Przegląd Polski 19 maja 2006
- Mój bohater wybiera między dobrem a złem. Z Feliksem Falkiem rozmawia Aleksandra Słabisz
- Profesor Julian Krzyżanowski. W 30. rocznicę śmierci - Magdalena Bajerk
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Humanista bez granic
Julian
Krzyżanowski, jeden z ostatnich panhumanistów, o którym -
choć był wybitnym przedstawicielem szeregu specjalności -
nie mówiło się: specjalista, ale: znawca; żył w latach 1892-1976.
Dziś, 19 maja, mija trzydziesta rocznica śmierci Profesora.
Bardzo zmieniła się humanistyka przez ten czas. Przede wszystkim rozdzieliły się na odrębne nauki wszystkie te dziedziny, które uprawiał, pod których nowoczesny rozwój kładł fundamenty - filologia, folklorystyka, komparatystyka literacka, paremiologia (nauka o przysłowiach - tej był w Polsce pionierem), leksykografia, edytorstwo naukowe.
W prawie każdym inteligenckim domu, niekoniecznie zamieszkanym przez zawodowych humanistów, stoją na półce książki Juliana Krzyżanowskiego: Mądrej głowie dość dwie słowie, dwutomowa antologia przysłów i Dzieje literatury polskiej od początków do czasów najnowszych. Te dwie najczęściej. W epoce, kiedy wielu ludzi, jak to zaobserwował dyrektor Ossolineum dr Adolf Juzwenko, więcej pisze, niż czyta, potrzebne są do częstego użytku - sprawdzenia daty, tytułu, nazwiska, tekstu cytowanego porzekadła. W takiej potrzebie sama sięgam "do Krzyżanowskiego" z absolutnym zaufaniem, że to źródło najpewniejsze, przy tym niezwykle bogate. I zawsze wtedy doznaję zawstydzenia, gdyż jako polonistka czuję się, choć w części, spadkobierczynią i dzieła, i przede wszystkim nauk wielkiego uczonego, a tak daleko zostaję w tyle z moją humanistyczną eksperiencją.
Rozległość zainteresowań i ogarnianych intelektem horyzontów, jaka była mu właściwa, zastępuje dzisiaj współpraca specjalistów. Żeby była owocna, trzeba sięgać do dorobku tych wielkich, którzy tworzyli syntezy, ukazując najistotniejsze związki odległych niekiedy zjawisk, rozpoznając to, co decyduje o rozwoju ludzkiej kultury.
Gleba
Urodził się w Stojańcach pod Lwowem, w rodzinie urzędniczej, ojciec pracował w austriackiej kasie Reiffeisena, banku znów obecnym w III Rzeczypospolitej. Kiedy stał się już w kręgu rodzinnym i akademickim postacią wielką, profesor Krzyżanowski wyrysował drzewo genealogiczne, a znalazł pierwszych swoich przodków w początkach XVII wieku.
Jego najmłodszy syn, imiennik, opowiadał mi, że ojciec szczególnie ciepłą pamięcią darzył swego stryja (pierwszy Julian w rodzie, potem to imię się powtarza), proboszcza z wioski pod Łańcutem, człowieka wykształconego i bardzo światłego, który łożył na edukację bratanka - gimnazjalną w Rzeszowie oraz Sanoku, a później polonistyczną na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Julian Krzyżanowski rozpoczął studia w roku 1911, za mistrzów mając m.in. Ignacego Chrzanowskiego i Stanisława Windakiewicza, których książki dziś jeszcze należą do kanonu lektur polonistów wstępujących na drogę naukową.
Jako student, w roku 1913 zadebiutował w Pamiętniku Literackim i szybko stał się recenzentem naukowym tego głównego czasopisma polonistycznego. Rok później opublikował w Bibliotece Warszawskiej rozprawę pt. Wpływ Tassa na twórczość Słowackiego, wykazując celne intuicje porównawcze, które miały się w dalszej pracy badawczej wspaniale rozwinąć.
Kończyć studia przyszło mu po kilkuletniej przerwie przeżytej na Syberii, gdzie go, jako obywatela austriackiego, internowano podczas I wojny światowej. Po powrocie był nauczycielem i dyrektorem gimnazjum w Lublinie oraz wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w latach 1925-26. Epizod ten warto zapamiętać jako typowy dla biografii tamtego pokolenia późniejszych profesorów uniwersyteckich, którzy doświadczenia dydaktyczne bardzo często zdobywali w szkołach rozmaitego szczebla, przynosząc tym wielką i trwałą korzyść uczniom.
W roku 1926 Julian Krzyżanowski habilitował się na UJ, a przez następne trzy lata wykładał w londyńskiej School of Slavonic and East European Studies literaturę polską, po czym, również trzy lata, był profesorem literatur słowiańskich na uniwersytecie w Rydze. Istniało wtedy na zagranicznych uniwersytetach, także zachodnich, zainteresowanie dorobkiem literackim kraju, który powrócił na mapę Europy po z górą stuleciu, a w ciągu tego stulecia niewoli był obecny w głównych sporach ideowych i estetycznych wielką poezją romantyczną. Julian Krzyżanowski umiał przedstawić ten dorobek cudzoziemcom - bez kompleksów, z wnikliwą, wszechstronną interpretacją.
W roku 1934 objął Katedrę Literatury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim i kierował nią do r. 1962, do przejścia na emeryturę. Formalnie z przerwą wojenną, kiedy to profesor zaangażował się mocno w tajne nauczanie uniwersyteckie i ratowanie dóbr kultury.
Obrona
Przed opisaniem powojennych rozdziałów biografii Juliana Krzyżanowskiego trzeba przypomnieć cechy jego charakteru i rodzaj osobowości, bowiem one to przesądziły, jak myślę, o tych zasługach wielkiego humanisty, które nie są spisane w książkach i prezentowane poprzez dorobek uczniów.
Właściwa mu była zawsze wielka aktywność tam, gdzie toczyły się debaty i trwały wysiłki nad tym, aby życie umysłowe było autentyczne, tj. aby inteligenci, szczególnie zaś uczeni, wymieniali między sobą myśli o rzeczach najważniejszych, ustalali kryteria ocen i kanony wartości intelektualnych, jakie warto upowszechniać w społeczeństwie. Działał w Towarzystwie Naukowym Warszawskim od roku 1934. W latach ostatnich, zanim komunistyczne władze drastycznie ograniczyły swobody organizacji samorządnych, a TNW zaczęło wieść żywot utajony (choć nie konspiracyjny), tj. w latach 1945-49, profesor był sekretarzem generalnym. W roku 1933 został członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, później, jak wielu uczonych z jej grona, członkiem powołanej na gruzach właśnie TNW i PAU, jako instytucja państwowa, Polskiej Akademii Nauk. Przewodniczył Komitetowi Nauk o Literaturze PAN. Wiele lat prezesował Towarzystwu Literackiemu im. Adama Mickiewicza. Po wojnie redagował kwartalnik Nauka i Sztuka, Pamiętnik Literacki, przewodniczył komitetowi redakcyjnemu Literatury Ludowej. Wszystkie te absorbujące zajęcia, wykonywane obok własnych, oryginalnych badań - na nowych polach, jakie się otwierały w obrębie rozlegle traktowanej humanistyki, służyły w okresie PRL obronie podstawowych standardów naukowych przed presją ideologiczną obowiązującego, zwłaszcza w latach stalinowskich, marksizmu. Bez gromkich deklaracji i heroicznych gestów Julian Krzyżanowski inicjował i patronował rozwijaniu dobrego warsztatu, podejmowaniu tematów, jakie zaprzątały światowe literaturoznawstwo, kulturoznawstwo, edytorstwo. Wokół głównych zagadnień badawczych skupiał zespoły młodych, które dały początek niejednej szkole naukowej.
Nie był filologiem polskim, jak to dzisiaj zapisują w dyplomach absolwentom polonistyki, ale pokolenia filologów uważają go za swego mistrza. Pozostawił około 1500 prac z tych dziedzin, które wymieniłam na początku - wiele fundamentalnych. Do takich należą przede wszystkim studia folklorystyczne. Julian Krzyżanowski włączył polską bajkę i baśń ludową w światowy zasób tych gatunków literackich dwutomowym kompendium Polska bajka ludowa w układzie systematycznym.
Monografie, rozprawy, artykuły, szkice o twórcach i dziełach wielu epok pokazują niezwykle rozległe pole zainteresowań i nieomylne intuicje badawcze pozwalające rozpoznać mechanizmy przemian, następstwo stylów i epok w różnych dziedzinach kultury oraz ich wzajemne zależności.
Osobnej uwagi wymaga przewodnik encyklopedyczny Literatura polska, którego profesor nie zdążył sam ukończyć (zrobił to dziś już nieżyjący, prof. Czesław Hernas z Uniwersytetu Wrocławskiego), kilkakrotnie dotąd wydawany. Podtytuł skromny (Przewodnik), muszę więc dopowiedzieć, że jest to pierwsza polska encyklopedia literacka skomponowana wedle najlepszych wzorów i reguł sztuki. Znajdując tam hasła dotyczące miast uniwersyteckich, dużych bibliotek, szkół literackich, pojęć, motywów, prądów, obok autorów i dzieł, a także badaczy, krytyków, tłumaczy, wydawców, możemy poznawać wszystkie przejawy tego, co zwykliśmy nazywać życiem literackim.
***
Pisząc to skąpe z konieczności przypomnienie sylwetki Profesora zaglądałam raz po raz do jego encyklopedii, nie tylko żeby sprawdzić chronologię, ale i by upewnić się w mniemaniach czy wnioskach. Niech to będzie skromnym epitafium. Nieraz narzekamy na to, że dzisiejsi adepci nie mają takich jak dawniej mistrzów. W rocznicę śmierci jednego z tych wielkich warto się zastanowić, czy jednak nie powinniśmy i czyż nie możemy choć trochę starać się go naśladować. W ciekawości świata, w pracowitości, w poczuciu, że w sprawy ważne trzeba się angażować mocno. Dotyczy to nie tylko humanistów.
komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail
