Przegląd Polski
29 lutego 2008
- Baltazar Kłossowki de Rola. Ten, który trzymał się na uboczu - - Teresa Węgrzyn
- Z czego śmieją się Polacy? - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Ten, który trzymał się na uboczu
29 lutego mija stulecie urodzin Baltazara Kłossowkiego de Rola, jednego z najoryginalniejszych i najdroższych artystów naszych czasów, który w połowie XX wieku zdecydował tworzyć jak przedrenesansowi malarze fresków.
Najsłynniejsze "balthusy" możemy kontemplować między innymi w zbiorach Metropolitan Museum of Art i w Museum of Modern Art, w Nowym Jorku. Co do galerii, niezwykle rzadko sprowadzają obrazy o "gorącym magnetyzmie", ze względu na horrendalne ubezpieczenia. Dlatego też tegoroczna retrospektywa, przygotowywana w szwajcarskiej Fundacji Pierre'a Gianaddy (13 czerwca-23 listopada), zapowiada się na wielkie wydarzenie.
Baltazar Kłossowski de Rola, czyli Balthus, wykreował niepowtarzalny świat, przekładając na język sztuki nowoczesnej tradycyjne formy malarstwa europejskiego, z domieszką estetyki orientalnej, wiedziony obsesyjnym dążeniem do uniwersalizmu i zdegustowany indywidualizmem współczesnych twórców. Światowiec, otoczony międzynarodową elitą artystyczną i jednocześnie eremita poszukujący skupienia w ciszy, żył po trosze we Francji, w Niemczech i we Włoszech, ale najdłużej, do końca swych dni, w Szwajcarii. Rilke, Artaud, Giacometti, Camus, Fellini i Malraux tworzyli krąg jego najbliższych przyjaciół. Erudyta i poliglota, żonglujący swobodnie francuskim, angielskim, niemieckim, włoskim i japońskim, nie znał niestety polskiego, czym bardzo rozczarował Jana Pawła II podczas audiencji w Watykanie.
Odwiedziłam wdowę, Japonkę Setsuko Kłossowską de Rola (ur.1942), w przepięknym Grand Chalet, w alpejskiej wiosce RossiniŹre (kanton Vaud), gdzie w rocznicowym dniu rodzina podejmować będzie zaproszonych gości. Następnie przewidziano poświęcenie płyty nagrobnej, poprzedzające mszę w miejscowym kościele.
Ancestral memory
Pozornie absolutny kosmopolita, Baltazar Kłossowski de Rola wierzył głęboko w tzw. ancestral memory. Historia jego polskiej rodziny sięga XIII wieku. "Miał bardzo specyficzny sposób myślenia i działania. Polska krew, rodzaj daru Bożego, jak sam lubił podkreślać - mówi Setsuko. - Na jego przywiązanie do polskości wpłynął niewątpliwie silny związek z ojcem. Na łożu śmierci, w 1949 roku, w Sanary-sur-Mer we Francji, hrabia Kłossowski de Rola, zwracając się do syna, wypowiedział znamienne słowa: ´Nie zapomnij nigdy, że jesteś polskim rycerzemª. Ja świetnie rozumiem ich sens. Wywodzę się z samurajów z Kioto, a rycerzy i samurajów łączyło poszanowanie honoru i wartości duchowych. Poza tym, odznaczający się fantastyczną pamięcią Balthus, znał dobrze polską historię i literaturę".
Pomimo rodzinnych i duchowych związków z Polską odwiedził ją jedyny raz w 1998 roku, zaproszony przez wrocławską ASP, która przyznała mu doktorat honoris causa. Miał wtedy 90 lat. "Przybyliśmy na miejsce z chińskim lekarzem i guwernantką. Towarzyszyła nam córka Harumi i synowie Balthusa z pierwszego małżeństwa, Stanisław i Tadeusz - wspomina Setsuko. - Po ceremonii na uczelni zaprosił nas do swojej rezydencji kardynał Gulbinowicz". Balthus zamierzał potem wybrać się podróż do Krakowa, a także wziąć katolicki ślub na Jasnej Górze. Niestety nie zdążył. Wierna intencjom męża Setsuko przyjęła chrzest... w dniu pogrzebu malarza. "Decyzję podjęłam jeszcze podczas wizyty we Wrocławiu. Pragnęłam tego z całego serca, chociaż tradycyjnie związana jestem z shinto i buddyzmem. W RossiniŹre, rankiem, gdy trumna opuściła dom, ubrana w białe kimono, zostałam ochrzczona przez kardynała Gulbinowicza, który celebrował mszę żałobną".
"Koniec życia Balthusa był pełen nieoczekiwanego piękna. Gdy w stanie krytycznym przewieźliśmy go do szpitala w Lozannie, zażądał powrotu do domu. Wyruszyliśmy więc do RossiniŹre z zapasem tlenu i kroplówką. ´Jakże jestem zadowolonyª, mąż odczuł ulgę, gdy znalazł się znów u siebie. ´Chciałbym zobaczyć moją pracownięª. Pielęgniarze przenieśli go do atelier w starej wozowni i posadzili na szezlongu przed ostatnim, niedokończonym obrazem. Patrzył nieobecnym wzrokiem. W pewnym momencie zapragnął zostać sam ze mną i z córką. Gdy wszyscy wyszli, wzięliśmy się w trójkę za ręce i tak trwaliśmy przez 2 godziny. Był to najbardziej wzruszający moment w moim życiu. Czułam, jak przepływały między nami jedynie uczucia, bez słów. Miałam wrażenie, że wokół wycieńczonego ciała Balthusa cyrkulował jakiś prąd. Po przeniesieniu do sypialni bóle wróciły i podano morfinę. Gdy przestał oddychać, serce biło jeszcze przez pół godziny".
W oczarowaniu światem
Rodzice Balthusa, hrabia Eryk Kłossowski de Rola (1875-1946), scenograf, historyk sztuki i malarz, z rodziny pochodzącej z Tatr i z Baladine (Elżbieta Dorota Spiro, 1886-1969, z rodziny polsko-rosyjskiej, bardzo utalentowana akwarelistka), obracali się w najznakomitszych środowiskach artystycznej Europy. Nie kto inny, a sam Rilke, przyjaciel pełnej uroku matki, pierwszy dostrzegł predyspozycje artystyczne syna, któremu bliskie kontakty z paryską bohemą zastąpiły znakomicie środowisko akademickie. "Tylko przypadkiem nie wysyłaj go do żadnej szkoły malarskiej!" - ostrzegał ojca sam Pierre Bonnard. Młody Kłossowski de Rola wziął się za systematyczne kopiowanie starych mistrzów w muzeach. W dobie bojkotu Luwru, który cała ówczesna awangarda uważała za cmentarz! "Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo - podkreślał. - Wpłynęło ono determinująco na moją wizję sztuki i świata". Dla Setsuko był człowiekiem o wiecznie młodym usposobieniu i umyśle. "Towarzyszył mu nieprzemijający rodzaj oczarowania i zdumienia światem. Nigdy nie przyzwyczajał się do piękna. Chociaż setki razy widywaliśmy te same pejzaże, zawsze wyszukał coś nowego".
Szwajcarski azyl
Jako wątłe dziecko przyjeżdżał pooddychać górskim powietrzem w Beatenbergu nad jeziorem Thun. Po rozwodzie rodziców mieszkał z matką w Bernie, potem w Genewie, gdzie chodził do Gimnazjum Kalwina. Z czasów młodości łączył go też pełen pasji związek z przyszłą żoną, Antoinette de Watteville z Berna. Ostatnie 20 lat życia spędził z drugą żoną Setsuko i córką Harumi w alpejskiej wiosce RossiniŹre (region Pays-d'Enhaut), gdzie delektował się "absolutną ciszą i niemal metafizyczną atmosferą godzin porannych", w Grand Chalet, jednym z najpiękniejszych obiektów architektury drewnianej o randze zabytku. Na zakup gotówką giganta o 113 oknach nie było Kłossowskich de Rola stać, nabył go więc najpierw zaprzyjaźniony właściciel galerii i następnie odstąpił im za... 5 obrazów. "Czuliśmy się w domu bardzo szczęśliwi. Nie przyszło nam nawet do głowy, żeby jeździć na wakacje" - śmieje się Setsuko. Zaszyli się w RossiniŹre po 16 latach intensywnego, światowego życia w Rzymie. Mianowany dyrektorem Akademii Francuskiej przez André Malraux, Balthus przeprowadzał tam gruntowne prace renowacyjne na terenie Villa Medici, przywracając jej niegdysiejszy splendor.
Nie ścigać się z czasem
"To walka bez końca. Straszna i wspaniała. Nigdy nie dorasta się do tego, co się robi", twierdził nieubłagany wobec siebie malarz. Zakochany w swoim "rzemiośle", pracował przeciętnie po 11 godzin dziennie, mając na warsztacie kilka obrazów, co pozwalało mu na patrzenie na nie świeżym okiem. Nad jednym dziełem pochylał się nieraz latami, w stanie absolutnego skupienia, w żelaznym przekonaniu, że "malarstwo nie musi się ścigać z czasem". Rezultat? Relatywnie skromny: 350 obrazów. Rytm pracy nieprzypadkowo przystawał do koncepcji sztuki, jaką wyznawał, żywiąc głęboką niechęć do współczesnego malarstwa. "Od renesansu obserwujemy postępujący upadek sztuki na Zachodzie. Artyści pragną przede wszystkim wyrazić swoją indywidualność, a przecież wielka sztuka powinna posiadać wymiar uniwersalny. Ja opowiadam się za pięknem w epoce epatowania brzydotą i poszukiwania destrukcji. Malarze abstrakcyjni, pozbawieni kontaktu z naturą, przypominają mi umierających z pragnienia w pobliżu fontanny. Znałem najwybitniejszych artystów współczesnych i wszyscy zgodnie twierdzili, że zawód malarza przestał istnieć".
Hrabia Baltazar Kłossowski de Rola, odczuwający duchowe pokrewieństwo z epoką średniowiecza, trzymał się na uboczu. Ochrzczony żartobliwie przez znajomych Królem Kotów, chodził własnymi drogami, czerpiąc z różnych kultur. Federico Fellini, połączony braterską przyjaźnią z Balthusem, widział w nim "strażnika symbolicznego dziedzictwa, na które złożyły się wielowiekowe pokłady kultury artystycznej".
