Przegląd Polski 5 stycznia 2007
- Koleje pracowitego życia - Z profesorem Jerzym Krzyżanowskim rozmawia Czesław Karkowski (cz. I)
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Na tym west padole...
Źle ze mną. Już w drugiej minucie nowego roku złapałem się na tłumaczeniu sobie z angielskiego na nasze słowa resolution. Wśród wielu noworocznych postanowień, z których wypełnię zapewne co dziesiąte, jest i takie, że nie będę pisał za dużo o Polsce, bo za mało już się w niej wyznaję. Niech o Polsce piszą skazani na obszar między Bugiem a prawdą, przepraszam - Odrą. Mnie przypadło w udziale terytorium pomiędzy Atlantykiem i Pacyfikiem, więc warto się z nim wreszcie dokładniej zapoznać. Wszyscy wiemy, że nie zawsze wyjazd w świat jest równoznaczny z jego poznawaniem. Spotkałem nawet szczęśliwych cyganów, którzy cyganili, aż im się z czapek kurzyło, że zwiedzili całą Amerykę, od Alaski po Argentynę, wszędzie byli i wszystko widzieli. Tymczasem ich poczciwe żony narzekają, że poza pracą, domem i kościołem nie widziały sąsiedniej dzielnicy...
W czasach powszechnego koczownictwa, które stało się formą życia, bywanie w świecie nie jest niczym nadzwyczajnym. Ludzie migrują jak mikroby po globie zainfekowanym wirusem tułaczki. Namioty w obozach dla uchodźców pękają w szwach, przez coraz bardziej odrutowane i pilniej strzeżone granice każdej nocy przedzierają się tysiące zbiegów z więzień nędzy i opresji, a u nas, na tym west padole też trwa nieustająca ucieczka: od życia prawdziwego do życia udawanego, rzadziej - udanego. Widać je najlepiej w jedynym oknie, przez jakie miliony oglądają świat - w telewizorze. Trwa w nim i się nasila codzienny festiwal ogłupiania, zatruwania mózgów bezduszną papką, wrzaskiem i zgiełkiem bezczucia i bezmyślenia. Mądrzejsi włączają telewizor tylko na "njuski" i prognozę pogody, najmądrzejsi wrzucają czarną skrzynkę w czarną dziurę za oknem, sprawdziwszy uprzednio, czy pod domem nie stoi już jakaś ekipa telewizyjna, zawsze gotowa nakarmić niewolników ekranów nową sensacją w stylu: przechodzień zabity przez telewizor...
Ja tu sobie żarty stroję w fikuśne słówka i przysłówki, a spustoszenia dokonywane przez telewizyjnych mediotów są w istocie zbrodnią doskonałą, gdyż ludność telewizyjna, zwana w Ameryce niesłusznie leniwcami, czyli kanapowymi kartoflami (couch potatoes) dokonuje sama na sobie, na własne życzenie i za pomocą własnego pistoletu-pilota, eutanazji wrażliwości i współczucia. A to wymaga ciężkiej pracy kciuka, więc lenistwem nazwane być nie może. To samo jest w gazetach, i tylko mogę się dziwić, dlaczego reszta tych stron nie jest wypełniana prześmiewczymi felietonami. Przecież, jeśli wierzyć telewizji, świat to nieustający festyn, to zabawa, chwilami okrutna, gdyż okrucieństwo też zaprzęgnięto do cyrkowego wozu ruchomych obrazów. Najlepszym tego dowodem transmisja z egzekucji Saddama Husajna. Zaraza przywędrowała do Ameryki Północnej z Południowej oraz z Chin Ludowych, gdzie pokazują w telewizji publiczne rozstrzeliwanie na stadionach przeciwników politycznych z domieszką złodziejaszków dla okrasy. Gawiedź pędzi (lub jest pędzona) na te krwawe igrzyska niczym motłoch rzymski na walki gladiatorów.
Victoriano Gomez przed kamerami TV - krótki reportaż Ryszarda Kapuścińskiego sprzed trzech dekad - stał się medialną rzeczywistością naszych czasów. Oto pierwszy akapit: "Partyzant Victoriano Gomez zginął 8 lutego w Salwadorze, w małym miasteczku San Miguel. Rozstrzelali go w słoneczne popołudnie na stadionie. Od rana ludzie zajmowali miejsca na trybunach. Potem przyjechały wozy telewizyjne i radiowe. Operatorzy rozstawili kamery. Na zielonej murawie, koło bramki, stała grupa fotoreporterów. Wszystko wyglądało tak, jakby za chwilę miał odbyć się mecz". Powód obu transmisji?: "Rząd postanowił tę śmierć dobrze sprzedać. Władzą kierowały pobudki dydaktyczne". Nic dodać, nic ująć. Może tylko komentarz tajemniczej postaci, ukrytej za inicjałami A.B. w Lapidarium II: "Boję się świata bez wartości, bez wrażliwości, bez myślenia. Świata, w którym wszystko jest możliwe. Ponieważ wówczas najbardziej możliwe staje się zło".
Wertując tę samą książkę znalazłem cytat, komentujący dzisiejszy temat w sposób, jakiemu trudno się oprzeć - i nie przytoczyć. Pisze Kapuściński: "Ron Weschler przypomniał mi uwagę, jaką zrobił dawny redaktor naczelny The New Yorker - Mr. Shawn. Telewizja, powiedział on, zniszczy poważną literaturę i poważne dziennikarstwo w ten sposób, że przesuwając codziennie w gorączkowym tempie przed oczyma odbiorców tysiące obrazków i wtłaczając im jednocześnie do głowy tysiące informacji, oducza zdolności skupienia uwagi na czymś jednym przez dłuższą chwilę. Tekst będzie więc musiał być krótki jak migawka, jak błysk, jak strzał, a przez to najczęściej powierzchowny i nawet - byle jaki".
Do swoich noworocznych postanowień dodaję więc i takie: będę pisał krótko i powierzchownie, przesuwając przed oczyma czytelników tysiące informacji, tak aby "Żabki" przystosować do szybkiego czytania w ich naturalnym środowisku, czyli pod prysznicem - lub przed telewizorem, co na jedno wychodzi...
