Przegląd Polski 12 maja 2006

Poezja ponad kulturami

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Czesław Karkowski

"Prawa natury", Pański nowy, choć nie pierwszy tomik wierszy stał się swoistą sensacją. Dlaczego wyraża się Pan w wierszach? Z powodzeniem pisze Pan przecież eseje i reportaże, a tu nagle - wiersze.

Trzeba powiedzieć, że w ogóle zaczynałem mój kontakt z literaturą od poezji. Wszyscy tak robili. Większość młodocianych poetów z czasem znika, ale jakiś niewielki odsetek zostaje wierny poezji, nawet jeśli odchodzi od takiej twórczości.

Jeśli o mnie chodzi, to nie mam wątpliwości, że istnieją pewne wrażenia, pewne refleksje i obserwacje, których nie da się wyrazić inaczej. Istnieje cała sfera doświadczenia, która musi znaleźć tylko poetycką formę wyrazu. Opowiedziana w prozie - traci. Poezja stanowi niezmiernie ważny instrument operowania w tej właśnie sferze; jest tym, czego się nie da powiedzieć inaczej.

Jako mistrz zwięzłości słowa w prozie nadal szuka Pan jeszcze bardziej lapidarnego komunikatu...

Myślę - i tak myślą także niektórzy z moich czytelników - że w tym, co piszę w książkach, tkwi dużo elementów poetyckich, właśnie przez operowanie skrótem, metaforą, symbolem. A mimo to są pewne stany, nastroje czy pewne chwilowe doświadczenia, w moim przypadku bardzo rzadkie, które właśnie wymagają uchwycenia w takiej oto ulotnej formie. Powstają w ten sposób dwa-trzy utwory rocznie. Nie potrafię tego określić, kiedy przychodzi mi pomysł jakiegoś wiersza, dlaczego tak się dzieje, że wtedy na chwilę porzucam prozę na rzecz poezji. Nie wydaje mi się, aby moment ów był związany z porą dnia czy roku. Po prostu przychodzi pomysł i muszę go natychmiast zapisać. Jeśli tego nie zrobię - ucieka.

Obok zwięzłości mamy więc drugą cechę Pańskiej twórczości poetyckiej - ulotność...

Tak, ponieważ powstają one w danym momencie jako rezultat aury uczuciowej, chwilowego przypływu doznania, stanowią swoistą koncentrację nastroju, która zaczyna się wyrażać w formie poetyckiej, czyli tej specyficznej organizacji języka, bo tylko taka organizacja może unieść pewną treść, przekazać określony komunikat. Bo poezja to też inny sposób myślenia. Dlatego, żeby pisać wiersze, trzeba czytać poezję. Ja w ogóle czytam namiętnie, w tym bardzo dużo poezji.

Ulubieni poeci?

Nie mam jakiegoś jednego, szczególnie wyróżnionego twórcy. Bardzo lubię trójkę współczesnych włoskich autorów - Ungaretti, Quesimodo i Montale; dobry jest też Umberto Saba. Bardzo lubię niektórych poetów amerykańskich, świetni są francuscy "poeci podróży". W poezji francuskiej było sporo poetów wyrażających się w formie poetyckiego reportażu, jak na przykład Blaise Cendrars z jego wielkim poematem o podróży koleją transsyberyjską. W podobnym duchu tworzyli Amerykanie - Robert Bly, dużo tego typu wierszy jest u Walta Whitmana, u Ezry Pounda.

Wielkimi poetami byli starożytni tragicy - Ajschylos, Sofokles i Eurypides.

W Polsce mieliśmy znakomitych liryków, wśród całej plejady wspaniałych twórców dla mnie największym poetą dwudziestolecia międzywojennego był Józef Czechowicz.

Czy w takim razie także i Pan znajduje jakieś przełożenie poezji na swój reportaż?

Tak myślę, że ów nastrój, duch poezji znajduje się w opisie krajobrazów, sposobie oddania pewnej atmosfery, w zwięzłości ujęć wyglądów rzeczywistości bądź przemyśleń.

Pisał Pan i odkładał wiersze na bok...

Tak, i nawet dość sporo się ich nazbierało, aż w końcu młody poeta Jarosław Mikołajewski, który jest równocześnie świetnym italianistą i tłumaczem, zajrzał do tej mojej poezji i stwierdził, że koniecznie trzeba je wydać. Zachowałem się wówczas wobec moich wierszy jakoś biernie. Mikołajewski zabrał je i zachęcił jednego z włoskich tłumaczy, aby je przełożył. Ów niewielki tomik w dwujęzycznej wersji ukazał się nakładem wydawnictwa uniwersytetu w Udine.

Tak więc się stało, że Prawa natury - moja druga książka poetycka miała debiut we Włoszech, dopiero później wyszła w Polsce nakładem Wydawnictwa Literackiego.

We Włoszech zbiorek ten przyjęty został bardzo dobrze, otrzymałem zań wielką nagrodę poetycką; w Polsce także Prawa natury miały dobre recenzje.

Powoli składam już wiersze do trzeciego tomiku. Na razie jednak czekam na wydanie kolejnego (szóstego) tomu Lapidarium i zbioru sześciu wykładów poświęconych problematyce "innego". To jeden z ważnych współczesnych nurtów filozofii dialogu, wywodzącej się od Martina Bubera i Emmanuela Levinasa. Na zbiór pt. Ten inny składają się moje trzy wykłady wygłoszone w Instytucie Człowieka w Wiedniu; jeden na zjeździe pisarzy w Grazu, jeden na inaugurację Szkoły im. Józefa Tischnera w Krakowie oraz tekst wykładu z okazji wręczenia mi doktoratu honoris causa przez Uniwersytet Jagielloński.

Czy "inny" jest do poznania, czy tylko możemy się sami w nim przejrzeć?

Przede wszystkim myślę, że trzeba poznawać. Polacy mieli na tym polu wielkie zasługi. Mam tu na uwadze osiągnięcia i myśl antropologiczną Bronisława Malinowskiego. To on na początku XX wieku sformułował wówczas rewolucyjną ideę: nie ma kultur wyższych i niższych, są tylko kultury różne. Jego nowa funkcjonalna teza sięgała oczywistości: kultura, która nie zaspokajałaby wszystkich potrzeb jej przedstawicieli, po prostu by nie istniała. Malinowski był przekonany o potrzebie poznawania "innych", zademonstrował to osobiście, gdy rozbił swój namiot na jednej z Wysp Triobriandzkich pośrodku miejscowej ludności. Żył wśród niej kilka lat. Pokazał, że jest możliwe, choć wymaga woli i wysiłku.

Nie da się przeniknąć "innego" całkowicie, ale musimy podjąć te starania. Jest to nie tylko etyczny imperatyw, ale też obowiązek w wielokulturowym świecie.

Nie wierzy Pan w teorię "zderzenia cywilizacji"?

Nie tylko nie wierzę, ale jestem przekonany o konieczności przeciwdziałania tendencjom prowadzącym w tym kierunku. Zamykanie się w obrębie własnej kultury to znaczy zgoda na niebezpieczne pozostawianie wszystkiego własnemu biegowi. Ingerencja człowieka w ten rzekomo naturalny stan separacji, jego determinacja i przekonanie o konieczności nawiązania dialogu z "innymi" jest niesłychanie ważna. Nie przetrwamy XXI w., jeśli nie włożymy świadomego wysiłku w bliższe poznawania się. A jest to dlatego tak istotne teraz właśnie, że nigdy dotychczas nie było sytuacji, która stawiałaby nas przed takim problemem. Całkiem do niedawna poszczególne kultury, poszczególne cywilizacje żyły osobno i mogły funkcjonować we względnej izolacji. Dzisiaj przed problemem bezpośredniego styku nie ma ucieczki.

Tak doszliśmy ponownie do poezji, jako pewnej formy komunikacji. Powiem - najprostszej komunikacji, najbardziej uniwersalnej i bezpośredniej.

Ludzie lubią słuchać poezji, nawet jeśli nie rozumieją treści, lubią się wsłuchać w brzmienie obcych słów, w melodię obcego języka, rytm dźwięków. Właśnie poezja stanowi jedną z najlepszych form komunikacji międzykulturowej.

Dziękuję Panu za rozmowę.

Ryszard Kapuściński Prawa natury, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006, s. 63, cena 14 dol. plus 6.50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką. Tomik z autografem autora jest dostępny w księgarni Nowego Dziennika.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail