Przegląd Polski 27 kwietnia 2007
- Nowe książki o Janie Lechoniu - Jerzy R. Krzyżanowski
- Pod innym kątem. Meandry przyjaźni - Jan Zieliński
- Ojciec emigracyjnego dramatopisarstwa - Nina Taylor-Terlecka
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Ojciec emigracyjnego
dramatopisarstwa

Urodzony w Stanisławowie w 1906 r., od 1918 r. zamieszkały we Lwowie, Wiktor Budzyński był człowiekiem pełnym inwencji.
Najpierw w VI Gimnazjum we Lwowie stworzył szkolne kółko mandolinistów. Podczas studiów prawniczych publikował na łamach kilku czasopism lwowskich. Na uczelni urządzał amatorskie przedstawienia, sam stawiał pierwsze kroki na scenie jako konferansjer. Gdy powołał do życia akademicki teatrzyk Nasze Oczko (1928 r.), tytułowa piosenka jednej z jego rewii, Randka pod Wiedeńską, stała się przebojem.
Nawet na tle burzliwego sezonu Schillerowskich Dziadów zaprzyjaźniony z Budzyńskim Tymon Terlecki na długo zapamiętał prapremierę jego trzyaktowej komedii muzycznej Tu straszy!, która odbyła się w Teatrze Nowości w 1932 r. Była "jakąś lekkomyślną abrakadabrą [...], przelewającą się przez brzegi żywiołem scenicznym, bujnym, ale zupełnie nieopanowanym".
Choć jego dalsze próby teatralne: 3-aktowa farsa Poszukujemy zdolnego włamywacza (prapremiera w Teatrze Rozmaitości, 1933 r.) i Pif. Paf. Puf. (rewia w 2 częściach z muzyką M. Altenberga i innych) stanowiły postęp ponoć niewielki, dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że Budzyński celował w rewii, widowisku-składance i w słuchowiskach. We Lwowie był najlepszy w tych gatunkach.
Wkrótce w Rozgłośni Lwowskiej Polskiego Radia został referentem programów rozrywkowych, a w ślad za tym współtwórcą i kierownikiem artystycznym Wesołej Lwowskiej Fali. Wraz z parą batiarów - Szczepkiem i Tońkiem - zdobył dla swej rozgłośni sławę ogólnokrajową. Sam był duszą Fali. Folklor lwowski Budzyński wyczuwał na wskroś. Podpatrywane typy miejskie przetwarzał i utrwalał, wymyślone postacie wchodziły w folklor miasta, a jego panowie Aprikosenkranc i Untenbaum podbili całą Polskę (zob. Rozmówki panów Aprikosenkranca i Untenbauma. Dialogi i skecze z "Wesołej Lwowskiej Fali", oprac., wstęp, słowniczek J. Wasylkowski, Warszawa 2000 r.).
Ta muza niby lżejsza miała także swoją powagę i sumienie. Ze słuchowiska Budzyńskiego pt. Chleba naszego powszedniego warto przytoczyć wymowny dwuwiersz:
Był głodny - ukradł kawał chleba - złodziej! złodziej!
Bogaty ukradł tysiąc, dał setkę na kwestę - dobrodziej! Dobrodziej!
Budzyński poświęcał też rewie tematyce patriotyczno-wojskowej, a realizację filmu na podstawie jego scenariusza Przybyli do wsi żołnierze przerwał wybuch II wojny światowej. We wrześniu 1939 r., po otrzymaniu rozkazu ewakuacyjnego, przedostał się do Rumunii wraz z zespołem przechrzczonym z Wesołej Lwowskiej Fali na Wojskową Lwowską Falę. Pod egidą polskiej YMCA urządzał spektakle w obozach dla uchodźców cywilnych i dla internowanych wojskowych. Jak pisał jeden z członków zespołu: "Były chwile, kiedy zacierał się przedział między sceną a widownią we... wspólnym płaczu. [...] Niezapomniane chwile przeżyliśmy śpiewając wraz z ogromną widownią (półtora tysiąca chłopa) piosenkę Wrócimy. Na drugi dzień żołnierze włączyli część swego własnego programu do naszego przedstawienia i tak graliśmy na przemiany".
W marcu 1940 r. Budzyński dotarł do Francji i tam kontynuował działalność artystyczną. Terlecki był na niejednym jego przedstawieniu, szczególnie zaś zapamiętał występy w koszarach BessiŹres pod Paryżem i w obozie Coëtquidan w Bretanii. Obaj przyjaciele wspólnie przeżyli upadek Francji i ewakuację na Wyspy Brytyjskie, dokąd odpłynęli z malutkiego portu Le Verdon pod Bordeaux na pokładzie starego węglowca "Clan Fergusson". Byli znowu razem w obozie Wojska Polskiego stacjonującego w parku przy zamku Douglas, w pobliżu miasta Lanark. Tam też w chmurnym, po szkocku zadeszczonym lipcu, odbyło się pierwsze przedstawienie "teatru na trawie".
Teatr Budzyńskiego stał się Czołówką Teatralną Wojska Polskiego. Od roku 1940 do 1946 jego szlak pokrywał się ze szlakiem wędrówek i walk żołnierzy. Jego repertuar wojenno-wojskowy obejmuje takie pozycje, jak m.in.: Chłopcy z Polski, Do góry kciuk!, Kochajmy się!, Początek końca, Idziemy... Marsz inwazyjny. Grał w płóciennych szkockich namiotach, na okrętach wojennych, na lotniskach. W związku z ofensywą aliantów na kontynent w roku 1944 wraz z zespołem artystycznym towarzyszył oddziałom polskim na szlaku: Francja, Belgia, Holandia i północne Niemcy jako czołówka artystyczna 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.
Przez całą wojnę Budzyński niezmordowanie publikował wiersze i teksty piosenek w różnych pismach wojskowych, m.in. w Dzienniku Żołnierza (1940 r., także pod pseud. W.B. Strzelec) i Poradniku dla Pracowników Świetlic Żołnierskich (1941-1943). Ponadto dostarczał do redagowanej przez Terleckiego Polski Walczącej felietony do stałej rubryki "Bez blackoutu" (1941-1945). Wiele lat później rozpamiętywał "te pełne wiary i zapału chwile" w lokaliku redakcyjnym. Jego wierszowane Szopki bezblackoutowe w numerach bożonarodzeniowych były swoistymi sensacjami w wyższych rejonach sztabu i polskiego establishmentu. Nieraz trzeba było interweniować u cenzora wojskowego, żeby uratować zbyt ostry artykuł.
Teatr wojenny Wiktora Budzyńskiego Terlecki określił jako teatr samorodny, rosnący z duszy, z woli i ciała konkretnej grupy społecznej. Nie wahał się zaliczyć go do tradycji Wojciecha Bogusławskiego. Był to teatr na wskroś żołnierski, utożsamiony z codziennością walczących Polaków, teatr autentycznie ludowy, powszechny, przeżywający ten sam los co jego widzowie i dający wyraz ich uczuciom.
Przeszedłszy do życia cywilnego w 1947 r. i podjąwszy pracę w Teatrze Polskim w Londynie, Wiktor Budzyński znów kipiał niewyczerpaną pomysłowością. Napisał na zamówienie Teatru II Korpusu trzyaktową komedię Spotkanie. Pisał do Terleckiego: "Komedia moja - jak wynika z ostatnich relacji [Leopolda] Kielanowskiego - wzbudziła niesłychaną rewolucję babską w zespole, której przewodzi p. [Jadwiga] Domańska. Chcą podobno odwołać się nawet do Twego osądu. Miej się na baczność!".
I tak powstała pierwsza komedia emigrancka. Napisana przez autora-emigranta, wystawiona w teatrze wychodźczym, była emigrancka przez swoją treść. Pokazywała "powszednie, ludzkie sprawy zbiorowiska, które nazywa się polską emigracją polityczną".
Niebawem pojawiła się na deskach teatralnych kolejna trzyaktówka Displaced Person, z którą wędrowni aktorzy przejechali 8000 mil w rozmaite pogody po angielskiej prowincji. W ocenie Terleckiego Displaced Person stanowiła wzór teatru popularnego i samoleczniczego. Budzyński doskonale wczuwał się w stan psychiczny emigrantów. Przedstawiał realny obraz życia. Odsłaniał skrzywienia. Głosił postulaty moralne. Śmiechem wyzwalał widza z urazów i kompleksów. Grana dla blisko 20 tys. widzów sztuka cieszyła się ogromną popularnością.
Dynamizm Budzyńskiego można tylko podziwiać. Należał on do gatunku "fenomenalnych łatwopisów, szybkobiegaczy literackich". Tworzył skecze wierszem i prozą. Pisał partie mówione i śpiewane. Sam do nich dobierał i komponował melodie. Sam reżyserował i występował na scenie. "W jedną noc - twierdził Terlecki - potrafi napisać słuchowisko radiowe, w kwadrans piosenkę, z dnia na dzień przemontować od stóp do głów kilkugodzinną rewię". Nie omieszkał jednak wytknąć przyjacielowi pewnych braków.
Gdy w 1948 r. Budzyński założył (a do 1950 r. prowadził) teatr literacko-artystyczny "Niebieski Balonik", właśnie te wady okazały się atutem dla autora kabaretu. Przy pogodnym humorze i temperamencie aktorskim miał świetną rutynę, zmysł aktualności, muzykalność, żywotność usposobienia i pykniczną konstytucję fizyczną. Unikał "retorycznego patosu, wiecowej demagogii, włażenia na koturn i wzywania imienia ojczyzny nadaremno".
Za to nie unikał uprawiania domorosłego eskapizmu. Premiera jego Preclarki z Pohulanki w reżyserii Wacława Radulskiego odbyła się 7 grudnia 1949 r. w Ognisku Polskim w Londynie i odniosła wielki sukces. W wodewilu pomijał drastyczne i bolesne realia wojny. Wykreślał okupację, cele więzienne, wywózki, rabunek. O teraźniejszości napomykał jako o przemijającej nocy. Wskrzeszał w ten sposób "Lwów naszego dzieciństwa, naszej wolności i naszej tęsknoty. Lwów, który żyje w naszych sercach" - czyli miasto poza czasem.
Śpij Lwowie, śpij cichutko,
Noc ciemna trwa tak krótko,
Nad tobą lśnią serca jaśniejsze od gwiazd,
Lwowiaków rozsianych wśród obcych złych gwiazd.
Dalsza kariera Budzyńskiego to jeszcze kilka prapremier w polskim Londynie, zanim wyjechał w 1952 r. do Monachium. Tam jego audycje w Rozgłośni Wolna Europa przysparzały lawiny listów od słuchaczy w kraju.W 1972 r. postanowił powtórzyć Preclarkę, a planował również występy w USA, Kanadzie i Izraelu. Śmierć przekreśliła jego zamiary.
Budzyński, ojciec emigracyjnego dramatopisarstwa, zakładał fundamenty nowego repertuaru na obczyźnie. Mało tego, we wczesnych latach powojennych, gdy literatura emigracyjna była zaledwie w powijakach, to pierwsze jego komedie zastępowały powieściopisarzy i publicystów w mówieniu prawdy o kondycji uchodźczej.
Mimo że Terlecki nie napisał wspomnienia o przyjacielu, z garstki jego tekstów (z których pochodzą wszystkie przytoczone tu cytaty) wyłania się sylwetka literacka lwowiaka. Poeta, prozaik, komediopisarz, felietonista, satyryk, muzyk, kompozytor i piosenkarz, reżyser, konferansjer i autor licznych słuchowisk, w tylu wcieleniach, choć nie pretendując do roli wieszcza, żył Wiktor Budzyński wśród emigrantów, był z nimi i żył ich życiem.
PS.Dedykacja na archiwalnym egzemplarzu Na Wojennej Lwowskiej Fali brzmi: "Drogiemu Tymonowi i kochanej Toli [Korian] - Jemu z podziękowaniem za historyczne przedsłowie - Jej za te łezki, które roniła w czasie naszych wspólnych występów - z piosenką Serce dla Lwowa. Szkocja 1947".
