Przegląd Polski
22 lutego 2008
- Być kobietą-powstańcem - Halina Filipowicz
- Od przyjaciół Moskali - Małgorzata Zaremba, Jan Strękowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Od przyjaciół Moskali
Ta fotografia pomnika ofiar zbrodni katyńskiej została wykonana prawdopodobnie w latach 60. ub. wieku przez Polaków, którzy tam byli nielegalnie. Autorzy artykułu dostali ją od Jacka Arcta, który w latach 70. jeździł do ZSRR jako chemik w sprawach zawodowych. Inskrypcja na pomniku przypisuje zbrodnię Niemcom.
Jednym z pozytywnych bohaterów Katynia Andrzeja Wajdy jest sowiecki kapitan Popow, który zapałał uczuciem do Polki zagrożonej wywózką na Syberię i postanowił ją ratować, proponując małżeństwo.
W dokumentacji konwojowej wywożonych do Kazachstanu Polaków z 13 kwietnia 1940 r. zachował się zapisek dowódcy konwoju o żołnierzu, który zakochał się w jednej z konwojowanych dziewczyn z transportu, chodził z nią z wiadrem po wodę, a po przybyciu na stację docelową Mamlutka, w północnym Kazachstanie, kiedy transport stał na stacji, zabrał ją nawet do kina. Żołnierz dostał naganę, trafił do aresztu, a potem, gdy w jego rzeczach znaleziono zdjęcie dziewczyny, zesłano go w zimniejsze rejony Związku Sowieckiego. Historię tę odkrył w papierach dotyczących wywózek Aleksander Gurjanow, działacz moskiewskiego Stowarzyszenia "Memoriał", jeden z tych Rosjan, którzy zrobili i nadal robią wiele dla odkrycia prawdy o martyrologii Polaków w stalinowskiej Rosji. Także i dziś, w czasach Putina, są oni w mniejszości. Ale tym bardziej warto docenić ich odwagę i wytrwałość.
Katyński rezerwat
W 1987 r. Aleksiej Pamiatnych, astronom, naukowiec, obywatel Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, wsiadł na rower i wybrał się z synem na wycieczkę. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie cel wycieczki. Otóż Pamiatnych i jego syn przejechali na rowerach 350 km, aby dostać się do Katynia i obejrzeć napis na stojącym tam pomniku poświęconym zamordowanym polskim oficerom.
Na miejscu z informacyjnych tablic wyczytali, iż teren lasu katyńskiego to rezerwat przyrody i wstęp jest wzbroniony, po czym... weszli.
Najpierw dotarli do pomnika. Był na nim napis po rosyjsku i po polsku. Pamiatnych na tyle dobrze znał język polski, aby odnaleźć rusycyzmy i błędy w polskim tłumaczeniu. M.in. zamiast "oficerom", widniało "oficeram rozstrzelanym przez hitlerowców w 1941 r.". Kiedy fotografował kłamliwy napis, zjawiła się wycieczka. Przewodnik tłumaczył, iż Polaków zamordowali faszyści.
- Nie faszyści, tylko NKWD - przerwał mu Pamiatnych.
I zapadło długie, znaczące milczenie.
Pamiatnych znał prawdę. Wcześniej, podczas pobytów w Polsce z tytułu zajęć naukowych, przeczytał Zbrodnię katyńską w świetle dokumentów z przedmową Władysława Andersa i Katyń 1940 Leopolda Jerzewskiego (pseudonim Jerzego Łojka). To właśnie z tego powodu wybrał się na wycieczkę do Katynia, bo - jak mówi - chciał coś zrobić.
Obywatel ZSRR, który "chciał coś zrobić" dla odkłamania Katynia, musiał mieć wiele odwagi i determinacji. Pamiatnychowi nie zabrakło odwagi ani uporu. Po powrocie do domu napisał list do komitetu obwodowego partii komunistycznej w Smoleńsku. Dopytywał się, co to za pomnik stoi w Katyniu, o którym nie wspomniano w przewodniku, i dlaczego nie ma do niego swobodnego dostępu. Otrzymał odpowiedź, że dostęp do pomnika "zostanie przygotowany".
Pisał także do gazet i dzwonił do historyków. Wszyscy bali się poruszyć sprawę Katynia. Jednak 6 listopada 1988 r. pojawiła się notatka w Izwiestiach, w której poinformowano, że Rada Ministrów ZSRR podjęła decyzję o zbudowaniu w Katyniu kompleksu pamięci. W notatce dodano znamienną uwagę, iż na Zachodzie twierdzono, jakoby polskich oficerów rozstrzelało NKWD, ale specjaliści udowodnili, że zabito ich z niemieckiej broni.
Pamiatnych nie dał za wygraną. W styczniu 1989 r. opublikował w Polsce w jeszcze podziemnym piśmie KOS, wraz z polskim dziennikarzem Stanisławem Remuszką, list do polskich i radzieckich władz w sprawie Katynia. Po paru miesiącach Moskowskije Nowosti zaproponowały Pamiatnychowi oraz jego przyjacielowi z moskiewskiego antystalinowskiego Stowarzyszenia "Memoriał", biologowi Aleksandrowi Akuliczewowi, napisanie artykułu. Powstał tekst pt. "Katyń: Potwierdzić lub zaprzeczyć". Redaktor naczelny Jegor Jakowlew użył fortelu, aby tekst opublikować. Oddał go do druku, zanim dostał zgodę cenzury. W artykule, który ukazał się 21 maja 1989 r., autorzy domagali się, by historycy zbadali dokumenty i wskazali winnych zbrodni katyńskiej.
Milczenie na temat Katynia zostało przerwane. Na wskazanie winnych przez najwyższe władze państwowe ZSRR trzeba było jeszcze poczekać.
Jak grzech na duszy
Po wojnie próbowano wymazać Katyń z pamięci świata. Ci, którzy przeciwstawiali się oficjalnej prawdzie, jakoby Katyń był dziełem faszystów, ginęli bez wieści lub trafiali do więzień. A jednak już w 1942 r. Rosjanie z okolic Smoleńska poinformowali polskich pracowników przymusowych zatrudnionych w niemieckiej organizacji "Todt" o istnieniu w lesie katyńskim zbiorowych grobów naszych rodaków. Mieszkający koło Kozich Gór chłop o nazwisku Kisielow (imię: Parfijen lub Parfemon) wskazał Niemcom położenie grobów, zwierzając się innemu świadkowi zbrodni na Polakach, Iwanowi Kriwoziercewowi, iż to, że zostali oni pomordowani, "leży jak grzech na duszy".
Po przejęciu okolic Smoleńska przez Sowietów (wrzesień 1943 r.) Kisielow w obawie o życie odwołał zeznania, stwierdzając, że do złożenia ich został zmuszony przez Niemców. Natomiast Kriwozercew, który w 1940 r. obserwował transporty Polaków wiezione do lasku katyńskiego i jako pierwszy zawiadomił Niemców o losie polskich oficerów, uciekł na Zachód, co jednak nie uratowało mu życia. W 1945 r. zgłosił władzom sojuszniczym, iż jest świadkiem zbrodni katyńskiej i omal nie został wydany Rosjanom. Kierowany strachem o życie, przybrał pseudonim i jako Michał Łoboda wyjechał do Włoch, a następnie do Wielkiej Brytanii. Jednak nie zachował ostrożności i wielokrotnie opowiadał, iż jest świadkiem ohydnej zbrodni. W 1947 r. zniknął bez śladu. Władze brytyjskie dopiero w 1952 r. zdobyły się na wyjaśnienie jego losów. Z informacji wynikało, iż ciało Kriwoziercewa znaleziono 30 października 1947 r. Choć stwierdzono, iż popełnił samobójstwo, przyczyna jego śmierci budzi wiele wątpliwości. Świadek zbrodni katyńskiej zamilkł na zawsze.
W Rosji nie wolno było mówić ani pamiętać o Katyniu. Burmistrza Smoleńska Borysa Mieńszagina, który w książce wspomnieniowej pisał o Katyniu, skazano na 25 lat. Świadkowie zbrodni, którzy nie uciekli przed Armią Czerwoną z terenów Smoleńska, zostali wtrąceni do więzienia. Na 25 lat skazano leśniczego z lasu katyńskiego Iwana Andrejewa, który zgodnie z prawdą wskazał sprawców mordu. Siedział we Władymirze w zupełnej izolacji, wielokrotnie nakłaniano go, by odwołał zeznania. Do więzienia trafiła też jego żona oraz żołnierze z kordonu strzegącego dostępu do lasu katyńskiego podczas przeprowadzania tam egzekucji. Byli to Magiszew i Medżidow. Światosław Karawański - ukraiński działacz niepodległościowy - w 1967 r. znalazł się w tym samym więzieniu, do którego wcześniej wtrącono Mieńszagina, i na jego prośbę sporządził w jego imieniu odezwę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Wg innej wersji, pochodzącej od samego Karawańskiego, w więzieniu tym siedzieć miał także Andrejew, a on dowiedziawszy się od innych więźniów o jego losie spisał to, co leśniczy powiedział im na temat Katynia. Chociaż notatki zaszyfrował, zostały odszyfrowane i Karawański, który przesiedział już w łagrach i więzieniach 20 lat, dostał dodatkowo 10 lat właśnie za poszukiwanie prawdy o Katyniu. Już na emigracji powiedział, iż tego nie żałuje, bo bronił sprawiedliwości.
Karawański nie był jedynym działaczem opozycji poszukującym prawdy. Dysydenci, którzy pojawili się w ZSRR w latach 60. ub. wieku, systematycznie przypominali władzy i światu o zbrodni katyńskiej. Byli wśród nich: Władimir Bukowski, Władimir Maksimow, Gabriel Superfin, Natalia Gorbaniewska. Z tego powodu m.in. Superfin i Bukowski zostali uwięzieni. Co ciekawe, Superfin o Katyniu dowiedział się od Karawańskiego. Pod koniec lat 60., ale w polskim więzieniu, przesiedział 3 lata "za Katyń" rosyjski Żyd, nauczyciel rosyjskiego w Radomiu Lew Nikulin. W liście do brata - przejętym przez KGB - napisał, że Rosjanie powinni zapłacić odszkodowania rodzinom ofiar.
W kwietniu 1980 r. w oświadczeniu zatytułowanym "Obejrzyj się ze skruchą", podpisanym przez 28 sowieckich dysydentów-emigrantów, czytamy: "Nikt z nas nigdy nie zapomni o tej odpowiedzialności, jaką nasz kraj ponosi za zbrodnię popełnioną przez jego oficjalnych przedstawicieli w Katyniu". Jedna z sygnatariuszek oświadczenia, Natalia Gorbaniewska, wyznała, że zajęła się poszukiwaniem prawdy o Katyniu, ponieważ czuła "palące [...] poczucie osobistej winy historycznej". Nie była jedyna, coraz więcej Rosjan niezwiązanych z opozycją zajmowało się odkłamywaniem katyńskiej historii. Byli wśród nich historycy, jak Inessa Jażborowska, Natalia Lebiediewa, Walentina Parsadanowa, Jurij Zoria, byli działacze "Memoriału", dziennikarze, potem również prokuratorzy wojskowi, funkcjonariusze KGB i członkowie partii komunistycznej.
Nielegalna ekshumacja
W latach 1987-89 pracowała dwustronna komisja historyków PRL i ZSRR powołana do badania białych plam w historii stosunków polsko-sowieckich. Jednak dla nas, Polaków, najważniejsze są prywatne inicjatywy różnych ludzi, którzy uważali, że prawda powinna ujrzeć światło dzienne. W tym czasie, mimo tzw. głasnosti, mówienie o Katyniu w Rosji nadal wymagało odwagi i groziło przykrymi konsekwencjami. A jednak lawina ruszyła. Jeszcze w kwietniu 1988 r. dziennikarz i historyk, autor książki Katyński labirynt (Moskwa 1991) Władimir Abarinow, po raz pierwszy w prasie radzieckiej, relacjonując spotkanie filmowców polskich i radzieckich, zamieścił w Litieraturnoj Gazietie wypowiedzi zawierające prawdę o Katyniu, a w maju opublikował list enkawudzisty, oficera 136. Batalionu Wojsk Konwojowych, prowadzącego konwoje z Kozielska do Katynia wiosną 1940 r. Numer batalionu okazał się kluczowy dla badań Natalii Lebiediewej nad Katyniem. W 1989 r. ukazał się wspomniany wyżej artykuł Pamiatnycha i Akuliczewa, następnie w moskiewskim tygodniku Echo Planety artykuł Grigorija Polegajewa i w Moskowskich Nowostiach obszerny materiał Gennadija Żaworonkowa pt. "O czym milczy Las Katyński", w którym przytoczono zeznania żyjących świadków zbrodni. Z powodu tego artykułu KGB domagało się wyrzucenia Żaworonkowa z pracy w gazecie.
Warto poświęcić kilka słów temu zmarłemu w 2006 r. dziennikarzowi. Żaworonkow był autorem pewnego chwalebnego oszustwa. Otóż oburzony tym, iż prokuratura ignoruje apele o zajęcie się sprawą masowych grobów pod Charkowem, pokazał jej fałszywe zdjęcie ręki wystającej spod ziemi. Poinformował, że podobne fotografie mają już korespondenci zachodni, więc sprawa nie ucichnie i lepiej się nią zająć. I śledztwo przyspieszono.
We wrześniu 1989 r., na 2 lata przed ekshumacją ciał oficerów, pięciu działaczy "Memoriału" z Tweru (wśród nich był jeden archeolog, co ułatwiło zadanie) potajemnie zrobiło wykopy na terenie rekreacyjnym KGB w Miednoje, udowadniając, iż właśnie tam pogrzebano zamordowanych w Twerze Polaków. A działacze "Memoriału" z Moskwy na wystawie poświęconej 50-leciu paktu Ribbentrop-Mołotow pokazali przemycone z Polski materiały na temat Katynia.
Wśród najbardziej aktywnych Rosjan poszukujących prawdy o Katyniu znalazł się - co dla Polaków wciąż jest szokujące - funkcjonariusz KGB Oleg Zakirow, major zarządu KGB w Smoleńsku. Drogo zapłacił za dociekanie prawdy. Najpierw stracił zajmowane stanowisko, potem został wyrzucony z pracy na rok przed emeryturą. Prześladowany - dwukrotnie usiłowano go zabić - wyemigrował do Polski. Zakirow - wbrew zakazowi, jaki otrzymał od władz - prowadził własne śledztwo, odnalazł i przesłuchał świadków i uczestników zbrodni, zgromadził zeznania potwierdzone ich podpisami, a wyniki śledztwa udostępnił prasie, radiu i ówczesnemu polskiemu konsulowi generalnemu w Moskwie.
Świadkowie zbrodni katyńskiej już nie żyją, ale m.in. dzięki Zakirowowi mamy ich zeznania - a to jest nie do przecenienia.
Cudownie odnaleziona uchwała
W 1989 r. kilku historyków dokonało tego samego odkrycia: w odnalezionych dokumentach stwierdzili zbieżność nazwisk i ich kolejności między wykazami jeńców wysłanych wiosną 1940 r. z obozu w Kozielsku do dyspozycji NKWD obwodu smoleńskiego a niemieckimi wykazami ekshumacji z 1943 r. Odkrycia dokonali niezależnie od siebie: Jurij Zoria, Natalia Lebiediewa, Walentyna Parsadanowa i inni. Zoria - historyk wojskowy - był osobiście "zamieszany" w sprawę Katynia. Jego ojciec, Nikołaj Zoria, w 1946 r. był asystentem głównego oskarżyciela z ramienia ZSRR na procesie norymberskim. Zorientował się, że oskarżenie Niemców o zbrodnię katyńską nie ma podstaw i nie chcąc brać udziału w oszustwie, poprosił o oddelegowanie do Moskwy. W maju 1946 r. znaleziono go martwego.
Te i inne działania prawych Rosjan, a także odkrycie dokonane przez wyżej wymienionych historyków były wsparciem dla tych polityków, którzy postanowili wyjawić prawdę. Byli wśród nich Aleksander Jakowlew - członek Biura Politycznego KC KPZR, który naciskał na Gorbaczowa, by ujawnić dokumenty katyńskie i m.in. dzięki niemu historykom rosyjskim udostępniono dokumenty i dano możliwość publikacji wyników ich badań. Walentin Falin - kierownik Wydziału Zagranicznego KC KPZR, Eduard Szewardnadze - minister spraw zagranicznych, Władimir Kriuczkow - przewodniczący Komitetu Bezpieczeństwa Państwa (KGB), którzy w lutym 1990 r. sugerowali Michaiłowi Gorbaczowowi powiedzenie prawdy dla dobra stosunków polsko-radzieckich. Nie można też nie docenić roli samego Gorbaczowa, dzięki któremu specjalna grupa śledcza Głównej Prokuratury Wojskowej, powołana w 1990 r., rozpoczęła prace i przede wszystkim Borysa Jelcyna, który zdecydował o opublikowaniu i przekazaniu Polsce 14 października 1992 r. najważniejszego dokumentu - uchwały Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. o rozstrzelaniu polskich oficerów. A także Siergieja Stankiewicza - doradcy Jelcyna do spraw politycznych, który pomógł w czasie puczu Janajewa (próby przewrotu państwowego w Moskwie, w sierpniu 1991 r.) zachować grupę śledczą i później ją wspierał.
Pozytywną rolę w wyjaśnianiu prawdy odegrali także prokuratorzy wojskowi prowadzący śledztwo: płk Aleksander Tretiecki (dziś generał) - kierownik grupy śledczej Głównej Prokuratury Wojskowej, który nawet w czasie puczu nie zgodził się na przerwanie śledztwa i prowadził je bardzo rzetelnie, oraz Anatolij Jabłokow - następca Tretieckiego, odsunięty od sprawy i wydalony ze służby za to, że sporządził projekt uzasadnienia zakończenia śledztwa zgodny z oczekiwaniami strony polskiej, uznający zbrodnię katyńską za zbrodnię ludobójstwa, podczas gdy władze Rosji zakwalifikowały ją jako zwykły mord kryminalny (co za tym idzie, uznały za przestępstwo przedawnione wg sowieckiego kodeksu karnego), a także nieżyjący już Stiepan Radziewicz, Siergiej Szałamajew i Władimir Granionow.
Nie ulega wątpliwości, że to dzięki Rosjanom dopominającym się o prawdę 14 kwietnia 1990 r. ukazał się historyczny komunikat TASS, oskarżający NKWD o rozstrzelanie oficerów polskich w Katyniu. W latach 1991-92 specjalnej polsko-rosyjskiej grupie śledczej udało się przesłuchać w charakterze świadków byłych wysokich funkcjonariuszy NKWD. I wreszcie w październiku 1992 r. uchwała Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. nakazująca zgładzenie polskich jeńców wojennych została, jak żartują Rosjanie, "cudownie odnaleziona". Cud wydarzył się m.in. dlatego, że jeden z krnąbrnych dziennikarzy, Jurij Orlik, ogłosił w Izwiestiach to, o czym mówili historycy, a wysocy funkcjonariusze władzy wiedzieli od dawna - że dokument ten znajduje się w archiwum prezydenta ZSRR.
Śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej (polskie rozpoczęło się w 2004 r.) wciąż nie znalazło finału. Władze rosyjskie nie chcą uznać jej za nieprzedawnianą zbrodnię ludobójstwa i utrudniają prace polskim prokuratorom, np. utajniając dokumenty, które wcześniej zostały odtajnione. Działacze "Memoriału" w imieniu rodzin oficerów oraz innych jeńców walczą z władzą na drodze prawnej o rehabilitację zamordowanych i nie zamierzają się poddać. Dawni dysydenci potępiają Putina i wciąż przypominają prawdę. A inni, jak matematyk Jurij Krasilnikow, twórca strony internetowej poświęconej Katyniowi, starają się "coś zrobić" i cierpliwie tłumaczą Rosjanom, jak było naprawdę.
Goebbels miał nadzieję, że zbrodnia katyńska na zawsze poróżni Rosjan i Polaków. Jednak nie wziął pod uwagę, iż wśród Rosjan znajdą się przyzwoici ludzie, którym Polacy winni będą szacunek.
Autorzy korzystali głównie ze źródeł (książki, publikacje prasowe, internet) dostępnych po polsku i rosyjsku. Przeprowadzili także liczne rozmowy, m.in. z Pamiatnychem, Gorbaniewską, Gurjanowem, Jażborowską i wieloma Polakami.
Małgorzata Zaremba, pisarka, autorka wielu książek dla dzieci. Zajmuje się także najnowszą historią, głównie opozycji w PRL. Współautorka artykułów na temat Katynia, drukowanych m.in. w Życiu i Nowoj Polszy. Współscenarzystka przygotowywanego filmu Katyń: potwierdzić albo zaprzeczyć.
Jan Strękowski, dziennikarz, pisarz, scenarzysta filmowy, autor filmów dokumentalnych, m.in. Historia Normana Daviesa i Dwie szuflady. Współscenarzysta i reżyser przygotowywanego filmu o Katyniu.
