[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 20 stycznia 2006


ANNA FRAJLICH

Kamień ciężki, życie lekkie

O nowym tomiku wierszy Wasyla Machny

34 wiersze o Nowym Jorku i nie tylko. Tak zatytułowany najnowszy polski tom wierszy ukraińskiego poety Wasyla Machny może i powinien stać się lekturą obowiązkową dla nas wszystkich, którzy z różnych przyczyn, z przypadku, z własnej woli lub konieczności znaleźli w Nowym Jorku swą tymczasową lub trwałą przystań. Samo słowo "przystań" nie jest tu zdawkową lub przypadkową metaforą, bowiem obraz Nowego Jorku, tak jak w rzeczywistości, umiejscowiony jest w wierszach Machny pomiędzy zwierzęco zaborczymi wodami - Hudsonem, Rzeką Wschodnią i oceanem. Sam będący wyspą, otoczony jest wyspami i półwyspami połączonymi mostami, z których najsłynniejszy - Brooklyński - trafił do jednego z 34 wierszy w tym tomie.

Wasyl Machno, urodzony w 1964 roku w Czortkowie ukraiński poeta, tłumacz, eseista i filolog, znany jest polskim czytelnikom dość dobrze. Obecny tom to już druga (po Wędrowcach) jego książka wydana w Polsce. Jest też z Polską związany innymi nićmi, był wykładowcą języka ukraińskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, jest też znanym tłumaczem literatury polskiej.

Do Stanów Zjednoczonych przyjechał stosunkowo niedawno, toteż jego spojrzenie jest świeże, drapieżne i przenikliwe. Ponieważ przyjechał z własnej woli, obce mu są bóle wygnańca. Chociaż nieobce rozterki powracającego do kraju "syna marnotrawnego". Przy całej swej poetyckiej wirtuozerii wiersze Machny są czytelnikowi bliskie i dostępne. Są to opowieści o wędrówkach po Manhattanie, o dzieciństwie na Ukrainie, o bólu tożsamości. W ciągu tych kilku lat Nowy Jork zrósł się z jego twórczością w sposób szczególny. Machno zdołał stworzyć w ukraińskiej poezji coś w rodzaju swoistego nowojorskiego tekstu, który konsekwentnie rozwija i za pomocą języka, obrazów i poetyki wprowadza do literatury ukraińskiej.

Już w pierwszej linijce pierwszego wiersza stawia wyzwanie kanonowi. "Ukraiński poeta/musi pisać rymowane wiersze/ a gońcie się"... On nie chce pisać rymami, jak tego oczekują niektórzy jego krytycy. Tu i tam wspomina nazwisko Tarasa Szewczenki i Łesi Ukrainki, a także innych, mniej nam znanych poetów ukraińskich, ale Machno z całą świadomością i odwagą chce nie wyrzekając się swej miejscami gorzkiej i bolesnej przeszłości ustanowić własny kanon, wyzwolić się z przecinków i kropek. Jego szkoła poetycka to najgłośniejsze nazwiska antologii światowej poezji, nie wyłączając polskiej, z którą ma jako tłumacz Zbigniewa Herberta bardzo intymne związki - "naciągnąłem strunę światła na ukraińskie skrzypce". Z takim bagażem śmiało wyrusza na poetycki podbój Nowego Jorku. Jego poezja wchłania współczesną cywilizację z całą jej paradoksalną nieprzenikalnością, toteż jego metafory oparte są często na oksymoronie: ("trójkątne koła; eliptyczne prostokąty; nasienie piasku; jednorazowe strzykawki/ z zaschniętą ludzką krwią").

W tej niezwykłej urbanistycznej epopei, wśród przez niego samego wypatrzonych genius loci, Machno odnajduje wciąż nowe znaki tego, co go fascynuje i przeraża jednocześnie: ciągłość i przemijanie, przypadkowość i jakaś wyższa nieunikniona logika tej przypadkowości. Inny narzucający się temat to konfrontacja dwóch żywiołów - natury i kultury. Może najmocniejszym wyrazem tej konfrontacji jest wiersz o słynnym teatrze awangardowym La MaMa; w wierszu tym teatr nie jest szacowną świątynią sztuki, ale pasją w pogoni za zaspokojeniem niemal zwierzęcego głodu:

La MaMo - młoda wilczyco
z czerwonymi smoczkami
pośród włochatej szorstkiej sierści
pachniesz świeżym mlekiem
położnicy

Z podobną zresztą pasją i w podobnym tonie napisany jest wiersz Jazzowa wariacja. Następuje w tych wierszach fuzja cywilizacji wysokiej czy zaawansowanej z elementem niskim, zwierzęcym, stąd np. w jednym z wierszy pojawiają się lisice, wilczyce, psy, myszy z "fizjologiczną potrzebą częstego wydalania".

Wysokie z niskim łączy się także w sferze metafizycznej, są tu "metafizyczne lisice", ale sam pęd do pisania jest równie metafizyczny, co zwierzęcy. Stąd zaschnięte na stronicy książki trupki mrówek łączą się z literami, mysia nieokiełznana potrzeba wydalania z nieokiełznaną potrzeba pisania. Morfologia podobna tu jest do morfiny, a poezja to "uzależnienie od słowa", "czekanie na słowa, żeby słowa przyniosły". I niemal przez każdy obraz przewala się nowojorski tłum "buddystów zen/ tybetańskich mnichów/ i pacyfistów".

Machno lubi rozwinąć i dopracować metaforę: w wierszu Na kawie w "Starbucks" czytamy:

Cóż oto i 12 apostoł roku - grudzień
siada za stół ostatniej wieczerzy
niebogate owoce swych dni
wykładasz z torby
żeby ugościć 12 apostołów

Ten wiersz, w którym 40-letni poeta podsumowuje swe życie przy kawie na dolnym Manhattanie, obserwując dwóch meksykańskich robotników układających marmurowe płyty przy wejściu do budynku, kończy się słowami: kamień ciężki/ życie lekkie.

"Życie lekkie" to także jeden z oksymoronów Machny. Można się o tym przekonać czytając wiersze o ukraińskim rodowodzie Fotografia roku 1969, Żeby postawić kropkę nad i w kwestii nazwiska, SS Brandenburg rok 1913. Ukraina nie znika z jego wierszy. Wręcz odwrotnie, wdziera się z całym swoim dramatem ogólnym i poszczególnym w wiersze nowojorskie.

Ulubiony malarz poety to Hieronim Bosch. Zaryzykowałabym twierdzenie, że obrazy poetyckie Machny fantastyczne i panoramiczne mają pewną "boschowską" perspektywę i niewątpliwie ten rozdzierający rany pazur.

Jednym z najgłębszych tematów tej poezji jest sama poezja, sztuka i jej twórcy. O Apollinairze, Jehuda Amichaj, Nowojorska kartka dla Bohdana Zadury, Cornelia Street Café (poświęcony Elżbiecie Czyżewskiej), Na wieczorze Andrieja Wozniesieńskiego, Federico Garcia Lorca, Kastraci to wiersze o cenie, jaką płaci się za twórczość. Nie darmo jednym z powtarzających się motywów jest krew i atrament, znany w literaturze, ale tu występujący ze wzmożona siłą wyrazu; "zaschły atrament - czarna krew komputera -".

A w innym miejscu:

Jedni pisali piórem
- inni przecinali sobie żyły -
i maczali je w zgęstniałej
od alkoholu i narkotyków krwi

Nie do nich należy Wasyl Machno, którego dorobek poetycki zapewnił mu niezaprzeczalne miejsce w ukraińskiej, a dzięki przekładom Bohdana Zadury i w polskiej poezji. Wydaje się, że jego obawa wyrażona w jednym wierszu, czy zostanie w literaturze "osiem wierszy", jest płonna. Jestem przekonana, że zostaną wszystkie "34 wiersze o Nowym Jorku i nie tylko". Nie tylko.

__________________________

Wasyl Machno, 34 wiersze o Nowym Jorku i nie tylko. Wybór i przekład Bogdan Zadura, Biuro Literackie, Wrocław 2006, s. 74, cena 12 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail