Przegląd Polski 26 stycznia 2007
- Nie stawiam światu horoskopów - Z Julią Hartwig rozmawia Izabela J. Bożek
- Rytmy Nowego Jorku - Grażyna Drabik
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Bladaczka blednie...
Z braku innych, nie cierpiących zwłok - proszę tych "zwłok" nie poprawiać, choć Gombrowicz pisał w Ferdydurke: "Cała klasa, jak jeden mąż objawiła nie cierpiącą zwłoki konieczność udania się do ubikacji" - a więc z braku ważniejszych problemów do rozwiązania w kraju szerokich arterii i równych chodników, premier Jarosław Kaczyński wymyślił dekomunizację nazw ulic i placów. Strzał w dziesiątkę, pomysł przewyższający swą pomysłową pomysłowością nie tylko pomysły Gałkiewicza, Pylaszczkiewicza i Miętalskiego z klasy profesora Bladaczki, ale nawet pomysły Bladaczki Peerelu, Piotra Jaroszewicza, też premiera. Ten Bladaczka smaży się w piekle, ale aż blednie ze wstydu, bo jedynie zdobył się spolszczenie nazw kilkuset wiosek w Bieszczadach, a obecny premier ma ambitne plany zmian wszystkich wrażo brzmiących nazw od Tatr po Bałtyk, od Bugu po Odrę i Nysę, też jakoś z obca brzmiącą, bo Łużycką.
Jaroszewicz ze swoją derusyfikacją nazw "się nie umywa" do Kaczyńskiego, jak mówią na Podkarpaciu. Przy Jarosławie Jaroszewicz wysiada. Tamten premier zastał Małopolskę jako tako ponazywaną, a zostawił fatalnie pozmienianą (choć potem przywrócono historyczne nazwy). Ten zastał Polskę fatalnie oznakowaną, a zostawić chce sprawiedliwie otabliczkowaną. I za to mu chwała, a raczej Boguchwała, bo jest taka miejscowość niedaleko Jarosławia, choć wypada zaznaczyć, że miastu Jarosław nadano nazwę na długo przed przyjściem Jarosława K. do władzy. W obu miasteczkach - Boguchwale i Jarosławiu - są jeszcze nazwy ulic, które aż wołają ze skrzyżowań: wymieńcie mnie! Tylko nie tak, jak Jaroszewicz 30 lat temu wymieniał tu nazwy wiosek.
Na cześć zarządcy Arłamowa, Kazimierza Doskoczyńskiego, nazwał osadę Muczne - Kazimierzowem, każąc wojsku wysiedlić wcześniej jej mieszkańców. Uherce nakazał przechrzcić na Nową Wieś, Horodek na Gródek, Dwerniczek na Jodłówkę, Dwernik na Przełom, Kulaszne na Międzygórze, a Kobylnicę Wołoską na Kopytków Górny - zamiast wszystkie te miejscowości nazwać po prostu Piotrowem: Piotrowo 1, Piotrowo 2, itd. Piękny Gorajec zastąpiono pospolitą Dąbrową, dobrze, że nie Górniczą. Dąbrówka Ruska, pozbawiona "Ruska", została samotną Dąbrówką. Lachową osłodzono Miodową. Hnatkowice zastąpiono Ignacowem, choć biblijne Piotrowo byłoby o niebo lepsze.
Ja tu nie sugeruję, by każdą komuszą ulicę zaraz zmieniać na Jarosławską, są też inne imiona, od Lecha, Czecha (ale bez Rusa) poczynając, a ile nazwisk godnych uwiecznienia? Kiedyś mieszkałem w miasteczku na Podkarpaciu przy ulicy najpierw Korczyńskiej, potem Świerczewskiego, a na koniec Niepodległości. Moja ulica zmieniała nazwisko jak przestępca albo notoryczna mężatka. Babka Cecylia urodziła się w Stanisławowie i sączyła w umysły wnuków nienawiść do sowieciarzy za zbrukanie jej miasta nazwą Iwano-Frankowsk. Ale oni już tak mieli, co zabrali, to zniszczyli. Tymczasem w Kanadzie prawie całkowicie wytępiono Indian, ale aż roi się od indiańskich nazw. Mieszkam w suburbii o nazwie Mississauga, która pochodzi od nazwy plemienia Mississauga. Toronto w języku Huronów oznacza "miejsce spotkań". Nazwa tego kraju pochodzi z języka Indian Iroquois, "kanata" oznacza wioskę, osadę. Gdyby w Kanadzie zarządzono deindianizację nazw miejscowości i ulic, należałoby na nowo wymyślić cały kraj.
Dekomunizacja nazw ulic w Polsce to jednak pomysł genialny, dający zatrudnienie tysiącom urzędników i zajęcie tysiącom obywateli, nurzających się w leniwym dobrobycie. Wymiana tabliczek pociągnie za sobą wymianę dowodów osobistych, pieczątek, dokumentów z adresami, szyldów z nazwami firm, billboardów z reklamami, słowem - rozkręci gospodarkę, ożywi urzędy, ale i nabawi kompleksów posiadaczy zagranicznego adresu, który sam się zmienić nie chce, dlatego tak często się tu przeprowadzamy pod inny. A w Polsce zmieniają ci adres bez konieczności przeprowadzki - to kolejny powód, aby uznać pomysł premiera za genialny.
Nie zachwyca on jednak internetowych forumowiczów, którzy najwyraźniej nie czytali Ferdydurke. Zamieszczają złośliwe komentarze: "Znając braci, to jeszcze wymyślą, aby ambasada Rosji była na Katyńskiej, Izraela na Palestyńskiej, Niemiec na Oświęcimskiej" itd. Ja im na to mogę odpowiedzieć przytoczeniem słynnej rozmowy Bladaczki z Gałkiewiczem na temat poezji Słowackiego: "Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca. - A mnie nie zachwyca. - To prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać Gałkiewicz nie jest inteligentny. Innych zachwyca. - Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. (...) - Gałkiewicz, ja mam żonę i dziecko!".
Premier Kaczyński nie ma jeszcze żony i dziecka, ma za to na głowie ojczyznę i jej dekomunizację, przynajmniej tabliczkową, i to nas prawdziwie zachwyca. A co do zmian - mam od siebie jedną propozycję: aby ulicę Kaczki Dziwaczki w Dziekanowie Leśnym pod Warszawą nakazał zmienić na Kaczki Bladaczki. Gałkiewicz będzie syty i kaczka nie całkiem zdziwaczała...
