[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 marca 2006


ELŻBIETA SITEK

Złoto dla zuchwałych

czyli o tym, jak wrocławianie kupili sobie skarb

32 arcydzieła śląskich mistrzów złotnictwa wrócą do miasta, w którym powstały. Za milion 350 tysięcy euro wrocławianie kupili je od domu antykwarycznego Neuse w Bremie. To mogło się zdarzyć tylko dzięki ofiarności mieszkańców i biznesmenów oraz zdolnościom negocjacyjnym miejskich urzędników.

Cztery lata temu Galeria Neuse zwróciła się do Muzeum Miejskiego z ofertą zakupu kolekcji przedmiotów wykonanych przez wrocławskich złotników. Najstarsze powstały w okresie renesansu, najmłodsze w połowie XIX wieku. W styczniu br. propozycję ponowiono, dając muzeum prawo pierwokupu.

"Byłem w Bremie i doznałem szoku - mówi dyrektor Muzeum Miejskiego Maciej Łagiewski. - Puchary, konwie, dzbany, kielichy, puzderka, łyżki i świeczniki, łącznie 50 sztuk. Rzadko się zdarza, żeby tak duży, jednorodny i tak wysokiej klasy zestaw trafił do sprzedaży, na rynku pojawiają się tylko pojedyncze przedmioty".

Dr Piotr Oszczanowski, historyk sztuki z Uniwersytetu Wrocławskiego, dodaje: "Zbiór składa się wyłącznie z obiektów świeckich, co jest wielką rzadkością, zwykle dominują przedmioty sakralne. Nawet Muzeum Narodowe w Norymberdze i Muzeum Śląskie w Goerlitz - placówki specjalizujące się w zbieraniu złotnictwa - nie mają takich skarbów. W polskich muzeach z interesującego mnie okresu (renesans i manieryzm - przyp. autorki) są zaledwie trzy obiekty - jeden we Wrocławiu i dwa w Krakowie, a w tej kolekcji kilkanaście".

Właściciele domu antykwarycznego w Bremie - Joachim Neuse i Volker Wurster - przez wiele lat kompletowali kolekcję, a na wyrobach złotniczych znają się jak mało kto. Całość wyceniono na dwa miliony euro, poszczególne wyroby - od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro. Niestety, muzeum nie stać na jeden nawet przedmiot. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz przyznaje, że miasto też nie ma takich pieniędzy, ale gdyby znaleźli się sponsorzy, którzy wyłożą połowę - miasto dorzuci resztę...

I zaczęło się.

W mieszkańców stolicy Dolnego Śląska wstąpił duch walki - w 1997 roku uratowali ją przed "powodzią stulecia", a teraz postanowili podarować "skarb stulecia", część kulturowego dziedzictwa miasta.

"Skarb koniecznie musi znaleźć się we wrocławskim muzeum. Wrocławianie! Złóżmy się. Niech 100 tys. wrocławian zrzuci się po 20 zł. To tyle co bilet do kina". 16-letni uczeń XV Liceum Ogólnokształcącego Bartosz Domke zwrócił się za pośrednictwem internetu do znajomych i przyjaciół w Polsce, ale także we Francji, Anglii, Kanadzie i USA o wsparcie akcji, jednocześnie komunikując, że wpłacił 200 zł z tego, co zarobił na aukcjach internetowych. Zaangażował w sprawę rodziców, a koledzy ze szkoły rozwieszali plakaty nawołujące do zbiórki. Nawet dzieci z przedszkola nr 18 zbierały "Złotówkę dla złotka".

Muzeum zdopingowane setkami e-maili od wrocławian otworzyło specjalne konto, na które można wpłacać pieniądze. Już kilkanaście minut później od studenta III roku Akademii Ekonomicznej Szymona Mazurka wpłynęła pierwsza wpłata. "To jest niewątpliwie dobry interes, wartość tych przedmiotów będzie rosła z roku na rok, a kupienie kolekcji poza aukcją jest tańsze" - mówi. Na czym polega dobre inwestowanie, najlepiej wiedzą biznesmeni. To oni zadeklarowali wyłożenie określonych kwot na poszczególne obiekty, a były to duże pieniądze. Za 30 tys. euro Wrocławska Izba Gospodarcza, jako pierwsza "kupiła" renesansowy dzban do wina - dzieło Caspara Pfistera; 26 tys. wyłożył na ozdobiony monetami puchar autorstwa Johanna Gottlieba Okruscha (według niektórych badaczy pochodził z polskiej rodziny) współwłaściciel i prezes koncernu chemicznego w Brzegu Dolnym, urodzony na Opolszczyźnie, ale od kilkudziesięciu lat mieszkający w Niemczech Waldemar Preussner; 14 tys. euro wydał na XVI-wieczny puchar mistrza Hansa Haupta właściciel marketu spożywczego Michał Kosela; wydawca Maciej Mazur za 10 tys. euro wybrał puchar z przykrywą wykonany przez XVII-wiecznego złotnika Thomasa Kuntze, anonimowy darczyńca zapłacił 130 tys. za komplet łyżek apostolskich z ok.1600 roku sygnowany przez mistrza Christopha Stimmela. Po kilkadziesiąt tysięcy euro wyłożyły wrocławskie instytucje - Lucas Bank, Poltegor Projekt, Zaberd. Najdroższy (200 tys. euro) i najbardziej okazały (półmetrowy renesansowy puchar z pokrywą, dar cesarza Rudolfa II z okazji zaślubin kanclerza Urzędu Zwierzchniego Górnego i Dolnego Śląska Georga Abrahama von Dyhrna, dzieło mistrza Hansa Stricha Starszego) kupił w imieniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kazimierz Michał Ujazdowski. Uzasadniając swą decyzję powiedział: "Pierwszy raz widziałem, żeby mieszkańcy z takim zaangażowaniem, a na dodatek z własnej kieszeni, wykładali pieniądze na zakup zabytków.

Czuję się w obowiązku specjalnie im za to podziękować". Waldemar Siemiński, wiceprezes Wrocławskiej Izby Gospodarczej, która dała dobry przykład innym przedsiębiorcom, mówi: "Zawsze bogaci mieszczanie uczestniczyli w takich akcjach i warto do tego powrócić".

Wszystkie obiekty trafią oczywiście do zasobów Muzeum Miejskiego we Wrocławiu.

A o co walczono?

Niemiecki historyk sztuki Erwin Hinze obliczył, że od połowy XIV wieku do 1893 roku (kiedy cech złotników został rozwiązany) działało we Wrocławiu 745 mistrzów, nie licząc czeladników i tzw. partaczy. W tym czasie Wrocław i okolice (Jawor, Chojnów, Legnica) były obok Norymbergi i Augsburga najbardziej elitarnym ośrodkiem kształcenia złotników. Mieszkały tu i pracowały całe dynastie. Do historii przeszła rodzina Nietsche, która w ciągu dwustu lat wydała 36 złotników w tym 26 mistrzów. Zapotrzebowanie na wyroby luksusowe było wówczas bardzo duże. "Kościół potrzebował cennych sprzętów liturgicznych, a dwory książęce, szlachta i bogaci mieszczanie zamawiali wspaniałe zastawy stołowe i naczynia dekoracyjne, bractwa strzeleckie fundowały godła, okolicznościowe plakiety i ordery np. dla królów kurkowych, cechy rzemieślnicze chciały się pochwalić reprezentacyjnymi pucharami tzw. wilkomami - mówi dr Oszczanowski i dodaje: Dzięki tej kolekcji będziemy mogli poznać ich walory artystyczne oraz kunszt twórców. Ostatnia wielka wystawa wrocławskiej sztuki złotniczej zorganizowana została na przełomie 1905/06 roku, czyli sto lat temu!".

Oto kilka najcenniejszych artystycznie, historycznie i materialnie zabytków: wielki puchar cesarski - dar Rudolfa II dla Georga Abrahama von Dyhrna z okazji jego ślubu z panną Barbarą von Braun. Cesarz był niezwykle hojny dla swojego urzędnika - puchar ma pół metra wysokości i jest kunsztownie zdobiony. Wykonał go Hans Strich Starszy. Inne prace tego mistrza znajdują się między innymi na Kremlu i w kolekcji barona Carla von Rothschilda.

Prawdziwym rarytasem zbioru jest 12 srebrnych i złoconych tzw. łyżek apostolskich zrobionych 400 lat temu przez wrocławskiego złotnika Christopha Stimmela. Nazwa pochodzi od figurek apostołów wyrzeźbionych na końcach trzonków. Postacie przedstawione są ze swymi atrybutami, np. Piotr z kluczami, a Andrzej z krzyżem w kształcie X. Każda z łyżek ma wygrawerowane imiona apostołów oraz ustępy z Credo. "Pojedyncze łyżki apostolskie były od końca XIV wieku ulubionymi prezentami wręczanymi z okazji chrzcin w środowiskach zamożnych mieszczan i szlachty - mówi dyr. Łagiewski. - Czasem można je spotkać w kolekcjach prywatnych i muzealnych, ale kompletu nikt w Polsce nie ma".

Równie cenny jest kubek wykonany w tym samym czasie przez Caspara Pfistera. Syn rzeźbiarza z Heilbronnu w 1598 roku otrzymał dyplom mistrzowski i obywatelstwo Wrocławia. "Srebrny i złocony kubek ma wygrawerowaną na ściankach scenę biblijną z Księgi Rodzaju - Kain budujący miasto dla syna Henona. Pfister był nie tylko wybitnym złotnikiem ale także utalentowanym grafikiem. Zachował się przypisywany mu szkicownik, będący największym znanym zbiorem śląskiego rysunku manierystycznego" - mówi dr Piotr Oszczanowski.

Dla Polaków szczególne znaczenie ma kubek barokowy ozdobiony 15 medalami za zwycięstwo w wojnie z Turkami, przedstawiającymi wizerunki monarchów uczestniczących w bitwach z najeźdźcą - wśród nich jest Jan III Sobieski. Chrystian Winkler, autor tego dzieła, wygrawerował także teksty psalmów.

Ekspert ministra kultury dr Michał Woźniak z muzeum w Malborku, który w Bremie oglądał i oceniał zbiór, powiedział o niej i o akcji: "To są rzeczy dobre, bardzo dobre i wybitne. Pertraktacje były ostre, ale kolekcja warta jest walki. Myślę, że obie strony są zadowolone. Do Wrocławia wraca część jego dawnego dziedzictwa kulturowego. Zazdroszczę wrocławianom, że umieli się tak zjednoczyć i podarowali swojemu miastu skarb". Podobne głosy pojawiły się na stronach internetowych: "Jestem warszawiakiem, ale chcę wam pomóc! Ledwo co skończyłem studia, dużo nie mam, ale 100 zł dołożę", a z drugiej strony padła odpowiedź: "Mam nadzieję, że kiedyś jako wrocławianin będę mógł się Tobie i Twojemu miastu zrewanżować". I kilka innych opinii: "Brawo wrocławianie, jesteście wielcy!"; "Jestem dumny z ofiarności moich krajan, a wszystkim malkontentom powiem jedno: nie samym chlebem człowiek żyje"; "Jestem z Was dumny! - wrocławianin z Krakowa".

"To przełomowy moment - mówi dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Wrocławia Jarosław Broda. - Po raz pierwszy zbiór dzieł sztuki takiej klasy wraca do Wrocławia, po raz pierwszy kupują go sami wrocławianie, po raz pierwszy biznesmeni na taką skalę zdecydowali się na mecenat". Dr Oszczanowski, który jako ekspert również oceniał zabytki, dodaje: "Do Galerii Neuse zgłaszali się kolekcjonerzy z całego świata, którzy chcieli kupić pojedyncze dzieła, ale właściciele nie chcieli rozpraszać kolekcji. Widząc entuzjazm mieszkańców w zbieraniu pieniędzy - już po podpisaniu umowy wstępnej - oznajmili, że podarują miastu barokową, srebrną tacę z ampułkami na wodę i wino autorstwa wrocławskiego mistrza. Powiedzieli, że też chcą mieć swój udział w akcji ´skarbu dla Wrocławiaª".

Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego, cieszy się, że po dodaniu "skarbu z Bremy" do już posiadanej przez muzeum kolekcji powstanie największy w Europie zbiór śląskiego złotnictwa. "Wyprzedzimy Ermitaż i Muzeum Narodowe w Norymberdze. Nareszcie odrabiamy straty wojenne!". Rainer Sachs, historyk sztuki badający śląskie rzemiosło, pełnomocnik do spraw kultury Konsulatu Generalnego RFN, zauważa: "Taka szansa może się już w tym stuleciu nie powtórzyć. Ta kolekcja pozwoli pokazać turystom, jaką potęgą był kiedyś Wrocław i jaką jest nadal, jeśli stać go na taką dbałość o dziedzictwo kulturowe".

Skarb znajdzie się we Wrocławiu w połowie kwietnia i zostanie pokazany w Ratuszu na specjalnej wystawie. Po zakończeniu remontu dawnego pałacu królewskiego, nowej siedziby Muzeum Miejskiego, kolekcja śląskiego i wrocławskiego złota znajdzie swoje stałe miejsce na ekspozycji prezentującej tysiącletnie dzieje miasta.

Dziennikarka wrocławskiej mutacji "Gazety Wyborczej" Beata Maciejewska, która włączyła się od początku w propagowanie akcji, tak podsumowuje jej efekt: "Jak widać, największym skarbem Wrocławia są jego mieszkańcy, ale ten z Bremy też będzie ozdobą miasta".

Cała ta historia dowodzi jeszcze jednego. Wrocławianie akceptują bez zastrzeżeń ponadtysiącletnią historię swojego miasta, w którym Polacy, Czesi, Austriacy, Prusacy, Niemcy i znowu Polacy żyli i pracowali, bogacili się i...składali na bogactwo miasta. To prawdziwy mikrokosmos - jak nazwał Wrocław i jego obywateli brytyjski historyk prof. Norman Davies.

PS. Wrocławianie nadal zbierają pieniądze. Przypomnijmy - prezydent miasta Rafał Dutkiewicz obiecał dołożyć połowę kwoty na zakup "skarbu z Bremy". To są oczywiście duże pieniądze pochodzące z budżetu miasta. Aby nie obciążać go nadmiernie - akcja trwa nadal. A może wrocławianie mieszkający dziś w Stanach Zjednoczonych zechcą dołączyć się do tego przedsięwzięcia? Niech to będzie dar wrocławian dla Wrocławia!

Darowizny można wpłacać do końca marca br. na konto:

SWIFT WBK PPLPP
17 1090 2398 0000 0001 0493 0481
Muzeum Miejskie Wrocławia
Sukiennice 14/15
50-107 Wrocław
z dopiskiem: "Skarb dla Wrocławia"


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail