Przegląd Polski
18 stycznia 2008
- Odkrywanie Limeryki - Marek Kusiba
- Rosjanie wobec powstania styczniowego - Kazimierz Wierzbicki
- Leśne ścieżki Cesarza - Aneta Leśniak
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Leśne ścieżki Cesarza

W Puszczy Kampinoskiej jest ponuro, gdy na niebie wisi chmura śniegowa. Gdy zrywa się wicher, jest jeszcze gorzej. Wtedy na ścieżkach tworzą się zaspy. 23 stycznia ub. roku, gdy zmarł Ryszard Kapuściński, wiatr w gęstwinach wzbił kurzawę i zasypał ślady jego stóp, bo inaczej byłoby tak, jak gdyby wciąż jeszcze chodził leśnymi ścieżkami.
W 1940 roku ośmioletni Rysio wraz z mamą i siostrą opuszcza rodzinny Pińsk. Podróżuje przez Lwów, Przemyśl, Kraków w kierunku Warszawy. Jadąc furmanką przez wieś Sieraków, w Puszczy Kampinoskiej, w gminie Izabelin, Maria Kapuścińska widząc idącego mężczyznę krzyczy: "Dziudek!". Kilkadziesiąt lat później ta scena znajdzie się w Buszu po polsku: "Był to mój ojciec. Od tego dnia mieszkaliśmy razem w małej izdebce bez światła i wody. Kiedy robiło się ciemno, szliśmy spać, bo nie było nawet świecy. Głód przyszedł tu z nami z Pińska, ciągle szukałem, gdzie by co zjeść, skórkę chleba, marchewkę, byle co. Kiedyś ojciec, nie mając innego wyjścia, powiedział w klasie: ´Dzieci, kto chce jutro przyjść do szkoły, musi przynieść jednego kartoflaª".
W domu Pamiętów z Sierakowa podczas okupacji jadło się ser, jajka, grzyby, jagody, czasem mięso z upolowanej zwierzyny. Kartofle były na wagę złota. Jeden sadzeniak przekrojony na pół dawał podwójne plony. Miał znaczenie strategiczne: płacono nim, wymieniano się i handlowano. Dzieci Pamiętów w tornistrze po maskach przeciwgazowych nosiły do szkoły powszechnej kawałki chleba. Zjadały po kryjomu, by nauczyciel Józef Kapuściński nie widział, że jedzą podczas lekcji. O kartoflach i miodzie marzyły, gdy burczało im w brzuchu.
Siedmioletni Zygmunt, syn gajowego Gutowskiego, był dzieckiem oświeconym. Jego matka, przed wojną przebywając we Francji widziała świat, o którym ludzie z puszczy nie mieli pojęcia. Pierwszego dnia w szkole chłopiec zainteresował się kałamarzem. Gdy rozlał czarną ciecz, nauczyciel kazał mu stać przed piętnastoosobową klasą z podniesionymi rękoma. I to była pierwsza klęska pierwszaka.
Gdy podczas wojny łąki w Sierakowie zakwitły białymi koniczynami, Józef Kapuściński zadał dzieciom zadanie domowe. - Zbieraliśmy kwiatuszki na herbatkę dla powstańców - opowiada 76-letni Zygmunt Gutowski. Syn gajowego przynosił nauczycielowi kartofle, a gdy nadeszła zima, przywoził drewno na opał sankami zrobionymi z siodeł kawalerii. - Kapuściński był wymagający, skupiony, stanowczy - wylicza emerytowany strażnik Kampinoskiego Parku Narodowego. - Nierzadko dostawałem linijką po palcach.
Ryszard Kapuściński: "Pamiętam zbliżające się Święta Bożego Narodzenia 1941 roku i taką scenę: jest zima, pada gęsty śnieg, z którego nagle wyłania się wysoka postać księdza Jana Ziei, kapelana z Lasek. Ciągnął saneczki z poukładanymi kilkoma woreczkami z mąką, którą w przeddzień Wigilii rozwoził do ludzi. To było wzruszające. Ksiądz chciał jakoś pomóc i właśnie w ten mróz wyprawił się, by dać nam tę odrobinę mąki na święta" (Gminny miesięcznik Listy do Sąsiada).
Pan Ryszard przyjeżdżał chętnie do Izabelina. Troszczył się o bibliotekę, którą co pewien czas uzupełniał swoimi książkami. Pytał: czy ktoś to jeszcze czyta? Spacerował z żoną Alicją, czasem towarzyszyła im córka Zofia.
- Powracam, by pochodzić po dawnych miejscach - mówił.
Razu pewnego zmienił rytuał spacerów. Jego żona wspomina: - Siostra przypomniała mu, że mieszkali nie tylko w leśniczówce, ale także w samym środku Izabelina.
W Laskach miały miejsce pogrzeby jego znajomych: Mariana Brandysa, Antoniego Słonimskiego, Zygmunta Kubiaka. W Izabelinie odwiedzał stare kąty i dziwił się, że tak wiele się zmieniło. Wieś podniosła się z wojennej pożogi, potem zaczęli budować się miastowi, na dachach zakwitły anteny satelitarne, a przed obejściami stanęły samochody.
Mariusz K., pracownik agencji reklamowej, jest zadowolony, że przeprowadził się z serca do płuc stolicy. - Świeże powietrze, ptaki za oknem - wylicza powody, dla których zamieszkał pod Warszawą.
Przy biegnącej wśród drzew w stronę wsi ulicy Sierakowskiej psy bronią posesji. Nawet pekińczyk, stojący pod grawerowaną tabliczką "Uwaga zły pies", stara się być groźny. Szczekaniem strzeże domostwa, a jego i dobytek ochrania Juventus. Parę kilometrów dalej, przy końcu willowej ulicy, ludzie nie zamykają domostw na klucz. Nie otaczają się murami, nie osłaniają kłami rotweilerów. Po obejściach człapią kaczki.
Mieszkanie w okolicach Izabelina stało się modne. Prestiż miejsca jest ważny dla tych, którzy pracują w sercu Warszawy. Ci z serca wolą mieszkać bliżej Izabelina. Są w nim przedszkole, szkoła, Urząd Gminy, Centrum Edukacji Kampinoskiego Parku Narodowego.
Znajduje się tu również Dom Kultury, którego dyrektorem jest Maryla Łukasińska. Kiedy w 2004 r. Ryszard Kapuściński przyjął zaproszenie na VI Izabelińskie Spotkania z Książką, wymyśliła, aby Cesarz reportażu objechał bryczką leśne dróżki, odwiedził miejsca swych chłopięcych zabaw, a także walk polskiej partyzantki. Pomysł spodobał się panu Ryszardowi. Poprosił, aby zawieźć go tam, gdzie dawniej stała apteka, leśniczówka, kaplica oraz szkoła.
Jadąc przez Kampinoski Park Narodowy w czarnej bryczce zaprzęgniętej w dwa brązowo-białe taranty opowiadał Agnieszce Serbeńskiej, redaktorce Listów do Sąsiada: "Izabelin wspominam z jednej strony jako miejsce wspaniałych dziecięcych zabaw z rówieśnikami, a z drugiej - jako czas ogromnej biedy, niedostatku, głodu, a przede wszystkim walk, bo trzeba pamiętać, że tutaj wszędzie działała AK-owska partyzantka. Lasy patrolowała niemiecka żandarmeria. AK kampinoskie było silnym zgrupowaniem. Poza tym w lasach Kampinosu tajne ćwiczenia wojskowe i szkolenia przechodziły ugrupowania przyjeżdżające z Warszawy. Dochodziło do napiętych i tragicznych starć".
Po spotkaniach z czytelnikami zatrzymał się na krótko w pokoju gościnnym Kampinoskiego Parku Narodowego. O pobycie napisał w Lapidarium VI: "Kilka dni w Izabelinie. Kilkanaście kilometrów od Warszawy, a inny świat. Spokój, las, zielono, śpiew ptaków. Przede wszystkim - inni ludzie, bardziej spokojni, życzliwi, leśni. Dostrojeni do tego miejsca, w którym nie ma hałasu, spalin, napięcia, agresji.
Idąc przez puszczę trafiłem do kościoła w Laskach. Kiedyś był cały z sosnowych bierwion, ale drzewo spróchniało i zrobaczywiało, kościółkowi groziło zawalenie, więc został otynkowany i wygląda jak nowy. W małym ogródku spotkałem staruszkę - siostrę Rozalię. Podlewała hortensje. Mówi mi z dumą, że wsadziła do doniczek trzy gałązki i że wszystkie się przyjęły. - Już mają kwiaty - pokazuje mi. Siostra Rozalia walczy z mrówkami, które są wszędzie. Na przykład obok uschła duża sosna - czy to aby nie sprawa mrówek? Martwi się o pelargonie. Nie lubią deszczu. W wilgoci szybko marnieją, zaraz więdną. To kwiat Hiszpanii, mówi, potrzebuje dużo słońca".
Gdy pan Ryszard został Honorowym Obywatelem Izabelina, otrzymał statuetkę przedstawiającą łosia. W drodze powrotnej z imprezy trzymał go za uszy i uśmiechał się. W domu postawił go na półce i poczuł się zobowiązany, by uczestniczyć w izabelińskich kiermaszach.
Podczas spotkania z Marylą Łukasińską w czerwcu 2004 r. zapytał: - Dlaczego pani nie zrobi wystawy ks. Jerzego Wolffa, przecież to wybitny malarz, zasłużony dla Izabelina.
Tuż przed śmiercią napisał słowo wstępne do katalogu wystawy. Według jego żony jest to najprawdopodobniej ostatni tekst przez niego napisany: "(...) Odprawiał mszę poranną, a potem stawał przed sztalugą. Czytał brewiarz, a w chwilach wolnych rysował lub przygotowywał blejtram do następnego obrazu. Pod koniec życia często chorował, ale nie przestawał pracować.
Widywano go, jak spacerował po Laskach, po Izabelinie. Nie wiem jednak, czy dziś ktoś jeszcze pamięta tę postać w sutannie - wysoką, szczupłą, lekko przygarbioną sylwetkę, którą można było spotkać na uliczkach i ścieżkach, wśród sosen i dębów Lasek i Izabelina".
Na sierakowskich dachach pokrytych papą bielą się anteny satelitarne. Zniszczone płoty okalają domostwa, w których psy, kury, kaczki i koty żyją w symbiozie. Ludzie pamiętają czasy siermięgi. - Jedna krowinka żywiła kilkanaście osób - wspomina stary leśniczy, który wraz z żoną przeżył całe życie w puszczy. Od chwili, gdy Gutowską zawieziono do szpitala, nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Dogląda pasiek i zastanawia się, czy z powodu powszechnego używania telefonów komórkowych pszczoły nie stracą orientacji powracając do ula.
Gdy w telewizji pojawiły się informacje o śmierci Kapuścińskiego, starsi sierakowianie przypomnieli sobie kompana dziecięcych zabaw. Pośpiesznie wypożyczyli jego książki w izabelińskiej bibliotece. W domu Pamiętów mówiono o kartoflach dla nauczyciela, u Gutowskich o koniczynie, a Anna Budzyńska z biura administracji Kampinoskiego Parku Narodowego odnalazła obrazek komunijny swej ciotki Barbary Grotte, na którego odwrocie kilkuletni Rysio napisał dedykację.
Pan Ryszard chodził po izabelińskich ścieżkach i wciąż się zdumiewał, że miejsca zaszyte w puszczy zostały niezmienione. Niebawem będzie można spacerować i docierać tam, gdzie i one go prowadziły. Dyrektor Łukasińska nie chce stworzyć izby pamięci mistrza reportażu. Wydaje jej się, że reporter chciałby, aby pamiętano o nim wśród drzew, przy wiejskim krzyżu, który mija się idąc tam, gdzie stała szkoła powszechna.
Postanowiła utworzyć szlak Cesarza reportażu. Trasa będzie prowadziła przez miejsca, gdzie dawniej znajdowały się: szkoła, apteka, kaplica oraz leśniczówka zamieszkała niegdyś przez rodzinę Kapuścińskich. Ma cichą nadzieję, że nowo wybudowany Dom Kultury będzie nosił jego nazwisko. Ale zdania mieszkańców w tej sprawie są podzielone; jedni chcą, by patronem był Jan Paweł II, inni proponują Kapuścińskiego. - Nawet już baseny noszą imię zmarłego Papieża - stwierdza dyrektorka.
Parę lat temu śnieg zasypał izabelińskie ścieżki. Maryla Łukasińska brnęła w zaspach do samochodu, siadła za kierownicą i czekała na cud. - Zapali, nie zapali - licytowała się. Przyjaciele przyszli z pomocą, holowali auto na linach do przejezdnej drogi.
Telefon. Dzwoni niespodziewanie Ryszard Kapuściński:
- Pani Marylo, jak pani radzi sobie z odśnieżaniem?
Ona po latach powie: - Obejmował myślami cały świat, a pamiętał o każdym z osobna.
