Przegląd Polski
15 lutego 2008
- Wołanie o ducha. 70-lecie Leszka Aleksandra Moczulskiego - Jan Zieliński
- Pożegnanie z historią - Joanna Rostropowicz-Clark
- Matejko, żołnierz dwóch powstań - Stanisław M. Jankowski
- Głosujcie na Gdynię! - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Matejko, żołnierz dwóch powstań
Była to postać szanowna, pełna życia i staropolskiego zacięcia. Toteż kółko przyjaciół spędzało u niego długie zimowe wieczory, a siwowłosy staruszek, zawsze pogodny i rozmowny, lubił rozpowiadać o starych dziejach i przeżytych przygodach.
Tak w listopadzie 1907 roku pisał Lucjan Rydel, nie ukrywając jednak, że chwalony przez niego Edmund Matejko długo legitymował się dokumentami oraz przedstawiał imieniem młodszego o dwa lata brata Zygmunta Hilarego. Nieobecnego na tym świecie od... 1849 roku. Znalazłem też informację, że na weselu Teodory i Jana Matejków toasty wychylał Edmund Zygmunt.
"Przyszliśmy przy odgłosie bębnów naszych, odprowadzała nas, sztandarem już osłoniętych, muzyka wojskowa, a od Muzeum do koszar towarzyszyło nam jedno, ciągnące się, nieustające, zachwytem nabrzmiałe Eljen a Lengyel - zapamięta dzień 25 listopada 1848 roku legionista Zygmunt Miłkowski, w literaturze polskiej bardziej znany pod pseudonimem Teodor Tomasz Jeż.
Dwa tygodnie później batalion polskich ochotników majora Józefa Wysockiego przechodzi chrzest bojowy podczas nocnego szturmu na twierdzę Arad na Wielkiej Nizinie Węgierskiej. Czy do ataku szli tam również 20-letni Edmund Marcin i młodszy od niego o dwa lata Zygmunt Hilary Matejko?
Wraz z grupą kolegów z uczelni ci dwaj studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego z rodzinnego domu w Krakowie uciekli zaraz po pierwszych wieściach o powstaniu nad Dunajem. I - jak podaje profesor Eligiusz Kozłowski - na Węgrzech zaciągnęli się do Legionu Polskiego.
Piszącemu te słowa nie udało się jak dotąd potwierdzić informacji z Tygodnika Ilustrowanego, opublikowanej 16 listopada 1907 roku. Wspominając Zygmunta Hilarego podaje Rydel, że został on "rozsiekany przez rosyjskich czerkiesów pod S. Manon". Eligiusz Kozłowski twierdzi, że Zygmunt Hilary padł pod Szent Marton. Być może obaj autorzy myśleli o Szentmartonkata niedaleko Hatvan, gdzie polski legion "pod największym ogniem karabinowym i działowym - jak pisze Zygmunt Miłkowski - przy okrzykach Węgrów ´Niech żyją Polacyª przeszedł most za miastem".
Edmund z dokumentami Zygmunta
Do szturmu na Hatvan trzeba dodać bitwę o zalesione wzgórza pomiędzy wsią Isaszeg a miasteczkiem Godollo. 6 kwietnia bił się tutaj cały Legion Wysockiego.
Kłopot z ustaleniem wszystkich miejsc w wojennych życiorysach braci Matejków. Lucjan Rydel zapamiętał, że "staruszek lubił opowiadać o starych dziejach i przeżytych przygodach", ale jako miejsca walk autora tych opowieści wymienia "Zibo" i "Nagy-Bania". Druga nazwa figuruje w spisie potyczek i bitew kampanii siedmiogrodzkiej Józefa Bema w latach 1848-49. "Zibo" to chyba miasteczko o nazwie Zsibo nad rzeką Samosz; tu żołnierze generała Józefa Bema starli się z wojskami austriackimi, dowodzonymi przez marszałka Feliksa Jablonoskyego.
Po klęsce powstania nad Dunajem porucznik Edmund Matejko wraca do Krakowa. Zostaje aresztowany, bowiem byłych powstańców władze austriackie kierują do tak zwanych rot aresztanckich w Komarnie. Edmund Marcin tam nigdy nie dojdzie. Po ucieczce z konwoju do Komarna musi się ukrywać. Agenci z krakowskiej dyrekcji policji szukają go w Galicji, a współpracująca z Austriakami policja pruska tropi w Poznańskiem. Matejko rusza do Francji. W Grignon pod Paryżem kończy szkołę rolniczą, później przez kilka lat pracuje jako dzierżawca w majątkach na Wołyniu i Ukrainie.
I pewnego dnia zjawia się w Krakowie, legitymując dokumentami poległego na w 1849 roku na Węgrzech brata Zygmunta. Rodzina bez zastrzeżeń przyjmuje ten pomysł. Tak bezpieczniej.
Z wysłanego w maju 1863 roku listu Jana Matejki do księdza Stanisława Giebułtowskiego można się dowiedzieć o wyruszeniu na pole walki braci malarza: Edmunda i Kazimierza. "Bez pożegnania ze mną" skarży się autor korespondencji, dodając, że "starszy posłał młodszego po mnie, ten nie uwiadomił mnie i sam znikł".
Nad Tanwią i pod Banachami
W marcu 1863 roku na południowo-zachodnią Lubelszczyznę wkracza zgrupowanie pułkownika Leona Czechowskiego. "Każdy z dwóch naszych batalionów - informuje ´naoczny świadekª w korespondencji w Gazecie Narodowej - liczył cztery kompanie, a odznaczała się pierwsza kompania drugiego batalionu, złożona z doborowej młodzieży, a znana pod nazwą ´trupie główkiª, z powodu takich że odznak na kaskach". Podczas potyczki pod Jedlinkiem kapitan Matejko dowodzi jedną z kompanii w batalionie Jana Żalplachty vel Zapałowicza.
"Moskale rozpoczęli zaraz silny ogień, lecz kule ich szły górą - nasi, choć nie mieli tak daleko niosących sztućców [sic!] strzelali z rzadka, lecz celnie i ubili moskalom 16 ludzi - można przeczytać w relacji ´naocznego świadkaª. - Podczas ognia kapitan Matejko wyprowadził kompanię brzegiem lasu i przed lasem ustawił, tak że stracił tam 3 ludzi zupełnie prawie bez potrzeby. Równocześnie wysłano naszą konnicę, która pod strzały lecąc szarżę przypuszczała. W tej chwili jednak moskale zatrąbili do odwrotu i zabrawszy rannych cofnęli się w porządku...".
"Z mgły porannej - pisze Józef Chołodecki w książce o Janie Żalplachta vel Zapałowiczu - wyłonił się szeroki łańcuch tyralierów moskiewskich i uderzył na kompanie Lama i Ślaskiego. Tym pospieszyły w pomoc inne oddziały i wnet rozwinęła się żwawa palba, utarczka trwająca przez kilka godzin. W kompanii Matejki padło od razu czterech partyzantów, gdy w zwartej kolumnie przebiegała przez otwartą polanę. [...] Koło południa uderzyli Moskale w bębny i cofnęli się. Ucichły strzały, a jasny krąg słoneczny, bijąc w lustr oręża, dodawał otuchy maszerującym ku Jedlinkom powstańcom".
Dalszą część relacji "naoczny świadek" poświęca walkom o most nad Tanwią i potyczce pod wsią Banachy. Nie udaje się - okupiony zresztą dużymi stratami - atak Polaków na bagnety.
Kapitan Edmund Zygmunt Matejko ( przedstawiany tutaj jako "N. Matejko") jest obecny na polu walki podczas ostatniej potyczki powstańców, wycofujących się w stronę Huty Krzeszowskiej. Tam właśnie - zdaniem Józefa Chołodeckiego - pułkownik Leon Czechowski skierował swoje oddziały "widząc liczebną przewagę napływających zastępów rosyjskich i widząc silne znużenie podkomendnych".
Niektórzy oficerowie Czechowskiego postanawiają nadal walczyć. W maju 1863 r. nad Tanwią pojawia się dowodzony przez Jana Żalplachtę vel Zapałowicza oddział liczący ponad 300 powstańców, głównie akademików "i w ogóle inteligencji Lwowa". W tym samym czasie kapitan Matejko i jego brat Kazimierz są już kilkaset kilometrów dalej, w zorganizowanych w Krakowie i Galicji oddziałach pułkownika Józefa Miniewskiego.
Wrócili bracia cali i zdrowi...
Pułkownik Miniewski zebrał 560 ludzi, ale nie wszyscy będą mogli strzelać, bo na miejsce koncentracji dostarczono częściowo zardzewiałe karabiny i broń myśliwską. Na dodatek w pięciu różnych kalibrach, natomiast amunicja jest tylko jednego kalibru. Nie ma dwóch obiecanych dział i zamiast 34 - kawalerzyści dostali tylko 18 koni.
4 maja w południe polski obóz pod Podlesiem otacza rosyjska piechota. "Wiara nasza przyjęła ją wesołemi okrzykami, chwycono za broń, strzelcy rozsypali się w tyralierkę i razili ogniem gęstym Moskwę .Tak strzelano do siebie nawzajem aż do wieczora, poczem moskale zabrawszy zabitych i rannych, cofnęli się w głąb kraju.[...] Zwinięto obóz i ruszono w pochód..." - czytamy w Czasie o tej potyczce pod Czyżówką.
5 maja w olkuskich lasach Polacy ustawiają się w trójkąt, z góry obserwując zarośnięte krzakami łąki, od szóstej rano zajęte przez piechotę z pułków witebskich księcia Szachowskiego. Kawaleria czeka na rozkaz do ataku. "Młodzież rwie się do walki jak do tańcu" - to ocena korespondenta Czasu. Powstańcy z grupy żuawów kładą na wale swoje czerwone czapki i do tego celu strzelają Moskale "będąc pewni, że czapki są na polskich głowach". Pułkownik Francesco Nullo, dowódca Legii Zagranicznej w zgrupowaniu Miniewskiego, wzywa swoich do ataku na bagnety. Rusza kilkudziesięciu Francuzów i Włochów, za nimi żuawi. Nagle Nullo pada, trafiony dwiema kulami: w pierś i śledzionę. Jego śmierć - jak się okaże - zniechęca do walki część Legii Zagranicznej. Po odejściu wystraszonych Włochów rozbici zostają żuawi; większość z nich dostaje się do niewoli rosyjskiej albo - po przekroczeniu granicy - wpada w ręce austriackich huzarów. Podczas wycofywania się spod Krzykawki powstańcy najpierw ponoszą straty nad rzeką Białą, a później, zmęczeni i głodni, wchodzą na bagna. Grzęzną furgony i konie.
"Oddział był tak znużony, że bić się było niepodobieństwem. Ładunki do tego zamokły, dezercja przerzedzała szeregi - ujawnia korespondent Czasu. - Moskale parli coraz silniej, co najdzielniejsze, zostało ranne lub zabite. Oddział cały się rozpadł i część jego dotarła do granicy austriackiej, gdzie rozbrojoną i ujętą została, mała zaś reszta przedarła się w olkuskie".
Wśród powstańców zdecydowanych walczyć na ziemi olkuskiej ani wśród ujętych na granicy nie ma Edmunda Zygmunta i Kazimierza Matejków.
7 maja do listu, rozpoczętego dzień wcześniej, Jan Matejko dopisuje: "wrócili bracia zdrowi".
Kraków kochał całą duszą
W artykule wspomnieniowym w 1907 r. przypomina również Lucjan Rydel, że Edmund Zygmunt Matejko uczył w szkole rolniczej w Czernichowie, ożenił się z Kazimierą Witaszewską i przez 24 lata "chodził dzierżawami w Rabie Niżnej, a później w Bieńczycach pod Mogiłą.[ ...] Łączyły go z ludem najserdeczniejsze stosunki, zajmował się żywo szkołą miejscową, spieszył z pomocą i doradą w chorobie, kłopocie czy nieszczęściu, pozyskał sobie zaufanie i cześć miejscowej ludności. Na starość przeniósł się do Krakowa, żegnany przez gromadę bieńczycką i odprowadzany płaczem całej wioski".
Edmundowi Zygmuntowi - zdaniem Rydla - "nie byli obojętni nowi ludzie i nowe czasy. Zajmował się do ostatniej chwili wszystkiem, a zwłaszcza losami rodzinnego miasta. Kraków znał i kochał całą duszą. Gdy zamek wawelski opróżnił się z wojska ś.p. Matejko kazał się tam zaprowadzić i marzył o tem, jak wyglądać będzie odnowiona siedziba królewska. Do ostatnich dni życia nie opuszczała go wiara w przyszłość narodu i zapał dla wszystkiego, co wielkie i święte".
