Przegląd Polski 12 maja 2006

Żywot Baltazara

ZOFIA SAWICKA

"Nazywam się Sławomir Mrożek, ale na skutek okoliczności, które zaszły w moim życiu cztery lata temu, moje nowe nazwisko będzie znacznie krótsze: Baltazar". Tymi zagadkowymi słowami rozpoczyna się najnowsza, długo oczekiwana książka autora Miłości na Krymie.

Baltazar - autobiografia obejmująca życie pisarza od najwcześniejszego dzieciństwa aż do momentu emigracji z Polski - nie jest jednak książką Mrożka, jakiego znamy, Mrożka, na którego tekstach wychowało się kilka pokoleń Polaków. Jak bowiem wyznaje sam autor - chociaż człowiek Sławomir Mrożek wciąż żyje, pisarz Sławomir Mrożek przestał istnieć. Jego miejsce zajął Baltazar właśnie.

Pamięć i język

15 maja 2002 roku Mrożek doznał udaru mózgu, którego następstwem była afazja - częściowa utrata zdolności posługiwania się językiem w mowie i w piśmie. Nie chodziło tylko o niemożność wyrażenia myśli - w gruzach legł cały językowy obraz świata, spójny system pojęć porządkujących rzeczywistość. Po powrocie ze szpitala Mrożek na nowo musiał uczyć się podstawowych czynności, niezbędnych w codziennym życiu.

"Moja zdolność do percepcji otaczającego mnie świata, znajomość pojęć przeciwstawnych, takich jak na przykład góra i dół, prawo i lewo, oraz zdolność do określania odległości czy czasu, uległy znacznemu ograniczeniu. (...) Jedyne, co mi pozostało, to umiejętność słuchania muzyki. Poczułem, że teraz rozumiem ją znacznie lepiej, zwłaszcza kiedy zamykam oczy".

Przełomem w terapii pisarza stało się - paradoksalnie - właśnie pisanie. Za namową logopedy, pani Beaty Mikołajko, Mrożek spisał odręcznie historię pierwszych 29 lat swojego życia. W ciągu czterech lat powstało kilka tysięcy stron notatek, z których ostatecznie wyłoniło się 250 stron autobiografii, dedykowanej wszystkim osobom dotkniętym afazją.

Przez sklejone okulary

Choroba pozbawiła go podstawowej umiejętności pisarza - zdolności do tworzenia fikcyjnych postaci i wydarzeń. Jak sam mówi, teraz może pisać już tylko prawdę. Mrożek pisał o innych, dopiero Baltazar pisze o Mrożku.

To nowość, bo jak dotąd autor Tanga w swej twórczości własną osobą raczej się nie zajmował (wyjątek stanowi Dziennik powrotu - opowieść o powrocie z Meksyku do Krakowa). W przeciwieństwie do wielu pisarzy nigdy nie uległ także pokusie twórczego przetwarzania swojej biografii, czynienia z niej materii literackiej. Jak zauważał Tadeusz Nyczek, "istnieje coś takiego jak ´świat Mrożkaª, zaludniony przez liczne, wymyślone przezeń postaci. Do poznania tego świata wiedza o jego twórcy wcale nie jest niezbędna. Mrożek zawsze słynął z maksymalnego nieafiszowania się z czymkolwiek, co osobiste".

Nagle okazuje się, że Sławomir Mrożek - wbrew pozorom - wcale nie jest pozbawionym prywatnej historii przybyszem z krainy absurdu. W Baltazarze odtwarza częściowo genealogię swojej rodziny, kreśli szczegółowe portrety bliższych i dalszych krewnych, opisuje trudną relację z ojcem (urzędnikiem pocztowym), a także silną więź emocjonalną łączącą go z przedwcześnie zmarłą na gruźlicę matką.

Opisuje lata przedwojenne spędzone w podkrakowskim Prokocimiu, w Kamieniu na Rzeszowszczyźnie, w samym Krakowie wreszcie. Stosunkowo szczęśliwe dzieciństwo, w które znienacka wdziera się wojna. Odmitologizowana, widziana z perspektywy dziecka, do pewnego stopnia "prywatna" i przede wszystkim - uciążliwa. Łączy się z nią brak własnego miejsca (rodzina Mrożków tułała się po domach licznych krewnych) i niewyobrażalna ciasnota (konieczność dzielenia jednej izby w Borzęcinie z "sześcioma osobami dorosłymi i pięciorgiem dzieci w wieku od jednego do czterech lat").

Ratunkiem była ucieczka w świat książek, czytanych przy lampie naftowej i karbidówce. Swą namiętność do lektury młody Mrożek przypłacił okresową ślepotą, po wyjściu z niej otrzymał pierwsze w życiu okulary. "Ja rosłem bez przerwy, a okulary pozostawały bez zmian na moją pierwotną dziecięcą miarę. Potem pękły i skleiłem je hansaplastrem (...). Zmieniłem okulary na właściwe dopiero po wojnie, kiedy miałem dwadzieścia jeden lat i zaczęło mi się lepiej powodzić".

Stary Kraków, Nowa Huta

Na prywatną, osobistą historię Mrożka i jego bliskich nakłada się w Baltazarze historia powszechna. "W maju dostałem zapalenia ucha środkowego, potem moja siostra wbiła sobie w oko nożyczki, a długo oczekiwane lądowanie wojsk sprzymierzonych w Normandii nastąpiło dopiero szóstego czerwca 1944 roku".

W opisie lat powojennych poszukiwanie własnego miejsca w nowej rzeczywistości czasów stalinowskich splata się u Mrożka z poszukiwaniem miejsca w dorosłości. Opisuje problemy z wyborem kierunku studiów, stopniowe rozluźnienie więzi z rodziną, pierwsze samodzielne mieszkanie, początki pracy w Dzienniku Polskim i debiut literacki. Kontakty z barwnymi postaciami ówczesnej krakowskiej bohemy - Leszkiem Herdegenem, Tadeuszem Brzozowskim, Stefanem Kisielewskim, Władysławem Machejkiem czy Wisławą Szymborską. Ale i przyjaźń z jej pierwszym mężem, Adamem Włodkiem, jedynym znanym Mrożkowi "wierzącym" komunistą, który serdecznie namawiał go do poparcia nowego ustroju i zachęcił do napisania reportażu z Nowej Huty.

Swoją przelotną fascynację komunizmem Mrożek przedstawia z autoironicznym dystansem - "zdradzony przez kobietę, postanowiłem poświęcić się dla partii i zginąć, najchętniej z rąk reakcji". Romans z nowym ustrojem nie potrwał długo. Poczucie absurdu własnej sytuacji dopadło Mrożka podczas Światowego Festiwalu Młodzieży w Warszawie w 1955 roku, kiedy to - wraz z innymi Polakami - zmuszony był tańczyć w kółeczko i śpiewać Szła dzieweczka do laseczka. "Wrażenie, że ktoś robi ze mnie durnia, było tak silne, że ogarnięty furią, usiłowałem dowiedzieć się, kto to jest, żeby go zabić".

Tamten człowiek nie istnieje

Stosunkowo niewiele miejsca poświęca tu Mrożek własnej twórczości. Jest wprawdzie opis debiutu literackiego i upojenia pierwszym sukcesem dramatopisarskim - warszawską premierą Policji ("każdemu neurotykowi, który stale trapi się własnym losem, polecam napisanie sztuki i wystawienie jej w teatrze"). Ale siebie-pisarza autor traktuje jednak marginalnie. Być może dlatego, że nie to jest teraz dla niego najważniejsze. "Zmieniając nazwisko i podpisując się ´Baltazarª, przyznaję się otwarcie do niedoskonałości. Odtąd nie można mnie ani chwalić, ani ganić za nic, co napisałem przed afazją, ponieważ tamten człowiek nie istnieje".

Kto więc istnieje? Przede wszystkim na to pytanie Mrożek usiłuje w autobiografii odpowiedzieć. Jak pisze we wstępie do książki Antoni Libera, "ludzie dotknięci afazją, a także pokrewnymi przypadłościami, takimi jak amnezja czy syndrom Alzheimera, zdają się stanowić (...) zaledwie wyostrzony przypadek... normalnego ludzkiego losu. Chodzi o to, że człowiek, z natury rzeczy przeobrażając się w czasie, traci, i to nie raz, samego siebie; wielokrotnie przestaje być tak zwanym sobą". Mrożek w Baltazarze podejmuje więc próbę odzyskania własnej tożsamości - nie tyle poprzez sztukę, ile przez powtórne umieszczenie siebie w świecie, umieszczenie za pomocą słów.

Jest to książka napisana przez człowieka wychodzącego z choroby. Co nie znaczy, że mamy wobec niej stosować taryfę ulgową. Zresztą - nie ma takiej potrzeby. To znakomita lektura i już doceniona przez czytelników - w maju trafiła w Polsce na pierwsze miejsce listy bestsellerów.

Sławomir Mrożek, Baltazar. Autobiografia, Noir sur Blanc, Warszawa 2006, s. 250, cena 20 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail