Krzysztof Zajas
Nieznany rękopis
o nieznanej krainie
W
zbiorach slawistycznych Nowojorskiej Biblioteki Publicznej
(New York Public Library) znajduje się niezwykły rarytas -
rękopis Gustawa Manteuffla pt. Zarysy z dziejów dawnych
krain inflanckich.
Starannie wykonany ręką autora czystopis, z przypisami, bibliografią i spisem treści, liczy około 800 stron i sporządzony został z myślą o publikacji pod egidą warszawskiej Kasy Mianowskiego na początku XX wieku. Do druku nigdy nie doszło z powodu protestu historyków, zarzucających Manteufflowi nadmierną stronniczość w interpretacji pewnych faktów z przeszłości Polski; uważano za nieuzasadnione jego zbyt gorliwe podkreślanie katolickiego wątku w historii tzw. Inflant polskich.
Manteuffel po ostrych polemikach obraził się i dzieła swego nie opublikował nigdy, a rękopis - znany tylko wąskiemu kręgowi osobistych znajomych autora - później przez wiele lat uznawany był za zaginiony. Dopiero na początku lat siedemdziesiątych ub. wieku wydobyto go z otchłani magazynów Nowojorskiej Biblioteki Publicznej, wykonano mikrofilm i udostępniono czytelnikom.
Nie wiadomo dokładnie, jakie były losy rękopisu, zanim znalazł się w Nowym Jorku. W 1949 r. niejaka pani Maria Samiczek, imigrantka z Europy Wschodniej, odstąpiła go bibliotece za 75 dolarów, twierdząc, iż nabyła go na aukcji w Rydze w 1939 r. W 1978 roku Janis Kreslins, łotewski poeta mieszkający w Nowym Jorku, przesłał mikrofilm Janowi Kuczyńskiemu, polskiemu jezuicie w Watykanie, który z racji kresowego pochodzenia interesował się historią tamtych ziem i opisał znalezisko w łotewskim czasopiśmie emigracyjnym Dzimtenes KalendÇrs, wychodzącym w Szwecji. I na tym obecność rękopisu w świadomości historyków się kończy. Nie funkcjonuje on w powszechnym odbiorze, ba, nie ma śladów, by ktokolwiek poza sędziwym jezuitą korzystał z niego w swoich publikacjach.
Problem zaczyna się już przy autorze i tytule. Próżno by szukać Gustawa Manteuffla (1832-1916) w najnowszym Leksykonie historii Polski PWN. Z kilkunastu wydanych przez niego za życia publikacji książkowych żadna nie doczekała się wznowienia czy choćby osobnego omówienia, nie ma też prac historycznych poważnie korzystających z jego dorobku.
Podobnie jest z krainą zwaną "Inflanty polskie", która nie figuruje w podręcznikach do historii Polski jako najmniejszy nawet osobny rozdział, a moim rozmówcom kojarzy się jedynie z dowcipem Sienkiewiczowskiego Zagłoby i nieustannie myli się z Niderlandami. Wraz z utratą tych ziem nastąpiło całkowite wyparcie ich z historycznej świadomości Polaków, a przy okazji usunięto w niebyt żarliwego miłośnika Inflant i jego pisma, w których próbował uchronić przez zniknięciem ze zbiorowej pamięci dalekie "kresy kresów".
Przypomnijmy, że chodzi o ziemie rozciągające się wzdłuż środkowego biegu Dźwiny i na północ od niej, stanowiące do 1772 r. tzw. województwo inflanckie ze stolicą w Dyneburgu (łot. Daugavpils), które znalazły się w Rzeczypospolitej w 1561 r. po upadku zakonu krzyżacko-inflanckiego i dobrowolnemu oddaniu się mistrza Gotarda Kettlera pod opiekę polskiej korony, głównie w obronie przed moskiewskimi siłami Iwana Groźnego.
Zygmunt August przyjął hołd i zajął tereny aż po Rygę, natomiast Stefan Batory w zwycięskich bojach z Moskwą poszerzył dobra inflanckie aż po Dorpat (est. Tartu), wskutek czego przez kilkadziesiąt lat w granicach Rzeczypospolitej znajdowała się prawie cała dzisiejsza Łotwa i większa część Estonii.
Po wojnach ze Szwecją w XVII w. utraciliśmy większość terytorium, zachowując przez następne 150 lat czwartą jego część, czyli właśnie owe Inflanty polskie. Po rozbiorach ziemie te zagarnęła Rosja i przyłączono je do guberni witebskiej, poddając zarazem silnej rusyfikacji, połączonej z wypieraniem elementów kultury polskiej. W 1918 r. dawne Inflanty polskie pod miejscową nazwą Letgale (Łatgalia, Letgalia, Łatgoła) znalazły się w niepodległej Łotwie, licząc pośród swych mieszkańców 12% mniejszości polskiej. Po drugiej wojnie światowej ziemie te uległy całkowitej rusyfikacji, głównie za sprawą napływowego elementu białoruskiego i rosyjskiego, większość dawnych mieszkańców (Polaków, Łotyszy, Litwinów) przesiedliła się na zachód i północ bądź wyemigrowała.
Arystokrację inflancką od wieków stanowiło dawne rycerstwo niemieckie tworzące zakon krzyżacko-inflancki, a które po przyłączeniu do Rzeczypospolitej w części uległo polonizacji. Można tu mówić o swego rodzaju ewenemencie historycznym, gdyż zwykle na terenach przygranicznych to Polacy ulegali germanizacji i rusyfikacji. Takie znamienite rody, jak Borchowie, Hylzenowie, Platerowie (właśnie z inflanckiej arystokracji wywodziła się bohaterka powstania listopadowego Emilia Plater), Korffowie - dawały wielokrotnie świadectwo swego przywiązania do polskiej tradycji szlacheckiej, używając polskiego języka, zakładając polskie szkoły i biblioteki, aktywnie uczestnicząc w życiu publicznym i żarliwie praktykując katolicyzm. Należała do nich również gałąź Manteufflów drycańskich (od majątku Drycany), której dokumenty rodowe sięgały połowy XIII w., kiedy to przybyli oni do Inflant z Pomorza. To z niej wywodził się autor rękopisu, zagorzały patriota i katolik, szczycący się stryjem zesłanym na Sybir za udział w powstaniu styczniowym.
Gustaw Manteuffel z uporem prawdziwego miłośnika i hobbysty publikował wszystko, co udało mu się zgromadzić na temat Inflant. Zarysy z dziejów krain dawnych inflanckich miały ukoronować jego mrówczą pracę archiwistyczną i literacką, a zarazem utrwalić w świadomości polskiego czytelnika pojęcie o Inflantach jako swoistej, niezwykłej krainie z odrębną kulturą. Bronił polskości tej ziemi zarówno przed intensywną rusyfikacją ze strony carskiej administracji, jak i przed tendencyjną historiografią niemiecką, która polski epizod z dziejów dawnej Łotwy konsekwentnie rugowała. W patriotycznym zapamiętaniu sam Manteuffel popadł w drugą skrajność, naciągając wiele interpretacji na potrzeby swoich tez i "polonizując" wiele faktów, jakby dla zrównoważenia politycznej i historiograficznej presji zaborców.
W dwutomowym rękopisie historia "dawnych krain inflanckich" rozpoczyna się jeszcze przed kolonizacją niemiecką z drugiej połowy XII w., sięga więc czasów pogańskich i honoruje - wbrew większości ówczesnych podręczników - pierwotnych mieszkańców krajów bałtyckich. Polska obecność w Inflantach ze względów cenzuralnych została przez Manteuffla ograniczona do czasów I Rzeczypospolitej, chociaż pod koniec podaje on również wiele informacji z życia polskich dworów w wieku XIX, z trudem powściągając krytykę antypolskiej polityki caratu. W kwestiach religijnych autor bardzo eksponuje pozytywną, kulturotwórczą rolę katolicyzmu w Inflantach, bagatelizując ostre nieraz tamtejsze konflikty na tle wyznaniowym i po trosze ignorując fakt, że jednak większość terenów zaliczanych przez niego do krain inflanckich była protestancka.
Z pewnością na plus należy policzyć Manteufflowi to, że miał jasną świadomość wieloetniczności tych ziem i że próbował spojrzeć na historię dawnej Łotwy nowoczesnym okiem kulturoznawcy.
Zbierał łotewskie pieśni ludowe i zapisywał je w na poły wymyślonym przez siebie dialekcie, dzięki czemu uznawany jest dziś przez Łotyszy za jednego z ojców ich języka pisanego. Gromadził pamiątki po starych rodach inflanckich i układał tablice heraldyczne z biografiami znamienitszych postaci, by utrwalić ślad po zanikającej właśnie formacji społeczno-kulturowej. Po niemiecku polemizował z historykami pruskimi, przeciwstawiając ich wielkoniemieckiemu nacjonalizmowi własną, polonocentryczną wizję. Po polsku uporczywie promował Inflanty, pisząc ponad 150 haseł geograficznych i osobowych do Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego oraz Wielkiej Encyklopedii Ilustrowanej Powszechnej z dziejów swej ojczystej krainy. Może teraz, po zdemontowaniu historycznych i politycznych barier, należałoby przywrócić starej idei Gustawa Manteuffla rację bytu i przypomnieć sobie o zapomnianej krainie najdalszych polskich kresów, gdzie i dziś pośród ruin napotkać można ślady polskiej kultury. Wydanie po stu latach rękopisu inflanckiego historyka mogłoby być dobrym początkiem tego powrotu.
-------------------------------------------------------
Na zdjęc iu: Terra Mariana - majstersztyk
graficzny o Inflantach zrobiony na zamówienie Manteuffla
|