Przegląd Polski 13 kwietnia 2007

Żabką przez Atlantyk

Cierpienia niecierpka

Marek Kusiba

W lany poniedziałek na polskich drogach złapano ponad tysiąc pijanych kierowców. Wielu z nich dopomogło czterdziestu kilku ziomkom zakończyć ziemską wędrówkę po asfaltowych szlakach. Na szlakach niebieskich będzie im zapewne bezpieczniej, przynajmniej do czasu zbudowania tarczy antyrakietowej. My za to czujemy się bardzo bezpiecznie na białym szlaku, gdy z Ewą i Magdą człapiemy przez zasypaną śniegiem puszczę. Napotykamy ślady prowadzące do wilczej jamy pod korzeniem świerka. Dwa dziki wyjadają spod śniegu zawilce, w suchą gałąź dębczaka wali z zapamiętaniem dzięcioł-zalotnik, wabiący samicę. Na skraju drogi przyczaił się patrol straży granicznej, strzegącej kraju przed zielonymi ludzikami. Dwaj młodzi chłopcy zatrzymują pojazdy i zaglądają pasażerom głęboko w oczy. Mają poważne miny i takież zadanie, w końcu strzegą granic Unii Europejskiej, a może i granic kultury śródziemnomorskiej? Na masce ich landrovera Łowiec Polski z tytułem "Seminarium wabienia rogaczy"...

Rozmawiamy, niczym Jan Tadeusz Stanisławski i kabaret 60 Minut na Godzinę, o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia. Na gwiazdkę nie było tu wcale śniegu, a w Wielkanoc pada już drugi ranek z rzędu. To jedyny odnotowany w tym roku przypadek zwycięstwa literatury nad życiem. Na co dzień życie pokonuje literaturę zupełnie bez walki. Na świeżym jeszcze grobie zmarłego pisarza rozsiewają się niecierpki (Impatiens noli tangere). "Nie dotykaj mnie" - tak Chrystus zmartwychwstały rzekł był do niewiasty. Dotknięty niecierpek wystrzeli w sierpniu nasiona. Niecierpki w postaciach piszących strzelają książką już w miesiąc po pogrzebie, rozsiewają dziesiątki błędów bez wybaczeń, licząc chyba tylko na to, że nikt nie przeczyta, co najwyżej przekartkuje. I rzeczywiście - w prasie same pochwalne recenzyjki. Na poważne omówienie, na dogłębną analizę, która musiałaby produkcję niecierpków zmiażdżyć, nikt nie ma czasu, ochoty i odwagi. To niewiarygodne, ale nikt już nie czyta książek, nawet recenzenci i docenci - ci ostatni z braku armat, czyli grosza. Książki się jeszcze kupuje na prezenty, jako towar luksusowy... Pani ze stoiska księgarskiego w restauracji Czytelnika zapowiada zamknięcie 30-letniego interesu. Stoiska, nie wydawnictwa... Nawet stołujący się tu pisarze przestali ten towar kupować.

Podobnie do niecierpka pospolitego postępuje niecierpek balsamina, być może dlatego, że jest to roślina azjatycka, przywleczona do kraju niczym rząd lubelski. Niecierpek nie powinien być taki niecierpliwy, mógłby brać przykład z ostnicy, rośliny też w końcu stepowej, której nasiona wkręcają się w glebę same. Używając czegoś na kształt korkociągu, wciągają ziarno po ziemię w celu wykiełkowania. Dobrze by było takim ludzkim niecierpkom wkręcić się w grunt, gruntownie poznać twórczość i życie opisywanego, wejść pod powierzchnię faktów, a dopiero potem zakwitnąć książką. Ale niecierpek jest rośliną inwazyjną, dlatego nasze niecierpliwe niecierpki muszą już teraz, już zaraz, bo chcą być pierwsi, a wydawnictwo chce zarobić. Drukują więc bubel, byle szybciej, byle więcej, byle jak...

Strategia życia roślin, jak walczą, jak wypierają inne rośliny, jak się przystosowują, w niczym się nie różni od strategii życia ludzi. Roślinki mają przynajmniej szlachetne pobudki, konieczność wysiewu, dania potomstwa. A ludzie, jak to ludzie, mają konieczności o wiele bardziej konieczne. Świat nad stratą pisarza ubolewa, a w Polsce "zgraje wszelkiego duchowego i moralnego motłochu", jak rzecz nazwała po imieniu już Maria Dąbrowska, walczą, warcząc, o sławę i pieniądze.

Około południa białe płatki zamienią się mokre krople i zanim dotrzemy do leśniczówki, będziemy mieć prawdziwy, bo zarządzony w niebie, śmigus-dyngus. Ten podrabiany skończy się zaziębieniami, a nawet wnioskami o ściganie sprawców przymusowych kąpieli. W imię podtrzymywania tradycji wiadra wody leją się na głowy przygodnych przechodniów, nie ma przeproś. Nie ma słowa przeproś także ze strony autorów ani wydawców, skandal byłby skandalem na Zachodzie, a w Polsce jest sukcesem, jakby tu już nic zupełnie nikogo nie obchodziło, nie poruszało, nie oburzało. Panuje obojętność i samozadowolenie ślimaka zamkniętego w swojej skorupie. Świat może i gdzieś tam pędzi, a my tu sobie pędzimy życie wsobne i osobne... To jest Polska właśnie, o której tak uroczo pisała Maria Dąbrowska już w latach 30. ubiegłego wieku, w pamiętniku Życie moje cudowne...: "Straszno jest żyć i pracować w tym kraju, tak niewdzięcznym, w którym kochać można tylko kilkoro ludzi"...

Minęło 75 lat i nic się nie zmieniło. Tylko puszcza jest jeszcze w miarę ludzka, bo królują w niej wilki, podczas gdy wśród ludzi rej wodzą hieny i sępy, co dogryzają i rozszarpują duszę polską na strzępy. Coraz więcej mądrych i wrażliwych przenosi się na szlaki niebieskie, nie wytrzymując naporu głupich i pustych, dla których słowa ludzi wybitnych brzmią jak walenie dzięcioła w spróchniałą gałąź dębczaka...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail