SEBASTIAN FRĄCKIEWICZ
Zapomniane
komiksy
Dorobek
rodzimego komiksu przedwojennego jest w Polsce niemal zupełnie
zapomniany. Dlatego warto zwrócić uwagą na najnowszy numer
Zeszytów Komiksowych, w którym znalazły się przedruki historyjek
obrazkowych z lat 1918-1939. Jaki był wtedy polski komiks?
Oficjalna propaganda PRL-u głosiła, że komiks to gatunek, który pochodził ze zgniłego Zachodu, gatunek ogłupiający i przeznaczony jedynie dla dzieci. Te oświadczenia nie przeszkadzały jednak władzom, aby drukować liczne serie komiksowe, takie jak Kapitan Żbik, Podziemny front czy magazyn Relax przesiąknięte komunistyczną, propaństwową ideologią.
Aby jeszcze bardziej podkreślić "obcość" komiksu względem polskiej kultury, pominięto milczeniem całe bogactwo sztuki komiksowej, jaka rozwijała się przed wojną. Nikt nie pokusił się o wznowienia tamtych klasycznych historyjek, jakikolwiek tekst publicystyczny czy naukowy. Pierwsza książka na ten temat Tarzan, Matołek i inni pojawiła się dopiero w 2001 roku. Napisał ją pracownik Biblioteki Narodowej i historyk komiksu Adam Rusek.
Druga wojna światowa spowodowała zerwanie kulturowej komunikacji pomiędzy pokoleniem rysowników żyjących w II Rzeczypospolitej a autorami tworzącymi w PRL-u. Ci drudzy zostali pozbawieni korzeni i zaczynali swoją przygodę z komiksem całkowicie od nowa. Nie mogli odwołać się do wcześniejszego dorobku artystycznego, bo był dla nich zwyczajnie niedostępny. A komiksów w przedwojennej Polsce było mnóstwo i stanowiły nieodłączny element ówczesnej kultury masowej. Poza klasycznymi seriami z USA i Europy, takimi jak Terry Miltona Caniffa, Flash Gordon czy Prince Valiant, drukowanymi w osobnych pismach komiksowych, w polskiej prasie codziennej pojawiali się rodzimi autorzy. I to właśnie im, rysownikom i scenarzystom komentującym życie codzienne, został poświęcony najnowszy numer krytycznoliterackich Zeszytów Komiksowych.
Choć Zeszyty Komiksowe drukowane i rozprowadzane są w Polsce, to ich redaktor naczelny Michał Błażejczyk mieszka w kanadyjskim Montrealu, a ze swoimi autorami współpracuje korespondencyjnie. Swój kwartalnik postanowił założyć w 2004 roku, żeby wypełnić lukę po publicystycznych magazynach komiksowych AQQ i Krakowskim Klubie Komiksu, które musiały zamknąć swoje łamy ze względu na kłopoty finansowe.
Dziś Zeszyty Komiksowe są w Polsce jedynym publicystycznym i krytycznoliterackim periodykiem poświęconym komiksowi. Do tej pory ukazały się trzy tematyczne numery wypełnione prawie całkowicie tekstami. Najnowszy numer jest wyjątkiem, bowiem stanowi swoistą antologię prac przedwojennych polskich rysowników oraz krótkie opisy przedrukowywanych serii. Wszystko po to, aby wreszcie przybliżyć entuzjastom komiksu historie, które dostępne były jedynie zagorzałym amatorom szperania po zakurzonych bibliotekach.
Przeglądając zamieszczone w Zeszytach... seriale obrazkowe nietrudno się dziwić, że władze komunistyczne chciały o nich jak najszybciej zapomnieć, bowiem często odwoływały się do niewygodnych wydarzeń politycznych, a ich język był dosadny, momentami wręcz okrutny. Język ulicy, jakim posługują się bohaterowie przedwojennych komiksów, może nas zaskakiwać, ale ich autorzy byli doskonale świadomi, do kogo adresują swoje dzieła. Byli nimi przede wszystkim czytelnicy popularnych gazet, sensacyjnego Expressu Ilustrowanego czy śląskich Siedmiu groszy, a więc osoby słabo wykształcone, najczęściej robotnicy i ludzie mało zamożni. Stąd bohaterami nie są ani herosi, ani też postaci z wysokich sfer, tylko sympatyczni, leniwi, ale szlachetni włóczykije, bumelanci. To właśnie oni najbardziej przypadli do gustu czytelnikom, którzy mogli obserwować postaci żyjące podobnie jak w oni w nędzy i niepewności.
Jedną z najpopularniejszych tego typu historyjek stały się Przygody bezrobotnego Frącka drukowane w śląskich Siedmiu groszach. Frącek, młody mężczyzna żyjący z dnia na dzień, był prawdziwym idolem czytelników gazety. Jego wizerunek służył nawet do reklamowania pisma.
Komiks Franciszka Struzika powstał w czasach kryzysu gospodarczego i przedstawiał realne problemy mieszkańców Śląska. Bezrobotny Frącek był modelowym przykładem bohatera ludowego, prostego, przebiegłego i bądź co bądź anarchicznego, bo walczącego z państwową władzą i "okrutnymi" przedsiębiorcami. Widzimy go kopiącego węgiel w biedaszybie, uciekającego przed poborcami podatkowymi, a także pomagającego ludziom jeszcze biedniejszym od siebie. Bowiem bohater ludowy, mimo swojej biedy, zawsze musi mieć wrażliwe serce.
Komiksów podobnych do serialu Struzika powstało wiele w całej Polsce. Działo się tak nie tylko ze względu na popularność postaci Frącka. Jak pisze Michał Błażejczyk - ktoś, kto cały dzień spędza w biurze, nie może mieć przecież bogatych przygód.
Wprawdzie Frącek jest idealnym materiałem na socjalistę, jednak nie popiera żadnej partii. Polityką zupełnie się nie interesuje. Ale w innych pracach z tamtego okresu tematyka polityczna pojawia się nader często. Dużą grupę stanowiły seriale antyżydowskie (niestety) i antykomunistyczne. Faszyzm, co zaskakujące, znacznie rzadziej traktowany był jako poważne zagrożenie.
Drukowany w Zeszytach... komiks Heil, Pfifke to właściwie jedyna seria, która całkowicie skupiała się na krytyce faszyzmu. Można odnieść jednak wrażenie, że jej autor Stanisław Dobrzański uważał ideologię hitlerowską za rzecz absurdalną i polityczne zjawisko jednego sezonu. Co innego sowiecka Rosja. Tutaj rysownicy nie przebierali w środkach. W Przygodach Szalonego Grzesia bolszewicy ukazani są jako barbarzyńcy ze Wschodu o azjatyckich rysach twarzy, a inny bohater - Wicek Buła wybiera się do utopijnego, komunistycznego raju, co kończy się dla niego tragicznie.
Komiksem do walki politycznej posługiwał się również obóz rządowy. W Przygodach Felusia-wyborcy tytułowy bohater, składając wizyty różnym przedstawicielom partyjnym, rozczarowuje się ich poczynaniami i w końcu postanawia poprzeć BBWR.
Lektura Zeszytów Komiksowych pokazuje, że komiks przed wojną był doskonałym narzędziem służącym do komentowania życia publicznego czy ideologicznej walki. Czytając dziś tamte historyjki możemy dowiedzieć się wiele o ówczesnych nastrojach społecznych, a także schematach myślowych, przesądach czy uprzedzeniach.
I chociaż obecnie komiksy na łamach polskiej prasy nie odgrywają tak dużej roli, to świadomie bądź nie pewne elementy tamtej tradycji obrazkowej pozostały. Stanisław z Łodzi Marka Raczkowskiego jest podobnym znakiem firmowym dla tygodnika Przekrój, jakim był bezrobotny Frącek dla Siedmiu groszy, a w internecie rozwija się komiks polityczny. Wystarczy zobaczyć, ile osób dziennie odwiedza stronę www.chomiks.com, gdzie dwa gryzonie łudząco podobne do znanych polityków roztrząsają kłopoty IV RP.
|