Przegląd Polski 16 marca 2007
- Polski teatr dzisiaj - Z Tomaszem Miłkowskim, krytykiem literackim i teatralnym, rozmawia Justyna Hofman-Wiśniewska
- Kapumafia wyszła z cienia - Marek Kusiba
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Z maczugą na pióra
Wyjechałem z Polski stanu wojennego, by uciec od orwellowskiej rzeczywistości. Ale, jak się okazuje, daleko nie uciekłem. Teraz jestem znowu w Polsce i przeżywam klasyczne déją vu. Gdy ta "Żabka" sięgnie druku, zaczną obowiązywać nowe zasady lustracji. Szacuje się, że 700 tysięcy obywateli będzie musiało złożyć oświadczenia lustracyjne dotyczące pracy lub tajnej współpracy z "organami bezpieczeństwa państwa". Nowa ustawa, oprócz dotychczas lustrowanych członków parlamentu, administracji państwowej, obejmie także media publiczne i prywatne, ich właścicieli, kierownictwo, a także dziennikarzy.
Nowa lustracja ilustruje stan podziałów w kraju, jak i w środowisku dziennikarskim. Jedni twierdzą, że ustawa narusza konstytucję i międzynarodowe zobowiązania Polski dotyczące wolności słowa i mediów, że po raz pierwszy od odzyskania niepodległości państwo podejmuje próbę wzięcia za buzię dziennikarzy. Inni, że lustracja nie boli, że należy się jej poddać tak jak zabiegowi oczyszczenia zębów, bo w przeciwnym razie środowisko mediów straci wiarygodność. Jeszcze inni zgrzytają zębami i nawołują do obywatelskiego nieposłuszeństwa, mówi się otwarcie o buncie dziennikarzy. Prezydent dziwi się skali oporu przeciw lustracji, nie może zrozumieć, dlaczego pismacy i inne wykształciuchy protestują przeciwko wciąż ponawianym próbom ograniczania ich praw. Marek Piwowski, twórca Rejsu, fotografuje się ze swoim "oficerem prowadzącym", który kiedyś trząsł telewizją, i próbuje zrejsować temat, ale z komedią to już nie ma nic wspólnego. Bojkotujący autolustrację twierdzą, że prawa lustracyjnego nie będą przestrzegać, bo to prawo prowadzi do PRL, ich przeciwnicy - że właśnie brak lustracji jest utrzymywaniem więzi z PRL...
Sytuacja przypomina paranoję wojenki jaruzelskiej, gdy przymuszano dziennikarzy do podpisywania lojalki. IV RP wyciąga teczki IPN i wymachuje nimi jak maczugą. Widać w Polsce historia stale kołem się toczy. Profesorowie i dziennikarze buntują się przeciw tej ustawie, bo szantaż lustracyjny obraża ich godność. "W polskiej polityce lustracja nie służy oczyszczaniu, tylko spełnia rolę politycznej maczugi" - twierdzi Tomasz Lis, ale zapowiada, że się zlustruje, bo nie chce stracić stanowiska w Polsacie. Ulegnie więc szantażowi, ale jak po takiej lustracji będzie mógł spokojnie patrzeć w lustro, nie mówiąc już o kamerach programu "Co z tą Polską"?
A z Polską jest tak, jak zawsze. Jedni się cieszą, że wreszcie pogonią z mediów komunę, inni się martwią, że pogonią, jak zawsze, tylko tych, co nie są z obecną władzą. Ludzie działający w Solidarności i w podziemiu, budujący wolną państwowość muszą się teraz tłumaczyć, kim nie byli. A to czytelnicy powinni sami weryfikować wiarygodność dziennikarzy i żadne demokratyczne państwo nie ma nic do tego. O ile jest demokratyczne.
Oczywiście pracują nadal w naszym zawodzie ludzie, którzy współpracowali z bezpieką, znam nawet kilka nazwisk. Oni powinni odejść, niektórzy powinni trafić za kratki, bo łamali ludziom kariery, przyczyniali się do wyjazdów z kraju. Ale, jak doświadczenie uczy, im włos z głowy nie spadnie, a dostanie się, jak zawsze, uczciwym i prawym. Najgorsze jest to, że polecą głowy tych nielicznych już, niezależnie myślących, a tym samym najlepszych dziennikarzy.
Śmieszne to i straszne zarazem. Już niedługo zostaną otwarte archiwa IPN, więc dziennikarze nie rozumieją, dlaczego muszą teraz składać haniebne oświadczenia. Prywatne media, jak i ulica mówią otwarcie, że lustracja dziennikarzy to fobia braci Kaczyńskich. Obaj mają dwie obsesje: na punkcie brakujących centymetrów oraz niepokornych dziennikarzy, z którymi trzeba wreszcie zrobić porządek. Kiedyś rzucali się na niemieckich pismaków, co zapowiadało wojnę z pismakami krajowymi. No i ją właśnie rozpoczęli.
Kto na tym straci? Wszyscy. Polska i tak jest już krajem dostatecznie podzielonym, nieufnym, rozdzieranym codziennymi awanturami. Ale co jakiś czas wyciąga się z przeszłości kolejne oskarżenia i daje kolejne obietnice. Oskarżenia i obietnice przeplatają się w języku politycznym PiS-u nierozdzielnie. Albo jesteście z nami, albo przeciw nam - to przecież slogan aparatczyków PRL. Tymczasem według prawa prasowego dziennikarzem jest każdy, kto pisze dla gazety, nawet na temat urządzania ogródka czy dekoracji wnętrza domu. Ci, którzy chcą na nowo Polakom urządzać ich ogródek i dekorować wnętrza głów, zupełnie się z tym nie liczą, że uruchamiają maszynę do niszczenia sumień i karier.
Wyjechałem z Polski, podobnie jak wielu moich kolegów, także z Nowego Dziennika, by uciec od orwellowskiej rzeczywistości. Ale daleko nie uciekłem. Dziś w Polsce przeżywam déją vu: wróciła tu zmora rzeczywistości Wielkiego Brata, a nawet dwóch...
