Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Planeta Innych
trwało długo
zanim nauczyłem się myśleć o człowieku
jako o człowieku
Ryszard Kapuściński, z wiersza Zapis
pewnej idei
Wyprawa do najdalszych zakątków globu jest na pewno zajęciem
fascynującym. Takiej wyprawie musi dodawać uroków umiejętność
równoczesnego peregrynowania do najgłębszych zakamarków ludzkiej
duszy. Ryszard Kapuściński z łatwością radzi sobie w obu rolach:
reportera i demiurga. To sprawia, że czyta go cały świat.
Zauważyłem, że uważnie czytany jest także przez emigrenę,
czyli emigrację świadomą swego położenia. Emigrant to taki
błędny rycerz-reporter, co nie wrócił z wyprawy. Gdy emigrant
jest dziennikarzem, nie pozostaje mu nic innego, jak rejestrować
życie na wyspie o nazwie Emigrena. Najlepiej metodą relacji
uczestniczącej.
Są tacy, co czerpią z Kapuścińskiego wiedzę na temat Innych,
pośród których przychodzi im żyć. Są i tacy, co sięgają po
wskazówki przydatne do poznania siebie, odmienionego przez
kontakt z Innymi. Po dekadach przebywania na co dzień wśród
wielu narodowości nie ujdziemy pogoni. Możemy odgrodzić się
murami kościołów i polskich instytucji, ale nie umkniemy mikstury
ras, zbawiennej dla losów europejskiego narodu. Załatwią to
za nas nasze dzieci.
Relacje Europejczyków z Innymi nabierają dodatkowych znaczeń
w krajach emigranckich. Tu Inny jest dziś bardziej swój niż
Indianin. Rodowity mieszkaniec tego kontynentu został wyparty
i wytępiony. Został naznaczony, jak chore drzewo w młodym
lesie. Odebrano mu miano człowieka, dano nazwę Indianin. Wtedy
łatwiej go było pozbawiać ziem i praw. Przybysze z Europy
zasiali wirusa pazerności, rywalizacji, bezwzględności. I
tak zostało do dziś.
Uwagi te nasunęły mi się po lekturze szkicu cesarza reportażu
na temat Innego. Wydrukował go polski Newsweek pod
tytułem "Czy to barbarzyńca?". Tymczasem autor Podróży
z Herodotem każdym zdaniem całej swojej twórczości zaprzecza
temu pytaniu, wyjaśnia, że nie-biały Inny nie jest od nas
gorszy. Ani lepszy. Jest po prostu inny, a przez to wart poznania.
Już starożytni mieli świadomość, że Inny to nie byle kto.
"Sam Herodot pisze o Innych bez pogardy i nienawiści, stara
się ich poznać i zrozumieć, a często wręcz pokazuje, jak pod
wieloma względami przewyższają oni Greków". Skąd my to znamy?
Z wypowiedzi Papieża.
Metoda Herodota: aby lepiej poznać siebie, trzeba poznać
Innych. Jak z tym jest wśród mieszkańców Emigreny? Czy Inny
jest dla nas zwierciadłem, w którym się przeglądamy? Jak to
jest z nami, chrześcijanami, że tak rzadko odczuwamy potrzebę
poznania Innego - naszego bliźniego? Mam na myśli Innych szukających
teraz w Polsce nowego domu, jak i Innych tu, za ścianą z dykty.
Autor Imperium w niewielkim eseju o Innych zawarł
długą rozprawę o nas samych.
Herodot, obywatel świata, był przeciwny odgradzaniu się od
Innych. Podobnie myślał Jan Paweł II, stale podróżując do
Innych z zamiarem poznania i zbliżenia ras, kultur i religii.
Kapuściński w swoich książkach też namawia, aby pójść w ślady
i Herodota, i Karola Wojtyły. O ile jeszcze nie jest za późno.
O Ryszardzie Kapuścińskim napisano prawie wszystko, poza
tym może, że zdania jego książek tworzą sieć zarzucaną na
świat. Sieć można zapełnić tylko wtedy, gdy inteligentny czytelnik
natęży mózg i uzupełni treść. Kapuściński zamyka nas w klatce
ze świeżo schwytanym lwem, ale trzyma go w bezpiecznej odległości.
My mamy lwu załatwić - bagatela - safari, czyli stworzyć mu
w naszej kulturze życiową przestrzeń.
Czytając Kapuścińskiego czujemy się uczestnikami jego podróży.
Za każdym zdaniem kryje się kilka następnych, niewypowiedzianych.
Pisarz każe nam się ich domyślić, co sprawia, że czujemy się
niemal współautorami. Podsuwa nam tylko najważniejsze tropy
- dla wyjścia z buszu nierozumienia. A zarazem zwabia nas
niepostrzeżenie do swojego świata, świata Innych, i zaprzęga
do odkopywania naszej, europejskiej czy amerykańskiej już
kultury, przysypanej śmieciem przesądów i stereotypów.
Nie narzekamy, skądże, relacja z reporterskiej wyprawy to
wszak "wyzwanie i wysiłek, mozół i poświęcenie, trudne zadanie,
ambitny projekt do wykonania". To podróż nielicznych wciąż
mieszkańców Emigreny, wychodzących poza opłotki zawężonego,
gettowego myślenia. Dla nich droga to nie to samo, co kierunek
wytyczony przez PiS. Już raczej przez - dalekopis.
Jesteśmy w drodze, choć nie za często ruszamy się z Toronto,
Nowego Jorku czy Houston. Bo jak pisał żyjący przez wiele
lat w podróży Josif Brodski, "kto raz dom porzucił, temu wszystko
jedno". Także i to, gdzie złoży kości.
Złoży je na pewno wśród Innych. Bo nawet jak wróci z Emigreny
na stare lata na stare śmieci do Brzegu czy Tarnobrzegu, tam
też zastanie Innego. Wystarczy, że popatrzy na dzieci sąsiadów.
Lub popatrzy do lustra.
| |