Przegląd Polski
25 stycznia 2008
- Wyobraźnia w komputerze - Z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim rozmawia Hanna Kosińska-Hartowicz
- Sympatyczny staruszek - Teofil Lachowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Sympatyczny staruszek

W latach 1917-1919 wychodźstwo polskie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przeżywało okres wielkiego rozbudzenia patriotycznego i usilnej pracy na rzecz odzyskania niepodległości przez Polskę po trwającej ponad sto lat niewoli. Wysiłek tej społeczności był ogromny. Jego apogeum stanowiło wysłanie ponad 20 tysięcy ochotników do organizującej się we Francji Armii Polskiej, tzw. Armii Błękitnej (od koloru mundurów). Był to efekt pracy 47 Centrów Rekrutacyjnych, które od października 1917 r. do lutego 1919 r. prowadziły werbunek w największych skupiskach polskich w USA i Kanadzie. Ochotnicy, którzy zostali zakwalifikowani przez działające przy Centrach Rekrutacyjnych polskie komisje wojskowe, kierowani byli do obozu treningowego w Niagara on the Lake w Kanadzie, skąd po kilkumiesięcznym przeszkoleniu sukcesywnie wysyłano ich do Francji.
DLA KAŻDEJ LOKALNEJ SPOŁECZNOŚCI POLSKIEJ wyjazdy grup ochotników udających się do obozu w Niagara on the Lake był wielkim wydarzeniem. Z dumą, a zarazem ze wzruszeniem i łzami żegnano ojców, braci, synów lub narzeczonych, których być może nigdy już nie mieli zobaczyć; jechali bowiem na wojnę. Po obowiązkowej wspólnej mszy św. w kościele i pożegnalnym posiłku, zaopatrzeni na podróż ochotnicy maszerowali w pochodzie, często przy dźwiękach orkiestry, do najbliższego dworca kolejowego, gdzie następowały ostatnie pożegnania. Odjeżdżających żegnali również lokalni przywódcy polskiej społeczności skupieni w tzw. Komitetach Obywatelskich, wśród których znajdowali się nieraz cieszący się ogromnym szacunkiem weterani powstania styczniowego z 1863 r. Ich udział w tych uroczystościach miał znaczenie symboliczne; odjeżdżający na wojnę młodzi ochotnicy wyruszali dokończyć ich dzieło, rozpoczęte w mroźną zimową noc 1863 roku, kiedy to w nadzwyczaj niesprzyjających okolicznościach rozpoczęli zbrojne wystąpienie przeciwko rosyjskiemu zaborcy, walcząc o wolność Polski.
W AKCJI REKRUTACYJNEJ w Chicoppe, MA, pomagał weteran z powstania styczniowego Wincenty Smołczyński (pisałem o nim na łamach Przeglądu Polskiego z 21 stycznia 2000 r. - przyp. TL). On też żegnał wszystkich ochotników odjeżdżających z tego miasta do obozu w Niagara on the Lake. W Chicago odpowiednikiem Smołczyńskiego był weteran powstania Marcin Kwiatkowski.
Pochodził z Małopolski, ze Starego Sącza, gdzie urodził się w 1845 r. W 1863 r. jako osiemnastoletni młodzieniec żyjący w zaborze austriackim przekroczył nielegalnie granicę z zamiarem udziału w narodowowyzwoleńczym powstaniu, które wybuchło 22 stycznia w Królestwie Polskim (zabór rosyjski). Walczył m.in. w oddziale Dunajeckiego, aż do jego rozbicia przez wojska rosyjskie. Podczas próby powrotu został aresztowany na granicy przez Austriaków i osadzony w więzieniu w Tarnowie, gdzie zapadł na zdrowiu. Umożliwiono mu leczenie w szpitalu. Zwolniony po wyzdrowieniu, przedostał się ponownie na teren Królestwa Polskiego, gdzie przyłączył się do oddziału jednego z najlepszych dowódców powstania styczniowego, operującego w Sandomierskiem płk. Dionizego Czachowskiego.
PO UPADKU POWSTANIA Marcin Kwiatkowski szczęśliwie uszedł Rosjanom, przedostał się ponowie do zaboru austriackiego, gdzie go aresztowano i skazano na trzy lata więzienia. Po odbyciu kary jako poddany austriacki został wcielony do wojska. Służbę odbywał w 2. Pułku Artylerii w Wiedniu. Zwolniony z wojska po trzech latach wrócił w rodzinne strony, gdzie z czasem założył rodzinę. W 1900 r. wraz z żoną i czworgiem dzieci (syn i trzy córki) wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i osiedlił się w Chicago, gdzie włączył się w działalność patriotyczno-polityczną miejscowej polskiej społeczności. Szczególnie aktywny był w czasie akcji rekrutacyjnej do Armii Polskiej we Francji w latach 1917-1919. Niemal codziennie przychodził do Centrum Rekrutacyjnego nr 2, mieszczącego się w budynku Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego przy North Milwaukee Avenue i West Augusta Blvd. (obecnie siedziba Muzeum Polskiego). Zapamiętano go jako sympatycznego staruszka o białych jak mleko włosach, którego rozpierała radość, gdy widział licznie zgłaszających się ochotników do Armii Polskiej we Francji. Wraz z członkami Komitetu Obywatelskiego odprowadzał poszczególne grupy ochotników wyjeżdżających do obozu szkoleniowego w Niagara on the Lake.
PRZED ODJAZDEM KAŻDEJ GRUPY wykonywano pamiątkową zbiorową fotografię. Wiele z tych zdjęć zachowało się do dziś w zbiorach nowojorskiego archiwum Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Na prawie wszystkich widać owego sympatycznego siwego staruszka, którego ze względu na szacunek sadzano zazwyczaj w pierwszym rzędzie obok najważniejszych osobistości.
Odjeżdżających ochotników Marcin Kwiatkowski żegnał ze łzami w oczach i błogosławił na drogę. Zapewne żałował, że ze względu na wiek nie może pojechać razem z nimi i ponownie walczyć z bronią w ręku o wolność Polski. Musiał być szczęśliwy, gdy z Europy docierały radosne wieści o epopei Armii Błękitnej, odzyskaniu przez Polskę niepodległości oraz o zwycięskim zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej.
Niepodległa Polska nie zapomniała o żyjącym w dalekim Chicago sędziwym weteranie powstania styczniowego. W 1925 r. Marcin Kwiatkowski otrzymał pensję rządową w wysokości 150 zł miesięcznie (14 ówczesnych dolarów), wypłacaną mu regularnie przez Konsulat Polski w Chicago. Ostatnie lata życia spędził w Zakładzie dla Starców pod wezwaniem św. Józefa, gdzie miał zapewnioną całkowitą opiekę. Zmarł 28 stycznia 1931 r. w wieku 86 lat. Jego pogrzeb, pomimo zimowej, mroźniej aury, był dla Polaków w Chicago wydarzeniem. W uroczystościach wzięły udział oficjalne delegacje różnych organizacji. Najliczniej reprezentowane były miejscowe placówki Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i działające przy nich Korpusy Pomocnicze. Weterani ze SWAP-u pełnili straż przy trumnie, a później ją nieśli. Po nabożeństwie w kaplicy św. Józefa kondukt, przy smutnych dźwiękach Kapeli Hallerczyków pod batutą por. Kosiela, wyruszył na cmentarz św. Wojciecha.
Nad otwartą mogiłą w imieniu władz Rzeczypospolitej Polskiej pożegnał bojownika o jej wolność konsul Kaleński. W imieniu Związku Narodowego Polskiego przemawiała wiceprezeska M. Milewska, która na trumnę rzuciła garść ziemi przywiezionej z Polski. W imieniu weteranów ze SWAP-u pożegnał weterana z r. 1863 por. Witold H. Trawiński, redaktor Dziennika Chicagowskiego. W pogrzebie uczestniczyła najbliższa rodzina zmarłego - wdowa, syn Józef oraz trzy zamężne córki: Karolina Kalisz, Teofila Wieczorek i Łucja Pieja. Przed opuszczeniem trumny do grobu oddział weteranów ze SWAP-u oddał trzy salwy honorowe, a trębacz odegrał wojskowy capstrzyk, żegnając po żołniersku uczestnika walk o niepodległość Polski.
Literatura i źródła:
Jerzy Walter, Czyn zbrojny wychodźstwa polskiego w Ameryce, Warszawa 2001;
Paul S. Valasek, Haller's Polish Army in France, 2006;
Teofil Lachowicz, Weterani polscy w Ameryce do 1939 roku, Warszawa 2002;
"Ś.P. Marcin Kwiatkowski, uczestnik powstania z roku 1863", [w:] Weteran, Detroit, MI, marzec 1931, s. 20.
