[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 27 stycznia 2006


MAJA TROCHIMCZYK

Muzyka filmowa
Jana Kaczmarka
w Los Angeles


Koncert kompozytorski Jana A.P. Kaczmarka, w wielkiej, historycznej sali UCLA, Royce Hall w Los Angeles (20 stycznia br.) był dla Polonii kalifornijskiej świętem polskiego kina.

Dla samego Kaczmarka ów "ciepły i serdeczny" wieczór (według słów dyrygenta Michała Nestorowicza prowadzącego orkiestrę studentów Uniwersytetu Południowej Kalifornii, wsławionej amerykańską premierą 3 symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego w 1997 roku), był momentem triumfu i potwierdzenia jego pozycji w świecie muzyki filmowej. Dla mnie, jako historyka polskiej kultury muzycznej, był też odkryciem wielowymiarowości talentu kompozytora. Od dawna znam i podziwiam muzykę Kaczmarka do filmów Agnieszki Holland, która bardzo go ceni (mówi o tym podczas spotkań i wywiadów) i prosi o pisanie muzyki do jej kolejnych filmów. W Trzecim cudzie czy Washington Square muzyka była nie tylko tłem stwarzającym nastrój scen, stała się niemalże duszą tych filmów. Od Holland się zaczęło: teraz Kaczmarek nie może się opędzić od zamówień. W wielu filmach jego muzyka gra kluczową rolę, na przykład w Quo vadis, w sumie nieudanej superprodukcji ze świetną obsadą aktorską i niezapomnianą, bogatą, archaizującą muzyką. O czarującym Finding Neverland nie ma co pisać, bo po Oscarze nostalgiczną, subtelną i wrażliwą partyturę Kaczmarka wielokrotnie i szczegółowo analizowano.

Na program koncertu, ułożonego przez kompozytora w płynną całość zatytułowaną "Podróż do Światła", złożyła się seria fragmentów muzyki filmowej do Unfaithful, Finding Neverland, The Third Miracle, Quo vadis, a ukoronowaną dwiema ostatnimi częściami z Cantata for Freedom z 2005 r. Kantata zamówiona przez Solidarność na 25-lecie, dedykowana została papieżowi Janowi Pawłowi II, a prawykonania dokonał Michał Nesterowicz, nowa gwiazda polskiej dyrygentury, prowadzący obecnie Filharmonię Bałtycką w Gdańsku. Fragmenty orkiestrowe przeplecione były improwizacjami i wycinkami muzycznymi na solo fortepiano (Leszek Możdżer), cymbały (Marta Maślanka) oraz głos fascynującej śpiewaczki rodem z Iranu, Sussan Deyhim, z którą Kaczmarek współpracował w partyturze do Unfaithful. Tempa stawały się stopniowo coraz szybsze, obsada coraz pełniejsza, włącznie z chórem, który w jednym z utworów wykonywał nawet partię klaskaną.

Pomysł na stworzenie z rozlicznych fragmentów organicznej całości muzycznej trwającej ponad dwie godziny, podkreślały kolorowe światła malujące orkiestrę na różowo, solistów na biało, a chór na żółto. Na widowni było tak ciemno, że nie można było nawet zobaczyć, jaki był następny fragment muzyczny. Niemożność przeczytania czegokolwiek na koncercie to nie był problem, gorzej, że w programie w ogóle nie było listy wykonywanych utworów, detali o wykonawcach, tytułach itp.

Formuła koncertu bez przerw i nawet czasu na oklaski była zbyt odmienna od "koncertowej". Muzyka filmowa też stylistycznie jest tak inna, że porównań należałoby szukać wśród innych kompozytorów muzyki filmowej, szukających miejsca na estradach koncertowych, jak John Williams, Zbigniew Preisner czy Wojciech Kilar. Zmieniwszy optykę inaczej słuchałam Kaczmarka - brak głębi polifoniczno-harmonicznej, skomplikowania wielkich form oraz intensywności brzmieniowych dysonansów z innej perspektywy już nie jest wadą muzyki, tylko jej zaletą. W filmie muzyka jest jedną z warstw dzieła wielowymiarowego tak skomplikowanego, że estetyce tej muzyki poświęciła profesor Zofia Lissa swoją największą i chyba najlepszą, pionierską pracę. Dziś ukazuje się nawet pismo naukowe Film Music. Od symfonicznych narracji w stylu powagnerowskim (choć szeroko ogranych przez Williamsa) odeszliśmy bardzo daleko. Kaczmarek gra w tym "odejściu" i przewartościowaniu estetyki muzyki w filmie XXI wieku ogromną rolę. Partytury wielkich filmów akcji są na ogół bardzo bombastyczne, romantyczne z kolei landrynkowo przesłodzone: wszyscy znamy te dramatyczne fanfary, te oboje i solowe skrzypce. U Kaczmarka pojawia się nowy element muzyczny, inspirowany z jednej strony postminimalizmem Góreckiego (zwłaszcza w Kantacie o wolności, której niestety w całości nie słyszałam, więc opisywać nie mogę, poza pochwałą klarownie czystego sopranu Agnieszki Tomaszewskiej i precyzyjnej energii Nesterowicza), z drugiej tradycjami muzyk egzotycznych czy etnicznych (folklor Iranu, krajów bałkańskich). Faktury wzbogacone są liniami "wewnętrznego kontrapunktu" czy heterofonii (warianty tej samej melodii w różnych głosach), zbudowane na solidnej podstawie linii basowej, wypełnione figuracjami smyczków i osłodzone delikatnym pobrzękiwaniem cymbałów lub harfy koloryzującej melodie główne. Uderzający jest talent melodyczny Kaczmarka - jego muzykę, choć tak różnorodną, można jednak poznać po charakterystycznym brzmieniu. Wariacje oparte na sekwencjach i ornamentalnych powtórzeniach motywów w kolorowej, zmiennej szacie brzmieniowej nie mają charakteru form muzyki koncertowej: w końcowych partiach często "rozmywają" się w ewolucyjnych przetworzeniach materiału (prowadzących jako łączniki do następnej sceny filmu) albo nagle urywają się na dominancie czy innym "niedokończonym" geście muzycznym. Więcej tu też niż w muzyce pisanej na estradę powtórzeń tematów (to oczywiście rzecz względna), w filmie można to robić, bo obraz i dźwięk konkurują o uwagę widzów i nie pozwalają im skupić się tylko na jednym aspekcie sztuki. Sekwencje muzyczne są krótsze i mniej autonomiczne niż w filmach sprzed wielu lat; to skutek przyspieszenia tempa montażu, zmian obrazów, skrótów narracyjnych przyjętych jako generalnie akceptowane konwencje przez współczesnych twórców i publiczność. Na podstawie partytur Kaczmarka i jego kolegów można by przestudiować zmiany w estetyce muzyki filmowej w ostatnich 50 latach.

Najważniejsze, że tak dobra muzyka stała się ozdobą sezonu koncertowego w Los Angeles, a sam kompozytor uhonorowany został odznaczeniem ministra kultury i sztuki "Gloria Artis" i wychwalany jako współautor pomysłu utworzenia Polskiego Instytutu Filmowego. Promocja polskiego przemysłu muzycznego w Los Angeles to świetny pomysł, podobnie jak założenie Instytutu Rozbitek w Polsce, gdzie będzie można studiować sztukę filmową, uczęszczać na pokazy filmowe, dyskutować i promować działalność twórczą.

Podziwiając wielorakie talenty Kaczmarka, Nesterowicza, Tomaszewskiej i pianisty jazzowego Leszka Możdżera, wyszłam z koncertu w stanie zachwytu muzykalnością awangardowej śpiewaczki Sussan Deyhim, która, jak mi powiedziała, tylko częściowo "wykonywała" muzykę Kaczmarka, ozdabiając ją wielością oryginalnych, improwizowanych ornamentów o zadziwiających konturach i barwach. Nie zdziwiłam się czytając jej biografię, że od lat działa w awangardzie muzyki współczesnej w Nowym Jorku, bo jej styl przypominał mi najlepsze wokalistki awangardy, jak Chistina Zavallone czy Meredith Monk. Dzięki Deyhim właśnie, jej charyzmatycznej osobowości scenicznej i bogatemu, niskiemu głosowi nie z tego świata chyba, koncert był dla mnie nie tylko okazją promocyjno-towarzysko-biznesową (jak dla wielu moich sąsiadów w rzędach, w których zasiedli filmowcy i ludzie aspirujący do tego miana), ale prawdziwym świętem muzycznym, świętem, podczas którego udało się Kaczmarkowi także i mnie muzycznie uszczęśliwić.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail