[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 24 czerwca 2005


MAJA TROCHIMCZYK

Manru
Paderewskiego


Jako pianista i patriota, Ignacy Jan Paderewski (1860-1941) jest świetnie znany w każdym polskim domu. Niewiele jednak wiemy o jego twórczości kompozytorskiej, wciąż zbyt rzadko trafiającej do programów koncertów i na antenę radiową. Podczas niedawnego zjazdu Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce postanowiłam przybliżyć nieco skomplikowaną historię jedynej opery Paderewskiego, Manru (1894-1901), której librecistą był żydowski pisarz, polityk, rzeźbiarz i naukowiec Alfred Nossig. Zjazd odbywał się w Uniwersytecie w Pittsburghu; to właśnie tej uczelni Paderewski podarował w 1939 roku trzytomowy, ołówkiem pisany rękopis swego dziś zapomnianego "dzieła życia". Ciekawi mogą oglądać jeden z tomów rękopisu w Sali Polskiej w Katedrze Nauki (Cathedral of Learning), architektonicznym świadectwie wczesnego multikulturalizmu w Ameryce.

Podczas pracy nad librettem i partyturą opery artystów zbliżyły poglądy ideologiczne i polityczne, które później poprowadziły ich zupełnie odmiennymi ścieżkami. Po wspaniałej muzycznej karierze przerwanej przez lata organizacyjnych i oratorskich bojów o niepodległość Polski, toczonych w Ameryce i Europie, Paderewski został na krótko premierem nowo odrodzonego kraju. Wrócił do klawiatury (już nie komponowania, porzuconego na rzecz służby sprawie narodowej) w latach 20. minionego wieku. Po śmierci - w 1941 r. - jego wielkość była niekwestionowana na całym świecie.

Poznawszy muzykę Paderewskiego trudno nie żałować, iż zarzucił twórczość. Jego ostatnia kompozycja jest pod tym względem wręcz symboliczna. W 1917 roku Paderewski napisał słowa i muzykę do hymnu Hej, Orle Biały! dla Armii Polskiej organizowanej w odpowiedzi na jego apele w Kanadzie i mającej po przerzuceniu do kraju walczyć o niepodległość.

Librecista Paderewskiego, Alfred Nossig (1864-1943), dzielił z kompozytorem głębokie przywiązanie do idei narodowej i wierność swej wspólnocie etnicznej. Pisał i publikował bardzo dużo, po polsku, po niemiecku, w jidysz; miał kilka wystaw rzeźb. Przede wszystkim jednak brał żywy udział w światowym ruchu syjonistycznym, wierząc, że wszyscy Żydzi powinni wrócić do Palestyny. Nossig studiował prawo, filozofię (doktorat w Zurychu) i medycynę. Napisał kilka dramatów i poematów po polsku (Tragedia myśli, Król Syjonu, Jan Prorok) i kilka, włącznie z librettem Manru, po niemiecku. O Paderewskim publikował książki i recenzje, wyrzeźbił też jego piękne popiersie. Jego prace socjologiczne (po niemiecku) dotyczyły wielkiej grupy tematów społecznych i politycznych; był nie tylko syjonistą (emigracja do Palestyny była wg niego jedyną gwarancją przetrwania kultury żydowskiej), także socjalistą i pacyfistą oraz bardzo wczesnym propagatorem zjednoczenia Europy (pomysł z lat 20. ub.w.). Podczas drugiej wojny światowej sędziwy już Nossig uwierzył zapewnieniu nazistów w getcie warszawskim, że pomogą mu w realizacji jego idei syjonistycznych. Stał się tak szkodliwym dla swej społeczności kolaborantem, że Żydowska Organizacja Bojowa wykonała na nim wyrok śmierci w 1943 roku. Niewspółmierność jego wielorakich talentów i fascynujących idei z haniebnym końcem życia stała się niedawno tematem surrealistycznej sztuki Lazarre'a Seymoura Simckesa Nossig's Antics, wystawionej na wiosnę 2004 w Nowym Jorku.

W 1889 r. Nossig zaproponował Paderewskiemu skomponowanie opery do własnego libretta, które ten odrzucił. Nossig zastąpił je tekstem Manru, opartym na powieści Józefa Kraszewskiego Chata za wsią (1854-1855), o tragicznej historii Cygana Manru i jego żony, Polki Ulany. W 1894 roku Paderewski zaczął pisać operę, co zajęło mu osiem lat wypełnionych koncertowymi tournée i wielokrotnymi przeróbkami niezbyt udanego tekstu, m.in. rozszerzonego do trzech aktów przez dodanie nowej postaci, matki Ulany, i pogłębienie konfliktu Ulany z wiejską społecznością, z której pochodziła. Jak miałam okazję sprawdzić w Pittsburghu, partytura opery, pisana ołówkiem, nosi wiele śladów przeróbek muzycznych; w niektórych miejscach nuty były tak intensywnie wycierane, że nawet wytarły się pięciolinie!

Po premierze w Operze Królewskiej w Dreźnie (29 maja 1901 r.) Manru wystawiły opery Lwowska, Praska i Kolońska oraz, w 1902 r., Metropolitan Opera w Nowym Jorku. W sezonie 1901-1902 Met prezentowała 21 oper. Podstawą repertuaru były dzieła Wagnera, Verdiego, Gounoda, Donizettiego i Pucciniego, a Manru okazała się jedyną - do dzisiaj - operą polską, która gościła na deskach nowojorskiej sceny. Aby zwiększyć zainteresowanie premierą, odbyła się ona podczas walentynek (14 lutego 1902 r.), a spektakl powtórzono w Baltimore, Filadelfii i Pittsburghu. Entuzjazm prasy amerykańskiej chyba nie mógł być większy: Paderewski był wówczas u szczytu swej popularności w Ameryce (wnikliwy przegląd prasy opublikował Andrzej Piber w Polish Music Journal 4, nr 2, 2001 r.). Przed amerykańską premierą Paderewski powiedział podczas konferencji prasowej:

"Wierzę, że nowość Manru polega na tym, iż, w przeciwieństwie do typowej historii romantycznej, temat opery rozwija się na tle konfliktu dwóch ras, słowiańskiej i cygańskiej. Nie trzeba tu dodawać, że temat jest całkowicie muzyczny. Manru, bohater dramatu, porzuca żonę nie dlatego, że zakochuje się w innej kobiecie, lecz z powodu muzyki, którą niespodziewanie przypomina mu jego ulubiona cygańska melodia. Na moją prośbę pani Sembrich zaśpiewa główną rolę kobiecą: sama jest Słowianką i będzie mogła wczuć się w rolę Ulany".

Tematyka rasowo-etniczna była w tym okresie bardzo modna. Cyganów uważano za nieprzewidywalne, gwałtowne i niebezpieczne dzieci natury. We wstępie do partytury wokalnej opery (z akompaniamentem fortepianu zamiast orkiestry) z 1901 r. pojawiło się streszczenie pióra krytyka muzycznego Egberta Swayne'a, przedrukowane w Music (nr 21, 1902 r.) i Polish Music Journal (4, nr 2, 2001 r.):

"Historia będąca podstawą Manru jest romantyczna pod względem postaci i scenerii, a tragiczna w swych skutkach. W ogólności ilustruje niepowstrzymywalne pragnienie wędrówek, tak charakterystyczne dla Cyganów... Manru pokochał piękną dziewczynę z Galicji, Ulanę, i poślubił ją zgodnie z cygańską tradycją. Po pewnym czasie Ulana powróciła do swej wioski w Tatrach, aby szukać pomocy i przebaczenia u swej matki. Zamiast tego spotkała się tylko z pogardą wieśniaków i przekleństwem... Ulana szuka pomocy Uroka, karła o reputacji czarownika, który ją kocha. Dostaje od niego magiczny napój i za jego pomocą na pewien czas odzyskuje miłość Manru... Samotny w górach, pod melancholijnym wpływem księżyca, czaru muzyki cygańskiej i fascynacji Cyganką, Manru łamie swoje postanowienia i powraca do swych ´czarnokrwistychª kompanów...".

Dwa konflikty w operze kończą się podwójną tragedią: samobójstwem porzuconej Ulany i zamordowaniem Manru przez zazdrosnego cygańskiego rywala Orosa. Konflikt pierwszy, dobrze znany we współczesnej Ameryce, to historia nieudanego małżeństwa, w którym oprócz przelotnej miłości partnerzy nie mają ze sobą nic wspólnego, bo dzielą ich nieprzezwyciężalne różnice etniczne, dystans odmiennych kultur i wrogość rodzin (cierpią jak Romeo i Julia). Konflikt drugi to etniczna, "wrodzona" wzajemna nienawiść polskich wieśniaków, wesoło celebrujących dożynki i inne uroczystości agrarnego kalendarza wspólnej pracy i zabawy, oraz cygańskich wędrowców, nieokiełznanych jak siły dzikiej natury, pędzonych wciąż naprzód przez ich "cygańską krew" i przeznaczenie. Po holocauście, w którym mieli zginąć wszyscy Żydzi i Cyganie, oraz w kontekście niedawnych czystek etnicznych w Ruandzie, Serbii czy Bośni, libretto Manru czyta się jak bezkompromisowe oskarżenie wciąż odnawianych, fałszywych i tragicznie niszczących wierzeń i ideologii. Przejmujące są wielekroć powtarzane słowa: "Precz, precz!" i odrzucenie Manru wraz z Ulaną przez wieśniaków, dla których owa łamiąca "czystość etniczną" para była "jak trąd we wsi...". Za niewierność grupie Manru przeklęli też jego pobratymcy. Uderzająca jest niewinność i dobra wola Manru i Ulany, którzy nie mogą być razem, choć bardzo tego pragną, gdyż dzieli ich nieprzezwyciężalna przepaść etniczna, jaką bezskutecznie próbują zignorować i zbudować nowe życie w terenie niczyim, poza granicami obu społeczności.

Muzyka Paderewskiego, nareszcie dostępna w całej krasie dzięki wspaniałemu nagraniu firmy Dux, nagrodzonemu niedawno Fryderykiem, jest nadzwyczaj barwna, melodyjna i po prostu piękna (zawdzięczamy to nagranie i uporowi Małgorzaty Polańskiej z DUX, i talentom muzycznym dyrygent Ewy Michnik oraz solistów i zespołów z Opery Dolnośląskiej we Wrocławiu). Manru jest dziełem przepełnionym melodiami o intensywnie zarysowanym kolorycie lokalnym i żywą psychologiczną charakterystyką postaci, których uczucia wypowiada przede wszystkim, jak u Wagnera i późnego Verdiego, orkiestra. Wieśniacy śpiewają energiczne krakowiaki, zaś Cyganom w duszy grają, jak wiadomo, melancholijne dźwięki skrzypiec i cymbałów. Ze względu na rolę orkiestry w ukazywaniu subtelności psychologicznych bohaterów i rolę motywów przewodnich identyfikowanych z osobami i ideami (tematy natury, losu, miłości), porównywaną do dramatów Wagnera, Manru umieścić można raczej obok oper Czajkowskiego (Eugeniusz Oniegin) czy Verdiego (Otello). Niestety, nie można wyłączyć z opery poszczególnych scen czy arii do wykonań koncertowych lub radiowych, bo poza słynnym Marszem Cyganów w trzecim akcie czy duetem miłosnym z finału drugiego aktu po prostu ich nie ma. Muzyka płynie niepodzielnym strumieniem mieniącym się kolorami instrumentów i motywów. Może udałoby się choć pokazać niektóre sceny, np. początek drugiego aktu, gdzie w kuźni kowal Manru buntuje się na swój los wyrobnika, uwiązanego do domu, wśród ludzi, którzy go nienawidzą, a Ulana śpiewa prześliczną kołysankę ich dziecku. Właśnie ta kołysanka najbardziej zachwyciła niektórych krytyków po premierze nowojorskiej w 1902 roku, twierdzących, że opera powinna mieć happy end w drugim akcie, czyli skończyć się duetem miłosnym pogodzonych małżonków, a nie ich tragedią na tle etnicznym w akcie trzecim.

Dzięki wysiłkom firmy Dux nowe tłumaczenie libretta na język polski umożliwia przywrócenie Manru do repertuaru teatrów muzycznych w kraju i za granicą. Dobrze, by się tak stało i by dzieło Paderewskiego i Nossiga znów pokazano publiczności, bo lekcja tolerancji przydałaby się nam wszystkim i dzisiaj.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail