z czasem ograniczył jednak ich liczbę; nadal organizował Festiwal Muzyki Współczesnej i do 1989 roku "Wratislavia Cantans", orkiestra odbywała zagraniczne tournée. W repertuarze pojawiła się muzyka oratoryjna i wielkie dzieła muzyki późnoromantycznej. W wywiadzie dla lokalnego dziennika Pijarowski mówił: "Nie ukrywam, że ten repertuar jest mi najbliższy, choć długo do niego dojrzewałem. (...) Teraz, po latach, gdy wykonuję z orkiestrą wielkie romantyczne symfonie, wydaje mi się, że jestem o wiele bliżej wydobycia skomplikowanych niuansów tęsknoty, smutku, groteski czy goryczy, ukrytych w dziełach np. Gustawa Mahlera".

W 1994 r., podczas uroczystości 40-lecia, filharmonia otrzymała imię Witolda Lutosławskiego. Utwory patrona i Fryderyka Chopina wykonał z towarzyszeniem wrocławskiej orkiestry symfonicznej laureat Konkursu Chopinowskiego Krzysztof Jabłoński. Marek Pijarowski miał również trudne zadanie włączenia prowadzonej przez siebie instytucji w obchody milenium Wrocławia. Rok 2000 zaowocował kilkoma ważnymi koncertami, m.in. prezentacją wszystkich dzieł organowych Jana Sebastiana Bacha w 250. rocznicę śmierci kompozytora oraz plenerowym wykonaniem na wrocławskim Rynku dzieła Carla Orffa Carmina Burana.

Szczególnym wydarzeniem był koncert Krystiana Zimermana z założoną przez niego Polish Festival Orchestra, w którym udowodnił, że Chopin "orkiestrowy" jest równie wielki jak "fortepianowy". To było niezwykłe zakończenie XX wieku.

XXI wiek filharmonia rozpoczęła już pod kierunkiem pierwszej w jej dziejach kobiety - Lidii Geringer d'Oedenberg, z wykształcenia ekonomistki, specjalistki od zarządzania. Nic zatem dziwnego, że pierwsze działania związane były z reorganizacją instytucji. Powstał między innymi dział mający za zadanie kształtowanie nowego wizerunku filharmonii i zdobywanie środków od sponsorów na określone przedsięwzięcia programowe. Nowa dyrektor swoją decyzję uzasadniła warunkami ekonomicznymi, w jakich znalazła się kierowana przez nią instytucja, której budżet zmniejszył się o jedną trzecią. "W tej sytuacji - mówi dyrektor d'Oedenberg - należy dużo koncertować, budować image orkiestry, zapraszać gwiazdy, wyjeżdżać na zagraniczne tournée, nagrywać płyty, występować w radiu i telewizji. Już zaczęliśmy istnieć na rynku. Nagrywamy dla austriackich i amerykańskich wytwórni płytowych". Te decyzje szybko przyniosły efekty. Zwiększyła się liczba koncertów (w sezonie 2001/2002 było 77, rok później już 119), zapraszano więcej artystów zza granicy. Lidia Geringer d'Oedenberg zaangażowała na stanowisko kierownika artystycznego, znanego w Stanach Zjednoczonych dyrygenta Mariusza Smolija. Dzięki m.in. osobistym kontaktom pani dyrektor wrocławscy filharmonicy zagrali już pod batutą znakomitych dyrygentów z całego świata (m.in. nowojorczyka Leona Botsteina, Daniela Raiskina i Jana Lathama-Koeniga - od nowego sezonu kierownika artystycznego orkiestry); towarzyszyli gwiazdom - solistce Metropolitan Opera w Nowym Jorku Denyce Graves i niemieckiej sopranistce Katji Beer, francuskiemu pianiście Jeanowi Dube i austriackiemu skrzypkowi Benjaminowi Schmidowi.

Nowym pomysłem stały się organizowane w sali koncertowej lekcje mistrzowskie solistów goszczących w filharmonii. W 2003 i 2004 roku przygotowano kursy dyrygenckie prowadzone przez Kurta Masura i Mariusza Smolija. Na pierwszych stronach polskich gazet znalazły się informacje o nietypowych koncertach orkiestry Filharmonii Wrocławskiej, która Bolero Ravela wykonała podczas dorocznego rockandrollowego "Przystanku Woodstock" organizowanego przez Jurka Owsiaka, a Karnawał zwierząt Saint-Saënsa we wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. Ten sam program powtórzyła, z wielkim powodzeniem, w wielkiej sali Pałacu ZOO we Frankfurcie.

Co roku zwiększa się także liczba koncertów poza granicami Polski, najczęściej w Niemczech, Czechach i Holandii. Najnowsze tournée odbędzie się w Stanach Zjednoczonych. Od 20 do 26 kwietnia amerykańscy melomani słuchać będą utworów Chopina, Lutosławskiego, Szymanowskiego, Kilara i Czajkowskiego. Z orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej pod dyrekcją Mariusza Smolija wystąpią: pianista Stanisław Drzewiecki, śpiewacy: Jadwiga Rappe, Adam Zdunikowski i Jan Paweł Nowacki. Koncerty odbędą się w sześciu miastach, w tym dwa w Nowym Jorku - w katedrze św. Patryka i w Avery Fisher Hall w Lincoln Center. "To amerykańskie tournée to spełnienie marzeń - mówi Lidia Geringer d'Oedenberg. - Wymyśliłam je, choć nie miałam ani pieniędzy, ani zaproszeń. Mariusz Smolij działa od lat na tym rynku i ma kontakty wśród menedżerów, Janusz Sporek prowadzący chóry polonijne jest świetnym organizatorem - dzięki nim, a przede wszystkim Instytutowi Kultury Polskiej w Nowym Jorku, dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i prezydenta Wrocławia - idea sprzed trzech lat stała się konkretem".

Czy ten amerykański epizod w 50-letniej historii wrocławskiej orkiestry filharmonicznej zakończy się sukcesem? Zobaczymy.

Od autorki

Przy pisaniu artykułu korzystałam z publikacji 50-lecie Filharmonii we Wrocławiu 1954-2004.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail