[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 czerwca 2005


Świat mnie
ciągle fascynuje

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Czesław Karkowski

Czesław Karkowski:- Zaproszenie na festiwal literatury, który odbył się niedawno w Nowym Jorku, to kolejne potwierdzenie Pańskiego światowego prestiżu. Takich wyjazdów na rozmaite imprezy ma Pan coraz więcej. Spełnia Pan coraz częściej społeczną funkcję pisarza, czyli autorytetu zabierającego głos w ważnych sprawach. Jak się Pan czuje w tej roli?

Ryszard Kapuściński: - Bardzo bym chciał w dalszym ciągu być reporterem, podróżować dla gromadzenia doświadczeń i zbierania materiałów, spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi. To jest najwspanialsze przeżycie i najbardziej twórcza praca. To robiłem całe życie. Ale z tym jest coraz trudniej z wielu względów. Zawód reportera można wykonywać, jeśli człowiek jest anonimowy. Ludzie, z którymi dziennikarz się spotyka, nie mogą go rozpoznawać. W takich anonimowych kontaktach są otwarci, szczerzy. W momencie, kiedy reporter zostaje rozpoznany, zaczynają uważać na to, co mówią, przestają być otwarci. Traci się możliwość bezpośredniego dotyku rzeczywistości.

Poza tym, moje wędrówki zawsze wymagały wielkiego wysiłku fizycznego. Podróżowałem po krajach Trzeciego Świata, po Afryce, Ameryce Południowej i Azji, co zawsze wiązało się z ogromnymi trudami, narażeniem się na niewygody, na choroby, często - na niebezpieczeństwa. Z wiekiem coraz trudniej mi fizycznie wytrzymywać ten typ podróżowania, choć staram się nie poddawać.

Po trzecie, tematyka, którą poruszałem, w jakiś sposób zaczyna się powtarzać. Bieda w Trzecim Świecie nie jest czymś przypadkowym, ale przypadłością permanentną. I ja, i inni autorzy opisali już to zjawisko wielokrotnie. Nędza była i trwa nadal, wiadomo, że w tej kwestii nic wielkiego się nie zmieni; że niesprawiedliwy podział będzie się utrzymywał; że dominacja świata rozwiniętego nad zacofanym będzie nadal istniała. Wiadomo, że problemy te nie znajdą rozwiązania jeszcze w okresie życia dwóch-trzech pokoleń. Wobec tego szansa na odkrywczość szalenie się kurczy. Czasami łapię się na tym, że gdy zaczynam pisać o czymś, uświadamiam sobie, że o tym już pisałem. Bo konflikty w Trzecim Świecie mają to do siebie, że są szalenie długotrwałe; jeśli gdzieś wybuchnie wojna, to się ciągnie latami, jeśli istnieje bieda, to trwa uporczywie.

- Czyżby tematyka się wyczerpywała?

- Nie, rzecz w czymś innym. Strukturalnie świat się nie zmienia. Wytworzył się układ, który wygląda na mocny i trwały. Mnóstwo dzieje się w historii "powierzchniowej", natomiast historia "głęboka", która mnie bardziej interesuje, jest szalenie statyczna. Ale nie mam przy tym poczucia daremności działania, mimo wrażenia, że piszę o tym samym, co było 40, 50 lat temu. O tych problemach trzeba ciągle przypominać. Jeśli się tego wysiłku zaniecha, to w ogóle o tych sprawach nie będzie się mówiło, co za tym idzie - nie będą podejmowane żadne działania, aby coś zmienić, poprawić.

Wreszcie, bardzo się zmieniła struktura Trzeciego Świata w tym sensie, że o ile dawniej dominującym czynnikiem była wieś w Afryce czy w Ameryce Łacińskiej, to teraz następuje przesunięcie całej problematyki społecznej do miast. Powstają potworne miasta, dokładnie - organizmy pośrednie, które nie są już wsią, ale jeszcze nie przekształciły się w miasto. Taki nowy twór socjologiczno-obyczajowy należy badać na nowo. Temat ten objawił się w czasach kryzysu literatury latynoamerykańskiej, po okresie jej wielkiego rozkwitu, z jej mitologią wiejskości czy małych miasteczek. Teraz tematem staje się przemoc, przestępczość, gwałt, slumsy, lumpenproletariat, dzikość.

Powstaje świat, którego wcześniej nie było, stąd nie ma do czego się odwołać. Wiemy, że pisarz świata nie zmieni, ale może go zdefiniować, uchwycić. Wiemy, że jest zupełnie inny, ale jaki? I tu się zaczynają wielkie poszukiwania twórcze.

Zmienia się także społeczna rola pisarza, gdy ma już jakieś osiągnięcia. W pewnym momencie społeczeństwo uznaje, że pewien etap działalności już należy skończyć, a przystąpić do podzielenia się z odbiorcami swoim doświadczeniem, przeżyciami, refleksją. To społeczeństwo przydziela pisarzowi rolę publicznej postaci, która winna pojawiać się z okazji rozmaitych uroczystości, przemawiać, "uświetniać". Nie wymaga już od niego pisania, ale obecności.

- Rola ta wymaga ciągłych podróży, poza tym spełniania roli postaci, która dzieli się mądrością. Chyba jest to męczące i krępujące.

- Zawsze traktuję wszystko, co robię, jako pewien rodzaj posłania, misji do spełnienia. Przez wiele lat jeździłem po krajach Trzeciego Świata, aby przybliżać tamte kraje do naszej wiedzy, do naszego myślenia. Traktuję to zadanie jako rolę tłumacza kultur. Według mego przekonania tylko przez wzajemne poznanie się i zrozumienie istnieje szansa jakiegoś pokojowego współistnienia.

Skoro teraz społeczeństwo pragnie, abym raczej mówił, a nie pisał, to znaczy, że mam ważną rolę do spełnienia, choć może nieco inną niż dotychczas. Żyjemy w czasach chaosu, wielkiej zatraty wszelkich kryteriów, pomieszania porządków wartości. Zwłaszcza młodzi ludzie szukają jakichś autorytetów, jakiegoś drogowskazu. Stąd tłumy, które przychodzą na spotkania ze mną w poszukiwaniu drogi, wartości, sensu. Ponieważ są dezorientowani przez media i polityków, więc liczą, że może tutaj coś znajdą.

Traktuję tę nową rolę bardzo poważnie. Ze względu ma moje długoletnie doświadczenia wielu ludzi uważa mnie za kogoś, kto może objaśnić im świat, w którym żyjemy. Próbuję więc objaśniać, co to jest Wschód, co to jest Zachód, co to jest demokracja, polityka, jakie są tendencje rozwoju ludzkości, co to znaczy dziś przechodzenie ze społeczeństwa masowego do społeczeństwa planetarnego, co to znaczy, że żyjemy w społeczeństwie wielokulturowym. O sprawach tych ludzie słyszą lub o nich czytają bez wyjaśnienia, bez komentarza.

- Kiedy w latach 60. jechał Pan do Afryki, mógł mieć poczucie pionierstwa, docierania do krańców cywilizowanego świata w przeświadczeniu, że jest tym, który widzi, doświadcza, ocenia za miliony czytelników. Dzisiaj reporterzy jeżdżą z kamerą wszędzie, w najdalsze zakątki, by następnie pokazać owoc swych wędrówek szerokiej publiczności. Jak to więc jest, że ludzie telewizji nie ufają, a pisarzowi wierzą?

- Obraz nie może zastąpić myśli, refleksji. Człowiek zawsze zadaje sobie pytanie o sens tego, co widzi, o znaczenie oglądanych wydarzeń. I dlatego szuka kogoś, kto je objaśni. Widzi, a nie rozumie, ogląda, ale nie pojmuje, co się dzieje i dlaczego? W jakim wymiarze, w jakiej strukturze?

Poza tym panuje głębokie rozczarowanie wobec środków masowego przekazu. Media zatraciły swoją rolę czwartej władzy. Powstały przecież i funkcjonowały, aby sprawować kontrolę nad pozostałymi trzema filarami - władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Tymczasem stały się instytucją dworską, obsługującą władzę albo dostarczającą rozrywki. Media stały się kroniką oficjalnych wydarzeń. Szczegółowo relacjonują, co się dzieje, na przykład, w Waszyngtonie, Paryżu czy w Warszawie, ale unikają mówienia o wielkich problemach świata, istotnych sprawach społeczeństwa. A przecież ludzie wiedzą, że historia nie kończy się na tym, co jeden czy drugi przywódca powiedział lub zrobił. W istocie nie ma to wielkiego znaczenia, bo historia dzieje się niejako poza nimi.

- Sądzi więc Pan, iż straciliśmy zainteresowanie światem takim, jaki jest naprawdę?

- Ciekawość jest podstawowym warunkiem pracy i życia dziennikarza. W chwili, kiedy świat przestaje go interesować, kończy się zawodowo.

Jest to zajęcie tak trudne, że bez owej pasji nie można go wykonywać. Ale przy tym trzeba się umieć tą pasją podzielić. Ludzie, odbiorcy są zmęczeni, wszystko, o czym reporter chce pisać, mają w telewizji, widzieli to już wiele razy. I teraz pisarz ma powiedzieć tym zmęczonym, znudzonym ludziom: "Tak, widziałeś to, ale nie wiesz nawet, jak to jest interesujące, jak to jest ważne, nie tylko dla tych ludzi, których opisuję, ale i dla ciebie samego, mój odbiorco".

W zasadzie ludzie niespecjalnie interesują się światem. Nieprawdą jest też, iż lubią podróżować; jako turyści na pewno tak, ale poza tym, jak nie muszą wędrować, to natychmiast zalegają, osiadają.. Do ruchu, do wędrówek przymuszają ich wielkie nieszczęścia - wojny, bieda, głód, klęski żywiołowe.

Wobec takiej podwójnej przeszkody zwłaszcza młodzi dziennikarze, ale nie tylko oni, szukają miejsc na świecie, gdzie jeszcze nikt nie dotarł. Jadą, penetrują, czasem nawet opisują. Tymczasem nie o to chodzi. Rzecz w tym, że nie egzotyka nieznanego miejsca jest tym magnesem przyciągającym odbiorcę, ale codzienność bytowania, jakby zwyczajność, normalne, typowe problemy ludzi. Tu trzeba się zatrzymać, a nie dążyć w pogoni za nowością. Nowość szybko męczy, szybko się nudzi.

Kiedyś spotkałem w moich podróżach po Afryce młodych ludzi, którzy postanowili przejechać na motocyklach całą Afrykę wzdłuż - od Przylądka Dobrej Nadziei gdzieś do Maroka. Tak po prostu. Na moje pytanie, co widzieli w drodze, wzruszyli ramionami. Nic. Chodziło o wyczyn, nie o zdobycie wiedzy.

Ich postawa odzwierciedla tendencję panującą w mediach. Pisma nie chcą reportażu. Kładą coraz większy nacisk na informacje i rozrywkę oraz oczywiście - na reklamę. Wprawdzie reportaż dalej rozwija się, ale przeszedł z mediów do książki. Współcześni autorzy reportażu nie są związani z prasą (telewizją). Są wolnymi strzelcami, którzy zawierają umowę z wydawnictwem na napisanie reportażu z okolic Amazonki, powiedzmy, albo z Sierra Leone czy Ruandy.

- Czy w pogoni za objaśnianiem świata nie zapomina Pan o sobie, o własnym życiu?

- Mam ochotę napisać o Pińsku, mieście mojego dzieciństwa, ale moja sytuacja nie pozwala na to. Ponieważ wydarzenia biegną szybko, świat jest dynamiczny, powiedziałbym agresywny, tyle się dzieje, wciąga mnie ów obowiązek nieustanne komentowania i interpretowania. Skutkiem tego Pińsk nieustannie się oddala.

W Podróżach z Herodotem*) sięgnąłem do początków mego dziennikarstwa. Mogłem tę książkę napisać wyrywając cząstkę czasu z nieprzerwanego strumienia bieżących obowiązków. Świat nie pozwala mi interesować się sobą i zajmować prywatnymi sprawami.

- Jaką rolę w Pańskiej twórczości, w Pańskim życiu pełnią "Lapidaria"?

- Kończę już szósty tom. To nie jest reportaż z lektur, ale zapiski powstające w okresach między książkami. Zwykle dzieli je okres dwóch-trzech lat. Zapełniam go przemyśleniami, spostrzeżeniami, uwagami. Mają one wyłącznie charakter pomocniczy - to rodzaj krótkiej, syntetycznej refleksji nad światem.

- ... ale nie nad Polską. Czy nie ma Pan poczucia, że tymczasem umyka Pańskiej uwadze niezwykłe doświadczenie polskiego społeczeństwa poddanego wielkiej presji przyspieszonej transformacji?

- Nie, odwrotnie. Wraz z wejściem do Unii Europejskiej Polska włącza się w szersze struktury świata. W tym sensie Polska "znika" z pola uwagi, w jakim znika problem każdego kraju średniego czy małego - znika problem Danii, Austrii czy Finlandii. Natomiast możemy funkcjonować w większych strukturach regionalnych, bo świat XXI w będzie światem wielkich struktur. Małe nie mają szans przetrwania; tylko wielkie struktury w globalnym świecie będą miały siłę przebicia.

- Dziękuję za rozmowę.

----------------------

*) Oprócz Podróży z Herodotem (cena 17 dol.) w Księgarni Nowego Dziennika są do nabycia następujące książki Ryszarda Kapuścińskiego:

Cesarz (10 dol.), Heban (19 dol.), Imperium (17 dol.), Jeszcze jeden dzień życia (12 dol.), Lapidaria (18 dol.), Lapidarium IV (12 dol.) Lapidarium V (12 dol.), Szachinszach (12 dol.) i Wojna futbolowa (12 dol.). W przypadku zamówienia z wysyłką do ceny prosimy doliczyć 6,50 dol.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail