Przegląd Polski
15 lutego 2008

POD INNYM KĄTEM

Wołanie o ducha

JAN ZIELIŃSKI

Leszek Aleksander Moczulski urodził się 18 lutego 1938 r. w Suwałkach. Od 1956 r. mieszka w Krakowie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, debiutował w 1960 na łamach krakowskiego Dziennika Polskiego roku wierszem Jesień. Wydał ponad 20 zbiorów poezji (m.in. 70 widoków w drodze do Wenecji 1992 r., Elegie o weselu i radosne smutki 1997 r., Jej nigdy za późno, Dziękczynienia po Komunii Świętej 2006 r.), w tym kilkanaście dla dzieci (m.in.: Moje kotki, Siedem dni stworzenia świata, Mój przyjaciel kundel rudy).
W 1992 r. ukazały się Psalmy dla dzieci małych i dużych wystawione jako oratorium Nieszpory Ludźmierskie. W 2000 roku napisał słowa do Oratorium o Męce i Zmartwychwstaniu Pana. Droga, życie, miłość, którego premierowe wykonanie odbyło się w Krakowie w bazylice Mariackiej. Muzykę do obu oratoriów skomponował Jan Kanty Pawluśkiewicz.
Jest autorem licznych tekstów piosenek; głównie dla zespołu Skaldowie (m.in. Cała jesteś w skowronkach, Medytacje wiejskiego listonosza, Mateusz IV). Jego poezję śpiewali też Marek Grechuta (np. Korowód) oraz Grzegorz Turnau (np. Do wód).
W 1975 r. otrzymał Nagrodę Miasta Krakowa, w 1993 r. krakowskiej filii Fundacji Kultury Polskiej, a w 1997 r. nowojorskiej Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego.

Leszek Aleksander Moczulski kończy 70 lat. Z okazji rocznicy Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie w gustownej serii "Poeci Krakowa" wydał jego retrospektywny tom pod przyprawiającym o lekki niepokój serca tytułem Krótko biją serca. Wiersze z lat 1959-2006.

Autor książki 70 widoków w drodze do Wenecji zebrał tym razem, po norwidowsku, równo 100 wierszy z bez mała półwiecza. Zbudował z nich nową, imponującą całość, która konstrukcją przypomina ul albo dom.

Pukanie do wnętrza domu

Przylatujemy doń z zewnątrz, ze świata, jak pszczoła ("struną powietrza / potrąconą, / mija mnie w błyskawicy świata"). Jak "czarnoleskie pszczoły w lipach", które niosą w sobie lekcję mądrej poezji, które uczą ją pracowicie, w pokorze budować ("Gotów jestem pod lipą tak jak szczeniak siedzieć"). Jak słowa poety ("Czasem są rojem / pszczół słowa moje").

Albo jak gałąź, niepokojąca ("nieprzyjaciel pustka atakuje mocno - / gałązka bzu spojrzała przez okno").

Albo jak ptak. Jak te "kochane jaskółki", których kolejne pokolenie lata nad głowami ("Ile to już dla was / było końców świata"). Jak "wróbel całą zimę czule wierny".

Pszczoła wytwarza "miód spokoju", jak w przepięknym wierszu Spokój południa, słodkim, cichym, wonnym i samym kształtem przywodzącym na myśl sześcian domu z wysuniętą szufladą balkonu:

Miód spokoju,
Płatki ciszy
I woń domu.
Na balkonie kwiat nas słyszy.

Kruche ciasteczko

We wnętrzu domu osobne przedmioty: "Stół. Szklanka. Kubek w kwiatki - dziedzictwo amfory". Kubek malin, zapamiętany z dzieciństwa, otrzymał osobny wiersz. To zarazem trop, który znów, jak pszczoły, wiedzie do Kochanowskiego: "staranność z jaką stawiasz wiersze i dzban pełen wina". Od wiersza Moczulskiego Życie, dzban bez dna blisko też do medytacji Rilkego, pytającego Boga, co zrobi, kiedy on umrze, kiedy stłucze się dzban i urwie jego ucho.

Ta sama kruchość pojawia się w wierszu z Hanny Malewskiej:

Kruchość wszystkiego
Uczy tkliwie kochać

I w cytacie z tragicznie zmarłego młodego poety Mirosława Tarasewicza: "ludzki byt / jak kruche ciasteczko".

Kruchość ulega scaleniu w jednym z najdelikatniejszych wierszy Moczulskiego: W oczekiwaniu na twoje przebudzenie. Jest to refleksja nad całym życiem ("Kiedy nad swoim życiem myślę"), nad tajemnicą miłości ("Skąd jesteś piękna? Z drogi mlecznej?"), nad tym, jak o nią trudno ("Taką cię widzę. Jest poranek. / Rama i obraz. Lekcja trudna"), nad nadzieją:

Wstaniesz. Podniesie się zasłona.
I w oczy spojrzysz moje wreszcie.
Jest siódma rano. Trochę słońca.
I świat na swoje wróci miejsce.

Usta i powietrze

Dom stoi oczywiście w Krakowie. Ale przedtem stał może w Suwałkach, w których znajduje się Ulica Utrata ("Słowami Utraty / witam cię miasteczko"). W Suwałkach nad Czarną Hańczą ("Zupełnie jak moja mama / w lesie nad czarną rzeką / gdy byłem jeszcze mały / i nie widziałem złego"). A jeszcze wcześniejsze tropy wiodą do Grodna: oto "Kuzniecow, burmistrz Grodna", co "gazetę czytał na wznak w Niemnie" i w "poczciwym Krzywym", jeziorze na Suwalszczyźnie, widział Świteź. Oto pan Bełzik "ze swoim akcentem", z zawodu zdun, i jego "rodzona w Grodnie córka".

Więź z miejscami i przedmiotami przeszłości zapewniają jednak przede wszystkim bliscy. Babcia, "suchy wiór", której "piękne ręce" i "ptasią szyję" wysuszył "dziwny wiatr". Ojciec i jego stukająca staccato maszyna do szycia ("Toccata ojca święta"), która zresztą doczekała się osobnego wiersza (Lśnienie):

Maszynę do szycia "Singer"
wychwalam -
jej igła, jej czółenko, jej kółko,
jej rzemyk - ostateczne.

Części tej staroświeckiej maszyny nabierają ostateczności w tym złowrogim wyliczeniu, które przywodzi na pamięć atrybuty Męki Pańskiej. I kiedy czytamy wiersz Pamięci Ojca, zastanawiamy się, czy to o ziemskim ojcu mowa, czy o tym, co króluje w niebie, czy też o obu równocześnie, co są:

Nie rozłączeni - sobie
Jak usta i powietrze

Krakowski dom to zarazem dom, z którego wyfrunął syn ("Wykrzykniki i znaki zapytania / dopisuje zuchwale syn"). Pozostają we wspomnieniu "dni przeżyte wspólnie", pozostaje ślad - "Że był tu ktoś, kto wierzył". I cisza:

Święta cisza w domu,
puste łóżeczko, zabawki pod oknem.
[...]

Nasza gałązka daleko od nas.
I blisko jak nadzieja.

Gałązka, odrośl, latorośl. Ale czy zarazem nie jest to ta gałązka bzu, co kiedyś "spojrzała przez okno", co zajrzała do wnętrza domu? By teraz wyfrunąć jak ptak, jak pszczoła?

Na osi czasu

Dom poezji Leszka Aleksandra Moczulskiego jest zbudowany na osi czasu. Nie przypadkiem jeden z wierszy nosi taki właśnie tytuł: Czas.

Zegar tyka
Czas dotyka
Waży chwile
Człowiek minie

W tym idealnym czworoboku - cztery wersy czterosylabowe - zamyka się, jak u księdza Baki, dotyk czasu i niechybność śmierci, równowaga dobra i zła oraz przemijanie.

Apokalipsa i Mozart

W utworze Podobnie jak ci przed nami poeta w serii barokowych kontrastów kreśli apokaliptyczny krajobraz:

Bestie wychodzą z narodów,
piękno rozbite, opór wstydu złamany
[...]

Ale wymowa wiersza jest optymistyczna, wystarczy pilnować tego, co się już w duchowej ewolucji zdobyło, żeby mieć nadzieję na harmonię, która wynagradza:

głodni, nienasyceni,
spragnieni jak ci przed nami
słuchać będziemy Mozarta.

Ta sama opozycja (i ta sama nadzieja) pojawia się w wierszu Co to się stało?:

Ważysz co księga
życia twa warta
I słyszysz wyrok
albo Mozarta

Duch liter

Kilka wierszy ma charakter elegijny, upamiętniają zmarłych kolegów-pisarzy. Poetę Wincentego Fabera, prozaika Kornela Filipowicza, wspomnianego Tarasewicza. Jeden wiersz nie zawiera nazwiska, jego bohaterką jest "Joanna poetka", co "chciała umierać jak poeta Rainer Maria Rilke". Rilke, przypomnę, opowiadał się za koncepcją "własnej śmierci", w Maltem przeciwstawiał ją śmierci anonimowej, przemysłowej i statystycznej. Sam, kiedy (ponoć od ukłucia kolcem róży) zapadł na nieuleczalną chorobę krwi, dochował wierności tej koncepcji i do końca mężnie sam stawiał śmierci czoło. Podobnie poetka w wierszu Moczulskiego: "Bez środków uśmierzających ból. / Samotna wobec tajemnicy cierpienia".

Mowa o Joannie Salamon, krakowskiej lekarce, poetce i autorce kilku książek, w których próbowała pokazać historię literatury polskiej - od Kochanowskiego przez filomatów, romantyków, po Gombrowicza i Herberta - jako ciąg inicjacji i jako zaszyfrowany spór z pewną wizją świata i człowieka, zawartą w najdoskonalszy sposób właśnie w dziele Jana z Czarnolasu. Zachorowawszy, odmówiła operacji i środków przeciwbólowych, leczyła się tylko sprowadzanymi z Australii ziołami.

Przywołując pamięć "Joanny poetki" i odwołując się wciąż do autora Trenów Leszek Moczulski ujawnia się jako jeden z tych wtajemniczonych, któremu przydarza się "jabłoń w obłoku" (jaBŁOń w oBŁOku!).), który wie, że życie jest jak "zeszyt z kleksami", a jego strony "zapisane dniami", dla którego ważna jest każda litera ("Trenów ´uß spokojne wobec śmierci"), ale jeszcze ważniejsze, by zamiast składać "literę do litery" - złożyć "ducha liter". Jak ojciec na maszynie Singer równym ściegiem wywodzi:

to puka serce
woła o ducha

Niech puka. Niech woła. Ad multos annos.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail