[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 22 kwietnia 2005


Nakładem wydawnictwa "Twój Styl" ukazała się niedawno książka kanadyjskiej autorki Ewy Stachniak pt. Konieczne kłamstwa (tyt. oryg. Necessary Lies). Powieść ta została uznana za najlepszy debiut powieściowy Kanady w roku 2000. O tłumaczeniu, trudnych powrotach do historii oraz emigracji rozmawia z autorką Eliza Sarnacka-Mahoney.

 

Odkrywanie prawdy

Eliza Sarnacka-Mahoney: - Pierwsze, co od Pani usłyszałam nawiązując do polskiego tłumaczenia książki, brzmiało: "Bardzo dużo pracy, momentami może nawet za dużo". Tłumaczenie było aż takie trudne?

Ewa Stachniak: - Powroty są trudne. Niełatwo jest wrócić po latach do własnej książki, wejść ponownie w życie bohaterów, zaakceptować ich istnienie.

Z Katarzyną Bogucką-Krenz, tłumaczką powieści, zgodziłyśmy się już na samym początku pracy, że naszym celem będzie nie tylko wierne oddanie tekstu, ale stworzenie takiego tłumaczenia, które byłoby "moim". Dla tłumaczki oznaczało to rezygnację, oczywiście tylko do pewnego stopnia, z autonomii, konieczność sprawdzania, czy nasze językowe odczucia zgadzają się, i stałą gotowość do dyskusji nad tymi fragmentami, w których nasze odczucia gdzieś się rozmijały. Czasami dostawałam stronę, na której tłumaczone fragmenty tekstu pojawiały się w kilku wersjach, a ja miałam wybrać te najbardziej mi odpowiadające. W rezultacie każdy rozdział wędrował kilka razy między nami tak długo, aż obie byłyśmy zadowolone.

Trzeba też pamiętać, że w angielskiej wersji książka skierowana była do czytelnika, który o Polsce i jej historii ma mgliste pojęcie i któremu trzeba wpływ tej historii na polską rzeczywistość przybliżyć. Przecież patrząc na Warszawę czy Wrocław w 1991 roku, Anna, bohaterka mojej powieści, widzi nie tylko teraźniejszość, ale także przeszłość tych miast, lata wojny, powstania, zgliszcza.

- Polakom nie trzeba tego tłumaczyć...

- Właśnie, dlatego zmiana perspektywy oznaczała konieczne cięcia i przekształcenia w tekście. Wiele fragmentów można było w polskiej wersji pominąć, inne trzeba było przeredagować lub wręcz dopisać, by zachować autentyzm szczegółów i wiarygodność faktów. Kiedy cytuję fragment wrocławskiej ulotki z 1968 roku, którą Anna i Piotr trzymają w ręku, to chcę, żeby to była jedna z ulotek z Wrocławia, a nie np. z Warszawy. Angielskie słowo communist tłumaczy się inaczej w zależności od okresu historycznego, w którym było użyte: w 1968 roku Piotr mówi o "partyjnych", w 81 roku Anna pamięta "komunistów", a w 91 roku jej brat używa słowa "komuch". W wersji angielskiej tzw. cichą rewolucję w Quebecu lat 1960-66 można było określić jednym zdaniem, polskiemu czytelnikowi trzeba było dodać kilka wyjaśnień.

- "Konieczne kłamstwa" to powieść, którą czyta się warstwami. Motywem przewodnim jest historia pewnej emigrantki, ale nie tylko. Można wręcz odnieść wrażenie, że emigracja to jedynie tło.

- Emigracja interesuje mnie jako kulturowe wyzwanie, jako diametralna zmiana spojrzenia na własne kulturowe wartości. To nowe spojrzenie albo wartości te potwierdza, albo zmusza do ich rewizji. Ale oczywiście Konieczne kłamstwa to także powieść o miłości i zdradzie. O Polce i Niemcu, którzy muszą się zmierzyć z historycznym balastem swoich kultur, o powrocie do miejsca, skąd wyruszyliśmy w naszą życiową podróż. Jest to powieść o Wrocławiu, mieście magicznym, tajemniczym, mieście, gdzie przeszłości trzeba szukać. To powieść o Kanadzie, gdzie emigracyjne losy wtapiają się w nowy kraj.

- A oddalenie od ojczyzny staje się pretekstem do "obrachunków" z przeszłością. Na jakie "obrachunki" może liczyć czytelnik Pani książki?

- Jestem wrocławianką. Urodziłam się w poniemieckim mieście, w poniemieckim domu, więc z mojego punktu widzenia te "obrachunki" nie mogą obejść się bez powrotu do polsko-niemieckich stosunków XX wieku.

W mieście Mississauga, w którym do niedawna mieszkałam, moją sąsiadką była Jutta, Niemka z Breslau. Jej matka z czterema córkami uciekła z płonącego Breslau w styczniu 1945. Jutta opowiadała mi o swoim mieście, pokazywała fotografie, dzieliła się wspomnieniami. Dzięki tym opowieściom zaczęłam czytać pamiętniki wypędzonych, przesiedlonych, Polaków i Niemców. Zaczęłam studiować wrocławską historię, podwójną historię mojego miasta. Odkrywać kolejne warstwy przeszłości...

- A przy tym rozprawić się ze skomplikowaną historią miasta i ogólniej - "ziem odzyskanych". Co w tym było najtrudniejsze?

- Myślę o historii Wrocławia w kategoriach objawień niż trudności. Do dziś zastanawia mnie, dlaczego dopiero po wyjeździe z Wrocławia udało mi się zauważyć, jak ważne i symbolicznie ciekawe jest to miasto, ze swoją polsko-niemiecką przeszłością, ze swoim "powrotem do macierzy", z ruinami, z pionierami, z przesiedleńcami.

W dzieciństwie zazdrościłam dzieciom z Krakowa czy Warszawy, że mieszkają w miastach, gdzie niemalże każdy kamień ma swoją udokumentowaną historię. We Wrocławiu mojego dzieciństwa nie było historii, poza piastowską, gdzieś tam w mroku dziejów. Przeszłość była przecedzona, ocenzurowana. Niemal każdy kamień był kamieniem nieznanym. Ta historyczna amnezja sprawiła, że zawsze czułam się we Wrocławiu obco. To miasto wydawało mi się uboższe, niepełne, nie moje.

Wrocław odkryłam i zrozumiałam w Montrealu. To chyba było najtrudniejsze, bo jak już odkryłam, to musiałam się tym odkryciem podzielić z innymi.

- Obraz Wrocławia i Polski budzących się z komunistycznego letargu i przechodzących na stronę demokracji jest dość krytyczny. Zmieniło się coś w Pani poglądach przez ponad 10 lat, które minęły od czasów, w jakich toczy się akcja książki?

- Naprawdę krytyczny? Czy taki wydaje się Annie, wracającej po latach do Polski? Proszę pamiętać, że moja bohaterka potrzebuje berlińskiej rozmowy ze swoją rywalką, niemiecką fotografiką Ursulą, by w pełni zrozumieć siebie i własną przeszłość. Wizyta w Polsce, we Wrocławiu, jest etapem na tej drodze. Te gorzkie wrocławskie rozmowy Anny z byłym mężem, bratem, rodzicami - to rozmowy niedokończone, to dopiero początek wielu powrotów.

To był trudny okres. Okres odmrażania starych postaw, wyciągania z lamusa narodowej historii wielu stereotypów. Ale też i okres optymistyczny, pełen energii, nowych możliwości. Teraz przyjazdy do Polski nie mają posmaku powrotu z innego świata. To samo w sobie jest bardzo optymistyczne.

- Czy gdyby pisała Pani tę książkę po polsku, byłoby w niej czegoś więcej, czegoś mniej?

- Proces pisania zaczyna się od jakiejś fascynacji, jakiegoś nierozwiązanego problemu. W Kanadzie zafascynowała mnie pamięć emigranta i stymulowany przez nią mechanizm: ciągłe filtrowanie rzeczywistości tak, by te przefiltrowane wydarzenia i stany pasowały do jakiegoś wcześniej przyjętego systemu. Taka ciągła osobista i narodowa narracja o tym, o czym chcemy pamiętać, a o czym chcemy czy powinniśmy zapomnieć. Jakie krzywdy można wybaczyć i kiedy wybaczenie nie jest możliwe? Czy są kłamstwa konieczne? Czy wszystkie kłamstwa trzeba bezwarunkowo konfrontować z rzeczywistością? Co osiągniemy przez taką konfrontację, co stracimy?

Gdybym pisała tę książkę we Wrocławiu, pewnie zafascynowałoby mnie coś innego. Może pisałabym więcej o samym mieście, o życiu w nim raczej niż o wyjeździe i powrocie.

- To pytanie paść musi: na ile historia głównej bohaterki Anny jest historią Pani życia?

- Historia Anny jest historią emigrantki. Tak jak dla niej, dla mnie moment przyjazdu do Kanady stał się początkiem nowego etapu w życiu. Tak jak i ona, pracowałam na wrocławskiej anglistyce, pisałam pracę doktorską i dość dla mnie niespodziewanie dostałam propozycję wyjazdu do Kanady. Był czerwiec 1981 roku i musiałam zdecydować się w ciągu kilku minut. We wrześniu 1981 roku byłam już w Montrealu, na Uniwersytecie McGilla. Mój mąż i czteroletni wtedy synek przyjechali do Kanady rok później. Nie była to wtedy jeszcze emigracja, tylko wyjazd na studia doktoranckie. Na emigrację zdecydowaliśmy się już w Montrealu, razem z mężem, dwa lata po ogłoszeniu stanu wojennego. Powodów było wiele. W moim przypadku najważniejsza chyba była nieodparta potrzeba życia w innej kulturze. Potrzeba dystansu do narodowej przeszłości, potrzeba codziennej konfrontacji z inną kulturową tradycją.

Emigracja fascynuje mnie od dawna, nie tyle sama decyzja wyjazdu czy jej powody, ale jej codzienne konsekwencje, codzienne rozmowy z ludźmi, których nigdy by się w tym przedemigracyjnym życiu nie spotkało. Fascynuje mnie, jak radzimy sobie z kalejdoskopem kulturowych wartości często tak odmiennych od naszych: czy przyjmujemy je w zachwycie, czy zmuszeni jesteśmy przyznać, że są one fundamentalnie sprzeczne z naszymi przekonaniami. Interesuje mnie, czy wpadamy w takie same historyczne i kulturowe pułapki, czy może odnajdujemy inne światy i inne przeznaczenie. Interesuje mnie to, tym bardziej że mówimy tu nie o jednostkowym doświadczeniu ale, jak to było w moim przypadku, o doświadczeniu fali, pokolenia emigracji solidarnościowej.

Konieczne kłamstwa powstały z takiego właśnie doświadczenia, mojego, mojej rodziny, przyjaciół, doświadczenia pokolenia, które obserwowałam od chwili emigracji do Kanady. Rzeczywistość stała się materiałem, który poddał się wyobraźni.

Podczas spotkań z kanadyjskimi czytelnikami często słyszę, że udało mi się oddać doświadczenia pokolenia emigracji lat 80., doświadczenia powrotów po latach, konfrontacji z przeszłością. I to nie tylko doświadczenie polskie. Pamiętam, jak podczas spotkania w jednej z torontońskich bibliotek młoda Rosjanka oświadczyła, że moja powieść dała jej klucz do zrozumienia własnych przeżyć. Że dzięki mojej powieści jest w stanie głębiej spojrzeć na proces emigracji i na własną kulturę.

- Jak czuje się autor, który bierze do ręki książkę przemawiającą do niego i świata językiem, w którym sam się wychował? Opowiedziana historia staje się jeszcze ważniejsza czy może na odwrót - oddala się?

- Przede wszystkim czułam radość, że dzięki doskonałemu tłumaczeniu Katarzyny Krenz udało mi się przeczytać moją książkę po polsku. Cieszyłam się, że zaistniała na nowo, że przeczytają ją osoby nieznające angielskiego, że moje emigracyjne przemyślenia dotrą do tych, którzy nie mogli ich przeczytać w oryginale.

To, co mnie najbardziej interesuje, to reakcje polskich czytelników. W powieści pisanej z pozycji emigracji polski czytelnik zwróci uwagę na inne rzeczy niż czytelnik kanadyjski. Na jednym z poziomów narracji Konieczne kłamstwa to przecież zapis wrażeń powrotu do kraju po latach emigracji, tego pierwszego powrotu, pierwszych wrażeń wędrowca, który konfrontuje zapamiętane obrazy z rzeczywistością, wędrowca, który patrzy na Polskę z pozycji swoich kanadyjskich, emigracyjnych doświadczeń. Czytelnik polski zobaczy bohaterkę powieści, Annę Nowicką, podobnie jak nasze rodziny i przyjaciele widzieli nas w tych pierwszych latach wolności, emigrantów przyjeżdżających po latach do rodzinnego domu. Opowiedziana historia odkryje swoje inne strony.

- W tym roku transatlantyckie wydawnictwo Harper Collins wyda Pani kolejną powieść. Zupełnie różną od tej pierwszej. Uchyli Pani rąbka tajemnicy?

- Powieść Garden of Venus ukazała się już w Anglii, Australii, Nowej Zelandii i Grecji. Na kanadyjskie wydanie muszę poczekać do czerwca.

Jest to powieść historyczna, oparta na motywach życia Zofii Potockiej Celice, pięknej Greczynki, która z biednej utrzymanki polskiego ministra w Istambule przeistoczyła się w polską arystokratkę, żonę Szczęsnego Potockiego, jednego z współtwórców Targowicy. Jej barwne życie jest tłem mojej powieści, na którym rozgrywa się dramat ostatnich tygodni jej życia. Nie zdradzę fabuły, ale mogę powiedzieć, że w tych ostatnich tygodniach życia hrabinie Zofii towarzyszy francuski chirurg i polska panna do towarzystwa, córka polskiego bohatera, który stracił majątek i życie, broniąc narodowych ideałów.

- A plany na przyszłość?

- Nowe książki. Pracuję nad powieścią opartą na epizodach z życia synowej Zofii Potockiej, Delfiny Potockiej, muzy polskiego romantyzmu. Następnie wrócę do Kanady, do zapomnianego epizodu polsko-kanadyjskiej historii, gdy niedobitki polskich legionów, po upadku Santo Domingo, zasiliły szeregi kolonistów Red River. Czeka mnie dużo pracy w kanadyjskich archiwach... Już się na nią cieszę.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail