[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 6 stycznia 2006


EWA BERBERYUSZ

Kartki "
ze skażonej strefy

Coraz mniej podoba mi się mój dotychczasowy bohater polityczny, Donald Tusk. Jego szczera, inteligentna twarz, jego poczucie humoru, jego słowa nie pod publiczkę, nowoczesność i dalekosiężność poglądów, a nade wszystko - prawość, czyżby kryły innego zgoła człowieka?

Utrącenie kandydatury Andrzeja Przewoźnika (sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) na szefa Instytutu Pamięci Narodowej zdaje się o tym świadczyć. Z krakowskiego oddziału IPN-u wyszedł przeciek, że Przewoźnika należy zlustrować. I zlustrowano. Wyszedł z Sądu Lustracyjnego czysty: przesłuchujący go kiedyś ubek Paweł Kusiba, były kapral SB, oświadczył jednoznacznie, że na temat Przewoźnika kłamał; że Przewoźnik nic mu nie powiedział. Jego zeznanie i wyrok sądu nie pozostawiły na Andrzeju Przewoźniku cienia podejrzeń.

Józefa Hennelowa pisze w Tygodniku Powszechnym (nr 51 z 18 grudnia 2005 r.): "Wykazano jakikolwiek brak dowodów winy i złą wolę oskarżającego (wedle wszelkiego prawdopodobieństwa był to Janusz Kurtyka z krakowskiego IPN-u, rywal Przewoźnika na stanowisko szefa Instytutu - przyp. EB). Rzeczpospolita, która ów fałszywy donos podała - pisze dalej Józefa Hennelowa - po wyroku przeprosiła piórem redaktora naczelnego. Solidarność z Przewoźnikiem wyraził autorytet tej miary jak arcybiskup lubelski Józef Życiński.

Tylko cóż stąd? Już nie wspominajmy, że i autorytet duchowy był tu najzupełniej samotny. A politycy? (O dziwo - prócz Samoobrony i oczywiście SLD) albo udali, że sprawy nie ma, albo, jak niestety Platforma Obywatelska, stanęli murem za niepojętą postawą swojego lidera, który dalej podtrzymuje oskarżenia, a arcybiskupowi Życińskiemu śmie udzielać upomnień. Prawo i Sprawiedliwość zapomniało starannie, co o okolicznościach utrącenia kandydatury Przewoźnika na prezesa IPN powiedział w kampanii wyborczej - z nieukrywanym obrzydzeniem - sam Lech Kaczyński. Nowy prezes (Janusz Kurtyka - przyp. EB) został przez Sejm tryumfalnie przegłosowany, a samopoczucie przeszło trzystu Katonów pozostaje niczym niezmącone. Taki mamy nowy etap ´odnowy moralnejª. Jedni z nas będą lekceważąco się śmiali, innych może dotknie trwoga o przyszłość". Tyle redaktor Józefa Hennelowa z Tygodnika Powszechnego.

Tu nasuwa mi się wątpliwość: czy pisząc o liderze PO miała na myśli przewodniczącego, czyli Tuska, czy Jana Marię Rokitę, też uważanego za lidera Platformy. Tych dwóch wybitnych przywódców łączy ponoć przysłowiowa "trudna przyjaźń". Tak czy inaczej, obaj głosowali za Januszem Kurtyką, nieciekawą, mroczną postacią, żeby nie powiedzieć - donosicielem na rywala. W samym IPN-ie Kurtyka przeszedł zaledwie jednym głosem.

Obraz Platformy Obywatelskiej gaśnie. Mimo że nadal zajmuje wysoką pozycję w sondażach, coraz mniej widać ją w działaniu. Moja manikiurzystka mówi: "Pani, ja tam nie jestem za Kaczyńskimi, głosowałam na Tuska, jak mi pani kazała, ale oni znikli. Czy w ogóle coś robią?".

Boję się, że Platforma powtórzy losy Unii Wolności, która miała kiedyś "złoty róg" - i co? Zaprzepaściła go niezgulstwem. Teraz z jej zalążka klarują się Demokraci, z Władysławem Frasyniukiem na czele i programem abolicji dla grzeszników komuny, jaką proponuje Adam Michnik. Demokraci przyjmą nawet byłego komunistę (jeśli, oczywiście, nie ma krzywdy ludzkiej na sumieniu). Jestem za tą koncepcją. Ufam, że społeczeństwo do niej w końcu dojrzeje.

Demokraci - którzy w tej kadencji nie weszli do Sejmu - lansowali na prezydenta kraju Henrykę Bochniarz, szefową Lewiatana, czyli Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Od pierwszego słowa spodobała mi się w tym, co mówiła. A mówiła o programie. Krótko, zwarcie, przejrzyście. Żadnego wodolejstwa; żadnych ochów i achów nacjonalistyczno-patriotycznych. Dlatego gdy zaprosiła mnie na opłatek do siedziby Lewiatana, poszłam z ochotą.

Chciałam się przyjrzeć pracodawcom prywatnym w kupie. Młodzi, na czarno, perorujący między sobą, ślepi na innych, wsobni, nieco sztywni. Ale jedli i pili szybko (jedzenie i trunki - pierwszorzędne).

Zachowanie pani Bochniarz było o klasę wyżej. Powiedziała krótko, że nie liczyła na wygraną, ale kandydowanie dużo jej dało w sensie poznawczym. Rozszerzyło horyzonty, dotychczas zamknięte w sferze finansjery. Wróżę jej dobrą przyszłość polityczną.

***

Nowy premier Kazimierz Marcinkiewicz pojechał na szczyt Unii Europejskiej i wygrał! Ludzie rozdziawiali gęby, bo spodziewali się nie tylko przegranej, ale i ośmieszenia. Przed wyjazdem zwracał się przed kamerami do Tony'ego Blaira: "Tony, proszę cię, przemyśl to jeszcze raz...". Sprawująca prezydencję w Unii Anglia chciała nam obciąć obiecaną kwotę. Warszawiacy, z wrodzoną sobie zjadliwością, powtarzali sobie to "Tony", pękając ze śmiechu.

Tony co prawda nie popuścił, ale kanclerz Niemiec Angela Merkel zachowała się wspaniale: "Kazimierz, mam dla ciebie propozycję: pieniądze dla landów wschodnich. Przyjmiesz ją?" - tu padła niebagatelna sumka. "Yes, Yes, Yes!" - zakrzyknął z emfazą obdarowany. Pokazywał nam wielokrotnie gest zwycięstwa, który podobno wykonują piłkarze po strzeleniu gola.

Nic nie było wiadomo, czy Marcinkiewicz zna języki. Niemniej zachowywał się w Brukseli z chłopięcą swobodą. Nieco naiwną, ale cóż z tego, skoro wrócił do kraju z tarczą.

***

Decyzja księdza Romana Indrzejczyka, byłego proboszcza parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu, przyprawiła mnie o zdumienie: zgodził się zostać kapelanem w Pałacu Prezydenckim. Na prośbę Lecha Kaczyńskiego.

Kapłan tak otwarty, tak ewangeliczny, jakich mało: chrzcił dzieci nie pytając rodziców, czy są małżeństwem, nie wymagając żadnych formalności ani zapłaty. Kiedyś powiedział mi, że tylko raz w życiu odmówił penitentce rozgrzeszenia; widząc, jak potem klęka przed ołtarzem, chciał za nią wybiec, ale znikła. Nie może sobie darować. Przyjaciel opozycjonistów (Jackowi Kuroniowi dawał ślub) i innowierców. W jego parafii odbywały się spotkania i sympozja. Człowiek niezwykłej odwagi i przy tym - skromności. I naraz, taka decyzja!

Zdumiała mnie "obustronnie". Ksiądz Indrzejczyk wyznał, że od lat przyjaźnił się z rodziną Kaczyńskich, swoje poglądy polityczne zachowa dla siebie, a w Pałacu Prezydenckim będzie opiekunem kaplicy. Lech Kaczyński nic nie powiedział, ale trudno zaprzeczyć, że wybór ten dobrze o nim świadczy. Kto by pomyślał, po tak brzydkiej kampanii wyborczej, jaką nam zafundował; po kolejkach pisowców do bram ojca dyrektora Rydzyka! (Podobno w pierwszej kolejności ma stanąć autostrada łącząca Warszawę z Toruniem, siedzibą Radia Maryja). Same paradoksy!

***

Skoro o Radiu Maryja: kardynał Glemp dawno powiedział, że ta rozgłośnia selektywnie podchodzi do nauczania Kościoła, a faktycznie siebie tylko uważa za Kościół prawdziwy: "Podkreślanie swojej inności, obstawanie przy przedwojennej pobożności wprowadza podziały wśród wiernych, duchownych i biskupów". A komentator religijny Gazety Wyborczej Jan Turnau: "Niech nikt się nie dziwi, że to właśnie Prymas tak mocno powiedział o Radiu Maryja - to on przecież w 1997 roku napisał ostry list do prowincjała redemptorystów...".

I cóż z tego! Cóż z tego, że przeciw władztwu Rydzyka jest większość biskupów, jest papież Benedykt XVI, który stwierdził, że organizacja może się nazwać katolicką jedynie wtedy, gdy ma za sobą zgodę episkopatu.

Rydzyk zgody episkopatu nie ma, ale ma za sobą zgodę rządzącej Polską partii.

***

Patrząc na fotografię braci Kaczyńskich zamieszczoną w Polityce nie byłam w stanie powiedzieć, który jest który. Identyczni. Nie umiałam ich rozróżnić przed laty, w czasie tzw. sejmu kontraktowego. "Panie Lechu" - mówiłam. "Rozmawia pani z Jarosławem" - padała odpowiedź. Nie umiem rozróżnić ich i teraz.

"Wkroczyliśmy w Rok Bliźniąt - pisze Polityka. - Sukces ´Kaczyński twinsª wywołał też spore poruszenie za granicą. Takich rządów jeszcze w świecie nie było".

Może jednak rok ten okaże się dla Polski nie taki zły?

Symptomy są jednak niepokojące. Chociażby projekt nowej ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Instytucja ta ma jak najgorszą opinię. Trzyma narzędzia władzy w dziedzinie mediów publicznych. To, że trzeba było coś z tym zrobić, nie ulegało wątpliwości. Ale... No właśnie. Projekt ustawy PiS-u zawierał elementy mogące wskazywać, że nowa władza tak naprawdę nie zamierza wiele zmienić, a jedynie przejąć to narzędzie we własne ręce. Opozycja zapowiadała wniesienie poprawek. PiS ich nie chciał. Zamiast dyskusji w parlamencie, poszedł na handel z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. I przehandlował. Za pójście na rękę PiS-owi - Liga uzyskała zapis stanowiący, że koncesje dla nadawców społecznych Rada przedłuża automatycznie. Jedynym liczącym się naprawdę takim nadawcą jest Radio Maryja i Telewizja Trwam. Ale jeszcze więcej dostała Samoobrona. Zgłoszony przez nią zapis brzmi, że Rada zajmie się działaniem "w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej". Tak więc z chwilą wejścia ustawy przedstawiciel Leppera w Radzie będzie decydował o tym, co jest etyczne, a co nie jest. Konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek tak komentuje ten zapis: "Połączenie przepisów o etyce i koncesjach jest groźne. Zawsze można powiedzieć, że ktoś nadaje nieodpowiednią muzykę, KRRiT uzna ją za nieetyczną i re-koncesji nie będzie". Senatorowie krytykujący ustawę nazwali ją kagańcem zakładanym mediom i porównywali do powrotu cenzury. Zobaczymy, co na to powie Trybunał Konstytucyjny, do którego zaskarżenie ustawy zapowiada PO.

Tak więc Rok Bliźniąt nie zapowiada się wesoło. Już nie tylko parafiańszczyzna, ale przycięcie cugli demokracji. Co jedno z drugim się łączy.

Warszawa, 24 grudnia 2005 r. - deszczowa Wigilia


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail