Przegląd Polski 19 stycznia 2007

Żabką przez Atlantyk

Między Bogiem a Bugiem...

Marek Kusiba

Nareszcie spadło trochę śniegu, przynajmniej w Toronto. Zima Andrzeja Stasiuka przestaje być powieścią historyczną, za to chłód wzajemnych relacji wywodzi się jak najbardziej z historii. Marcin Król stwierdził kiedyś, że nowa epoka lodowcowa rozpoczęła się 11 września 2001 r., gdy zachodni liberalizm określił wroga, z którym rozpoczął wojnę, zamiast uznać terrorystów za zbrodniarzy i ścigać ich jak zbrodniarzy. Dziś już za późno na naprawienie błędu, bo toczy się najdziwniejsza z wojen, zwana coraz częściej III wojną światową. W tej wojnie trudno przewidzieć nie tylko ruchy przeciwnika, ale i własne, przyszłość jest mglista i mało atrakcyjna, jak świat za oknem. A śniegiem cieszy się dzieciarnia, bo zamknięto szkoły i można wreszcie do woli pograć w wojenne gry komputerowe. W moich czasach dzieciarnia szalała na śniegu, teraz za oknem szaleją tylko pługi. Za oceanem szaleją z kolei lustranci, czyli ministranci od lustracji, świecąc liberalnemu Bogu świeczkę i konserwatywnemu diabłu ogarek.

"Przebaczamy i prosimy o przebaczenie" - zdają się mówić, tym razem do własnego narodu, polscy biskupi, ale odpowiada im tylko zajadły jazgot orędowników deubekizacji i zawstydzone głosy łże-elit, których od dawna nikt już, jak kabaretu Łżelita, nie bierze poważnie. Nie ma już miejsca na przebaczenie i nadstawianie drugiego policzka. Przyszły czasy nadstawiania tyłka do bicia. Cudzego, oczywiście. Słychać tylko wrzask i lament, nic pośrodku. Tadeusz Mazowiecki ubolewa w zachodniej gazecie, że Polacy nie potrafią wybaczać, zwłaszcza współbraciom. Obcym wybaczają z łatwością, z dziecinną naiwnością - nawet największe zdrady, że o Jałcie nie wspomnę. Swoim nie wybaczą najmniejszego błędu, a im bliźni wyżej w społecznej hierarchii, tym apetyt większy, by go stamtąd ściągnąć i zrównać. Z ziemią. Nikt nie policzy ofiar tego spóźnionego wyrównywania rachunku krzywd. Lustracyjna grypa szaleje w Naprawie, ale czy to naprawia cokolwiek? W ostatnich latach wyjechało z Polski ze dwa miliony młodych, wykształconych obywateli. Może z czasem wrócą, odgruzować pobojowisko szlachetnych idei, albo zafundują sobie nową wojenkę na teczki.

Niech mnie nikt nie posądza, że jestem przeciwny dekomunizacji. Ta myśl "pikna jest" - jak by "pedział" kontent z zimy baca z "Zakopcanego" - ale spóźniona o lat przynajmniej 15. W ojczyźnie Norwida, gdzie każdy czyn powstaje za wcześnie, a każda książka za późno, naraz wszystko stanęło na głowie: najpierw powstały książki, czyli teczki, a teraz idą za nimi czyny. W Kościele wielkie zamieszanie, pomieszane ze zmieszaniem, zagubieniem i lękiem równym temu, jakie by zapanowało, gdyby nagle zniesiono celibat. Tymczasem ci sami, co do niedawna uważali Kościół za ostoję narodowych wartości, teraz rachują mu kości... W Polsce znów doszło do zderzenia cywilizacji chrześcijańskiej z bizantyjską, by nie rzec - barbarzyńską. Cywilizacji Boga z tą zza Buga... Spuszczono ze smyczy najgorsze instynkty, nie ma już żadnych tabu, kala się świętości, jeszcze patrzeć, a zaczną zrzucać z pomników własnych świętych. Katolickich, nie świeckich, tych już dawno strącono i stracono wyrokami sądów gazetowych.

W kraju, który wydał Papieża, nie odpuszczają już nawet i jemu. Czytam w Rzeczpospolitej komentarz Rafała Ziemkiewicza i włosy mi odrastają na głowie: "Odpowiedzialny za III Rzeczpospolitą jest sam Jan Paweł II - krzyknęli zgodnym chórem. (...) Bodaj najbardziej gniewną tyradę wygłasza w tej sprawie Jerzy Pilch na marginesie rozwlekłych utyskiwań, że trudno mu odwinąć płytę CD z folii (rozumiem jego problem - mnie też się czasem ręce trzęsą, a kudy mi tam do mistrza): ´Dobrze, że Jan Paweł II umarł, bo gdyby żył i widział, co się teraz dzieje w Polsce, mógłby go szlag trafićß - grzmi Pilch. Inni na różne sposoby obracają koncept, że ´wściekli lustratorzyß na pewno niedługo wezmą się i za Wojtyłę"...

Boże, przebacz nam nasze winy, bo nie wiemy, co czynimy. Ponad dekadę temu Samuel Huntington przestrzegał, że już niedługo "zderzenie cywilizacji" zapanuje nad naszym myśleniem o polityce, kulturze, obyczajach, poszczególnych narodach, ba - sąsiadach zza płotu. Jak Kargul tłukł Pawlakowi (albo na odwrót) garnki wiszące na płocie, nie było zderzenia cywilizacji, bo odbywało się to w ramach obowiązującej normy społecznej, jaką w Polsce była, jest i chyba już zawsze pozostanie bezinteresowna sąsiedzka nienawiść. Jeśli by jednak oni obaj wzięli się do wyrywania sztachet z księżowego płotu, byłoby to zderzenie cywilizacji chrześcijańskiej z barbarzyńską jak się patrzy.

Gdy Owen Harris, były naczelny National Interest, pisał, że "Zachód istnieje tylko wtedy, kiedy jest zagrożony", nie miał na myśli Polski. A przecież Polska też istnieje tylko wtedy, gdy jest zagrożona. A jak brakuje wroga zewnętrznego, szuka się wewnętrznego. No i wtedy radość panuje nad Wisłą, bo to oznacza przynależność do zachodniego świata liberalnej teorii i stylu życia...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail