Przegląd Polski 30 marca 2007
- Świat lustrzanych odbić. W 150. rocznicę urodzin Gabrieli Zapolskiej (1857-1921) - Elwira M. Grossman
- Polscy artyści w USA - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Polscy artyści w USA

Po prawie 30 latach od pierwszej wędrówki Szymona Bojki po Ameryce na poszukiwanie polskich artystów w USA i amerykańskich twórców polskiego pochodzenia ukazała się obszerna rozprawa Z polskim rodowodem..., albumowa formatem książka opublikowana przez toruńskie Archiwum Emigracji.
Bogato ilustrowana księga, elegancko graficznie opracowana przez Dariusza Bryla, liczy wraz z indeksem nazwisk i starannymi notkami biograficznymi prawie 400 stron z mnóstwem kolorowych reprodukcji dzieł sztuk plastycznych.
Wielkie słowa uznania i podziękowania należą się pożytecznej toruńskiej placówce i jej dyrektorowi Mirosławowi Supruniukowi za opublikowanie tej wprost bezcennej książki znanego krytyka, nauczyciela, profesora m.in. Rhode Island School of Design, a przede wszystkim pasjonata sztuki. Szymon Bojko przez lata wpierw podróżował po całych zgoła Stanach Zjednoczonych, by dotrzeć i osobiście spotkać się z polskimi artystami w USA. Następnie pracował długo nad tą monografią, by w rezultacie przez jeszcze dłuższy czas szukać na próżno wydawcy dla gotowej, wspaniałej książki. Publikacja musiała być kosztowna, a tematyka była mało interesująca z punktu widzenia polskiego odbiorcy. Z wielu względów do tego, co się dzieje za oceanem, przeciętny Polak w kraju podchodzi z mieszaniną lekceważenia, skąpej wiedzy pogłębiającej brak zainteresowania, silnych stereotypów i uprzedzeń oraz "kompleksu niechęci".
Dziś 90-letni Szymon Bojko czterokrotnie wyprawiał się do Ameryki na przełomie lat 70. i 80., przemierzając ten olbrzymi kraj wzdłuż i wszerz; zawędrował nawet do Cuernavaca w Meksyku, do willi zmarłej tam Tamary Łempickiej, polskiej artystki, której obrazy teraz sprzedawane są za miliony dolarów; interesujący esej-wspomnienie z tej wizyty zamieścił w omawianej książce.
Wielka przygoda autora z polskimi artystami w USA zaczęła się od dwumiesięcznego stypendium z Fundacji Kościuszkowskiej. Bojko przyjechał po raz pierwszy w 1976 r. do Nowego Jorku z dużą liczbą adresów polskich artystów w USA. Miał listy polecające. Był dobrze przygotowany, ale najlepsze intencje spełzłyby na niczym, gdyby nie pomoc ludzi tu, na miejscu, przekonanych do znaczenia zamierzonego tematu i przeświadczonych do tego, iż zapał stypendysty dobrze wróży na przyszłość. Bojko dziękuje otwarcie byłemu prezesowi Fundacji Kościuszkowskiej Eugeniuszowi Kusielewiczowi i także już nieżyjącej wielkiej mecenasce sztuki Ewie Pape, ale zawdzięcza swój końcowy sukces również innym osobom, niewymienionym w książce z nazwiska.
Mimo że Bojko deklaruje, iż nie będzie interesował się polskimi architektami pracującymi w Nowym Świecie, to jednak nie tylko wymienia wiele nazwisk we wstępnym szkicu, ale w ogóle swą podróż po Ameryce rozpoczyna od wizyty w Cambridge u prof. Jerzego Sołtana, wybitnego architekta, niegdyś asystenta Le Corbusiera, wtedy zaś profesora Harvard University, dyrektora szkoły architektury na tej uczelni. Stamtąd pierwsze kroki skierował do Ann Arbor, żeby spotkać się z ciekawym artystą, Gerome'em Kamrowskim - dziś zapomnianym (jak większość z nich) klepiącym biedę przez lata. Wybitny teoretyk surrealizmu Andre Breton właśnie na Kamrowskiego zwrócił uwagę. Polskiego artystę Breton uważał za jedynego prawdziwego surrealistę. Opinia "papieża" tego modnego i popularnego nurtu w sztuce spowodowała wzrost zainteresowania twórczością Polaka.
Bojko udał się też do Kalifornii do Stanisława Szukalskiego, na poły legendarnego artysty, przez wielu uważanego za szarlatana, przez innych - za geniusza. Osamotniony i zapomniany, żyjący na krawędzi minimum socjalnego, Szukalski był jednak bardzo niezależny, by nie rzec - uparty i trudny. Początkowo w ogóle nie chciał się z Szymonem Bojką widzieć, w końcu jednak spotkał się z nim i w efekcie paru rozmów powstał jeden z chyba najciekawszych fragmentów tej książki.
I tak dalej. Bojko wędrował od San Francisco i Los Angeles po Florydę, Savannah w Georgii (mieszkał tam i pracował Bronisław Bąk) i Nowy Jork oraz, oczywiście, Chicago.
W sumie w Z polskim rodowodem... zarejestrował ponad stu artystów; o 35 napisał osobne rozdziały plus 36. ("na doczepkę") - o Mirosławie Rogali, który dopiero zaczynał swą karierę w USA. Ze wszystkimi rozmawiał, nagrywał ich wypowiedzi na taśmy magnetofonowe, miał więc do dyspozycji materiał z pierwszej ręki. Nikt się czegoś takiego nie podjął. Nikt takiej pracy nie wykonał. Tylko nieliczni polscy artyści zostali zauważeni przez krytyków amerykańskich; dziś Ryszard Anuszkiewicz, Julian Stańczak czy Ryszard Stankiewicz należą do uznanych twórców amerykańskiej sztuki współczesnej; paru innych przypadkowi zawdzięcza pośmiertną amerykańską karierę - Tamara Łempicka w jakiejś mierze tenisistce Martinie Navratilovej, a Stanisław Szukalski - aktorowi Leonardo di DiCaprio. O reszcie słuch byłby zaginął, gdyby nie ogromna praca jednego człowieka, właśnie Szymona Bojki.
W dziele tym opierał się głównie na rozmowach właśnie z Polakami; niewielu z nich, jak np. Theodore Roszak, miało przy tym zacięcie teoretyka sztuki i kultury. Brakowało i do dziś nie ma pierwszych krytycznych komentarzy na temat ich sztuki. Stąd też zasadniczy trzon dzieła Bojki ma charakter eseistyczny. Poszczególne rozdziały nie są akademickimi rozprawami, ale barwnymi reportażami, żywymi, interesującymi relacjami pełnymi anegdotycznych opowieści, osobistych wrażeń, spostrzeżeń, refleksji. Książka ta stanowi zaledwie rozpoznanie tematu i wstępny zarys problematyki do dalszego bardziej szczegółowego opracowania.
Jest to więc studium absolutnie pionierskie. Bojko zebrał podstawowe informacje, jak daty urodzenia czy fakty z życia polskich artystów. Już nie mówiąc o tak zgoła zasadniczej kwestii, jak skompletowanie listy artystów, którzy winni być wzięci pod uwagę. Jest ona zdecydowanie niepełna, ale zasadnicza praca została już wykonana. Ostatecznie znalazło się na niej 120 nazwisk malarzy, rzeźbiarzy, grafików, fotografików i architektów. Wielu twórców zmarło w czasie, gdy Bojko pracował nad książką. Kiedy jechał do Meksyku, do Tamary Łempickiej, nie widział, że artystka już nie żyje, ale w jej rozległej willi znalazł, jak mówi, ciągle obecną "atmosferę, rytm życia i ducha" artystki. Zmarł też Zygmunt Menkes, zmarł Stanisław Szukalski, Bronisław Bąk i Richard Stankiewicz; dziś do tej listy należałoby doliczyć wielu innych.
Rozmawiałem z autorem tego bezcennego opracowania w 2002 r. Zapytałem, kogo z polskich artystów wymieniłby wśród najciekawszych postaci? Zastrzegając się, iż spotkał wielu oryginalnych, ciekawych twórców, wielkie indywidualności artystyczne, wskazał tytułem przykładu na Teodora Roszaka, nie tylko znakomitego malarza i rzeźbiarza, ale także postać z prezencją i godnością na miarę męża stanu, Polaka i Amerykanina w arystokratycznym wydaniu. Mieszkał w Chicago, pod koniec życia - w Nowym Jorku. Roszak w czasach kontrkultury był postacią pierwszej wielkości w Stanach Zjednoczonych.
Drugim artystą, który bardzo autora poruszył, był Ryszard Stankiewicz - rzeźbiarz, "wynalazca" sztuki junk-art. Mieszkał w lesie. Robił z żelaza, z kawałków metalu zebranych na złomowiskach wspaniałe, cudowne konstrukcje. Ponieważ uczył się kiedyś kowalstwa, toteż umiał spawać, znał się na materiale. I dawał tym zużytym częściom nową funkcję, nowe znaczenie. Była to 40-50 lat temu rzecz bardzo nowatorska i zarazem bardzo się podobająca.
Z polski rodowodem... zasadniczo obejmuje okres od lat 20. do 70. minionego stulecia. Obszerny wstęp obejmujący trzy rozdziały to wprowadzenie do problematyki, jej wstępny zarys, a także zwięzły z konieczności rys historyczny czasów i twórców z przełomu wieków XIX i XX, obejmujący więc materiał, który nie wchodzi w zakres tego opracowania.
Głównym zaś trzonem dzieła są Portrety - osobne szkice o poszczególnych artystach, podzielonych podług kryterium pokoleniowego, czyli tych, którzy urodzili się na polskich ziemiach pod zaborami, należący więc do najwcześniejszej (w przyjętych ramach czasowych) generacji polskich artystów w USA; drugie pokolenie to twórcy, którzy urodzili się już w Stanach Zjednoczonych z rodzin emigrantów polskich; trzecią zaś grupę stanowią już Amerykanie urodzeni z rodziców amerykańskich polskiego pochodzenia; a czwartą grupę tworzą w książce Bojki emigranci - wojenni, powojenni. W przypadku większości związek z polskością może być tak luźny, jak powiedzmy znakomitej Anny Białobrody, która urodziła się w Łodzi i mieszkała w tym mieście kilka zaledwie miesięcy, bądź bardzo ścisły, jak np. Juliana Stańczaka.
Emigranci wojenni i powojenni zamykają obszerną rozprawę. Twórcy, których ujął, wówczas młodzi, jako obiecujący artyści dopiero zdobywali Amerykę. Dziś Urszula von Rydingsvard należy do czołowych rzeźbiarek amerykańskich, Ryszard Horowitz ma wysoką, ustabilizowaną pozycję w tutejszym świecie artystycznym, zaś Tadeusz Mysłowski funkcjonuje jako artysta międzynarodowy, coraz silniej zresztą wracający "do korzeni", czyli do rodzinnego Lublina. Rozkwit ich artystycznych karier przypadł na lata 80. W tym też okresie, jak i pod koniec stulecia, zaznaczyło swą obecność w Stanach Zjednoczonych wielu innych młodych polskich artystów - obiecujących, śmiałych twórców z wielką wyobraźnią i inwencją. Książka na ich temat może kiedyś powstanie.
Tymczasem godna ze wszech miar polecenia jest rozprawa Szymona Bojki, dodatkowo cenna, że zaopatrzona w CD z wersją książki w języku angielskim. Może więc służyć jako doskonałe źródło także dla zainteresowanych, którzy nie znają języka polskiego.
Szymon Bojko - Z polskim rodowodem. Artyści polscy i amerykańscy polskiego pochodzenia w sztuce Stanów Zjednoczonych w latach 1900-1980. Archiwum Emigracji/Oficyna Wydawnicza Kucharski. Toruń 2007, s. 387, ilustr.
