Przegląd Polski 15 czerwca 2007

Żabką przez Atlantyk

Wojna i spokój

Marek Kusiba

Wylatywałem z Polski tego samego dnia, co prezydent Bush do niej przylatywał. "Cała usilność nasza w tym, aby nas obcy chwalili". Do samolotu zabrałem obowiązkowego dziś Henryka Sienkiewicza i poczytując Potop snułem o k-raju mym rozmyślania. Będę ci je ilustrował cytatami z lektury, aby czytelnik mógł przetestować swoje oczytanie na okoliczność "kompatybilności z obowiązującymi trendami". Takie zdanie zapisałem kiedyś słuchając radia Zet, kiedy używało jeszcze języka niekompatybilnego z rzeczywistością. Teraz to co innego: gdy po wywiadzie Moniki Olejnik z Romanem Giertychem Marek Starybrat zdobył się na komentarz: "Roman, przestań pieprzyć!", nie tylko nawiązał do słynnej wypowiedzi miłościwie panującego prezydenta: "Spieprzaj, dziadu", ale też wpisał się w słownictwo Trylogii. "Zgody jeno, a pobijemy tych szelmów, pludrów, pończoszników, rybojadów i innych wszarzy, brodafiaszów, kożuszników, co w lato saniami jeżdżą!... Damy im pieprzu, aż pięty pogubią umykając".

Lato jest piękne tego roku i choć już żadne szelmy saniami nie jeżdżą, jeno mercedesami, ostry mróz ściął serca i lodowate dusze polityków pałają żądzą zemsty. Polska tkwi w epoce wzajemnego obrażania się, a język nienawiści zdominował na dobre życie publiczne. "Ojczyźnie służ, zemsta na potem!". Ale cóż po literaturze, gdy "zapomniano już różnicy między wolnością i swawolą". Między wolnością słowa a swawolą władzy. Wojciech Wierzejski grzmiał: "Ostatnie tygodnie przynoszą ze strony mediów niekontrolowaną wręcz furię nienawiści, na skalę niespotykaną dotąd w historii LPR". Gdyby nieco przestawił literki i z LPR zrobił PRL... Ale nawet w PRL aż tak bardzo nie nadużywano języka nienawiści. Język ataku Władysława Gomułki na Pawła Jasienicę przypominał sentencję wyroku śmierci, ale najbardziej widać było w nim bezradność i kompleksy towarzysza Wiesława. "Smoła tak nie przylega do szaty, jak niesława do imienia".

Przyszedł sezon ogórkowy i chyba z dbałości o utrzymanie nakładów, a z braku większej afery, media rzuciły się sobie nawzajem do gardeł. Publicysta Dziennika oszkalował w ogromnym paszkwilu naczelnego Rzeczpospolitej. Z kolei Adam Michnik pozwał do sądu Roberta Krasowskiego i Dziennik za tekst "O rycerzach lustracyjnej wojny". Naczelnego największej polskiej gazety sprowokowało zdanie: "Michnik poświęcił jedną trzecią życia na obronę byłych ubeków". Polska z kolei nie byłaby Polską, gdyby nie miała prawników udających komików. Radca prawny Michnika Piotr Rogowski tak oto ośmiesza przez siebie samego napisany pozew: "Powód nie poświęcił żadnej części swojego życia na obronę byłych ubeków. (...) Chociażby i z tego prozaicznego względu, że urzędy bezpieczeństwa zostały zlikwidowane 7 grudnia 1954 r., Adam Michnik miał wówczas 8 lat". Rogowski minął się wyraźnie z powołaniem. "Sklepu z rozumem nie założysz, bo go na sprzedanie nie posiadasz". Każde dziecko w Polsce wie, że ubecja jest figurą stylistyczną, tym skrótem nazywa się do dziś Służbę Bezpieczeństwa, powołaną na miejsce Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego. Rogowski ma ambicje literackie, gdyż pisze w pozwie: "To czyniłoby go (Michnika - MK) osobą małostkową, która w sposób brzydki wykorzystuje swoją opozycyjną działalność"...

Przymiotnik "brzydki" robi zawrotną karierę. Odeszło w niepamięć pokolenie pryszczatych, przyszła kolej na pokolenie brzydkich. Brzydko się bawią polszczyzną nazwiska zapisane niegdyś złotymi literami w historii Solidarności. Wałęsa opublikował w internecie część własnej teczki i zaprosił Annę Walentynowicz i małżeństwo Gwiazdów do przeprosin oraz na... imieniny. "Gdy mnie gniew na kogo uchwyci, to bym go rozdarł, a gdy przejdzie, to bym zszył!". Oto odpowiedź ikony Solidarności, pani Anny: "Za co mam go przepraszać? Że przywieźli go motorówką, a on zrobił sobie skok przez płot? I co jeszcze? Niech on będzie szczęśliwy, że jeszcze nie dostał w czapę. Powinien być oskalpowany, a nie przeproszony". Mamy oto zlodowacenie, a nie ocieplenie klimatu. Aż dreszcze przechodzą.

Pani Anna wyrzekła swoje miłosne wyznanie w radiu prywatnym. W radiu publicznym jest jeszcze weselej. Rada nadzorcza odwiesiła zawieszonego wiceprezesa Jerzego Targalskiego, bo doceniła "jego dotychczasowy wkład pracy". Polegał on na obrażaniu, poniżaniu i postponowaniu zwalnianych pracowników, zwłaszcza kobiet. Gdy zwalniał dziennikarkę Marię Szabłowską, próbował ją przekonać, że jest "złogiem gierkowsko-gomułkowskim", poza tym "dookoła widzi same stare kobiety". Średnia wieku pozostałych dziennikarzy i realizatorów jest "bliska tej na cmentarzu". Wobec Tadeusza Sznuka użył języka Goebbelsa: "Jak się puści w obozie koncentracyjnym miły głos, to też ludzie się z nim zżyją".

Jakby powiedział Sienkiewicz: "Wielkiej fantazji kawaler, choć gorączka okrutny"... I jak najbardziej kompatybilny z obowiązującymi trendami... A Starybrat powinien jednak przeprosić Giertycha, bo wicepremier nie tylko zrezygnował z wzięcia dziennikarza do sądu, ale jeszcze zgodził się na Dostojewskiego...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail