Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Buzi
czy po buzi?
Gdy stęsknione całotygodniowym wypatrywaniem na tych łamach mojej "Żabki" oczy Szanownych Czytelników nasycą się widokiem tych zgrabnych literek i zaspokoją pierwszy głód czytania nareszcie czegoś innego i całkowicie wyzwolonego z obowiązujących powszechnie norm obyczajowych i społecznych, moje oczy będą przebiegały tłumy na ulicach Warszawy w poszukiwaniu resztek przedstawicieli społeczeństwa jednowymiarowego, podobnie ubranego i całkowicie heteroseksualnego, jakie zapamiętaliśmy z nieodżałowanych kronik filmowych, czytanych boskim głosem Andrzeja Łapickiego.
W piątek ulice Warszawy wypełni międzynarodowy tłum uczestników konferencji "Różni, ale równi. Geje i lesbijki w Polsce i Unii Europejskiej", odbywającej się w ramach Dni Równości. Nie mam nic przeciwko kochającym inaczej, mnie się to nawet podoba, bo w Polsce pachnie skandalem obyczajowym, czyli jest w normie. W Polsce wszystko jest w normie, co pachnie jakimkolwiek skandalem, bo jeśli jest normalne, zwyczajne i legalne, to jest od razu podejrzane. Nie będę przytaczał wyświechtanego przykładu niewplątanych w żadne afery polityków, którzy muszą codziennie udowadniać, że nie są wielbłądem albo rybą, bo już dzieci w przedszkolu wiedzą, że w Polsce tylko ryba nie bierze.
Albo taka scena literacka. Obraca się to wszystko na kółkach towarzyskich, nie wystarczy pisać, bo jak wiemy - pisać każdy potrafi, ale żeby takie napisane wydawać, trzeba być w tak zwanym towarzystwie, czyli kółku wzajemnej adoracji, by nie powiedzieć dosadniej. Jak się nie jest, to można sobie być nawet Kicią Kiciulińską, a i tak cię nie wydadzą, chyba że po uiszczeniu okupu. Kim jest Kicia Kiciulińska? Znakomita pisarka, autorka wielu dzieł z pogranicza czegoś tam, sekowana okrutnie przez lesbijki kochające siebie i swoją homoseksualną literaturę, z gruntu obcą duchowi i literze literatury polskiej. Z tego to powodu Kicia Kiciulińska pozostaje w cieniu, a Zenobia Psińska ma karierę jak stąd do Mińska.
Organizatorzy obiecują, że celem konferencji ma być "przedstawienie sytuacji osób homoseksualnych w różnych sferach życia zawodowego, społecznego i politycznego w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej, analiza sytuacji oraz rekomendacje na przyszłe działania". Zastanawia mnie ten komunikat, bo sugeruje, że geje i lesbijki są w Unii Europejskiej razem z Polską, ale na jakichś odmiennych od pozostałych prawach. Rozbierzmy na przykład zdania tytułowe: "Różni, ale równi. Geje i lesbijki w Polsce i Unii Europejskiej". Sugerują one, że geje mają w Polsce inaczej niż w Unii. I tu bym się nie zgodził w całej długości tych krótkich zdań. W sposób perfidny rozdzielają one odwieczną tradycją uświęcony związek podmiotu z orzeczeniem, ba - likwidują orzeczenie, pozostawiając na placu boju kilka podmiotów.
Dopóki Unia Europejską namiastką unii jest, żadna krzywda w kraju tradycyjnie tolerancyjnym zwolennikom równości stać się nie może. Dlatego prezydent Warszawy Lech Kaczyński zakazał im Parady Równości nierównymi ulicami i chodnikami stolicy, upstrzonymi nie tylko kocimi łbami. Niech się taki zwolennik pośliźnie i skręci nogę - zaraz oskarży bohaterską stolicę o prześladowania i ksenofobię. Tymczasem przesłanie prezydenta Kaczyńskiego nie pozostawia cienia wątpliwości co do treści. Brzmi ono w największym skrócie: won mi stąd, pedały. Prezydent powołał się na przykład Ameryki, sugerując, że na ulicach jej miast dochodzi podczas podobnych przemarszów do gorszących scen, nazywanych przezeń teatralnie "obsceną". Następnie Kaczyński wyraża dezaprobatę wobec pary mężczyzn całujących się na ulicy. I słusznie: tradycyjna polska obyczajowość dopuszcza dawanie sobie na ulicy po buzi, a nie buzi.
Interesująco zapowiada się także plan samej konferencji. Przewiduje on na przykład dyskusję na temat: "Współpraca partii politycznych ze środowiskiem gejowsko-lesbijskim". Jak na polskie warunki jest to bardzo odważne postawienie sprawy. Ciekaw jestem zwłaszcza współpracy Ligi Polskich Rodzin oraz Samoobrony, broniącej kiedyś czystości w domu i zagrodzie, a teraz w narodzie. Ciekawie zapowiada się dyskusja zatytułowana "Przeciwdziałanie przemocy wobec osób homoseksualnych". Temat zakłada, że osoby kochające inaczej padają ofiarą przemocy, podczas gdy tak zwane życie dostarcza zgoła innych przykładów. Jeśli wierzyć tej wykładni i urzędowi statystycznemu, większość rodzin polskich to rodziny homoseksualne, gdyż w większości domów polskich dochodzi tradycyjnie do różnych form przemocy oraz aktów sadomasochistycznych z użyciem pasów, pejczy i pałek.
Niepokojąco znajomo wybrzmiał mi podpunkt "Lesbijki w przestrzeni społeczno-politycznej". W broszurze Komitetu Centralnego omawiano kiedyś "zagospodarowanie przestrzeni społeczno-politycznej" nowymi inicjatywami, ale były to te smutne gierkowskie czasy, kiedy mówiło się wyłącznie o maluchu, zapominając zupełnie o płci odmiennej. Na szczęście przyszło nowe i zagospodarowało nieużytek lesbijkami. I aby dalsze zagospodarowywanie przebiegało w przyjaznej, partyjnej - a raczej jednopartyjnej - atmosferze, organizatorzy konferencji postarali się o dyskusję omawiającą "współpracę policji ze środowiskiem gejów i lesbijek".
Nie wiem tylko, dlaczego patrole na ulicach Warszawy są tej wiosny wyłącznie heteroseksualne. To mi zakrawa na prowokację policji wymierzoną w środowisko gejów i lesbijek, nie tylko polskie, ale i unijne. Wszędzie widać policjantkę z policjantem, spacerujących demonstracyjnie blisko siebie i zdradzających objawy dobrego wzajemnego zrozumienia, by nie powiedzieć bluźnierczo - sympatii. Myślę, że konferencja zerwie z tym niebezpiecznym trendem i na ulice polskich miast powrócą tradycyjne, homoseksualne patrole, czyli policjant z policjantem, a nie jakieś tam mieszańce.
|
|