Przegląd Polski
15 lutego 2008
- Wołanie o ducha. 70-lecie Leszka Aleksandra Moczulskiego - Jan Zieliński
- Pożegnanie z historią - Joanna Rostropowicz-Clark
- Matejko, żołnierz dwóch powstań - Stanisław M. Jankowski
- Głosujcie na Gdynię! - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Dzień skracanych o głowę
Nie bez powodu Dzień Świętego Walentego, patrona zakochanych, wypada w Międzynarodowy Dzień Chorych na Padaczkę. Zawsze mi się wydawało, że miłość ma dużo wspólnego z epilepsją. I to nie z powodu drgawek, utraty przytomności (umysłu) i przegryzionych, w napadach choroby oczywiście, języków.
Św. Walenty był z wykształcenia lekarzem, a z powołania duchownym. Żył w III wieku w Cesarstwie Rzymskim za panowania Klaudiusza II. To był bardzo mądry cesarz, bo zabraniał młodym mężczyznom wchodzić w związki małżeńskie. Uważał, bardzo słusznie, że najlepszymi żołnierzami są legioniści nieposiadający rodzin. Ja bym do tego dodał artystów i wszelkich innych ludzi wolnych zawodów. Zawód wolny, jak sama nazwa wskazuje, wymaga wolności od wszelkich związków i zależności, zwłaszcza uczuciowych. Należy kochać swoje powołanie, nawet gdy jest nim noszenie krótkiego miecza, a nie jakieś obce osoby płci przeciwnej lub niekoniecznie przeciwnej.
Zakaz mądrego cesarza złamał biskup Walenty. Udzielał ślubów młodym legionistom, za co słusznie wylądował w więzieniu. Tam został oślepiony miłością i zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Ukochana pod wpływem uczucia ponoć odzyskała wzrok i zapewne szybko zobaczyła, co się święci, lecz zaślepiony Walenty brnął dalej w zatracenie i... świętość. Mądry cesarz postanowił wreszcie skrócić jego męki, skracając go o głowę. Była to właściwa cesarzowi reakcja na wiadomość o przejrzeniu córki strażnika na oczy pod wpływem miłości do Walentego. W cesarstwie poddani mieli kochać ślepą miłością jedynie cesarza. Egzekucję wykonano 14 lutego 269 r. i od tamtej pory dzień ten jest Dniem Zakochanych, gdyż Walenty zdążył do winnej swego nieszczęścia napisać list miłosny. Dzień ten powinien być raczej dniem skracanych o głowę, ale i tak na jedno wychodzi. Zakochani tracą przecież głowę.
Patron zakochanych przedstawiany jest najczęściej w stroju kapłana w momencie, gdy uzdrawia chłopca z padaczki. Dlatego w Polsce czci się go jako patrona tej choroby oraz choroby zwanej miłowaniem. Krzewicielami kultu świętego Walentego są polscy księża, z księdzem Mieczysławem Malińskim na czele. Byłem kiedyś na kazaniu księdza w bazylice św. Floriana w Krakowie, akurat w walentynki.
Ksiądz Maliński to bardzo mądry ksiądz, ale jak duchowny mówi o miłości, włącza mi się autocenzor i szczękają wewnętrzne nożyczki. Tym razem włączył mi się w kieszeni jakoś niechcący, jakby wiedziony swoim służalczym instynktem, dyktatofon. Ksiądz mówił o miłości językiem współczesnych miłośników: "Zaszumiało ci! Zaszumiało ci... Tak, żeś się ani opamiętał, skąd się to wzięło nagle, aniś się nawet nie opamiętała, jak zostałaś uchwycona". Ksiądz dawał młodzieży porady praktyczne, które mną wstrząsnęły: "Wiedziałeś, że zostałeś trzaśnięty, uderzony, ledwo się na nogach trzymasz, gdy myślisz na jej temat. Powiedziałeś słowo ´kochamª? To odłóż na potem. Zakładam, żeś nie powiedział. Zakładam, żeś nie powiedziała. I bardzo dobrze. Bo trzeba poznać człowieka!".
Jak to, pomyślałem, odłożyć na potem, gdy zostałem trzaśnięty? I zacząć robić wywiad środowiskowy? Coś mi nie grało. Ale nagrywałem dalej. "Powiedz mi, co czyta, a powiem ci, kim jest. Powiedz mi, jakich ma kolegów i koleżanki, a powiem ci, kim jest. Powiedz mi, jakich masz rodziców, jaki masz dom, a powiem ci kim jesteś. Powiedz mi, jak się zachowuje na plaży, a powiem ci kim jest. Powiedz mi, jak się zachowuje w restauracji, w kawiarni, przy stole. Pije! Pali! Ćpa! Wiesz już o tym? Prześledziłaś? Zauważyłeś? Kogo kochasz?! Wiesz?!".
Zaczynało być groźnie. Ksiądz chciał dobrze, ale niechcący wkroczył na teren grząski i nadziany minami. Miny słuchających kobiet wyrażały jednak zachwyt. Bo ksiądz wypowiadał ich pobożne życzenia, a zarazem obawy: "Zanim powiesz słowo ´kochamª, poznaj człowieka. Napatrz się na niego! Zachwycaj się nim! Napatrz się! Naraduj się! Naciesz się tym człowiekiem, któregoś spotkał w życiu! Jako drugą połówkę pomarańczy".
Gdy teraz spisuję te słowa, coraz bardziej nabieram przekonania, że mam do czynienia z utworem literackim, a nie kościelnym kazaniem. Dużo jest w nim na temat wolności: "Kocham cię... Kocham cię... Kocham cię! Najświętsze słowo, które człowiek może powiedzieć do drugiego człowieka. Kocham cię! Najbardziej zobowiązujące słowo. Bo chcę uratować twoje piękno. Bo chcę, żebyś rozkwitła jak kwiat, pod wpływem mojej miłości. Żeby się stworzyła przestrzeń wolności dla ciebie przez tę moją miłość. Przestrzeń wolności, w której zaistniejesz! Żeby pod wpływem mojej miłości ku niej ona się poczuła wolna. Dowartościowała się jako człowiek. Jako kobieta, jako dziewczyna. Żebym ja stworzył jej przestrzeń wolności, w której się ona znajdzie szczęśliwą. Żebym ja jemu stworzyła przestrzeń wolności, w której się on znajdzie mężczyzną. Człowiekiem!".
Ksiądz Maliński mówił w natchnieniu i leczył - niczym św. Walenty epileptyków - miłośników. Ze złudzeń...

