[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 20 maja 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Pucybut
w Pałacu

Nieporozumienia towarzyszą polskiemu życiu umysłowemu tak wiernie i dozgonnie, jak niedawni towarzysze towarzyszą polskiej polityce, a Jaruzelski Putinowi i wiecznie żywemu, jak Lenin, ZSRR. Na przykład warszawskie Targi Książki zaczęły się od nieporozumień czysto formalnych. Nazwano je "międzynarodowymi", dlatego wielu pisarzy krajowych uznało, że nie mają tam czego szukać, skoro targi są dla gości zagranicznych. Tak przynajmniej uzasadniają brak swoich kongenialnych utworów pośród kolorowej (okładki) szarzyzny (zawartość), przywleczonej jak stonka z bliższego i dalszego Zachodu oraz Wschodu, a także z Południa i Północy.

Jak ważna jest precyzyjna terminologia, świadczy nieporozumienie wokół słowa "targi" i pochodnych - "targowisko" czy "Targowica". Te miejsca, tak dobrze znane z naszych miast oraz literatury, służyły zawsze do wymiany handlowej, na przykład sprzedawania kraju. Stanisław Przybyszewski: "Wspaniały naród - przepił, przehulał, sprzedał swoją ojczyznę, płakał potem po jej stracie na wszystkich targowiskach Europy, zalewał się łzami, żebrał litości" - doprawdy nie wiem, o jakim wspaniałym narodzie Przybyszewski tak pięknie pisał na początku XX wieku? Zważywszy, że istniało wtedy na świecie sześć tysięcy języków, zawsze można będzie jakiś naród do jakiegoś języka dopasować.

Teraz jest z tym gorzej, bo topnieje liczba języków, choć przybyło państw, a także narodów. Wysiłki wojsk rosyjskich w Czeczenii zmierzają co prawda do tego, by zachować równowagę pomiędzy językami i narodami, ale jakoś im się to może nie udać, nawet przy najbardziej entuzjastycznym poparciu Jaruzelskiego i cichym wsparciu Busha. Na warszawskiej uczelni, na której pracuję, studiują młodzi Czeczeni. Zajęcia z nimi należą do ciekawszych; są to ludzie Wschodu, ale i nie są, bo zostali wyposażeni w wewnętrzny kompas moralny, rzec można w zachodni nakaz wolności - gdyby to nadal było na Zachodzie prawdą. W dyskusjach mówią całą prawdę, prosto w oczy. Po tych sporadycznych kontaktach wiem tylko, że jedyną szansą na przetrwanie ich narodu i języka może być tylko rewolucja w Rosji. Taka sama jak na Ukrainie. Co musi pozostać, jak na razie, pobożnym życzeniem. Targować się nie zamierzam, ale chciałbym dożyć tej chwili, gdy na placu Czerwonym spotka się młodzież czeczeńska z rosyjską, polską i amerykańską, a starzy kagiebiści i ich najemnicy usiądą w mauzoleum Lenina przerobionym na jadłodajnię McDonald'sa i będą popijać rosyjski czaj, zagryzając amerykańskim hamburgerem. To tyle względem historycznych targów.

W przypadku targów książki, odbywają się one w scenerii i nastroju zbliżonym do współczesnego placu Czerwonego. Ludność przeważnie zwiedza zabytkowe i podniszczone sale Pałacu Kultury i Nauki zaprojektowanego przez Lwa Rudniewa, oglądając książki niczym Rosjanie Lenina w mauzoleum - z nabożeństwem, albo jak zabytki muzealne. Nieliczni biorą takie dziwactwo do ręki (mam na myśli książkę!), a tylko co dziesiąty książkowy oglądacz sięga do kieszeni, by zamienić skromny obiad na strawę duchową. Zamiana nie jest sprawiedliwa, bo najskromniejsza książka kosztuje dziś znacznie więcej niż najskromniejsze danie w najlichszej stołówce.

Na targach znajdują się także wiekowi i zabytkowi zazwyczaj osobnicy, ściskający kurczowo palcami lewej ręki (taka moda) rzadko używany w naszych czasach przedmiot zwany piórem, którym wykonują jakieś dziwne ruchy, zwane dawniej pisaniem, na jakimś dziwnym prostokącie, zwanym kiedyś kartką, pod którą znajdują się inne kartki, a wszystko razem zwane jest książką, czyli stronicami zaczernionymi zabytkowym dziś drukiem. Wynalazek "towarzysza Gutenberga" ze starego dowcipu wychodzi z użycia w czasach elektroniczno-cyfrowych i przypominanie o jego istnieniu za pomocą kolorowych przedmiotów wymiany handlowej, zwanych nadal, z braku bardziej odpowiedniej nazwy, książkami lub kniżkami - zaopatrzonymi obowiązkowo w płytkę z nagranym tekstem dla współczesnych analfabetów - jest klasycznym nieporozumieniem.

Dodatkowe zamieszanie na stoiskach targowych powodują tytuły książek zagranicznych. Są to tytuły obce naszej wschodniej, słowiańskiej kulturze, pisane w innym języku niż angielski, czyli jedynym liczącym się w Polsce narzeczu. Znaczna przewaga literatury anglojęzycznej nad polską na targach tylko się zwiększyła i jeśli wydawnictwa z nazwy polskie - bo w rękach obcego kapitału - nie przejdą już wkrótce na angielski i nadal będą drukowały polskie książki w języku polskim, uznamy to za przejaw tradycyjnego polskiego dziwactwa, zwanego górnolotnie polskim indywidualizmem.

Od wielu lat stara Polska stara się upodobnić do młodej Ameryki i przeważnie jej się to udaje, z nielicznymi wyjątkami. Należy do nich tak zwana obecność tłumaczeń. W USA tylko dwa procent sprzedanych książek jest autorstwa nieamerykańskiego. W Polsce jest odwrotnie - tłumaczy się już praktycznie wszystko lub prawie wszystko, co ukazuje się po angielsku. Polscy "przekładacze" sięgają po wszystko, co "idzie" na rynku w Stanach Zjednoczonych i najczęściej się nie mylą: Polacy kupują chętniej literaturę amerykańską od polskiej. Ciekawi ich bardziej od swojego daleki kraj, obiecujący awans pucybutów na milionerów. No tak, ale ja w Warszawie nie widziałem ani jednego! Nie ma czyścibutów nawet w najbardziej ruchliwym miejscu zgromadzeń, jakim jest Dworzec Centralny. Nie uświadczysz też żadnego w Pałacu Kultury, gdzie aż się prosi zamieniać warszawski kurz w lśniące lakierki, zarabiając dzięki temu pierwszy milion.

Brak szacunku dla ciężkiej pracy pucybuta jest jednym z największych polskich nieporozumień. Niezrozumienie zależności pomiędzy niegodnym dla polskiej dumy narodowej czyszczeniem komuś butów a osobistym szczęściem i bogactwem jest, moim zdaniem, jednym z największych polskich nieszczęść. Ta skaza na naszym charakterze uniemożliwia młodym Polakom rozwinięcie skrzydeł w typowo amerykańskiej dziedzinie i nie pozostaje im już nic innego, jak pisanie nikomu niepotrzebnych książek.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail