Przegląd Polski 23 lutego 2007

RYTMY NOWEGO JORKU

Jedenastu ludzi wysoko nad ulicą...

GRAŻYNA DRABIK

Świnka na kusych nóżkach wprowadziła 18 lutego nowy księżycowy rok. Pękata, niezgrabna jest jednak podobno "sympatyczna, lojalna, pogodna i przyjaźnie do świata nastawiona", zwłaszcza dla ludzi urodzonych w 1935, 1947, 1959, 1971 i 1983 r. Roztańczyły się więc magiczne smoki, by powitać Rok Świni. Ruchliwe małpy zbierały datki po sklepach. Szkoły mistrzów wschodnich walk w czerwono-złotych kostiumach defilowały ciasnymi uliczkami Chinatown przy dźwiękach bębnów i fajerwerków odstraszających złe duchy.

A więc i my zacznijmy od tańca, od klasyki. Sezon New York City Ballet był wyjątkowo bogaty, jakby zespół chciał dać nie tylko pełny przegląd repertuaru, lecz każdemu z solistów pozwolić zabłysnąć w kilku partiach. Być może niezbyt fortunnie wybrałam wieczór. Może wszyscy byliśmy w środku tygodnia po prostu trochę zmęczeni.

Przyciągnął moją uwagę repertuar poświęcony układom tanecznym mistrza Balanchine'a do muzyki Strawińskiego. Tańce Agon, Monumentum pro Gesualdo, Movements for Piano and Orchestra, Duo Concertant oraz Symphony in Three Movements nadal pięknie przyświadczają tej słynnej i owocnej współpracy dwóch wielkich artystów. Lecz wieczór otaczała jakby mgiełka nudy. Nie było żadnego uchybienia w wykonaniu. Ale nie było też porywających wzlotów. Miało się wrażenie, że tancerze solidnie pracują. I tyle.

("Stravinsky and Balanchine: An Eternal Partnership", 25 stycznia. Przedstawienia New City Ballet do 25 lutego w The New York State Theater, Lincoln Center).

Jakby w dobitnym kontrapunkcie, Hamburg Ballet przyjechał do Brooklyn Academy of Music z krótką, pierwszą od ponad dwudziestu lat wizytą. Przyjechał, zabłysnął i zniknął, pozostawiając powiew tęsknoty za światłem, jakie wydawało się otaczać tancerzy.

John Neumeier, choreograf z Milwaukee, Wisconsin, zamieszkał w Europie i od trzydziestu lat prowadzi ten wybitny zespół baletowy. Nie olśniewa rewelacyjnymi propozycjami. Nie jest śmiałym innowatorem czy burzycielem burżuazyjnych przyjemności. Wprowadza elementy mocno teatralne do swych układów, nie zawsze unikając banalnych rozwiązań. Jego adaptacja noweli Thomasa Manna Śmierć w Wenecji skłania się ku dosłowności, nie stroniąc od melodramatu. Balet zbliża się tu do sztuki operowej, bezwstydnej w swych szerokich gestach.

I jak w operze, wszystko nabiera wznioślejszego wymiaru dzięki uderzająco pięknej oprawie, tu przygotowanej przez Petera Schmidta, i dzięki olśniewającemu wykonaniu przez tancerzy z całego świata. Czytając notki biograficzne widać wyraźnie, że Neumeier stworzył w Hamburgu ośrodek, gdzie zbiegają się ścieżki tancerzy poświęcających kawał życia anachronicznej już dzisiaj sztuce baletu.

Scena jaśniała od popisów: dramatyczny Lloyd Riggins z Nowego Jorku w trudnej roli Gustava von Aschenbacha (z pisarza przemieniony w choreografa, który zmaga się ze swymi demonami); błyskotliwa iskierka Silvia Azzoni z Turynu i świetnie partnerujący jej Alexandre Riabko z Kijowa; pełna niebezpiecznej gracji HélŹne Bouchet z Cannes; elegancki Ivan Urban z Białorusi; Otto Bubenicek - Czech urodzony w Polsce, Thiago Bordin z São Paulo, Amilcar Moret Gonzalez z Hawany... Zgrabny jak Apollo Edvin Revazov wyważył rolę Tadzia między niewinnością i pokuszeniem: chłopiec, który jeszcze nie zna smaku zakazanego owocu, lecz już przeczuwa jego słodki sok. Za ich kunszt, za rozmach, z jakim Neumeier podchodzi do swych zadań, za elegancką grę na pianinie Elizabeth Cooper - należy się im podziękowanie. Co niniejszym z przyjemnością czynię.

(Death in Venice, Hamburg Ballet, 7 lutego, BAM).

Oczekuję teraz przyjazdu z Frankfurtu, 28 lutego, zespołu Williama Forsythe'a, innego amerykańskiego artysty, bardziej buntowniczego ducha, który także dom sobie stworzył w niemieckim mieście.

***

Dwóch fińskich muzyków wprowadziło niespodzianie gorącą nutę do zimowej atmosfery Nowego Jorku. Esa-Pekka Salonen poprowadził Filharmonię Nowojorską, prezentując premierę swego Koncertu fortepianowego. Rewelacyjne było tu poczucie absolutnej nowości w harmonii z pięknem. Oryginalna muzyka otwierała się przed nami podniecająco odmienna, a jednocześnie przyjaźnie dostępna, jakby zapraszająca do swych bogatych, różnorodnych przestrzeni.

Dodatkową atrakcją koncertu, który odbył się w ramach serii muzyki współczesnej "Hear & Now", było spotkanie z kompozytorem i solistą Yefimem Bronfmanem. Steven Stucky prowadził rozmowę w sposób nieformalny, lecz konkretny. Salonen zaś bardzo ciekawie opowiadał o szczególnych wyzwaniach, jakie tak ambitna kompozycja przedstawia dzisiaj, o swoich wątpliwościach i nadawaniu ostatecznego kształtu utworowi.

("Hear & Now", 6 lutego, Avery Fisher Hall, Lincoln Center. Następne spotkanie w tej serii odbędzie się 14 marca, gdy przedstawiony zostanie Koncert skrzypcowy György Ligettiego w wykonaniu Filharmonii Nowojorskiej pod batutą Alana Gilberta i skrzypka Christiana Tetzlaffa).

Z kolei Osmo Vänskä ze swoją nadzwyczajną Minnesota Orchestra dostarczył innych emocji: dokonał przewartościowania czegoś bardzo znanego, co odkrywało przed nami nowe oblicza. Vänskä dyryguje, jakby kopał doły, przenosił ciężary, groził i nawoływał. Żadnej tu elegancji ruchów, żadnych popisów. Lecz muzykę przywołuje wspaniałą. Najpierw IV symfonia a-moll Sibeliusa zabrzmiała niebezpiecznie, pełna wahań i pytań bez odpowiedzi. Dziwny to i niepokojący utwór.

Potem otoczyła nas V symfonia c-moll Beethovena. Muzycy jakby pieścili te słynne ta-ta-ta-TA, a to przynaglające, a to rozbrzmiewające mrocznym pulsem, a to powtarzane szeptem modlitwy. Grali w wyciszeniu, łagodnie, wręcz czule, lecz utwór pienił się coraz mocniej, wznosił i wzbierał, nabierał własnego życia. Surowe piękno, które już nie wokół nas, ale w nas samych pulsowało. Żyło.

(Minnesota Orchestra, 14 lutego, Carnegie Hall).

I coś dla najmłodszych potencjalnych słuchaczy: Filharmonia Nowojorska rozpoczęła nowy cykl jednogodzinnych koncertów dla "bardzo młodej" publiczności, z myślą o 3-4-latkach. Odbywają się w intymnej Merkin Hall. Przed koncertem muzycy z instrumentami w rękach rozmawiają z dziećmi. Po koncercie dzieci mają szansę zagrać na skrzypcach lub bardziej dostojnej wiolonczeli, przymierzyć się do kontrabasu.

Bieżący cykl zbudowany jest wokół koncertu skrzypcowego Vivaldiego Cztery pory roku. Na styczniowym spotkaniu wysłuchaliśmy Zimy, w lutym Wiosny ze skrzypaczką Filharmonii Sharon Yamada jako solistką. Joseph Pereira, mistrz timpani, prowadzi całość z dużym wdziękiem, opowiadając o poszczególnych instrumentach i podstawowych zasadach muzyki. Rozmowy prowadzone są w żartobliwym tonie, właściwym dla szkrabów, lecz muzyka jest traktowana z pełnym szacunkiem, wykonywana na wysokim poziomie. W czasie gry audytorium się wycisza, dzieciaki wsłuchują się uważnie.

Mądra to inicjatywa, ładnie wprowadzana w życie. Frajda dla dzieci, dla rodziców, a może szczególnie dla dziadków, bo na sali pełno siwych głów.

(New York Philharmonic, "Very Young People's Concerts", 14 stycznia i 18 lutego. Ostatni w tym sezonie koncert odbędzie się 15 kwietnia, Merkin Hall, 129 W. 67 St.).

***

Wróćmy na nowojorską ulicę. W Chinatown jeszcze rozbrzmiewają noworoczne obchody, bo świętuje się tam przez cały tydzień, by pomyślnie rozpocząć rok. Nie poszczęściło się jednak artyście Sergio Furnariemu. W zwykle spokojnym zakątku w Long Island City na Queensie stracił jedną z figur swojej charakterystycznej rzeźby. Że się ktoś pokusił, nawet nie dziwi. Jego reprodukcja słynnej fotografii z 1932 r., na której jakiś nieznany artysta uchwycił robotników budujących Rockefeller Center w momencie odpoczynku, jest bardzo atrakcyjna. Zagadką pozostaje jednak, jak złodziej wdrapał się na wysoką konstrukcję, odciął i przeniósł ponad 50-kilogramową bryłę.

Parę dni przed tym aktem wandalizmu spotkałam "ludzi z żelaza" w SoHo. Podziwiałam, że mimo braku porządnych okryć nie jest im zimno. Przyglądałam się z przyjemnością, jak dzielili się swymi żeliwnymi kanapkami, jak gaworzyli sobie leniwie, spoglądając na przechodniów. Utrwaliłam całą wtedy jeszcze grupę dla czytelników "Rytmów". A teraz proszę, fotka ma niespodziewanie dodatkową wymowę.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail