Przegląd Polski 16 marca 2007
- Polski teatr dzisiaj - Z Tomaszem Miłkowskim, krytykiem literackim i teatralnym, rozmawia Justyna Hofman-Wiśniewska
- Kapumafia wyszła z cienia - Marek Kusiba
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Kapumafia wyszła z cienia

Nie doceniamy, myślę, faktu, że znana nam światowa literatura tylko w połowie pisana jest przez autorów. W pozostałej części tworzą ją tłumacze.
Ryszard Kapuściński
Szlachetność i dramatyzm. Te dwa pojęcia przychodzą mi do głowy, gdy myślę o książce Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy. Miała być prezentem na 75. urodziny pisarza, przypadające 4 marca. Pierwsze egzemplarze zeszły z maszyn drukarskich w dniu jego pogrzebu, 31 stycznia. W Krakowie pod koniec lutego, w klubie Pod Jaszczurami, odbył się nieformalny wieczór promocyjny. Nie było pompy i przemówień. O samej książce Bożena Dudko, jej pomysłodawczyni i redaktorka - choć sprawiedliwiej byłoby napisać autorka - powiedziała, że bardzo chciała, by tłumacze Ryszarda Kapuścińskiego, ci "niewidzialni samotnicy, mistrzowie w swoim fachu", zostali docenieni w Polsce.
Skromność i entuzjazm. Te cechy wyróżniały pisarza, ma je także redaktorka/autorka tej książki. I tak jak tłumacz jest kimś takim jak "agent literacki czy wręcz ambasador danego autora, a często i entuzjasta jego twórczości" - jak mówił Ryszard Kapuściński - Bożena Dudko pełni te właśnie role znakomicie. Napisała w posłowiu (zatytułowanym dowcipnie Od Kapumafii - dla Kapu) o inspiracji tej książki: był nią Światowy Kongres Tłumaczy Literatury Polskiej w maju 2005 r. Do Krakowa przyjechało 174 tłumaczy z pięciu kontynentów, w tym 21 spośród ponad 50 tłumaczy książek Kapuścińskiego. "Po powrocie z kongresu zaczęłam kwerendę biblioteczną - serfowanie po internecie w poszukiwaniu informacji o tłumaczach Kapu (tak go nazywali kapumaniacy, czyli studenci z warsztatów Szkoły Nowego Dziennikarstwa w kolumbijskiej Cartagenie, gdzie razem z Gabrielem Garcią Marquezem prowadzili warsztaty; tak go nazywam i ja - kapumaniaczka od ponad dwudziestu lat)". Zaproponowała tłumaczom uczczenie pisarza w sposób szczególny. "Czy mogło to być coś innego niż książka napisana przez ludzi, dla których Kapu jest nie tylko mistrzem i autorytetem, ale przyjacielem i bliskim człowiekiem?".
Wojny książkowe
Po dziewięciu miesiącach narodziła się ta książka. Bardzo by się nią ucieszył. Wiem, jak bardzo szanował trud swoich tłumaczy. I tak jak wielkie uczucie potrafi zmienić życie, często podobne skutki powodował niewinny z pozoru romans z jedną książką Kapuścińskiego. "Są pisarze, którzy potrafią zmienić czyjeś życie - te opowieści są na to najlepszym dowodem" - napisała autorka wyboru. Kapu pomógł wielu kapumaniakom znaleźć własną drogę, podążyć za swym przeznaczeniem.
Pisarz traktował swego tłumacza niemal jak kapłana, błogosławiącego trudny chleb jego myśli i niosącego jego słowa na ołtarze innych kultur. Pięknie mówił o języku, rzeczy tak cennej, że w obronie języka ludzie gotowi są oddać życie. Z kolei tłumacze z dawnych demoludów opowiadają w tej książce o desperacji i walce, poświęceniu i ryzyku, jakie towarzyszyło wydawaniu książek Kapu w ich krajach. Ci samotni Don Kichoci z piórem w dłoni walczyli czasem całe dziesięciolecia o wydanie przełożonego utworu autora Imperium - niewydawanego nadal w Rosji.
Jak pisze Błagowesta Lingorska, "cicha wojna o bułgarskie wydanie Wojny futbolowej trwała dobrych dwadzieścia parę lat". Trzy odcinki tytułowego tekstu ukazały się w tygodniku... sportowym. Tłumaczka wyznaje, że "trwająca do dziś podróż z Ryszardem Kapuścińskim ukierunkowała całe moje dalsze życie zawodowe i ukształtowała dojrzałą osobowość".
Mihai Mitu, tłumacz z Rumunii, tej "Etiopii Europy", musiał do swego kraju przemycać książki Kapuścińskiego, a dopóki żył rumuński negus, mógł je tłumaczyć do szuflady. Albański tłumacz Cesarza Astrit Beqiraj, zwodzony przez lata przez wydawców, musiał opłacić w połowie koszty wydania książki. Poświęcenie i nakłady wynagrodził mu autor sowicie nie tylko zawartością wręczonej koperty, ale i "niezatartym śladem" w jego życiu, jakie pozostawiło spotkanie Kapu.
Vera Verdiani, tłumaczka włoska, podkreśla ciepłą życzliwość pisarza i ujmująco uprzejmy sposób bycia, dzięki któremu urzekał ludzi, ale i radził sobie w trudnych sytuacjach. Sama pisze w sposób ujmujący o tym, że "Ryszard od pierwszej chwili okazał się człowiekiem niezwykle serdecznym, zwyczajnym, komunikatywnym i, jak wszyscy wybitni ludzie, po prostu niezdolnym do przybierania pozy ważnej osoby".
Fińskiego tłumacza Tapani Karkkainena zdumiewało u Kapuścińskiego "pełne skromności zainteresowanie drugim człowiekiem i jego historią", co rozpoznawał później w jego książkach jako "atmosferę uważnego słuchania i szacunku" dla bliźniego.
Rola przypadku
Tłumacze często o nim mówią. To przypadek kazał Dusanowi Provaznikowi zająć się tłumaczeniem, bo po Praskiej Wiośnie '68 stracił prawo wykonywania zawodu.
Katarzyna Mroczkowska-Brand wpadła na pomysł przetłumaczenia Cesarza w samolocie. Doznała wręcz objawienia spowodowanego lekturą. "Stwierdziłam, że ta książka (...) mogła stać się tym, czego poszukiwałam: napisaną przez polskiego autora książką o przesłaniu uniwersalnym". Tłumaczka znalazła "perłę mądrości psychologiczno-socjologicznej", ale sama z mężem, Williamem Brandem, odtworzyła tę perłę w angielszczyźnie, dokonując wspólnie perfekcyjnego, kongenialnego przekładu. Opowieść tłumaczki, ale i historyka literatury, skrzy się znakomitymi analizami i celnymi syntezami światowego fenomenu twórczości autora Buszu po polsku. Podobną empatię i wiedzę (kapulogię?) odnajdujemy w relacji Billa Branda. Oboje podkreślają ciepły i mądry stosunek pisarza do swoich tłumaczy. Dawał im jedną radę: "róbcie, jak uważacie, byście mieli z tego przyjemność".
Mieli, i to jaką... Ich przekłady były tak doskonałe, że zaczęto Cesarza, Szachinszacha i Jeszcze dzień życia tłumaczyć na inne języki z wydań amerykańskich, na przykład w Szwecji, gdzie nie do końca zdawano sobie sprawę, że autor tych książek jest Polakiem. Ale już począwszy od Imperium pozostałe książki Kapu zaczął przekładać z polskiego wybitny tłumacz Anders Bodegard. I, podobnie jak Katarzyna Mroczkowska-Brand, rozpoczyna swą opowieść od pokładu samolotu...
Jeszcze wyżej, bo w kosmos, sięga Klara Główczewska, porównując pracę nad tłumaczeniem "do wyprawy w przestrzeń pozaziemską, ku jakiejś odległej gwieździe". Spędza setki godzin przed monitorem komputera, jej pulpitem sterowniczym. "Jest w tym osamotnienie, jest obsesja, a zarazem głęboka satysfakcja", bo jak Adam przed wygnaniem z raju, "nadaję teraz nazwy wszystkiemu w Edenie". Wyprawa w kosmos pisarstwa Kapuścińskiego to przygoda mistyczna, a on sam jest gwiazdą. "Ja zaś podczas wyprawy zdołałam tylko zebrać garstkę gwiezdnego pyłu" - pisze skromnie. Ta "garstka" to Imperium, Heban i Podróże z Herodotem, zapowiadane na ten rok.
Zapatrzenie
Francuska tłumaczka Veronique Patte wyznaje, że od kiedy podróżuje, przemierza świat "śladami wielkiego Czarodzieja Reportażu z Pińska", wiedziona "nienasyconą ciekawością i zakochaniem po uszy w inności". Okazuje się, że aby dobrze tłumaczyć, należy sobie przyswoić nie tylko język, ale i życiową filozofię pisarza. Z kolei hiszpańska tłumaczka Agata Orzeszek przyswoiła sobie znakomicie styl autora Lapidariów: "Psów u Kapuścińskiego - nieprzeliczone zastępy. Pojawiają się na cesarskich dworach i na brudnych podwórkach, na Syberii i w Uzbekistanie (Imperium), w Polsce (Lapidaria), w całej Afryce (Heban), w Luandzie - aż zatrzęsienie (Jeszcze dzień życia), nawet w wierszach (chciałbym / żeby wzleciał ptak / żeby zaszczekał pies)... Rasowe i ´wielorasoweª, dzikie i oswojone, pańskie i bezpańskie, wściekłe i milutkie... A gdzie koty? Li tylko tam, gdzie - martwe, rozdęte, upieczone - stanowią tło głodu, pożogi, pobojowiska? O, są, nareszcie żywe (choć nie na długo, za chwilę rzucą się w ogień): w Podróżach z Herodotem...". Przypadek li to, że tłumaczka świetnie pisze?
Pisać, zapewne dzięki kontaktowi z twórczością Kapu, zaczął i Martin Pollack. A przypadek kazał mu zająć się tłumaczeniem: "Gdyby nie zakaz wjazdu do Polski wydany przez władze komunistyczne (...) być może nigdy nie wpadłbym na pomysł zajęcia się literaturą". Pisze dalej: "Książce Ryszarda zawdzięczam swój pierwszy apetyt na przekład". Ryszard Kapuściński był dla Martina Pollacka "wielką inspiracją: reporterem, który, jak mogło się wydawać, tanecznym krokiem przekracza granicę ku literaturze". W swoim tekście Pollack robi głęboki ukłon, będący wyrazem wdzięczności dla pisarza.
Ambasadorzy porozumienia
Zdaniem Ryszarda Kapuścińskiego tłumacz "przekładając, uświadamia nam istnienie innych literatur i kultur, istnienie Innego, jego odrębności i niepowtarzalności, tego, że tworzymy wielką rodzinę człowieczą, której warunkiem przetrwania jest bliższe poznanie się i wzajemna akceptacja, współżycie".
Niełatwe to zadanie bycie ambasadorem porozumienia, w sytuacji, gdy "nasz świat, tak burzliwie się rozwijając, różnicując się i zmieniając, potrzebuje nieustannego tłumaczenia i objaśniania, w czym pomaga również przekład literacki". Autor wyciągnął z cienia pisarza-tłumacza. Nie tylko wyznaczył mu miejsce obok siebie, ale i podobne zadania. Sam będąc tłumaczem innych kultur (i kultur Innych), objaśniając nam świat, oczekiwał od swoich tłumaczy pełnienia podobnej sobie misji: łączenia podzielonego świata.
Antologia Bożeny Dudko ujawnia, jak dobrych partnerów w dziele rzucania pomostów porozumienia znalazł pisarz w swoich tłumaczach. W tym zbiorze tłumacz jest zarazem ciekawym autorem, a nie tylko promem przenoszącym książkę z jednego języka i kultury, do innego świata pojęć i wyobrażeń.
Jedyne, co teraz pozostaje, to przełożyć książkę tłumaczy na inne języki - i kto wie, czy takich planów nie ma już Bożena Dudko... Boję się, że w kraju kapitalne znaczenie tej pracy nie zostanie dostatecznie docenione. Oto bowiem o najbardziej znanym w świecie polskim pisarzu opowiadają obywatele obcych państw, nieobciążeni narodowymi kompleksami i uprzedzeniami. Prawda, że to świętokradztwo, żeby obcy, a nie swoi rozprawiali o "naszym" bohaterze? A to właśnie jest znakomity pomysł, za który należy się Bożenie Dudko wielka wdzięczność - przecież autor Hebanu był pisarzem światowym. Pisał z perspektywy globalnej i ogólnoludzkiej, dla czytelnika w dowolnym kraju świata. Dlatego tak bardzo cenił tłumaczy - najlepszych znawców jego twórczości.
Kapumaniaczka dopięła celu. Niewidzialni samotnicy, mistrzowie w swoim fachu, stali się bardziej widzialni. Autorka zapowiada już następne tomy wspomnień niewidzialnych członków Kapumafii.
Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy. Pod redakcją Bożeny Dudko. Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 213, cena 19 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
www. ksiazkionline.com
