[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 10 lutego 2006


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Chrystus
z komórką w ręce

Źle się dzieje w państwie duńskim. Rząd tego kraju nie poszedł za przykładem rządu polskiego, umiejącego docenić korzyści płynące z uginania kolan, nie błagał w porę o przebaczenie, toteż ma, na co zasłużył. Generalnie areligijni Duńczycy nieco lepiej wypadają w literaturze, nade wszystko za sprawą angielskiego literata Williama Szekspira oraz duńskiego księcia Hamleta, zadającego retoryczne pytanie ściągnięte z tytułu kwartalnika Tomasza Tabako (2B) - albo odwrotnie, co bez znaczenia. No bo cóż to za alternatywa: znoszenie "pocisków zawistnego losu", albo stawienie "czoła morzu nędzy"? Zawszeć lepiej zwalić winę na los, o wiele trudniej wybrnąć z niego poprzez opór, czytaj - uporanie się z rosnącą nędzą duchową tudzież rozwiązanie problemu biedy społeczeństwa.

Jest to filozofia radośnie pompowana w fundamenty IV RP przez premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Najwyraźniej nie mając większych problemów ze świetnie prosperującym krajem postanowił stawić czoło morzu nędzy duchowej dziennikarzy "Rzeczpospolitej" i skarcił warszawski dziennik za przekroczenie granic wolności słowa i obrazę uczuć religijnych muzułmanów, czyli przedrukowanie rysunku Mahometa z bombą w turbanie. "Zdecydowaliśmy się opublikować karykatury, bo całkowicie odrzucamy metody, do których odwołali się muzułmańscy przeciwnicy tych publikacji" - tłumaczył się dość mętnie redaktor naczelny Grzegorz Gauden. Premier nie omieszkał uderzyć się głośno w nasze piersi, przepraszając braci muzułmanów - a może przygotowując grunt pod rehabilitację zasłużonego dla właściwego obrazu Polski w świecie urzędu na Mysiej?

Od początku mi się ten nowy premier spodobał. Urzędowanie zaczął od uciążliwego dojeżdżania do Torunia, by zasłużyć na poparcie prawdziwie niezależnego, wolnego i sprawiedliwego medium, wraz z jego medium. Tak umocniony i umocowany w swej ideowej pozycji, premier postanowił stanąć w charakterze drogowskazu na moralnych bezdrożach Europy i dać jej przykład jak zwyciężać mamy - w konflikcie wartości i cywilizacji. Jedyną drogą do zwycięstwa jest skrucha, zdaje się mówić premier, prośba o wybaczenie i wydanie zdrajców. Złośliwi twierdzą, że niebawem premier przeprosi Turków za odsiecz wiedeńską, a potem już wszystkich innych za wszystko inne. Nawet nie chcę myśleć, za co może Marcinkiewicz przepraszać Putina, bo lista jest długa, że wspomnę tylko okupację Moskwy, cud nad Wisłą i Solidarność.

Zapewne ośmieleni postawą premiera, polscy muzułmanie zwrócili się do "Rzeczpospolitej" o uzyskanie od redakcji osobistych przeprosin. Swe życzenie poparli obietnicą złożenia w prokuraturze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Bardzo mnie to cieszy, bo świadczy o postępach demokracji w kraju Lecha (Wałęsy). Każdy ma prawo korzystać z prawa do egzekwowania prawa, choć nie każdy powinien mieć prawo, jak sugeruje premier Marcinkiewicz, do korzystania z prawa do wolności wypowiedzi. Rzekome przestępstwo warszawskiego dziennika polegałoby więc na wypełnianiu zasad, prawnie mu przypisanych przepisami i normami społecznymi, obowiązującymi w krajach demokratycznych. A przecież nie można podejrzewać polskiego premiera o to, by nie wiedział, że rządzi demokratycznym krajem.

Z modnego ostatnio w Polsce prawa do wolności wypowiedzi skorzystało też niedawno trzech obywateli Myślenic, składając doniesienie do prokuratury z powodu moralnego dyskomfortu, jaki odczuli na wystawie zdjęć artystki Bogny Becker. Na jednym ze zdjętych na zdjęciu graffiti widnieje Najświętsza Panienka w aureoli unijnych gwiazdek, na drugim - Chrystus Miłosierny, trzymający w jednej ręce telefon komórkowy, a w drugiej papierową torbę z napisem "Konsumpcja to opium dla mas". Pierwsze zdjęcie zrobiono w Barcelonie, drugie w Wenecji. Kolejne zdjęcia (tym zdjęciom) zrobili policjanci, by po kilku godzinach zdjąć dzieła ze ścian galerii, w celu ich zarekwirowania.

Jak widać, krajowi stróże prawa i moralności nie patyczkują się, tylko egzekwują. Nie to co w rozpieszczonych kolejną olimpiadą Włoszech. Taki malarz Giuseppe Veneziano maluje odrąbaną głowę Oriany Fallaci - i nic. To znaczy prasa aż huczy, ale mieszkająca w Nowym Jorku pisarka nie potępia swej karykatury, nie składa doniesienia do prokuratury, nie domaga się przeprosin. Albo dlatego, że autorka "Siły rozumu" rozum postradała, albo dlatego, że sama niebawem stanie przed włoskim sądem za znieważenie islamu.

Podobnie źle, a nawet gorzej, dzieje w państwie duńskim. Za to dobrze w polskim. Ale nastrój wybaczenia, promieniujący z najwyższych szczebli, próbują kontestować nieprzejednani liberałowie w rodzaju Bronisława Geremka. Stwierdził on, że "nie należy padać na kolana, jeśli nie ma się za co", czyli że państwo nie powinno się mieszać do wolności prasy. Odmiennego zdania jest Departament Stanu USA: wziął przykład z premiera Marcinkiewicza i potępił karykatury - a może było odwrotnie, co nie zmienia faktu, że polski rząd jak zawsze jest po właściwej stronie barykady.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail