Przegląd Polski
1 lutego 2008

Żabką przez Atlantyk

Guliwer
Janko Muzykant

Marek Kusiba

Na początku każdego nowego roku każda szanująca się manufaktura wprowadza jakieś innowacje. Aby stanąć na wysokości naszych czasów i nie pozostać w tyle za postępem, postanowiłem urozmaicić także i tę wytwórnię felietonów, wprowadzając felieton na zamówienie. Od czasu do czasu napiszę coś nie tylko na tak zwane zamówienie społeczne, ale i na zamówienie osoby prywatnej jak najbardziej. Z góry zastrzegam prawo do eliminacji zleceń na wykonywanie wyroków śmierci cywilnej, pozostawiając mokrą robotę ostrym jak brzytew piórom krajowych tabloidów.

Dziś piszę zatem na specjalne zamówienie osoby, posiadającej bardzo specjalne przymioty serca i rozumu. Nie ukrywam, że osoba ta jest kobietą, czyli w terminologii tubylców jej krainy "człowiekiem miłym w dotyku". Określenie to wymyślił pewien niegdyś krakowski, a obecnie warszawski felietonista, który nie miał szczęścia załapać się do naszego emigracyjnego Nowego Dziennika, ani nawet do bardzo polskiego Naszego Dziennika, pisuje więc w niemieckim, choć polskim Dzienniku... I dobrze mu tak. Dla mnie pisywanie w polskich, choć niemieckich mediach przypomina nieco nocny lot z pilotem wykazującym objawy choroby psychicznej polegającej na strachu przed ciemnością.

Ale są też tam elementy budzące nadzieję. Niedawno prasa doniosła o "polskim akcencie" w plebiscycie The Washington Post na Idiotę Roku. Trzecie miejsce zajęła w nim Ewa Sowińska. Gazeta Wyborcza pisała z nieukrywaną dumą, że "polska rzecznik praw dziecka przegrała tylko z dwoma Amerykanami, pokonując konkurencję spoza USA".

Wspominałem już na tych szpaltach o pani Sowińskiej i jej pomyśle. Nie były to wszak kalumnie, a pochwała determinacji w głoszeniu idiotyzmów. Sowińska, była posłanka LPR, rozważała powołanie zespołu psychologów do sprawdzenia, czy Tinky Winky, postać z brytyjskiej bajki dla dwulatków, nie jest gejem, skoro nosi torebkę, a antenka na jego głowie jest trójkątna...

Ludzie w rodzaju pani S., żyjący z eksploatowania własnych głów, niekoniecznie wyposażonych w antenki, gardzą ludźmi, czerpiącymi radości z eksploatowania mózgów własnych bliźnich. Jak dowodzi historia, będąca zapisem najbardziej wymyślnych sposobów eksploatacji słabszych przez silniejszych, rację mają zawsze silniejsi. Ale do czasu.

Niekoniecznie bywają silniejsi duchem czy umysłem. Nie muszą być także silniejsi fizycznie, choć bywają mężczyznami. Co znaczy być mężczyzną w naszych czasach? W czasach nie tak odległych męskość polegała na braniu branek w jasyr. Teraz bierze się (wy) brankę do ołtarza i mianuje własną żoną. Pasowanie na żonę nie zawsze kończy się (im) pasem, ale często zamienia się w pas (mo) udręk, wynikających z dość pochopnej wiary w dobroć i mądrość partnera.

Literatura dostarcza niezliczonych przykładów par szczęśliwie niedobranych. Różnica pomiędzy szczęśliwie dobranymi a dobranymi nieszczęśliwie (lub szczęśliwie niedobranymi) jest znikoma. Obie strony męczą się w imię wartości wyższych, takich jak podwyżki cen na artykuły pierwszej potrzeby. O zaspokajaniu potrzeb osoby wybranej nie może być już mowy. I nie ma w tym niczyjej winy, że autor książki kucharskiej do pichcenia związków zapomniał o przepisie na szczęście.

W chwilach trudnych, a wierzcie mi, że są takie w życiu etatowego klowna dziennikarstwa, zwanego felietonistą, poczytuję sobie wymianę myśli jednej z najlepiej dobranych par, jakim zdarzyła się przygoda emigracji - Sławomira Mrożka i Wojciecha Skalmowskiego. Pisał Skalmowski po roku stanu wojennego: "Myśląc o kraju, dosłownie chce mi się płakać czasami. Nie z powodu doraźnych cierpień, tylko zmarnowanych możliwości ludzkich. Gigantyczny Janko Muzykant. Bo są Polacy, którzy sprawiają, że czuję się dumny z tego narodu. (...) I myślę, że gdyby ci ludzie mieli takie możliwości normalnego życia jak tu naokoło, to Polska byłaby krajem jak się patrzy".

Polska jest dziś krajem jak się patrzy. Ale ile tam nadal marnuje się możliwości ludzkich... Ile nadal wyjeżdża stamtąd młodzieży - znacznie więcej niż w czasach jakiejkolwiek wielkiej czy małej emigracji. Młodzi opuszczają kraj, jakby nie mieli możliwości normalnego życia. Nie wiedzą jeszcze, że ich ideały trochę się przeterminowały. Mrożek nie pozostawia złudzeń: "(...) dla mnie, który tu jest i widzi, jaki użytek człowiek robi z największej wolności i największego dobrobytu, jakie kiedykolwiek były znane człowiekowi - nic nie pozostaje poza pogardą dla człowieka". Owe ideały, zamiast prowadzić do wyższych form istnienia, prowadzą do "zdziczenia, rozbuchania się i rozhulania chama, egoisty, demagoga".

Mrożek pisał te uwagi na Zachodzie, przed trzema dekadami. Można je dziś zastosować do sytuacji w kraju. Wystarczy otworzyć gazety. Tiry blokują granicę, górnicy kopalnie, buntują się sędziowie, kierowcy autobusów, pielęgniarki, nawet filharmonicy. Czy oznacza to, że kraj znowu staje na wysokości naszych czasów, by nie pozostać w tyle za postępem?

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail