Franciszek Herzog
Kartka
ze Starobielska
13 kwietnia 1940 roku nasza rodzina - mama, moich dwóch starszych braci i ja - została wywieziona z Lubaczowa (dawny powiat lwowski) do Kazachstanu. Po przeszło trzytygodniowej podróży cały transport, składający się z długiego taboru towarowych wagonów, z początkiem maja dojechał do Ałgi, niedaleko Aktiubinska. Następnie ciężarówkami zawieziono nas i kilkanaście innych rodzin do odległego o 20 km kołchozu "Krasnyj Sierp". Tutaj spędziliśmy prawie dwa lata.
Ojciec mój, ppłk Franciszek Herzog, w Lubaczowie był dowódcą samodzielnego batalionu 39. PP z Jarosławia. Z wybuchem wojny ojciec został skierowany na dowódcę batalionu w rezerwowym 154. PP w Armii Karpaty. Pułk na linii Sanu został częściowo rozbity, a ojciec z resztką swego batalionu przebił się do Lwowa. Po kapitulacji dostał się do niewoli sowieckiej i został osadzony w obozie starobielskim.
Otrzymaliśmy od ojca kilka kartek pocztowych (jeńcom wolno było wysyłać jedną kartkę na miesiąc), które dotychczas mam w swym posiadaniu.
W drugiej połowie czerwca po przyjeździe do kołchozu otrzymaliśmy ostatnią kartkę ojca, o której będzie mowa i której kopię strony frontowej załączam. Nie będę przytaczał treści całej kartki, a tylko najważniejsze fragmenty.
Starobielsk, 6 kwiecień, 1940
-wyiechał-
Droga Lalu i Dzieci!
Otrzymałem Wasze kartki i od Twojej matki. Podziękuj jej
za dobre chęci i pamięć. Ja całą dozwoloną korespondencję
wysyłam tylko do Ciebie. Może matka wie coś o moich braciach.
Po otrzymaniu tej kartki nie pisz do mnie na razie. Jak tylko
będę mógł podam Ci mój nowy adres. Co ja robię - to co robił
Twój ojciec, to samo, ten sam los. Grunt jednak nie upadać
na duchu, choć trzeba być na wszystko przygotowanym. Po następnym
ustaleniu zaraz do Was napiszę, a tymczasem całuję Was wszystkich
bardzo serdecznie i nie martwcie się gdyby nastąpiła dłuższa
przerwa w mojej korespondencji -
Wasz Franek
Naturalnie od tego czasu nie było żadnej wiadomości od ojca.
Dziś wiemy, że prawie wszyscy jeńcy ze Starobielska zostali
zamordowani w Charkowie. Ciała ich pogrzebano w lesie, we
wsi Piatichatki niedaleko Charkowa.
W roku 2000 na tym miejscu został urządzony polski cmentarz wojenny. Na jesieni tegoż roku byłem tam, by się pomodlić na symbolicznym grobie ojca.
Historia tej kartki pisanej 6 kwietnia 1940 roku zawsze mnie intrygowała. Były po temu dwa powody.
Po pierwsze, adres zwrotny ojca na kartce był przekreślony, jedynie zostało "Woroszyłowski rejon". Charków leży w tym rejonie. Ten, co to skreślał, wiedział, dokąd jeńców zabierano. No i ten dopisek po rosyjsku na froncie kartki "wyjechał iz Starobielska" i na drugiej stronie przy dacie, po polsku "wyiechał".
Ostatnio dostałem książkę wydaną (Wydawnictwo Bellona) w Polsce w 1998 roku pt. Katyń - Zbrodnia przeciwko ludzkości. Autorką książki jest Natalia Lebiediewa, która w trakcie przygotowywania pracy doktoranckiej w Instytucie Powszechnej Akademii Nauk ZSRR na temat procesu norymberskiego zetknęła się po raz pierwszy ze sprawą katyńską. W 1988 r. przystąpiła do zbierania materiałów o zbrodni katyńskiej w archiwach sowieckich. Wyniki tych badań opublikowała w formie książki i w niej znajduję wytłumaczenie odnośnie tych skreśleń i dopisków. Na stronie 214 i 215 czytamy:
"W akcji rozładowywania trzech obozów specjalnych brało udział wielu ludzi z aparatu centralnego NKWD obwodów smoleńskiego, charkowskiego i kalininowskiego, specjalne plutony egzekucyjne, oddziały wojsk konwojowych. Wszyscy ci ludzie jednak przez 50 lat zachowywali milczenie. Nikt się nie odważył lub też nie chciał wyjawić światu tej strasznej tajemnicy.
Danił Ławrientjewicz Czecholski, rocznik 1904, Polak, członek WKP(b) od roku 1926, zatrudniony w zarządzie politycznym Frontu Białoruskiego, potem w obozie kozielskim, a następnie w starobielskim, nie uląkł się konsekwencji poważnego naruszenia dyscypliny służbowej i podjął próbę powiadomienia rodzin polskich oficerów o zabójstwie ich bliskich w obozie. 10 czerwca Suprunienko powiadomił komendanta obozu w Starobielsku, 'że za pośrednictwem PK (prawdopodobnie chodzi o kontrolę pocztową - przyp. N.L) przejęto 20 otwartych dokumentów wysłanych z obozu w czerwcu br., to jest w czasie, kiedy już od 16 marca 1940 r. obowiązywał zakaz wszelkiej korespondencji".
Władze obozu starobielskiego przeprowadziły dokładne śledztwo, w czasie którego wyszło na jaw, że wszystko to jest dziełem tłumacza Czecholskiego, który wysyłał listy oficerów napisane jeszcze w kwietniu. Na pytanie, w jaki sposób korespondencja znalazła się na poczcie i co więcej - w peryferyjnych urzędach pocztowych, z przekreślonym jego ręką adresem nadawcy w czasie, kiedy w obozie nie było już jeńców, Czecholski oświadczył: "Żeby uspokoić rodziny i uniknąć interwencji".
W jednym z listów, które wysłał, czytamy: "Jestem żyw i zdrowy, niczego mi nie trzeba. Nie piszcie, proszę, więcej, czekajcie na nowy adres". Czecholski wysłał również telegramy. Oto tekst jednego z nich: "Mąż Pani wyjechał, adresu nie znamy, proszę zwrócić się do Zarządu NKWD do spraw Jeńców Wojennych. Moskwa - Czecholski".
Na rozkaz Moskwy 23 lipca Czecholskiego zwolniono z pracy w obozie starobielskim. Co się z nim stało później, na razie nie udało się ustalić.
Ujawniono również dokumenty, które świadczą o tym, że część wysłanych przez Czecholskiego listów i telegramów dotarła do adresatów.
Sprawa jest wyjaśniona. Jak wynika z treści książki, większość kartek wysyłanych nielegalnie przez Czecholskiego została przechwycona przez urzędy pocztowe i NKWD. Kartkę ojca ten los ominął. I drugie pytanie, na które jak dotychczas nie mam odpowiedzi. Kartka została wysłana na nasz adres w Lubaczowie, ale nigdy do Lubaczowa nie doszła. Nie ma na niej pieczątki lubaczowskiej, jak było na wszystkich poprzednich kartkach. Jednak gdzieś ktoś już wiedział dokładnie, do jakiej miejscowości zostaliśmy wysłani, i kartkę przeadresował.
Zastanawialiśmy się, skąd wiedziano, gdzie nas wywiozą. Z nikim z Lubaczowa nie nawiązaliśmy kontaktu i żadnej rodziny tam nie mieliśmy. Widać z tego, że wywózki Polaków nie były chaotyczne, jakby się mogło zdawać. Były one z góry dokładnie zaplanowane.
Z treści książki również wynika, że na podstawie korespondencji wychodzącej z obozów jenieckich NKWD przygotowywało listy rodzin wojskowych przeznaczonych na wywózkę 13 kwietnia. Może więc w obozach znajdowały się również listy, dokąd określona rodzina zostanie skierowana. Może Czecholski miał dostęp do tych list i przed wysyłką kartek również je przeadresowywał? Niestety, ze stempla poczty starobielskiej nie da się odczytać daty wysyłki kartki.
Jest jeszcze inna możliwość. Czecholski wiedział tylko, że nas wywożą do Ałgi, więc tam skierował kartkę w osobnej kopercie. Kartka doszła na miejsce 21 czerwca, jak wynika ze stempla pocztowego. Tam władze lokalne najprawdopodobniej znały nasz lokalny adres i kartkę przeadresowały. Jest jeszcze jeden stempel pocztowy trudny do odczytania, ale wygląda na: "Klucz. Rej., Klucz Sel".
Ciekaw jestem, czy ktoś z czytelników może rzucić jakieś światło na tę sprawę?
------------------------------------------------------------------
List do redakcji w tej sprawie, który wydrukowany został
w wydaniu z dnia 14 kwietnia:
Szanowna Redakcjo
Na tytułowej kartce pocztowej z ubiegłotygodniowego artykułu
Herzoga ŇKartka ze z StarobielskaÓ prawdopodobnie pisały trzy
osoby.
Pierwsza napisała adres zwrotny Đ M(iasto) Starobielsk Woroszyłowgr(adskiej)
obł(asti) pocztowy jaszczyk [skrytka pocztowa] nr 10.
Druga osoba dopisała adres docelowy i imię nadawcy.
Trzecia osoba przekreśliła obydwa adresy wpisując nowy adres
docelowy: Aktiubenskaja [pomyłka, powinno być Aktiubinskaja]
oblast, Kluczewoj rajon, Kluczewoj s/sow [sielskij sowiet
Đ rada wiejska], kołchoz Krasnyj Sierp Đ oraz słowa Ňwyjechał
iz StarobilelskaÓ.
Na stemplu punktu docelowego widnieje po kazachsku nazwa "Alha",
zapisana stylem używanym w 1929-1940. Poczta w Związku Sowieckim
stemplowała całą wchodzącą korespondencję. To znaczy, że kartka
na zdjęciu była wysłana z obwodu (oblasti) Woroszyłowgradskiei
do poczty w Aldze obwodu Aktubinskiego, skąd była dostarczona;
innymi słowy była wysłana od razu do Kazachstanu.
O podziale administracyjnym Kazachstanu w tamtych latach patrz
http://www.nklibrary.freenet.kz/elib/ collect/unik_izd/kaz_ssr/unik1.htm
.
Z poważaniem,
Borys Kapliński
|